I nie wiem co dalej. Mój poprzedni (pierwszy poważny) związek okazał się katastrofą. Najlepsze jest to, że wszyscy znajomi, nawet najbliżsi, mówili mi, że zasługuje na kogoś lepszego, jak ja mogę z nim być itd. a teraz ,tak w skrócie, myślę tylko, że skoro z kimś ,,na kogo nie zasługuje" mi nie wyszło, to już z nikim nie będzie lepiej i to ze mną nikt wart zainteresowania, nie będzie chciał być. Jestem poza tym z natury nieśmiała, małomówna, często słyszę od ludzi, że mało mówię, co oczywiście skutkuje tym, że jeszcze gorzej czuje się w ich towarzystwie. W ogóle czasem wydaje mi się, że nigdzie nie pasuję. że ludzie odzywają się do mnie tylko wtedy, gdy mają w tym jakiś interes i jestem im akurat do czegoś potrzebna. I zawsze robię dobrą minę do złej gry, że niby wszystko jest okej, nie lubię jak ktoś próbuje ze mną poważnie rozmawiać o moich problemach, nie potrafię przed nikim się otworzyć, zawsze zbywam i mówię, że jest okej, że jestem szczęśliwa. A potem gdy zostaję ze sobą sam na sam, czuje wokół siebie pustke, samotność, najchętniej chyba zaczęłabym pić, żeby to zagłuszyć, ale jednak mam w sobie jeszcze na tyle rozsądku, żeby tego nie robić, chociaż to byłoby łatwiejsze, przynajmniej człowiek szybciejby zasnął a nie męczył się nocami z przykrymi myślami...i sama nie wiem po co to wszystko pisze. chociaż miło czasem wyrzucić z siebie to wszystko,a tutaj na forum jest łatwiej
Podobne tematy
Ja jestem w związku i czuję się okropnie samotna ![]()
dlaczego?
"Samotność nie ma nic wspólnego z brakiem towarzystwa"
dokładnie, może nawet jest jeszcze gorzej, kiedy przebywa się wśród ludzi a człowiek czuje się samotny
Co powoduje, że nie potrafisz się otworzyć przed ludźmi i mówić o swoich problemach?
Cały problem, moim zdaniem, bierze się z Twego myślenia o sobie oraz Twej koncentracji na swej osobie.
To Ty sądzisz, że jesteś nie warta niczyjego zainteresowania.
To Ty sądzisz, że nigdzie nie pasujesz.
To Ty sądzisz, że ludzie są z Tobą tylko dla jakiegoś interesu.
To Ty sądzisz, że nie będziesz miała lepszych kontaktów z innymi osobami.
Z takiego sposobu myślenia wyrasta Twoje zachowanie względem innych. Wszystkie zmysły masz ukierunkowane na jedno: jak zostaniesz odebrana, oceniona. Tym samym nie zostaje Ci wiele uwagi na zainteresowanie się rozmówcą.
I nikt, poza Tobą, tego problemu nie rozwiąże. Bo to Ty, jeśli zależy Ci na zmianie swej sytuacji, masz do wykonania pracę: zacząć myśleć o sobie i innych inaczej niż dotąd. Taka zmiana jest możliwa. ![]()
Wiem co czujesz uwierz mam tak samo nie wiem czasami to mnie przerasta dlatego pisze tutaj
szukam koleżanek moze to chociaż pomoże
Jak byś chciała pogadać napisz:)
Samotność w tłumie... Odkąd trafiłam na to forum uświadomiłam sobie ile osób jest samotnych pomimo,że mają rodziny i partnerów. Sama jestem w 2 letnim związku ale i tak czuję się samotnie.. Nie mam przyjaciół, którym mogłabym się zwierzyć ale tak zwyczajnie pogadać. Facet nie zastąpi koleżanki czy przyjaciółki. Szkoda, że tak ciężko teraz o prawdziwych przyjaciół..
Jakby ktoś chciał pogadać to to mój nr gg 44976135
Ja nawet zdaje sobie sprawę z tego, że to zależy ode mnie i że za bardzo, zawsze, zanim coś powiem, to pomyślę o tym, co ktoś pomyśli o tym co powiem, jak to odbierze, czy go nie uraże, chyba boje się też tego jak ktoś mnie odbierze, to wynika z potrzeby akceptacji. Tak myślę, ale Samo myślenie o tym, że muszę to zmienić nie pomoże...W jaki sposób mogę coś z tym zrobić? Tak praktycznie?
I zgadzam się z Natalią, faktycznie dużo osób z tego co widze na forum ma podobnie, a znowu co do mojego poprzedniego związku, to byłam w nim samotna też, tzn jak byłam sam na sam z chłopkiem to było ok, ale bolało mnie to, że moi znajomi go nie lubili, nawet mój brat i przez to popsułam sobie kontakty z innymi ludźmi, poluzowałam je. I nikt nie rozumiał tego, że jest mi źle po rozstaniu bo słyszałam tylko, że dobrze zrobiłam i że nie powinnam źle sie czuć, nie miałam z kim o tym pogadać, tłumiłam to w sobie. Do tej pory nie mam z kim o tym pogadać. A problem jest nadal. W ogóle popełniłam masę błędów, chyba czuję do siebie obrzydzenie momentami:/
w dodatku większość znajomych moich rodziców jest po rozwodzie, moi rodzice także, w rodzinie też jest sporo takich przypadków. widzę, że ludziom się nie układa, że są samotni, nieszczęśliwi, i mogę sobie jeszcze mówić, że jestem młoda i znajdę szczęście, ale czasami w to nie wierzę z tego co obserwuje, chyba nawet jak będę w związku to będę mieć obawę, że maż będzie mnie zdradzać prędzej czy później...
mogłabym tak narzekać bez końca, to też wada
Proponuję, byś zaczęła widzieć świat, ludzi, siebie z tej drugiej strony.
Byś zaczęła zauważać i koncentrować się na zaletach, nie na wadach. Byś w swej głowie wyłączyła tego malkontenta i oceniacza. Byś zaczęła widzieć do połowy pełną szklankę, zamiast pustą w połowie.
12 2012-10-15 20:32:31 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-10-15 20:39:08)
Ja nawet zdaje sobie sprawę z tego, że to zależy ode mnie i że za bardzo, zawsze, zanim coś powiem, to pomyślę o tym, co ktoś pomyśli o tym co powiem, jak to odbierze, czy go nie uraże, chyba boje się też tego jak ktoś mnie odbierze, to wynika z potrzeby akceptacji. Tak myślę, ale Samo myślenie o tym, że muszę to zmienić nie pomoże...W jaki sposób mogę coś z tym zrobić? Tak praktycznie?
I zgadzam się z Natalią, faktycznie dużo osób z tego co widze na forum ma podobnie, a znowu co do mojego poprzedniego związku, to byłam w nim samotna też, tzn jak byłam sam na sam z chłopkiem to było ok, ale bolało mnie to, że moi znajomi go nie lubili, nawet mój brat i przez to popsułam sobie kontakty z innymi ludźmi, poluzowałam je. I nikt nie rozumiał tego, że jest mi źle po rozstaniu bo słyszałam tylko, że dobrze zrobiłam i że nie powinnam źle sie czuć, nie miałam z kim o tym pogadać, tłumiłam to w sobie. Do tej pory nie mam z kim o tym pogadać. A problem jest nadal. W ogóle popełniłam masę błędów, chyba czuję do siebie obrzydzenie momentami:/
w dodatku większość znajomych moich rodziców jest po rozwodzie, moi rodzice także, w rodzinie też jest sporo takich przypadków. widzę, że ludziom się nie układa, że są samotni, nieszczęśliwi, i mogę sobie jeszcze mówić, że jestem młoda i znajdę szczęście, ale czasami w to nie wierzę z tego co obserwuje, chyba nawet jak będę w związku to będę mieć obawę, że maż będzie mnie zdradzać prędzej czy później...
mogłabym tak narzekać bez końca, to też wada
Witaj. Pracuję nad tym samym problemem u psychologa już kilka miesięcy. Raz jest lepiej, raz gorzej. Mam praktycznie takie same, lub gorsze myśli jak Ty.
Jednym ze sposobów jest zmiana myślenia, z negatywnego na realistyczne. U mnie jest to bardzo ciężki proces, bo pomimio iż już nie wspominam nieszczęsnych lat dziecięcych, wiem, że rodzice wpoili mi do głowy istną sieczkę na temat życia, ludzi, świata. Pracuję nad zmianą z psychologiem.
Jeżeli chodzi o myslenie realistyczne, to można, a nawet trzeba szukać dowodów wśród znajomych, bliskich, wśród ludzi. Ostatnio mam problemy w pracy. Moje mysli najczęściej to: jestem beznadziejna, nienormalna itp. Żeby nie tkwić w tej czarnej dziurze negatywnych myśli, popytałam wszystkich, których znam, czy jestem beznadziejna? Opowiedziałam sytuacje, które mnie spotkały, słowa, które usłyszałam. Każda z bliskich mi osób, stanęła murem za mną. Każda osoba była w stanie podważyć moją myśl kilkoma dowodami na temat tego jakim potrafiębyć dobrym pracownikiem i człowiekiem. Dlaczego więc, jedna obca osoba, ma spowodować,że zaczynam źle o sobie myśleć, skoro piętnaście innych myślą o mnie miłe i dobre rzeczy?
Mnie mało kto rozumie co czuję. Też jestem po rozstaniu. Ale zauważyłam,że najczęściej nie rozumieją mnie obce osoby, osoby, dla których mam małe znaczenie, które w moim świecie stanowią 20%. Rozumieją mnie osoby, które chcą mnie rozumieć, którym zależy na mnie i na których mi zależy.
Jest jeszcze coś takiego jak samospełniająca się przepowiednia. Ja na patrzę trochę inaczej, jak na energię, którą wokół siebie roztaczamy. Przyciągamy ludzi w zależności od tego jaką energią dysponujemy. Ja gdzieś kiedyś w podświadomości, jeszcze jak byłam nastolatką, pamiętam myślałam i czytałam,że dzieci alkoholików (mój ojciec) albo sami zostają alkoholikami, albo łączą się w pary z osobami uzależnionymi. Oczywiście, z taką osobą się związałam.
To, że Twoi rodzice, rodzice Twoich znajomych są po rozwodzie, wywarło ogromny wpływ na Twoje myślenie. Tylko, że nie możesz mu się poddawać, temu myśleniu. Świat nie składa się tylko z ludzi rozwiedzionych. Są pary, które są ze sobą długie lata, do śmierci. A po drugie, rozwód nie musi oznaczać porażki, nieszczęścia. Ludzie często rozstają się po to by zacząć budować swoje życie na nowo, w szczęściu!
Proponuję Ci znaleźć dobrą przyjaciółkę, która będzie patrzeć na Twoje życie realistycznie, nie z zazdrością lub "na odwal się". Taką, która jak będziesz miała gorszy dzień, powie Ci tysiące dowodów na to,że jest inaczej niż myślisz. Póki co, pisz na forum. Ja też szukam takiego wsparcia jak Ty, więc może pomożemy sobie nawzajem
Buziaki
A, jeszcze jedno;) Jeżeli przed powiedzeniem komuś czegoś, boisz się,że go/ją urazisz, zawsze możesz zapytać. Zawsze możesz uprzedzić, że to co powiesz może go urazić, albo,że nie masz na celu tej osoby urazić. Komunikacja, zadawanie pytń, wyjaśnianie wątpliwości, pomaga.
Ja jestem w związku i czuję się okropnie samotna
nie jestes sama ja tez jestem mezatka 16 lat i jestem sama w tym malzenstwie z 3 dzieci
Zmienić się nie jest łatwo... Wiem to bo sama mam problem ze swoim charakterkiem
Małomówna na przemian z rozgadaną... taka mieszanka dwóch osobowości odstrasza potencjalnych rozmówców którzy mogliby się okazać bratnimi duszami... Mój proces adaptacji do społeczeństwa trwa od urodzenia. Zawsze sama, odstająca choć wiem że nie gorsza. Ne jestem głupia czy brzydka tylko bywam zamknięta w sobie. Strach przed krytyką robi soje... Boję się otwartej konfrontacji. Tutaj mogę sobie pisać do woli. A realnie to już różnie bywa z otwartością na ludzi. Sporo od nastroju zależy, aktualnego nastawienia do świata. Dodam że niedawno się przeprowadziłam do warszawy i to mi nie pomaga..
Ale będzie dobrze... Muszę w to wierzyć
Jeżeli ktoś chce pogadać to piszcie
samotność jest okropna, najbardziej jak się o niej myśli, wieczorami i nocami, w czasie świąt i w innych okolicznościach których jest więcej niż możemy sobie wyobrazić. Na necie trudno znaleść znajomych z którymi można gdzieś iść. Więc może ludziska.. podzielmy się na regiony tak żeby się spotkać..zróbmy ZLOT, wybierzmy się na wycieczkę,pójdźmy do kina na komedię,na basen, a ci którzy nie mogą się spotkać z różnych względów,zapraszam na neta. Popiszmy, podzielcie się swoimi marzeniami, co chciałbyście zrobić, gdzie pojechać, napiszcie o fajnej książce którą warto przeczytać, film który polecanie obejrzeć..czekam na was
)
N.
dobry pomysł
na początek na przełamanie lodów polecam książkę ,,Nie zależy mu na Tobie koniec złudzeń" - Greg Behrend, i kieruje ją po trochu dla pań które pisały o tym, że są samotne w związkach. Wiadomo, że do tego typu poradników trzeba podchodzić z lekkim dystansem, ale niemniej jednak ta książka otworzyła mi szeroko oczy, ciekawa jestem jakie będzie Wasze zdanie na jej temat. Można ją znaleźć do ściągnięcia w formie pdf. np. na chomiku
I nie wiem co dalej. Mój poprzedni (pierwszy poważny) związek okazał się katastrofą. Najlepsze jest to, że wszyscy znajomi, nawet najbliżsi, mówili mi, że zasługuje na kogoś lepszego, jak ja mogę z nim być itd. a teraz ,tak w skrócie, myślę tylko, że skoro z kimś ,,na kogo nie zasługuje" mi nie wyszło, to już z nikim nie będzie lepiej i to ze mną nikt wart zainteresowania, nie będzie chciał być. Jestem poza tym z natury nieśmiała, małomówna, często słyszę od ludzi, że mało mówię, co oczywiście skutkuje tym, że jeszcze gorzej czuje się w ich towarzystwie. W ogóle czasem wydaje mi się, że nigdzie nie pasuję. że ludzie odzywają się do mnie tylko wtedy, gdy mają w tym jakiś interes i jestem im akurat do czegoś potrzebna. I zawsze robię dobrą minę do złej gry, że niby wszystko jest okej, nie lubię jak ktoś próbuje ze mną poważnie rozmawiać o moich problemach, nie potrafię przed nikim się otworzyć, zawsze zbywam i mówię, że jest okej, że jestem szczęśliwa. A potem gdy zostaję ze sobą sam na sam, czuje wokół siebie pustke, samotność, najchętniej chyba zaczęłabym pić, żeby to zagłuszyć, ale jednak mam w sobie jeszcze na tyle rozsądku, żeby tego nie robić, chociaż to byłoby łatwiejsze, przynajmniej człowiek szybciejby zasnął a nie męczył się nocami z przykrymi myślami...i sama nie wiem po co to wszystko pisze. chociaż miło czasem wyrzucić z siebie to wszystko,a tutaj na forum jest łatwiej
Opisałaś to wszystko tak jakbym po części widział siebie. Jestem trochę podobną osobą do Ciebie trochę zamknięty w sobie dlatego rozumiem po części te problemy. Otwarłem się dzięki dziewczynie. Miłości mojego życia. Niestety zostawiła mnie, walczę o nią i robię co mogę. Wiem, iż wina leży po mojej stronie, bo zacząłem być osobą nudną, tak mi się wydaje. Były co miesiąc kwiaty, zawsze czułe słówka, zawsze wiedziałem, że ja na nią mogę liczyć i się wygadać i ona na mnie. Jestem osobą wrażliwą. Strasznie to wszystko przeżywam jestem od 2 tygodni na lekach uspakajających. Wiem, wiem pewnie dużo osób zaraz napisze "Weź się chłopie lecz" heh no ale niestety tak jest, jest ona moją pierwszą dziewczyną i bardzo chciałem i chciałbym aby była tą jedyną. No nic ja jeszcze będę próbował ale jeśli jakaś dziewczyna chciałaby napisać, pogadać to nie ma problemu. Heh ale się rozgadałem. ![]()
Hej dziewczyny
szukam kolezanek , moze jest któraś z CZĘSTOCHOWY ???
Moze wybralybysmy sie gdzies , albo same zrobily babski wieczor np prostujac wlosy albo robienie makijazu ??
Doskonale Cię rozumiem, jakbym czytała o sobie, tez jestem osobą zamkniętą, w ostatnim czasie mam mega negatywne myślenie, czasem nienawidzę siebie, brak mi pewności, chciałabym się otworzyć ale to jest taka blokada wewnątrz mnie, mam przyjaciólki bardzo bliskie, które mnie doceniają i uważają, że jestem bardzo wartościową osobą, tylko nie potrafię tego każdemu pokazać, no trudno trzeba jakoś z tym żyć, poza tym mam mega doła po rozstaniu z chłopakiem, któremu się pozmieniało z dnia na dzień, bez wytłumaczenia i też ciężko mi z tym jest szczególnie że nie mam komu się wyżalić, bo przyjaciółki poszły juz swoją drogą, są w szęśliwych związkach więc co je może obchodzić moja sytuacja, ja mam w sobie cały czas nadzieję, że będzie dobrze i jakoś mnie to trzyma:)