Witajcie...
Zacznę od początku, byłam z facetem 3 lata, 2 lata razem mieszkaliśmy, nie układało się nam, kłóciliśmy się-teraz wiem, że o pierdoły, po prostu byliśmy o siebie zazdrośni i robiliśmy sobie na złość. Minął rok i dwa miesiące od kiedy ze sobą nie mieszkamy, a ja...nadal go kocham. Ze dwa miesiące od wyprowadzki jeszcze się spotykaliśmy, ale on był niezdecydowany i ja postanowiłam, że się odetnę. Z początku chyba byłam w tym bardziej konsekwentna niż teraz. Kontakt się uciął od września do lutego. W listopadzie były jego urodziny-nie złożyłam życzeń, stwierdziłam, że odnowienie kontaktu nie wyjdzie mi na dobre. W lutym coś mi odwaliło i się odezwałam, spotkaliśmy się nawet dwa razy-z jego inicjatywy, ale nie było nic, rozmawialiśmy. Spytał się mnie nawet czy chcialabym wrócić, powiedziałam, że nie, bo mówił, że się z kimś spotyka (chociaż bardzo chciałam, ale sądziłam, że pyta tylko dlatego, żeby siebie dowartościować). Potem widziałam go w marcu przypadkiem, pozniej się odezwałam, bo przyszedł jakiś list do niego-dzwoniłam nie odebrał, pisałam nie odpisał, więc dałam sobie spokój. W czerwcu były moje urodziny-złożył mi życzenia, byłam w szoku-fruwałam nad ziemią. Jakieś 2 tyg pozniej tez zadzwoniłam upominając się któryś raz o zwrot moich rzeczy. Miał się odezwać, nie odezwał się do dziś... Bylam z miesiąc temu w miejscowości gdzie mieszka u koleżanki, jak szłyśmy na mieście jechał samochodem, stanął na środku skrzyzowania i obserwował, później znów jechał. Nie widziałam go, bo nie patrzyłam, koleżanka mi mówiła. A teraz się dowiedziałam, że powiedział do mojej koleżanki, że jestem już daleką przeszłością. Ok. W taki razie czemu tak wtedy jezdził i obserwował? Ja jakbym zobaczyła mojego byłego chłopaka, do którego nic nie czuję nawet bym tego nie zakodowała, bo by mi to najzwyczajniej zwisało. Dopatruję się jego zainteresowania w najmniejszych rzeczach. Oczywiście też zakładam maskę dla ludzi i mówię, że nie ma o czym mówić. Tak bardzo chciałabym wiedzieć, co czuje, czego chce...tak bardzo chciałabym wrócić. Kiedy minie ten mój beznadziejny stan? Nie widziałam go od marca i tak bardzo chciałabym go zobaczyć, usłyszeć. Oddałabym wszystko, żeby móc cofnąć czas albo, żeby go odzyskać. Nie chcę nikogo innego, nie potrafię z nikim innym być i nikogo pokochać. To nie moje pierwsze rozstanie, ale po tamtym po pół roku pojawił się On i zadłużyłam się zupełnie. Mówił nawet przed rozstaniem, że mi będzie łatwiej, bo już ma za sobą rozstanie, a to będzie jego pierwsze, żebym nie liczyła też, że zobaczy ktoś, że on cierpi. Przed wyprowadzką też jak byłam na tydzień u mamy napisał mi, że tęskni i że chyba jest jeszcze w nas chyba część tej miłości, która z tęsknoty nie pozwala nam zasnąć, że kocha(Ale to było rok i 3msc temu), z resztą po wyprowadzce sam nie wiedział czy kocha czy nie, chciał czasu. Teraz zmienił numer, bo próbowałam kiedyś się z nim skontaktować. Ma moje rzeczy, gdyby chciał pretekst do spotkania by miał. Najwyraźniej nie chce. Czuje się jakbym miała rozdwojenie jaźni. Czasami jest lepiej, cieszę się nawet życiem, a czasami przychodzą dni jak te, że od kilku dni beczę i nie mam ochoty wyjść do ludzi. Kiedy mi to minie. Ja już nie mam sił. Co czuje on? Czy cierpiał? Jak to zniósł? Jak mam się tego dowiedzieć? Opiszcie swoje przypadki proszę, wyraźcie opinie na ten temat... Pozdrawiam ciepło
Podobne tematy
Najpierw Go odpychałaś, zerwałaś kontakt, po spotkaniach udawałaś, że Ci nie zależy, odzywasz się do Niego tylko w konkretnych sprawach (list, rzezy) a teraz się dziwisz i płaczesz po kątach, że chłopak ułożył sobie życie bez Ciebie.
Czytając Twój post, wcale nie jestem zdziwiona postawą chłopaka.
Myślę, że powinnaś z nim porozmawiać, powiedzieć co czujesz i Go zapytać o to samo. Wtedy będziesz miała jasną sytuację.
Po wyprowadzce to ja bardziej chciałam, on stwierdził, że musi przemyśleć, że potrzebuje czasu. Nasza rozmowa pamiętam sprzed roku wrześniowa, że zadzwoniłam powiedzialam wprost, że ja bym chciala z nim być i żeby się określił, że albo też chce albo koniec, bo ja zwariuję, zaczął na mnie wrzeszczeć, ze on nie chce, żebym dała jemu spokój, co ja sobie wyobrażam, mowie ok, skoro tak chcesz to dobrze i ze w takim razie to koniec i nie bede go nękać. Zadzwonił za chwilę, że przeprasza, że jest w pracy i ma problemy, i najzwyczajniej w świecie się na mnie wyżył i żebym odezwała się jak wrócę od mamy(bo akurat jechałam do niej, bo miała urodziny)i pogadamy co z nami. I ja się nie odezwałam już i on też nie. Miałam dosyć tego, że od niego wszystko zależy. Jak miałam się płaszczyć przed nim, gdyby chciał to sam by spróbował zawalczyć. Tylko myślałam, że za rok o tej porze będę się z tego śmiała, a minął rok a ja mam gorszego doła niż rok temu. Nie mam jak z nim porozmawiać, jestem ponad 200km od niego i w dodatku zmienił numer, nie raczył mi podesłać nowego. Pozostaje mi zapomnieć, ale jak zapomnieć i nie zwariować?