Hej,
Chyba pora się komuś wygadać kogoś poradzić. Poruszył mnie do tego post ols 123 w wątku - problemy z mamą. Opisałam jej swój i swoje zdanie i i skopiowałam swoją historię tu bo jest to problem ktory łazi za mną zmusza do picia melisy bezsenności zakupu ziołowych środków uspokajających... Płaczu i nerwowości nadmiernej,...
Urodziła mnie jak się dowiedziałam mając 10lat tylko dlatego, że się trafiłam bo tata mnie chciał a ona brała tabletki... No nie wyszło jej.
Odkąd pamiętam, tata pływał w morze na ok 3dniowe rejsy. Wtedy mama miała pole do popisu. Niedowidziała przez swoją zaćmę, która tez zaniedbała tłumacząc się strachem. Musiałam jej pomagać we wszystkim włącznie z przechodzeniem przez ulicę i wstydem, że mama nie widzi (no tak reagują dzieci) gdy ktoś się patrzył czy śmiał, że ma okulary jak denka. A ona wyżywała się na mnie jak się bawiłam to jak mysz pod miotłą cichutko jak miała zły humor lała mnie po twarzy i tyłku raz dostałam ostre lanie, że nie chciałam ubrać sukienki która kazała mi ubrać pamiętam to choć byłam malutka bo napewno nie byłam przedszkolakiem...dostałam tak, że nie mogłam siedzieć biła mnie i nie mogła przestać...potem - bo ciągle płakałam i ludzie się zaczęli patrzeć jak z domu wyszłyśmy albo zrobiło się jej mnie żal albo wstyd że ryczę i mnie przeprosiła.. bo jakiś pan się na mnie spojrzał..
Poniżała mnie przy rodzinie kuzynce - swojej chrześnicy, która w domu musiała u siebie robić wszystko bo jej mama z kolei jest niewidoma. Więc była okazja mnie poniżyć gdy kuzynka rozwaliła zabawki - ja miałam je posprzątać a ona nic nie robiła bo była taaaka biedna..O poniżaniu przy koleżankach napisałam mało płakałam nie raz bo nie mogłam wyjść na dwór pobawić się z dziećmi pod blok... a one po mnie przychodziły do domu. bardzo często płakałam przez jej słowa, bałam się po szkole wracać do domu - nie wiedziałam jaki humor ma moja mama, która wyżywała się na mnie za swój los tj siedzenie w domu zaniedbanym zresztą na rencie i narzekanie jaka to jest zmęczona. potem ja jako nastolatka zaczęłam dbać o dom wyczułam, że gdy posprzątam będę mogła wyjść a mama nie powie, że nic nie robię w domu (choć ina nie robiła i tak już zostało). Na dyskoteki po ukończeniu 18roku życia chodzić nie mogłam - typowe wychowywanie pod kloszem. Mówiła, że się puszczę jak córka jej koleżanki 17 letnia...Długo nie trwało zaszłam wpadłam mając lat 19 urodziłam pomagała mi dobra passa skończyła się gdy urodziłam - wyzywanie od kurew choć byłam z ojcem dziecka, mówienie do mnie idź się poucz a gdy niemowlę płakało w nocy usłyszałam pisząc referat : tak twoja mamusia się kurwiła i teraz ty płaczesz a ona się uczy i ja się muszę męczyć...
Rozstałam się z ojcem dziecka może i ona miała jakiś wkład w to a może otworzyła mi oczy z perspektywy czasu dobrze się stało.
Dziś mam 25 lat córcia 6 mam narzeczonego ale mieszkam jeszcze z rodzicami bo oświadczył mi się w tym roku po półtora roku znajomości.Kocha nas chce bym przeprowadziła się do niego 31 km od rodzinnego miasta od mamy i taty...heh i by córa zaczęła w tamtym mieście szkołę podstawową a ja miałabym tu dojeżdźać do pracy ew prosić o przeniesienie. I teraz coś pięknego : boję się powiedzieć rodzicom, że chcę zacząć swoje życie i w wakacje 2013 zacząć przenosić swoje rzeczy i życie do niego. Akceptują go w pełni. Nie ufają chyba mi, że nie skończę studiów, że zajdę w ciążę i ich nie skończę... że jego rodzice wrócą z zagranicy i co wtedy(choć oni powiedzieli nam otwarcie że nie wrócą), że córą nie będzie się miał kto zająć kto zaprowadzić kto odprowadzić ze szkoły(on ma tam super babcię dziadka i ciocię i wujka i swoja prace na miejscu w razie czego). I tak boję się wspomnieć nawet, że tak właśnie bym chciała zrobić.
Bo.. ? bo chcę zacząć swoje życie, chcę wracać do domu gdzie jest czysto, do mojego domu, gdzie wrócę bez obawy, że mama ma zły humor i muszę usiąść w kącie nie narażać się ...
Wiem, że medal ma dwie strony i w swoim przypadku wiem, że mama może mi nie ufać bo wpadłam i mam dziecko...ale mam 25 lat zaraz 26 prace i faceta, który chce wziąć ślub i kocha nas mnie i córkę.
p.s Mam siostrę młodszą o 10 lat, która nie robi nic... w domu bo uczy się to fakt. Jest idealna ma włosy i oczy takie jak chciała mama gdy się urodziła... marzyło się jej takie dziecko...tylko, że ono teraz nie potrafi gazu w kuchence gazowej odpalić -boi się zapałkę odpalić....Ja już w domu nie sprzątam - tylko swój pokój, łazienkę kuchnię. dokładam się do czego tylko mogę prąd mieszkanie woda chemia jedzenie..czasami kupię coś typowo dla mamy jak np dziś zamówiłam jej okulary fotochromowe z polaryzacja przez internet za 140zł typowo za pomoc przy małej bo ja pracuje i mieszkam z nimi więc siłą rzeczy mi pomagają... i mimo dokładania się do 'życia' chce jakoś swoje poczucie winy,że zajmują się małą odkupić i nie ukrywam też tu, że dlatego by mama miała dobry humor ... ;/
Macie podobnie ?
Może macie pomysł co robić jak mam zacząć myśleć o sobie, żyć z uśmiechem,nie bać się...mieć odwagę stworzyć rodzinę i nie bać się powiedzieć, że dam radę , że mam wsparcie rodziny narzeczonego którzy traktują nas jak część swojej rodziny. Myślałam o wizycie u psychologa..ale nie wyobrażam sobie opowiadać komuś tego wszystkiego co tu opisałam w skrócie plus inne rzeczy bo jak można się domyśleć było ich bardzo dużo...chyba bym tylko płakała na takiej wizycie...
Monia