Witam
Na imię Mam Piotrek.
Witam wszystkich na forum, dzień dobry.
Chciałbym opisać swoją historię rozstanie i tego jak nie mogę sobie z tym poradzić do dzisiaj, proszę również o opinie i damski punkt widzenia na tą sprawę, ponieważ nie mogę sobie poradzić.
Z moja dziewczyną byliśmy prawie 5 lat, zaręczeni byliśmy od pół roku.
Często się kłóciliśmy, ale nie były to kłótnie nie wiadomo jakie, również często się rozstawaliśmy i schodziliśmy.
Pewnego razu nie widzieliśmy się tydzień (a widywaliśmy się codziennie), w między czasie coś mi się stało i 2 dni wymiotowałem.
Pojechałem do niej i powiedziałem, że musimy porozmawiać, powiedziałem jej, że nie czuje jakby jej na mnie zależało, że nie jak coś mi się stało z tym wymiotowaniem to nawet nie przyjechała się zainteresować tylko wszystko na telefon, że mamy po 25lat, a ona w ogóle nie myśli o przyszłości, o pracy, o wspólnym życiu, powiedziała, że ma dość spakowała moje rzeczy od siebie z mieszkania i powiedziała, że mam się wynosić, że może jesteśmy ze sobą z przyzwyczajenia.
Nieraz mnie tak pakowała i po 3 góra 7 dniach wracaliśmy do siebie.
Tym razem jednak sprawa jest poważna. Postanowiłem, że dam jej parę dni jak zazwyczaj, żeby sobie przemyślała, przyjechała do mnie i przeprosiła mnie za tą sytuację (bo powiedziała mi jeszcze parę nie miłych słów, kiedy to ja byłem opanowany i grzeczny). Nie odzywała się, więc ja to postanowiłem zrobić, zadzwoniłem do niej, a ona powiedziała, że już podjęła decyzję o rozstaniu i zdania nie zmieni (nigdy wcześniej nie była taka stanowcza).
To był pierwszy moment kiedy przyszło moje załamanie, postanowiłem więc dać jej jeszcze parę dni, po tych paru dniach napisałem jej na gg wiadomość, napisała, że już nie chce ze mną być, że tyle razy się kłóciliśmy, ale zawsze tłumaczyła sobie, że w końcu będzie lepiej i że coś w niej pękło - to było moje drugie załamanie nerwowe.
Napisałem jej więc list, który wysłałem pocztą w którym pisze jak bardzo ją kocham, że chce się z nią ożenić, itp.
Napisałem w nim również, że chcę wyjechać z miasta, na stałe, do jakiegoś większego, znaleźć lepszą pracę i o niej zapomnieć, że to chyba dla mnie jedyny sposób, bo gdybym zobaczył ją na mieście z innym facetem to by mi pękło serce.
Na prawdę tak myślałem, że wydaję i jakoś się wszystko ułoży. Niestety po paru dniach doszedłem do wniosku, że nie dam rady bez niej żyć więc napisałem jej kolejną wiadomość na gg, a w zamian odpisała, żebym już do niej nie dzwonił, żebym znalazł sobie lepszą - to było 3 załamanie nerwowe, starałem się jakoś normalnie funkcjonować, ale nie mogę.
Karolina ma bardzo dobry kontakt z rodzicami o wszystkim sobie mówią, itp.
Ma również 2 siostry z którymi zawsze miałem dobry kontakt i które mnie trochę informują jak się sprawy mają.
O co mi chodzi? O to, że jeżeli ma tak dobry kontakt z rodzicami to na pewno powiedziałaby im, że się ze mną rozstała, zawsze byłem na jakiś imprezach rodzinnych, świętach, itp. u niej w domu, także zachowywaliśmy się jak po ślubie ![]()
I właśnie w tym jest cała moja nadzieja, że nie powiedziała jeszcze rodzicom, ani siostrom o rozstaniu, a na facebooku cały czas jako główne zdjęcie widnieje NASZE zdjęcie.
Siostry wiedzą o całej sprawie ode mnie, Karolina nic im nie mówiła, a rodzice pytają się sióstr co się stało, że Karolina chodzi taka przybita i dlaczego ja już do nich nie przyjeżdżam, ale udawają, że nic nie wiedzą, a sama Karolina też nic nie mówi.
Wczoraj do niej zadzwoniłem, gadaliśmy 40 minut, pytałem co u niej, jak się czuje, jak w szkole, była to normalna rozmowa przez pierwsze 15minut, a potem rozmowa na nasz temat i znowu to samo, żebym znalazł sobie kogoś fajniejszego, ja jej tłumaczyłem, że pieniądze nigdy nie były dla mnie ważniejsze niż ona (bo ona twierdzi, że były), że ją kocham, no wiecie jak się zacznie o takich rzeczach gadać, jak najdzie taki melancholijny to można gadać i gadać, gadałem tak 25minut, ona od czasu do czasu coś wtrąciła i powiedziała, że już nie muszę się jej tłumaczyć, a najbardziej uderzyło mnie jak powiedziała "ja już nie chce z Tobą być", wiem, że w miedzy czasie jak to mówiłem to płakała bo słyszałem, na koniec powiedziała, żebym się rozłączył bo ona tego nie zrobi bo nie chce mnie chamsko potraktować i żebym sobie kogoś znalazł fajniejszego od niej, ja powiedziałem, że się nie rozłączę i nigdy z niej nie zrezygnuje, ona powiedziała, że też się nie rozłączy, trwało to 3 minuty, aż zaczęła płakać i powiedziała przepraszam muszę kończyć i się rozłączyła.
Wczoraj zasnąłem o 2 w nocy, obudziłem się przed 6-tą z ogromnym dołem, nie wiem co mam robić, nie mogę jeść, spać (jest tak od rozstania, ale teraz to już wyjątkowo), nie mogę się zoorganizować, mieszkam sam i dobija mnie samotność ta cisza, cały czas myślę o niej i o sobie jakim jestem palantem, że po co była ta ostatnia kłótnia teraz by było wszystko dobrze.
Drogie Panie, czy jeszcze mam u niej szanse, co mam teraz zrobić, brakuje mi pomysłów, uszło ze mnie powietrze
:(:(:(
Proszę o porady, z góry dziękuje za przeczytanie tej długiej opowieści ![]()