Pamiętasz, jak na początku naszej znajomości mówiłam ci, że boję się mężczyzn, że mam uraz, bo nigdy mnie z ich strony nic dobrego nie spotkało, począwszy od ojca. Ty wtedy broniłeś swojego gatunku, mówiłeś, że nie skrzywdzisz...w ciągu mojej ośmioletniej małżeńskiej męki nie szukałam innego faceta, mimo iż nie kocham męża. To tylko ty potrafiłeś wzbudzić moje zaufanie, obudzić we mnie kobietę i to taką, która czuje się kochana i pożądana ( jak ja zazdroszczę twojej żonie, że ma takiego mężczyznę obok siebie). Kochałam cię coraz bardziej, dzięki twoim ciepłym spojrzeniom i cudownym słowom, które słyszałam z twoich ust. Z kobietami tak jest, że one kwitną w oczach ukochanej osoby. Teraz znów zwiędłam, bo w twoich oczach jest tylko strach, a słowa tylko ranią. Wiem ,że mnie nie kochasz i że już cię nie pociągam jako kobieta. Mówisz, że coś czujesz, tak- litość, poczucie odpowiedzialności i strach. Znowu zablokowałam się w sferze uczuciowej i erotycznej, już nie czuję potrzeby bliskości drugiej osoby, więc chyba nie zwariuję.
Nigdy nikogo tak nie kochałam, jak ciebie, byłeś najważniejszą osobą w moim życiu, poza tobą nikt się nie liczył. Dodawałeś mi skrzydeł i przy tobie czułam, że nie ma takiego problemu, z którym bym sobie nie poradziła.Ale po co taka miłość, której nikt nie potrzebuje. Dlatego ostatnie miesiące były naprawdę ciężkie, zdarzały się dni, że nie mogłam ustać na nogach, Paulinka musiała się mną opiekować albo zbierałam w sobie siłę i odwoziłam ją do mamy, by wrócić do pustego domu i umierać z bólu. Pełna nadziei czekałam na twoje maile, a potem znów umierałam , ciągle czytając: ,, tylko nie dzwoń", ,, uszanuj szczęście mojej rodziny", ,,chcę być z żoną i z dziećmi". Rwałeś mi serce na strzępy.Czułam się jak potwór, który nie daje ci żyć. Jak to jest, że wystarczy jedno twoje słowo, a byłabym najszczęśliwszą osobą na świecie.
Mówi się, że nadzieja umiera na końcu. Już nie musisz się obawiać , we mnie nadzieja właśnie ( choć z twojego punktu widzenia zapewne późno) umarła. Już na nic nie czekam i w nic nie wierzę. Może to dzięki twoim słowom , które niedawno usłyszałam: ,, już nigdy takiego błędu nie popełnię", ,, znów dopadną mnie wyrzuty sumienia". Nie wiedziałam , że przeze mnie miałeś wyrzuty sumienia, one świadczą o tym, że kochasz żonę. Nie zdawałam też sobie z tego sprawy, że moja miłość do ciebie tak cię zamęcza. Już się mnie nie obawiaj, jestem z tym wszystkim pogodzona. W moich oczach już nie zobaczysz oczekiwania na coś z twojej strony, liczę tylko na przyjaźń. Znów zamykam się w swojej skorupce raka, z której już nigdy nie wyjdę i nie pozwolę się zranić.
A mąż...powtórka z rozrywki- znów jest wobec mnie złośliwy i chamski, w końcu weekend.
Już nikogo nie potrzebuję