Niech ktoś mi doradzi
Jestem ponad rok po ślubie i mam córke 7-mio miesięczną. Od przeszło miesiąca nie mieszkam z mężem. A zaczęło się tak:
Po ślubie mieszkaliśmy u mnie w mieszkaniu tzn mojego ojca ale on ze swoją partnerką mieszkał gdzie indziej, więc byliśmy sami. Kiedy zaszłam w ciąże postanowiliśmy odremontować mieszkanie. Niestety nim go skończyliśmy mój szanowny tatuś alkoholik wrócił i musieliśmy zostawić mieszkanie w które wpakowaliśmy kupe kasy... Przeprowadziliśmy się do domu rodzinnego mojego męża, gdzie mieszkała starsza babcia i brat. 2 dni po przeprowadzce poszłam rodzić. Po tygodniu wróciłam z maleństwem do domu i zaczęły się problemy...
Mój mąż przestał się mną zupełnie interesować, Ciągla tylko chodził sobie rozmawiać ze swoją babcia albo bratem a ja z dzieckiem sama. Wszystko było ważniejsze do zrobienia niż poświęcić mi i dziecku trochę czasu. Twierdził że to dla nas wszystko robi żeby nam niczego nie brakowało... A ja poprostu potrzebowałam żeby trochę ze mna pobył, mówiłam mu o tym, bo trochę kiepsko się czułam po porodzie. Chyba mała depresja mnie dopadła ale poradziłam sobie z tym. Może byłam poprostu przewrażliwiona???
Po miesiącu trochę się polepszyło, zaczął zajmować się małą więcej. Nawet sam ją kąpał a ja mogłam chwile odpocząć. Niestety wtedy zaczęły się problemy z jego babcia. Zaczęła mnie pouczać, krytykowała wszystko co robiłam, ciągle jej coś nie pasowało. Do tego brat mojego męża zaczął mówić mu jaka to ja nie dobra jestem dla niego, brak szacunku i wszystko co najgorsze... /dodam że nigdy nie lubiłam się ze swoim szwagrem/ mój mąż zaczął go słuchać i zaczęły się ciągłe awantury. Stały tekst jaki słyszałam to że nie szanuje jego rodziny. Nic nie robie całymi dniami, bo zajmowanie się dzieckiem to nic trudnego. I pewnie leże całymi dniami w łóżku z dzieckiem. Tylko mój mąż zapomniał że dom jakieś bagatela 350m* sam się nie sprzątał a obiady same się nie gotowały i nikt prócz mnie tego nie robił...
Powiem tak: generalnie od 5 miesięcy ciągle się kłóciliśmy. O wszystko były pretensje i awantury. Dla mojego męża wszystko co powiedziałam było czepianiem się albo pretensją. Nawet kiedy mówiłam do niego spokojnie po cichu żeby go nie denerwować słyszałam przestań się przyp...lać i tak było w kółko. W końcu w któryś piątek po kolejnej kłótni /tym razem przez tel. bo mąż był jeszcze w pracy/ wzięłam córkę i pojechałam na weekend do swojej mamy. Uzgodniliśmy że jade odpocząć a on ma ochłonąć i przemyśleć sobie wszystko i w niedziele po nas przyjedzie. Niestety przez cały weekend kłóciliśmy się telefonicznie aż usłyszałam że nie mam po co wracać, bo to koniec... I tak też się stało, od ponad miesiąca mieszkamy osobno. Ale ciągle jesteśmy w kontakcie. On co drugi dzień stara się przyjeżdżać do małej i wtedy dużo rozmawiamy. Twierdzi, że mnie kocha i zależy, ale wrócić do domu mi nie pozwala, bo musi sobie wszystko przemyśleć. Dałam mu czas do końca września żeby ostatecznie podjął decyzje czy chcę abym wróciła czy definitywnie się rozstajemy. 30 września usłyszałam, że chciałby w tygodniu nas zabrać do domu. Więc zapytałam co z jego rodziną, bo oni mnie nie lubią i nie chcę wrócić do domu żeby było jak wcześniej a oni będą go buntować przeciwko mnie. Mąż sie obruszył i powiedział że w takim razie nie chcę ze mną być i to koniec. I tak jest nadal przyjeżdża jest miło a za chwile powiem jedno słowo które mu się nie spodoba i jest awantura...
Co mam robić??? Kocham go, chcę z nim być i nie chcę skazywać naszej córki na wychowywanie się bez ojca ona ma dopiero 7 miesięcy... Ale psychicznie jestem wykończona tymi awanturami i zaczyna brakować mi sił...
Pomóżcie proszę...