Drogie forumki muszę się wyżalić bo po prostu wybuchnę z tej złości!
Zapytałam w urzędzie pracy, czy mogłabym zrobić kurs fryzjerski finansowany przez UP, odpowiedzieli, że nie bo mam studia wrrr.
Pracy nie mogę znaleźć, a studia też przeszkadzają w kursach i znalezieniu pracy np. sprzedawca bo uważają, że mam za wysokie kwalifikacje. Ofert pracy w moich zawodach brak. Jestem gotowa podjąć jakąkolwiek pracę, to moja sprawa czy mam studia czy nie. Czy mogłabym w CV ominąć punkt dotyczący wykształcenia wyższego czy za pominięcie pewnych danych grożą jakieś konsekwencje?
Podobne tematy
Nie wiem czy grożą konsekwencje za zatajenie takich informacji... sądzę, że nie. Myślę, że powinnaś myśleć o skończonych studiach jako atucie a nie przeszkodzie. Nie wiem co studiowałaś ale to co się nauczyłaś to twoje, nie ma takich studiów, które w jakimś stopniu by nas nie rozwinęły. Przecież jeśli aplikujesz na jakieś stanowisko to znaczy, że jesteś zainteresowana ofertą nawet jeśli jest poniżej twoich kwalifikacji...
Ja myślę, że powinnaś skupić się na dobrym poprowadzeniu rozmowy kwalifikacyjnej. Przykładowo : osoba rekrutująca mówi, że masz za wysokie kwalifikacje to ty powiedz, że sądzisz inaczej - uważasz, że dana praca Cię rozwinie i np. chcesz być sprzedawcą bo lubisz kontakt z innymi ludźmi. W sumie to trudna sprawa... z reguły pracodawcy nie kręcą nosem na studia tylko brak doświadczenia... Może pomyśl o szkole policealnej... w moim mieście w szkole policealnej ( darmowej ) można wyuczyć się fryzjerstwa. Myślę, że papierek szkoły policealnej wygląda lepiej niż szkolenia z UP. Trzymaj się
W końcu znajdziesz pracę - takie parszywe czasy przyszły, że trudno o pracę ![]()
Zasadniczo na początku rekrutacji (na etapie wysyłania zgłoszenia i rozmowy kwalifikacyjnej) zatajenie tych danych to jest bardziej kwestia, która moze być później rozpatrywana przez pracodawcę pod kątem Twojej uczciwości.
Problem może pojawić się na etapie przyjmowania do pracy. Choć tu też wiele zależy od formy zatrudnienia, którą zaproponuje Ci firma. Jeśli będzie to umowa o pracę to ukończenie przez Ciebie studiów wyższych ma wpływ na naliczany Ci staż pracy i co za tym idzie uprawnienia urlopowe. I tutaj pracodawca moze mieć problemy jesli zataisz przed nim takie dane. Choć z drugiej strony to Ty pewnie będziesz wypełniać oświadczenie, że podane przez Ciebie w dokumentacji personalnej dane są prawdziwe.
Przy umowie zlecenia nie będzie takich problemów. Bo tam nie ma urlopów.
Zasadniczo jest to w przeważającej mierze problem natury etycznej.
Nie wiem jak to jest z kursem fryzjerskim po studiach ale przecież każdy UP prowadzi coś takiego jak możliwość przekwalifikowania.Myślę,że powinnaś o tym porozmawiać z doradcą zawodowym.On Ci powie jakie kroki masz podjąć w tej kwestii.Takie doradca jest zazwyczaj przy UP.
Co do sprzedawcy- znam kupę osób pracujących w tym zawodzie,które studiują zaocznie lub właśnie studia skończyły.
Od paru lat myślę o przekwalifikowaniu- niestety musiałabym skończyć jakąś podyplomówkę.Ale znalazłam niszę,dostałam dofinansowanie z UP i otwieram własny biznes.Miałam już serdecznie dość bycia czyjąś podwładną i obaw czy tym razem z powodu redukcji zostanę zwolniona czy jeszcze nie.
Może też o tym pomyśl:)
Lena, uzyskałam już prawo do 26 dni urlopu, gdyż pracowałam już kilka lat. Moje pytanie w UP o kursy fryzjerskie były właśnie z myślą o przekwalifikowaniu się, ale pani powiedziała mi, że ze względu na studia wyższe nie mogę takowych kursów u nich zrobić. Robiłam jeszcze podyplomowe studia z innej dziedziny niż te pierwsze ale ofert pracy również brak. W UP kursy te byłyby darmowe a teraz nie dysponuję za bardzo funduszami, więc dlatego mi na nich zależało. A jeśli chodzi o studia wyższe to kilka razy zwrócili mi uwagę na rozmowach kwalif. że po co staram się o pracę np. sprzedawcy czy innych tego typu skoro mam studia, oczywiście nikt później nie zadzwonił się z propozycją pracy. Uważam, że zatajanie tychże informacji nikomu krzywdy nie robi, a ja może wreszcie znalazłabym jakąś pracę bo już mam dość tego bezrobocia
pozdrawiam
kuna leśna Niby chcą pomagać a jak przychodzi co do czego to ..lepiej nie mówić.Masz rację, w niektórych CV nawet lepiej nie wpisywać czegoś co nie jest niezbędne..człowiek się poniża ale chociaż ma pracę:/
ale czemu chcesz zataić studia? tak jak napisała adeline, to jest przecież atut
co do pytań, które ci zadają oto czemu szukasz takiej a nie innej pracy dla mnie są absurdalne. przecież wiadomo, że trzeba systematycznie zdobywać doświadczenie a nie porywać się na głęboką wodę... zresztą praca w sprzedaży to nic złego, wręcz przeciwnie. możesz zdobyć przydatne doświadczenie, które przyda ci się w przyszłości podczas szukania kolejnych posad. moja znajoma tak miała, będąc na studiach zaczęła pracować w sprzedaży, w eniro, żeby pod koniec studiów móc wpisać praktyczne umiejętności do cv i wyszło jej na dobre, bo rzeczywiście doświadczenie zaowocowało i bez problemu znalazła następną pracę.
duza syrenka jedna strona medalu to nasze podejście - chcemy znaleźć pracę, żeby mieć jakieś doświadczenie i dodatkowy atut przy szukaniu nowej pracy; a druga strona to myślenie pracodawcy z serii znowu zatrudnię kogoś, kto chce tylko na chwilę się przyczaić, nabyć doświadczenia i ruszyć dalej. W końcu oczywistym jest, że człowiekowi z wyższym wykształceniem, taka praca na dłuższą metę na pewno nie będzie odpowiadać i będzie szukał innej, a że ma wyższe wykształcenie to łatwiej (przynajmniej w teorii bo w praktyce wiem, ze wcale tak nie jest) będzie mu ją znaleźć niż komuś kto go nie posiada. Także firmy po prostu nie chcą inwestować czasu w ludzi, którzy zatrzymują się u nich tylko na chwilę. I tak przez takie myślenie robi się właśnie błędne koło - firmy narzekają, że nie mają kandydatów do pracy a ludzie nie mogą jej znaleźć.
Kuno Leśna, mnóstwo ludzi teraz zataja, że mają studia, bo idą na taśmę, a tam magistrów nie chcą. Jeśli przysługuje ci już 26 dni urlopu, to studia nie mają nic do rzeczy. Nie mów im i tyle.
Ale jeśli nie drzwiami, to oknem. Ja na twoim miejscu bym zataiła. Rachunki się same nie zapłacą. A wiele osób tak robi bo musi.
Zasadniczo nie grożą żadne, ale to, że ktoś "mądry" wymyslił taki przepis, nie oznacza, że studia są bez sensu ![]()
Warto je skończyć, ale normą jest w dzisiejszych czasach że się nie pracuje w zawodzie. Ja jestem po socjologii na Vistuli, a pracuję jako księgowa. Kwestia dostosowania się do realiów, nie ma co siedzieć i czekać na to że Urząd Pracy coś da, bo jak się okazuje niewiele daje. Trzeba się ostro brać do roboty. Bo szukanie pracy to też praca.
Sama nie pracuję w wyuczonym zawodzie, ale jak czytam, że teraz się zataja fakt ukończenia studiów żeby dostać pracę, to zastanawiam się kto stworzył nasz piękny system szkolnictwa? Czy takie są realia współczesnego świata?
12 2012-10-09 14:32:28 Ostatnio edytowany przez modzia (2012-10-09 14:34:10)
NIe rozumiem jak można nie portafić znaleźć pracy...
NIe rozumiem jak można nie portafić znaleźć pracy...
Nie musisz tego rozumieć i ciesz się, że to nie Ty masz z tym problem. Łatwo jest mówić takie rzeczy, jeżeli pracę ma się bo ktoś załatwił...
A co do studiów, to czasem nie warto wspominać o tym w CV. Zawsze można powiedzieć o tym na rozmowie. Albo najlepiej zrobić tak, że wyciągnąć ze studiów takie umiejętności, które akurat w tej pracy się przydadzą, nawet sprzedawcy. np. łatwy kontakt z ludźmi.
modzia napisał/a:NIe rozumiem jak można nie portafić znaleźć pracy...
Nie musisz tego rozumieć i ciesz się, że to nie Ty masz z tym problem. Łatwo jest mówić takie rzeczy, jeżeli pracę ma się bo ktoś załatwił...
A co do studiów, to czasem nie warto wspominać o tym w CV. Zawsze można powiedzieć o tym na rozmowie. Albo najlepiej zrobić tak, że wyciągnąć ze studiów takie umiejętności, które akurat w tej pracy się przydadzą, nawet sprzedawcy. np. łatwy kontakt z ludźmi.
Nikt mi nigdy pracy nie załatwiał, sama WŁASNYMI RĘKAMI zapracowałam na ten komfort, który teraz mam! Wyobraź sobie że byłam już kasjerką na stacji benzynowej, kierowniczką lumpeksu i imałam się wielu innych zajęć, aby mieć jakiś dochód. W rezultacie otworzyłam własny biznes. Łatwo to jest mówić, że nie ma pracy. A w rzeczywistości siedzi się przy necie i użala nad sobą na forum, po to by znaleźć bratnią duszę, takiego samego lenia śmierdzącego z którym można podzielić się doświadczeniami jak znaleźć pracę nie ruszając tyłka z domu!
Jeśli na starcie kłamiesz potencjalnego pracodawcę to raczej dobrze nie świadczy. Wiadomo, że w liście motywacyjnym do Bierdonki nie napiszesz, że całe życie marzyłaś o stanowisku kasjera w dyskoncie. Trzeba umieć się zareklamować, ze studiami czy bez. Wygoogluj sobie 'jak się dobrze sprzedać na rozmowie kwalifikacyjnej', 'autoprezentacja' a dowiesz się że nie to co napiszesz w CV jest najważniejsze.
Nie chodzi o to, że nie szukam pracy, tylko siedzę w domu i liczę na urząd pracy, wręcz przeciwnie, UP jeszcze nigdy nie znalazł mi pracy. Najchętniej wcale bym tam nie chodziła, jestem zarejestrowana tylko ze względu na ubezpieczenie i zasiłek. Pozostałe prace sama sobie załatwiałam, dwie z nich były na zastępstwo, gdyż również nie umiem siedzieć w domu i czekać aż praca sama przyjdzie. Poza tym zrobiłam jeszcze studia podyplomowe z zupełnie innej branży oraz kurs, za które sama zapłaciłam, we wcześniejszych miejscach też zdobyłam umiejętności np. umiejętność obsługi programów komputerowych, więc tak naprawdę nie muszę pracować w zawodzie, który zdobyłam na studiach. Niestety nie dysponuje w nieskończoność funduszami, więc liczyłam na ten kurs w UP, nie mogę podjąć go tylko ze względu na skończone studia. Poza tym ileż razy można się w końcu przekwalifikowywać, chcę też wreszcie mieć pracę na stałe a nie na zastępstwo albo umowę zlecenie. Ze 100 wysłanych ofert pracy odzywają się średnio tylko ok. 5, na rozmowach najczęściej pada pytanie właśnie o to co osoba ze studiami tutaj robi lub o stan rodzinny(który nie koliduje mi z podjęciem pracy). Naprawdę chętnie zaczęłabym gdziekolwiek pracować, mam już dość tego bezrobocia. Zaznaczam, że wysyłając aplikację spełniam wymagania które podają w ogłoszeniach, nie odpowiadam na anonse o pracę, jeżeli do danej pracy nie mam kwalifikacji, umiejętności lub cech osobowych.
Nie chodzi o to, że nie szukam pracy, tylko siedzę w domu i liczę na urząd pracy, wręcz przeciwnie, UP jeszcze nigdy nie znalazł mi pracy. Najchętniej wcale bym tam nie chodziła, jestem zarejestrowana tylko ze względu na ubezpieczenie i zasiłek.
Jak większość ludzi.. Ale jeśli sama znajdziesz sobie pracę, a masz jeszcze prawo do pobierania zasiłku przysługuje Ci bodajże jakaś jego część za aktywizację, za to że sama znalazłaś sobie pracę.
Pozostałe prace sama sobie załatwiałam, dwie z nich były na zastępstwo, gdyż również nie umiem siedzieć w domu i czekać aż praca sama przyjdzie.
Moja rada, nie szukaj tylko w gazetach i w internecie, jeśli chętnie podjęłabyś pracę np. w sklepie to patrz na witryny sklepowe i na przyklejone do nich karteczki, bo i w ten sposób poszukują pracowników.
Poza tym zrobiłam jeszcze studia podyplomowe z zupełnie innej branży oraz kurs, za które sama zapłaciłam, we wcześniejszych miejscach też zdobyłam umiejętności np. umiejętność obsługi programów komputerowych, więc tak naprawdę nie muszę pracować w zawodzie, który zdobyłam na studiach. Niestety nie dysponuje w nieskończoność funduszami, więc liczyłam na ten kurs w UP, nie mogę podjąć go tylko ze względu na skończone studia.
Jeśli widziałaś, że Twoje miasto cierpi na brak dobrych dobrych usług fryzjerskich, to trzeba było taki kurs sobie zrobić, zamiast komputerowego. Teraz rzemiosło jest w cenie, bo wszyscy idą na studia, mamy więc wykształconych menagerów, filologów, socjologów etc. a nie ma dobrych piekarzy, fryzjerów, hydraulików.
Poza tym ileż razy można się w końcu przekwalifikowywać, chcę też wreszcie mieć pracę na stałe a nie na zastępstwo albo umowę zlecenie. Ze 100 wysłanych ofert pracy odzywają się średnio tylko ok. 5, na rozmowach najczęściej pada pytanie właśnie o to co osoba ze studiami tutaj robi lub o stan rodzinny(który nie koliduje mi z podjęciem pracy). Naprawdę chętnie zaczęłabym gdziekolwiek pracować, mam już dość tego bezrobocia. Zaznaczam, że wysyłając aplikację spełniam wymagania które podają w ogłoszeniach, nie odpowiadam na anonse o pracę, jeżeli do danej pracy nie mam kwalifikacji, umiejętności lub cech osobowych.
Żyjemy w takich czasach, gdzie liczą się umiejętności i wcale nie muszą być one potwierdzone papierem z pieczatką uczelni. W firmie, gdzie mój mąż jest regionalnym dyrektorem kreatywnym, dodam że jest to duża ogólnopolska (ale nie polska) sieciówka handlowa, żaden papier nie ma znaczenia. Pracownik ze względu na obejmowane stanowisko musi mieć to coś, co sprawi, że jego wyniki, wydajność, umiejętności, komunikacja z ludźmi będą na lepszym poziomie niż innych. Polityka firmy stawia na awanse wewnętrzne, stwarza warunki do rozwoju. I tak np. dziewczyna, która skończyła dziennikarstwo i komunikację społeczną przyjęła się do pracy jako kasjerka w jednej z placówek tej firmy, a chłopak po ogólniaku niedawno awansował na specjalistę do spraw sprzedaży.
A! Nie wiem czy wiesz, że potencjalny pracodawca nie ma prawa pytać Ciebie o sytuację rodzinną, o to czy planujesz dzieci, jeśli masz to co z nimi będzie na czas Twojej nieobecności w domu. Jeśli na takie pytanie wyjedziesz mu odpowiednim artykułem, on może to potraktować jako dodatkowy atut, że znasz się choć trochę na prawie i masz na tyle silną osobowość, żeby utrzeć nosa już na rozmowie o pracę... Ale z drugiej strony wcale nie musi tak być, bo zwyczajnie może sobie wyobrazić Ciebie jako aktywistkę, przewodniczącą solidarności, związków zawodowych i skojarzyć to z furą kłopotów.
A teraz o mnie.. Skończyłam technikum budowlane, nastepnie zdobyłam tytuł kreślarza, oprócz praktyk zawodowych nigdy nie miałam z tą branżą nic wspólnego. Pracowałam chyba już wszędzie, ale nigdy po znajomości! To na umowę o pracę, a to na pół etatu, zdarzały się zlecenia, umowy o dzieło. Ale nie miałam sytuacji, żeby szukać pracy dłużej niż 1 miesiąc. Nawet już w widocznej ciąży pracodawca podpisał ze mną umowę! Ale ja chciałam mieć tyle czasu na pracę ile zachcę, i równie dużo wolnego czasu, żeby zająć się dzieckiem. Zrobiłam masę kursów ukierunkowanych na fotografię. Otworzyłam swoje studio i łączę pracę z przyjemnością. Jeśli ktoś mi powie że się nie da to ja go wyśmieję! Wszystko się da! Trzeba tylko chcieć i oczywiście dążyć! A tak na marginesie, BYĆ MOŻE gdybym chciała pracować na cieplutkiej posadce z umową na stałe, poszłabym do firmy gdzie pracuje mój mąż. Ale nie należę do tych, którzy chcą mieć wszystko gotowe na tacy! Lubię mieć satysfakcję, że SAMA coś zrobiłam, SAMA do czegoś doszłam. Choćby po to, żeby żadna sfrustrowana lenistwem bezrobotna (czytaj w domyśle Caridad) nie zarzuciła mi nieuczciwości, protekcji, znajomości czy czegoś tam jeszcze innego.
Modzia
Fajnie, że Ci się udało i robisz to co lubisz, gratuluję!
Właśnie ja też NIE czekam na UP i aż praca sama przyjdzie, tylko aktywnie jej szukam, wysyłam CV, także odpowiadam na ogłoszenia z wystaw sklepowych, zaznaczam, że ja również żadnej pracy nie dostałam po znajomości, sama sobie znalazłam. Chodzi tylko o to, że mam właśnie dość takiej pracy niepewnej czyli na zastępstwo, umowę zlecenie, chciałabym wreszcie jakiejś stabilizacji, nie mam już dwudziestu lat. Bo jak pracownik wraca z chorobowego lub macierzyńskiego to znowu zaczyna mi się to szukanie pracy a tego mam już po prostu dość, zwłaszcza, że coraz trudniej jest znależć, coraz bardziej wydłuża mi się okres szukania np. po skończeniu studiach ale jeszcze przed obroną pracę znalazłam w ciągu miesiąca, szukałam czegoś lepszego- następną znalazłam po 2, 3 miesiącach. Przed ostatnią pracą szukałam już chyba pół roku-miała to być praca na stałej, pracowałam kilka lat jednak w wyniku kryzysu zaczęły się zwolnienia w firmie, po urodzeniu dziecka okazało się że nie mam do czego wracać. Teraz mam dziecko i dlatego potrzebuje stałej pracy, a nie znowu popracować rok czy dwa na zastępstwo lub umowę zlecenie. Mogłabym mieć własną firmę, wiem że są dofinansowania z UP, ale boję się trochę ryzyka, że coś nie pójdzie, miałąm też pewien pomysł na działalność ale wymaga to większej ilości funduszy. Choć przyznaję, że wolałabym pracować dla kogoś niż mieć własną działalność, nie wiem czy nadaję się do zarządzania firmą. Aha, i zaznaczam, że ja obsługi programu komputerowego nauczyłam się w pracy, a nie robiłam specjalnie kursu. Wpadły mi do głowy te kursy fryzjerskie z tego względu, że znalazłam dość ogłoszeń o pracę dla fryzjerów, poźniej można otworzyć własny salon.
Aha, Modzia mogłabyś napisać z jakiej branży pracodawca podpisał umowę z Tobą, gdy byłaś w ciąży i czy to było na umowę o pracę? Szczerze mówiąc pierwszy raz się spotkałam z taką sytuacją.
Na dofinansowanie z UP to raczej nie ma co liczyć. Ja się akurat nie starłam, bo to co oni oferowali kiedy ja zakładałam działalność to były jakieś grosze, w porównianiu z tym co ja potrzebowałam. A koleżanka starała się w 2011 roku i oczywiście mimo genialnego biznesplanu napisanego przez profesjonalistę - nie załapała się na jałmużną.
W ciąży zostałam przyjęta do sklepu
nie zajmowałam się dokładaniem produktów na półki ani dźwiganiem towaru, tylko obsługiwałam kasę. Byłam zwykłą kasjerką w markecie.