szykuje sie do rozwodu po 12 latach mam syna. zaczne od konca ostatni rok życia miałam taki ze maż wyprowadzał się co we-nd twierdzac ze do pracy ( pracuje w we-ndy ale wracał na noc miewał tez wiolne) pakował sie w piatek wracał w poniedziałek rano, wcale nie zmeczony wyspany radosny, zrelaksowany. ucieczki nocne rozciągały sie tez w tygodniu. JA w tym ogłupiona nie rozumiałam , nie chciałm dostrzec, zreszta mąż wmawiał mi ze go nie kocham że nie sznuje jestem zła , najgorsza i tak w tym tkwiłam, sam proces nie był krótki , z 3 lata temu- juz teraz jestem pewna tez miał przygode. I teraz , kazałam mu sie wynosic z koncem czerwca, zaraz na poczatku lipca wział dziecko na tydzien - oswiadczył ze ma urolp chce go spedzic z dzieckiem. Jak dziecko wróciło opowiedziało, ze tata ma kolezanke, z która jezdzili, spedzali czas , ona im gotowala, chodzili na zakupy itd.
Dla mnie to oczywiste ale maz cały czas robi ze mnei głupia raz ze to wlasciciela mieszkania, ze opiekunka nie umie sie przyznac, twierdzi ze teraz mieszka sam uwazam że do tej pory kłamie nie stac go na szczerosc - twierdzi ze to ja sie go pozbyłam w zyciu, i ze to tylko przeze mnie ze nie było w jego życiu nikogo, to jakas super manipulacja a ja nie umiem sie z tym ogarnąc. chce sie rozwiesc bez winy. trudno mi sie pozbierac tyle czasu miałam mu ciagle udowadniac ze go kocham bo tak mi wmawiał ze sie zachowuje jakbym nie kochała. masakra dziewczyny poradzcie.
Podobne tematy
W tej sytuacji nie rozwodziłabym sie bez winy. Jeśli wniesiesz sprawę z orzekaniem o winie, to nie dość, ze to mąż pokryje koszty rozprawy, prawników itd, to dostaniesz -O ILE NIE PRACUJESZ-alimenty na siebie jesli poprzez rozwód miałabyś popaśc w tzw. niedostatek.
3 2012-09-27 14:23:38 Ostatnio edytowany przez ZnakwPowietrzu (2012-09-27 14:48:20)
Dziękuję za odpowiedz,
dodam może że jest mi strasznie się z tym ogarnąć, bo przez lata mąż wmawiał mi że go nie akceptuje, nie kocham, nie potrzebuje w życiu. Odwrócił moją uwage czuje sie wygłupiona bo problemu szukałam w sobie, że może nie umiem okazywac uczuć że go potrzebuje a tu taka niespodzianka. W zyciu radze sobie pracuje, jestem lepiej wykształcona powstał między nami dystans ale do licha kochałam go takim jaki był. Fatalnie ciezko mi sie pozbierac. Do tego ciągle mnie szarpał, pożniej już nawet bił ponizał przy dziecku wstyd mi ze na to pozwoliłam. Wydaje mi sie ze ta kobieta jest mężatką albo chwilowo zniknęła z jego życia albo sie wystraszyła i uciekła do męża
Samą zdradę bym przełkneła ale to ponizanie zadnym wsparciem nie był nie pomagał mi w zyciu to na mojej głowie obowiązki spoczywały i taka zabiegana zapracowana przemęczona byłam ze nie wiem kiedy to sie zaczęło. ZAWiedziona jestem jak mozna tak kłamac i nawet teraz gdy licze na szczera rozmowe on ucieka unika. Masakra ogomna grupa wsparcia mi potrzebna
W tej sytuacji nie rozwodziłabym sie bez winy. Jeśli wniesiesz sprawę z orzekaniem o winie, to nie dość, ze to mąż pokryje koszty rozprawy, prawników itd, to dostaniesz -O ILE NIE PRACUJESZ-alimenty na siebie jesli poprzez rozwód miałabyś popaśc w tzw. niedostatek.
Zgadza się - jedyny drobiazg to UDOWODNIENIE winy. Bo słowo przeciwko słowu nie wystarczy niestety.
Posty przeniesione
Dziewczyny ratunku już 6 miesiąc mieszkam sama, mąż był dla mnie okrutny poniżał, wyśmiewał, poszturchiwał, kopal, w jego ocenie bylam do niczego i co sie teraz okazuje -zdradzał mnie wielkorotnie od lat- boli to bardzo a przy tym taki niedobry dla mnie był, tyle ze o tych zdradach dopiero teraz dowiaduje sie a moze chce w koncu zobaczyć, jak mieszkalismy razem wychodził gdzie chciał kiedy chciał nie wiedziałam gdzie jest ile zarabia, nie miałam wpływu na niego a ja jakos slepo w niego zapatrzona , mam jedno dziecko, - a teraz to abpsurdalne znowu płacze przez te swieta i nierozumiem dlaczego bo to nie miłosc była ale dlaczego o nim mysle i tesknie?, pomóżcie to rozwiazać nie radze sobie. chce sie szybko rozwiesc bez orzekania o wienie odciac sie od niego zaproponowałam wspólne podpisanie pozwu a on teraz nic unika mnei nie odpisuje. Masakra dajcie mi rade prosze. Nienawidze tych swiat! moje pierwsze swieta które spedzam jtylko z dzieckiem. Wiem , że życie w takim toksycznym zwiazku było dla mnei wyniszczajace poswięcałam się zarabiałam na opłaty życie, żadnego słowa miłego w zamian. Czy to forma jakiegoś uzależnienia co to jest że ciągle myśle o nim teskni. tylko do czego samotnosći i krzywdy bo przecieżnie miłości.
Poradzcie coś prosze
witaj.
jest tak bo go wciaz kochasz swojego meza,i to normalne ze tesknisz za nim.
ZnakwPowietrzu napisał/a:mąż był dla mnie okrutny poniżał, wyśmiewał, poszturchiwał, kopal, w jego ocenie bylam do niczego i co sie teraz okazuje -zdradzał mnie wielkorotnie od lat- boli to bardzo a przy tym taki niedobry dla mnie był
agnieszka.malutka napisał/a:witaj.
jest tak bo go wciaz kochasz swojego meza,i to normalne ze tesknisz za nim.Sory agnieszka ale to nie jest normalne tęsknić za taką osobą .. tęsknić za czymś takim..
Znak w powietrzu złąpało bo Cię bo święta , czas rodzinny , radosny , ciepły a Twoja "rodzina" czyli mąż okazał się bydlakiem i prostakiem. To mienie , weź się w garść i nie oglądaj się na niego , naprawdę nie ma za czym tęsknić
dziękuję za odpowiedz, To prawda to przez te świeta, przynajmniej tak sobie tłumacze, tesknie za bliskoscia, ciepłem ale nie za mezem bo on dawno mi tego nie dawał -ale rozsądek rozsądkiem tyle ze ciągle o nim mysle, mam go przed oczami, budze sie w nocy z bólem z takim nieopisanym ściskiem w klatce piersiowej, tak beznadziejmnie mnie zdradzac, masakra. dziękuje za dobre słowa Dziewczyny:)
Musisz wziąć rozwód z orzekaniem o wine. A wiesz czemu? By sobie samej udowodnić, że to nie była żadna Twoja wina, że jemu należy się kara za to wszystko i że to Ty byłaś w tym małżeństwie poszkodowaną.
Bo nie dość, że zdradzał, kłamał i poniżał Cię to jeszcze w poczucie winy Cię wpędzał! A Ty musisz sobie ciągle tłumaczyć, że jesteś silna, że dasz sobie z tym wszystkim radę, że zasługujesz na prawdziwą miłość i że on nie zasługuje nawet na Twoje spojrzenie! Nie płacz za nim, bo naprawdę kompletnie nie jest tego wart! Ty sobie poradzisz bez niego! A święta szybko miną, więc się nie smuć, że są bez męża, bo to jego wybór i jego błąd.
dziękuję za odpowiedz, To prawda to przez te świeta, przynajmniej tak sobie tłumacze, tesknie za bliskoscia, ciepłem ale nie za mezem bo on dawno mi tego nie dawał -ale rozsądek rozsądkiem tyle ze ciągle o nim mysle, mam go przed oczami, budze sie w nocy z bólem z takim nieopisanym ściskiem w klatce piersiowej, tak beznadziejmnie mnie zdradzac, masakra. dziękuje za dobre słowa Dziewczyny:)
Czytam to jako również ofiara "rozbudowanego" związku toksycznego, bo 3 osobowego... i tak opierając się na swoich przemyśleniach jako facet, zastanawiam się - bez urazy dla Ciebie - za czym tęsknisz jako ofiara największego upodlenia dla kobiety - poza tematem toksyczności w związku - ze strony bliskiej Twemu sercu osoby?
Fakt, święta, sylwester itd... ale odwołując się do nieco brutalnego sformułowania Naszej szanownej forumowiczki: gdzie to piękno spędzonych z taką osobą świąt i całej reszty?! Gdzie to piękno, kiedy prawdziwa twarz psychopaty rozjaśnia się na widok twojego bólu ! Gdzie to piękno, kiedy widzisz, że przyjemność mu sprawia twój upadek. Gdzie to piękno jak zastanawiasz się dlaczego jego wzrok jest zimny, pozbawiony jakichkolwiek emocji i takim spojrzeniem cię mierzy na słowa protestu jego bezczelnych słów i zachowań, i twoich emocji..... Gdzie to piękno kiedy patrzysz w oczy małżonkowi i słyszysz, że Cię zdradził, że trzeba było się skutecznie o śmierć postarać....on gdyby już, to postarał by się właśnie skutecznie....gdzie to piękno, kiedy twój najbliższy ci człowiek domaga się twojej śmierci, żałuje, że przeżyłeś....gdzie to piękno ???....
Tak i w takich "okolicznościach" chcesz spędzić ten czas??? W którym miejscu one będą rodzinne z taką osobą przy boku???
Może Ty tego nie widzisz lecz On tak patrzy na Ciebie...
Witam, po długiej przerwie.
Jestem juz po rozwodzie, bolesnym (który nie jest;)?!?) Ale jest mi dobrze w życiu, nawet odważę sie napisać szczęśliwa, silna i usmiechnięta.
Szkoda że tyle trzeba przejść a moze i dobrze bo lekcja bezcenna i ile siły dała.
I na ta chwile już wiem tyle, ze racje miałam, b. mąż zdradzał mniie, przy czym nie ma to juz dla mnie najmniejszego znaczenia.
Wiem że wybranką jego serca została wieloletnia przyjaciólka, jeszcze sprzed małzeństwa. O której wiedziałam tylko tyle, że jest, że się przyjaźnią ale nigdy nie zostałyśmy sobie przedstawione ( 10 lat małzeństwa). kryli sie z tym. Co wiecej juz wiem że byli wcześniej parą ale drogi im sę rozeszły, bo ją również zdradził "ten były niedobry:))".
Zastanawia mnie tylko to, to po co to było i ze mnie wariatke robic w trakcie rozwodu, że mi sie wydaje, jak mnie nazwali psychiczną jestem.
Co o tym myślicie Drodzy Moi?
Dodać jeszcze bym chciała dla Pań które tą drogę mają przed sobą.
Nie warto mieć nadziei że ten nasz wybranek sie zmieni, coś zrozumie, doceni.
Tak przypadło, ze dałam sie wykorzystać, uwierzyłam, choc dużo mi mówiło że jestem tylko przystankiem na jego drodze, że w domu usiedzieć nie będzie umiał, że to go nie cieszy. A przede wszyskim że nie kocha bo nie umie.
Ale to było.. tyle że czasami jak ten kamień w kieszeni, przypomni o sobie.
Najważniejsze.
Fajne jest zycie po rozwodzie, bo daje sił, uczy odwagi do życia. Jestem madrzejsza co nie znaczy ze błędow już nie popełnie.
Ale jest mi dobrze. I w to prosze Kochane wierzcie bo naprawde jest dobrze, choć wtedy w to nie wierzyłam tylko ból i rozczaroweni a i żal że tak sie dałam wygłupic, oszukiwać.
Powodzenia i gratuluję odcięcia się od takiego drania:D