netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Ich dwóch i ja...

11 odpowiedzi3 591 wyświetleńzałożony przez betil83, 25.09.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Ich dwóch i ja...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

1

Temat: Ich dwóch i ja...

Dawno mnie tutaj nie było... teraz wracam bo się zgubiłam w swoim życiu. Szukałam odpowiedzi na moje rozterki wśród Waszych postów, ale moja sytuacja jest po prostu idiotycznie nienormalna... ja sama jestem nienormalna...

Byłam z moją drugą połówka pomarańczy 5 lat... On starszy 15 lat, cudowny, kochający, czuły, świetny kochanek, najlepszy przyjaciel... ale bardzo zazdrosny ( możne przez te różnice wieku) i wciąż nie mogący zdecydować się na ślub i dziecko. Zawsze stało coś na przeszkodzie, zawsze brakowało pieniędzy, czasu... ten temat był non stop odkładany. Byliśmy zaręczeni od dwóch lat... i chyba myślał ze to mi wystarczy.... Tak trwaliśmy, to była miłość wyjątkowa, kiedy ja o czymś myślałam on to wypowiadał słowami... byliśmy wzorem dla wielu par... idealni zakochani... poczucie bezpieczeństwa, ciepło,  zrozumienie, jedność dusz... i coraz częściej pojawiające się głupie sprzeczki o nic. Ja je powodowałam, potrafiłam się uczepić naprawdę byle czego... on- kawa rano do łóżka a zrzędziłam ze mnie budzi... Dis wiem, że chyba w ten sposób wyrażałam mój brak cierpliwości do określenia naszej wspólnej drogi. Denerwował mnie fakt, że wciąż jesteśmy chłopakiem i dziewczyną, chciałam wreszcie nosić jego nazwisko i urodzić mu dziecko, a on wciąż nie mógł podjąć tej ostatecznej decyzji... i tak powoli rosło we mnie zniechęcenie, znudzenie... Do tego zazdrość doprowadzała mnie podwójnie do szału, bo nie chciał sformalizować związku a potrafił o każdego spoglądającego na mnie faceta zrobić aferkę.

I stało się... tuz przed nasza 5 rocznica poznałam kogoś... kogoś zupełnie nie w moim stylu... aż sama wciąż jestem zdziwiona tym wyborem. Jest młodszy ode mnie o 8 lat... Ktoś powie patologia... jeden stary drugi gówniarz... może... nie wiem, tak sie po prostu zdarzyło.
Moja nowa sympatia okazała się odpowiedzialnym dobrym czułym kochającym facetem... niesamowite jak bardzo dla mnie się zmienił... olał kolegów, imprezki i piwko, każdy wolny czas spędza ze mną, jest po prostu cudowny. Widzę w jego oczach tak gorące uczucie , że nie potrafię się temu oprzeć...

Zostawiłam moja druga polówkę pomarańczy, poprosiłam żeby znalazł sobie jakieś mieszkanie, dałam mu czas na wyprowadzkę, tak długo ile będzie potrzebował... błagał, płakał, prosił, zapewniał o swojej miłości i o tym, że teraz już będzie ślub i dziecko kiedy tylko zachce, ze jestem jedyna jego miłością i wszystko mi wybaczy byle bym tylko nie odchodziła od niego.... Serce mi pękało kiedy na niego patrzyłam, ale nie widziałam wtedy już sensu dla tego związku... byłam zauroczona kimś innym.. świeżym nowym... Pozostawałam niewzruszona.  Po jakimś czasie się wyprowadził, po ok tygodniu od wyprowadzki, przyjechał do naszego domu podczas mojej nieobecności i zabrał wszystko co mógł zabrać, zostałam z pustym mieszkaniem, musiałam go tez spłacić za remont mieszkania który robiliśmy wspólnie,  - wzięłam kredyt, żeby spłacić ten który on wziął na siebie na remont i drugi kredyt na samochód, bo auto którym do tej pory jeździłam tez zabrał. Na koniec nazwał mnie zerem... wszystko przyjęłam "na klatę", to była moja wina wiec miał prawo do tego wszystkiego... 5 lat wspólnego dorabiania się a zostałam z niczym... jeszcze sporo wody upłynie zanim znów wyposażę mieszkanie,  ale miałam to na własne życzenie. W międzyczasie dowiadywałam się o jego kolejnych podbojach, ze u kogoś pomieszkiwał, ze jest szczęśliwy... chciał żebym tak myślała, bo wiedział, ze każda kobieta przy jego boku doprowadzi mnie to furii... tak - byłam jak pies ogrodnika... do tej pory tego nie rozumiem, byłam z kimś innym, ale na sama myśl, ze ona zasypia przy innej ściskało mnie w dołku...

Po tych wszystkich wydarzeniach, znów próbował się do mnie zbliżyć, przekonać do powrotu, ale ja już wtedy bardzo bałam się ze wejść drugi raz do tej rzeki skończy się dla nas bardzo źle... te inne dziewczyny, to jak mi wszystko zabrał, jak zostawił to puste mieszkanie z dnia na dzień... i ja która byłam z kimś innym. Bałam się ze będzie to sobie przypominał, ze jego kobietę przytulał i kochał inny facet... że nie da się o tym zapomnieć. Pomyślałam sobie tez, ze chce wrócić żeby się zemścić. Wiedział bardzo dobrze przecież, ze mimo wszystko w moim sercu to uczucie wciąż się pali... bałam się ze  wrócę a on poniży mnie i zostawi...  Nie chciałam się zgodzić, ale rozmawialiśmy w miarę normalnie przez gg czy tel.. czasem... starałam się  żeby było to czysto koleżeńskie, żeby nie dawać mu nadziei.
Cały czas czułam potrzebę kontaktu z nim, w jakiejkolwiek formie, a kiedy już do tego dochodziło chciałam być ja najbliżej tego drugiego, chciałam już wracać...wystarczyła mi krótka rozmowa, to że go zobaczyłam... Myślę, że ja chyba chciałam mieć ich oboje... nie w seksualnym sensie, ale takim czysto personalnym... oni się chyba uzupełniają... a może ja po prostu waruję...

Ten drugi, kochający mnie i troszczący się, ocierający moje łzy, wspierający we wszystkim... nie jest mi przecież obojętny...Wiem, że jego też zranię bardzo kiedy odejdę.

Moja druga połówka pomarańczy miała już dość mojego niezdecydowania, zażądał deklaracji, jednocześnie ofiarując mi siebie w 100 %... kiedy rozmawialiśmy non stop dzwonił mój tel, a on dostawał smsy od nowej dziewczyny... miałam mętlik w głowie... poprosiłam o miesiąc czasu... powiedział ze chyba zwariowałam, że skoro tak to on nie będzie już czekał... chce odpowiedzi dziś... powiedziałam, że nie jestem gotowa na powrót. Przelała się szala jego goryczy, spadły na mnie najgorsze słowa... dziwka, najgorsza ze szmat, kur..., splunął mi prosto w twarz, i kazał wypierd.... Otworzył drzwi i wypchnął mnie za nie. Zagroził, że jeśli jeszcze raz się do niego odezwę zniszczy mnie... Poczułam, że tracę oddech, nie miałam siły iść... tego się nie spodziewałam. Od mojego ukochanego najwspanialszego cudownego człowieka dostała ślina w twarz i nazwana pospolita kur.... Już wiedziałam, że jeśli była jakakolwiek szansa na powrót... to właśnie zniknęła... już nigdy nie będziemy razem. Powiedziałam o wszystkim obecnemu facetowi, zrozumiał... powiedział,ze mnie kocha i mimo wszystko chce być ze mną....

Trwam teraz w zawieszeniu, jest mi dobrze.. ale wracam myślami do wspomnień, do miejsc... tęsknie, wieczorami wyję w poduszkę w bezsilności... Nie wiem czego chcę... Jestem kompletnie niestabilna... Zadaję sobie pytanie, po co ja żyję?


Jest ich dwóch.... i ja....

W końcu zostanę sama....

2

Odp: Ich dwóch i ja...

witaj,

współczuję Ci tego co przeżyłaś, ale wydaje mi się, że czasu już nie cofniesz...musisz się zdecydować kto jest dla Ciebie ważniejszy, który z nich?musisz przemyśleć całą sprawę, myślę, że ten Twój pierwszy był by skłonny jeszcze wybaczyć, jeśli byś do niego wróciła, ale sama wiesz lepiej, który jest Ci bliższy i z którym chcesz spędzić życie.musisz sobie wszystko w głowie poukładać i poważnie się zastanowić.

3

Odp: Ich dwóch i ja...

Beti, ja kiedyś spotkałam się ze stwierdzeniem, że jesli kobieta (nie mówię tu o romansie pozamałżeńskim) miota się pomiędzy dwoma kandydatami i nie wie, którego wybrać, to powinna wybrać ale trzeciego: w sensie, że ani jeden, ani drugi nie jest "tym". Że ci dwaj stanowią jakby swoje wzajemne uzupełnienie - a przecież dwóch mieć nie możesz (i pewnie nie chcesz).

Tak na marginesie: zastanów sie, czy obecne deklaracje i szaleństwa Twojej tzw. połówki (tego starszego) nie są przypadkiem reakcją psa ogrodnika na to, że sobie znalazłaś kogoś młodszego. Być może są one powodowane nie gwałtownym przypływem uczucia (nie wierzę w takie rzeczy) a raczej zranioną męską dumą (jak ona śmiała i to do tego z gówniarzem)?
Skoro on jest te 15 lat starszy od Ciebie to ma jakieś (zakładam) trzydzieści parę lat. To jest już facet, który powinien sam z siebie wiedzieć czego chce. Co więcej, powinien umieć rozwiązywać problemy w dojrzały sposób - a włażenie do Twojego mieszkania i wynoszenie rzeczy pod Twoją nieobecność jest, delikatnie mówiąc, szczeniackie. Nie jesteś zdradzającą żoną, nie przyprawiałaś mu rogów za plecami. Dlaczego nie umówił się na odbiór swoich rzeczy z Tobą? Dlaczego zrobił to jak złodziej? Przecież mógł dokonać wyprowadzki przy Tobie: powiedz szczerze: czy kłóciłabyś się z nim o każdą zabieraną rzecz - raczej nie!

Piszesz, że "zazdrość doprowadzała mnie podwójnie do szału, bo nie chciał sformalizować związku a potrafił o każdego spoglądającego na mnie faceta zrobić aferkę.". No właśnie, dlaczego? Dlaczego tylko Ty masz wszystko wziąć na klatę - raz jeszcze: nie jesteś zdradzającą żoną, nie złamałaś przysięgi... Nie sądzisz, że jego wiek jest tu problemem, że on Ciebie nie traktował jak równego sobie partnera - bo partnerzy mają RÓWNE PRAWA I RÓWNE OBOWIĄZKI. A ja równości w opisywanym przez Ciebie związku nie widzę. Śniadania do łóżka, odgadywane myśli - wszystko cacy, ale dlaczego w takim razie nie dał Ci szansy na bycie matką i żoną (SKORO CIĘ TAK KOCHA).

" to była moja wina wiec miał prawo do tego wszystkiego... 5 lat wspólnego dorabiania się a zostałam z niczym..." - raz jeszcze: dziewczyno, wy nie byliście małżeństwem, a nawet gdyby to podział majątku (przynajmniej teoretycznie smile) wygląda nieco inaczej. Nadal sądzisz, że to jest partnerskie rozwiązywanie problemu? W ramach tego partnerstwa natychmiast znalazł sobie kolejne panienki?

"spadły na mnie najgorsze słowa... dziwka, najgorsza ze szmat, kur..., splunął mi prosto w twarz, i kazał wypierd.... Otworzył drzwi i wypchnął mnie za nie" - IDEALNY KANDYDAT NA MĘŻA! Plujący w twarz facet - nie pomyślałaś, do czego byłby zdolny gdybyś była już "złapana" i poślubiona? Nie pomyślałaś, że mógłby Cię wtedy regularnie tłuc, bo czułby się bezpiecznie?

"Jestem kompletnie niestabilna... Zadaję sobie pytanie, po co ja żyję? Jest ich dwóch.... i ja.... W końcu zostanę sama...."
A może właśnie zostanie samej byłoby dla Ciebie najlepsze? Może powinnaś pożyć trochę swoim zyciem, zastanowić się nad tym czego TY chcesz?

4 Ostatnio edytowany przez I.S. (2012-09-25 15:34:53)

Odp: Ich dwóch i ja...

Mężczyzna który tak kochał tak Cię potraktował ? Moim zdaniem powinnaś się cieszyć, że z nim nie jesteś... Ciekawe co by zrobił po ślubie ? Może już zaczął budować "złotą klatkę"...
Fakt... Być może nie postąpiłaś całkiem ok, ale to nie jest powód... A on jest taki porządny ? Najzwyczajniej Cię okradł !!! Razem się dorabialiście, więc to było wasze czyli po rozstaniu powinno być sprawiedliwie podzielone między was dwoje...

5

Odp: Ich dwóch i ja...

Zapracowalas na samotnosc. Nie psuj facetow.

6

Odp: Ich dwóch i ja...

moim zdaniem, to chyba najciekwawsze i najwartościowsze dla ciebie jest miotanie się na diapazonach szalonych uczuć i rozterek... i to najwazniejsze.. ze skrajności w skrajnośc, z uczucia do uczucia, miotanie się, emocjonalność, rażenia gromem, płącze w poduszkę z bezsilności,.. MIODZIO

a może pora dorosnąć?
myslę, że związek z o 15 lat starszym facetem pozwolił ci po proostu... nie dorosnąć.. pozostać wiecznym dzieckiem i księzniką.. i teraz ciągle oczekujesz wokól siebie uwagi, skupienia na tobie i zaspokajania wszystkich twoich potrzeb
marzysz, aby ich świat kręcił się wokól ciebie
marzysz, aby cały świat kręcił się wokół ciebie

a ustabilizowane zycie- to tylko ustabilizowane życie...

oj biedni ci twoi faceci


a może daj szansę na poznanie przez tego młodszego kogoś, kto nie będzie przy nim w poduszkę płakał z bezsilności... bo chcę mieć wszystkie rosnące w pobliżu gruszki na wierzbie??

7

Odp: Ich dwóch i ja...

Ile Ty masz lat kobieto? Bo z postu wynika, ze okolo 15 (przynajmniej umyslowo).

-bylas w zwiazku przez lata, bo Twoje mysli czytal, choc robil awantury kazdego razu jak z gosciem gadalas
- wcale go nie obchodzilo, ze chcesz miec rodzine
-okradl Cie, a Ty na wiesz sie nawet zwrotu wlasnosci nie dopominasz
zeby bylo lepiej, zwiazalas sie z jakims szczawiem (ja tam nie mam nic przeciwko roznicom wieku, ale z postu wynika, ze to jakis dwudziestolatek, czy nawet mlodszy)

Ja doradzam obu zostawic i zajac sie procesem dorastania.

8

Odp: Ich dwóch i ja...

Płaczesz za Piotrusiem Panem. To nie Ty się czepiałaś, tylko on zachowywał się idiotycznie - dawał Ci kawę, gdy chciałaś spać. Gdy Cię okradł, pokazał jaki jest. Bydlę, złodziej.

Nie wspominaj dobrych chwil, przypomnij sobie całe jego chamstwo. Wtedy tęsknota zniknie i pojawi się ulga.

Młody jeszcze Cię nie okradł. I pewnie nie ma zamiaru. Ale nie możesz pozwolić, żeby Cię traktował jak stary! Bo go zepsujesz.

Mężczyzna, który kocha, chce uszczęśliwiać swoją kobietę. Pozwól mu na to. Tylko jasno mów czego chcesz. I niech on daje Ci kawę, gdy chcesz kawy, a spać, gdy chcesz spać. Rozumiesz o co mi chodzi?

Gdy trzyletni synek narysuje DLA CIEBIE obrazek, choć Ty byś wolała, żeby sprzątał swoje zabawki, doceń obrazek i pomóż mu sprzątać. Ale gdy dorosły facet nie umie pojąć, że kobieta potrzebuje tego, czego potrzebuje, a nie tego, co on chce rzucić, jak psu ochłap, to katastrofa. Nie można tego akceptować i Twoje uwagi były jak najbardziej na miejscu. Osobiście gdybym dostała (niezamówioną) kawę do łóżka i facet by mnie w tym celu obudził, pierwszy raz bym upomniała, przy powtórce wylała na niego tę kawę.

9

Odp: Ich dwóch i ja...

Jedno słowo - Patologia.

10

Odp: Ich dwóch i ja...

Napisałam ten post bo chciałam się wygadać... nie wiem skąd w kilku z Was chęć oceniania mnie jako osoby "rozkapryszona księżniczka", "niedojrzała", "patologia"... Oczekiwałam raczej rady... a jeśli ktoś uważa że to patologia, niech zamknie post i idzie dalej... Przeraża mnie ludzka nienawiść i brak zrozumienia dla innych... myślenie wg schematu..."inne znaczy złę!"

Ale pozostałym bardzo, bardzo...dziękuję za cenne uwagi... większość z nich pomogła mi patrzeć na obecnego i byłego... trochę przez inny pryzmat... Jest dużo racji w tym co piszecie... Powinnam tę nowa znajomość czym prędzej skończyć i zająć się swoim życiem...

Teraz tak sobie pomyślałam, że mam problem z asertywnością... chyba powinnam nad tym popracować.

Jeszcze raz dziękuje za wypowiedzi :*

11

Odp: Ich dwóch i ja...
adlernewman napisał/a:

Ile Ty masz lat kobieto? Bo z postu wynika, ze okolo 15 (przynajmniej umyslowo).

-bylas w zwiazku przez lata, bo Twoje mysli czytal, choc robil awantury kazdego razu jak z gosciem gadalas
- wcale go nie obchodzilo, ze chcesz miec rodzine
-okradl Cie, a Ty na wiesz sie nawet zwrotu wlasnosci nie dopominasz
zeby bylo lepiej, zwiazalas sie z jakims szczawiem (ja tam nie mam nic przeciwko roznicom wieku, ale z postu wynika, ze to jakis dwudziestolatek, czy nawet mlodszy)

Ja doradzam obu zostawic i zajac sie procesem dorastania.

Zgadzam sie z kazdym slowem --- teraz tylko czas dla siebie, bez jakiegokolwiek partnera, czas na dorastanie w pelnej niezaleznosci.

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Ich dwóch i ja...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026