netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo

28 odpowiedzi5 148 wyświetleńzałożony przez bellaad, 16.09.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 29 ]

1 Ostatnio edytowany przez bellaad (2012-09-16 12:05:22)

Temat: Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo

Czy uważacie, że przez 11 lat w związku z czego 7 lat w małżeństwie, mogłam mylić uczucie bezpieczeństwa z miłością? Chodzi mi głównie o czas małżeństwa bo przed ślubem było ok. Mam wrażenie, że mąż jest dla mnie bardziej jak przyjaciel, ktoś przy kim czuje się bezpiecznie, dobrze, niż jak facet, którego kocham, pragne.
Przez te 7 lat małżeństwa poprzestawiałam sobie priorytety. Bezpieczeństwo, spokojny związek, uzupełnianie się w życiu codziennym a gdzieś na końcu seks i uczucia. Mąż nie jest dla mnie pociągający. Seks z Nim nigdy nie był dla mnie czymś ekscytującym. Przed ślubem nie mieszkaliśmy razem więc nasze spotkania były rzadkie i bardziej doceniane. Może jest ze mną coś nie tak. Jest dobrym człowiekiem. Nie bije, nie pije, nie wszczyna awantur. Przynosi pieniądze do domu, przez dłuższy okres pracował na dwa etaty by niczego nam nie zabrakło.
Nie mam pojęcia gdzie po drodze zgubiłam swoje szczęście i miłość do Niego. Myślę o rozwodzie bo boje się, że dalsze tkwienie w tym związku spowoduje całkowitą obojętność w stosunku do mojego mężą. Dodam,że nie mamy dzieci. Co o tym myślicie? To we mnie jest problem?

2

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo

Zależy ile masz lat. Ludzie często przegapiają ten moment, budzisz się potem z ręką w nocniku...

Spójrz w lustro. Jak wyglądasz, czego szukasz, co straciłaś...

Zależy czego oczekujesz od życia...

3

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo

Mam 28 lat. Chciałabym być najzwyczajniej szczęśliwa i tyle. Gdzieś to szczęście po drodze chyba zgubiłam, była tylko praca i dom. Nie utrzymywaliśmy kontaktów ze znajomymi, rzadko gdzieś wychodziliśmy. Mam wrażenie, że przez to, że byliśmy tylko we dwoje, zawsze i wszędzie razem najnormalniej mnie to znudziło...

4

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo

Z tego, co mówisz, wynika, że od początku nie było między Wami chemii.

Nie da się sprawić, byś poczuła do męża pożądanie? Może warto porozmawiać z nim na ten temat. Że chciałabyś, byście spróbowali w łóżku czegoś, co wzbudzi Twoją ekscytację.

Jeśli nie, cóż...

5

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo

Problem tkwi w tym, że ja nie za bardzo mam ochotę na te igraszki z Nim:-( Jest we mnie jakaś blokada, nie umiem sobie z nią poradzić

6

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo

Dlaczego za niego wyszłaś?

7

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo

Bo wydaje mi się, że Go kochałam. Imponował mi, był dla mnie dobry, mogłam na Niego liczyć, strasznie mi się podobał. To wedłóg Ciebie za mało? Byłam młoda i głupia?

8

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo

Ale czułaś chemię? Miałaś nie wiem... motyle w brzuchu na samym początku? Czy tylko chłodna kalkulacja? To, że ktoś jest dobry nie wystarczy... Wiele ludzi jest dobrych...

9

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo

Czułaś się przy nim bezpieczna, ale co z iskrą? Z chemią? Przecież w związku seks i wzajemny pociąg to istotna sprawa...

Moim zdaniem w pierwszym poście dobrze odpowiedziałaś sobie na wszystkie pytania. Wydaje mi się, że właśnie było tak, jak piszesz. Zresztą, sama wiesz o tym najlepiej... smile

10

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo

Coraz częściej myślę, że ta chemia która była, spowodowana była bardziej tym, że mieszkaliśmy przes ślubem osobno i każde spotkanie było wyczekiwane, takie troszkę zakazane, sam seks był czymś zakazanym więc smakował. Bańka prysła kiedy zamieszkaliśmy razem, czyli 7 lat temu sad

11

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo

Wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale może warto spać osobno, zrobić sobie oddzielne sypialnie, by seks stał się taki, jak na początku - wyczekiwany. Byście się sobą nie znudzili. Bądź co bądź 7 lat małżeństwa to coś znaczy. Warto to ratować. smile

12

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo

Mąż twierdzi, że bardzo mnie kocha, że bardzo Go podniecam. Czuję straszny żal bo nie potrafię odwzajemnić tych uczuć. Ale jednak jakieś uczucie z mojej strony jest, może wynika to z tylu lat razem

13 Ostatnio edytowany przez bellaad (2012-09-16 12:56:35)

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo

Elfiona śpimy razem ale od dawna osobno. Lubie jak mąż mnie czasami przytuli bo czuję się bezpieczna, ale to wszystko, zero innych odczuć.
Nasze życie seksualne nigdy nie było zbyt bujne głównie z braku chęci z mojej strony, mimo, że lubię seks i dużo o nim myślę

14

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo

Widocznie macie inne oczekiwania pod tym względem...

15

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo

Pod względem seksu czy podejścia do życia?

16

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo
bellaad napisał/a:

Pod względem seksu czy podejścia do życia?

Bylam w podobnej sytuacji... Nie bede Ci doradzać i nie chce byś odebrała to jaką radę natomiast w moim przypadku bylo bardzo podobnie. Wspaniały facet, przystojny, dobry, ze świeczką szukać, ale po 5 latach coś się we mnie wypaliło... ale nadal tak trudno było mi to wszystko zostawić...przyzwyczajenie. Na 2 miesiące przed odwołałam ślub, to było kilka miesięcy temu, jestem teraz sama i nie chcę wrócić, poprostu mi sie znudziło...wiem to straszne i trudno mi bylo się z tym pogodzić...a co dopiero jemu... Rób tak żebyś Ty była szczęsliwa, to Twoje życie. Jesteś szczęśliwa?

17

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo
niecierpliwa napisał/a:
bellaad napisał/a:

Pod względem seksu czy podejścia do życia?

Bylam w podobnej sytuacji... Nie bede Ci doradzać i nie chce byś odebrała to jaką radę natomiast w moim przypadku bylo bardzo podobnie. Wspaniały facet, przystojny, dobry, ze świeczką szukać, ale po 5 latach coś się we mnie wypaliło... ale nadal tak trudno było mi to wszystko zostawić...przyzwyczajenie. Na 2 miesiące przed odwołałam ślub, to było kilka miesięcy temu, jestem teraz sama i nie chcę wrócić, poprostu mi sie znudziło...wiem to straszne i trudno mi bylo się z tym pogodzić...a co dopiero jemu... Rób tak żebyś Ty była szczęsliwa, to Twoje życie. Jesteś szczęśliwa?

No właśnie w tym problem, że nie tak jakbym chciała.
W sobotę się wyprowadzam. Tak na jakiś czas 2,3 miesiące. Może przez ten okres coś się wyjaśni bo obecna sytuacja w domu jest nie do zniesienia. Ciąłe uniki, oficjalne rozmowy...
A jak było z Tobą?

18

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo

Witaj bellaad. Czytając twoje posty, miałam chwilami wrażenie że czytam o sobie.. Z jedną tylko różnicą. Ja jestem z mężem od ponad 30-tu lat.. To kawał życia. Że kochamy się wzajemnie to pewne. Ale wiele wydarzeń wokół nas spowodowało, że nie możemy się zupełnie dogadać. Wiele spraw, tematów nas różni. I gdyby nie uczucie, które wtdalszym ciągu jest w nas, to dawno temu byśmy się rozstali. Ale u ciebie, po paru latach małżeństwa, widać nie ma aż tak silnej więzi emocjonalnej. Może jak pomieszkasz jakiś czas osobno, okaże się wtedy, czy warto dalej z sobą być. A jakie jest zdanie męża  na temat twojej wyprowadzki ?

19

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo
bellaad napisał/a:
niecierpliwa napisał/a:
bellaad napisał/a:

Pod względem seksu czy podejścia do życia?

Bylam w podobnej sytuacji... Nie bede Ci doradzać i nie chce byś odebrała to jaką radę natomiast w moim przypadku bylo bardzo podobnie. Wspaniały facet, przystojny, dobry, ze świeczką szukać, ale po 5 latach coś się we mnie wypaliło... ale nadal tak trudno było mi to wszystko zostawić...przyzwyczajenie. Na 2 miesiące przed odwołałam ślub, to było kilka miesięcy temu, jestem teraz sama i nie chcę wrócić, poprostu mi sie znudziło...wiem to straszne i trudno mi bylo się z tym pogodzić...a co dopiero jemu... Rób tak żebyś Ty była szczęsliwa, to Twoje życie. Jesteś szczęśliwa?

No właśnie w tym problem, że nie tak jakbym chciała.
W sobotę się wyprowadzam. Tak na jakiś czas 2,3 miesiące. Może przez ten okres coś się wyjaśni bo obecna sytuacja w domu jest nie do zniesienia. Ciąłe uniki, oficjalne rozmowy...
A jak było z Tobą?

Ja generalnie ostanie miesiące spedzalam robiąc swoje rzeczy, a on swoje. W dwójkę pod jednym dachem, ale jednocześnie tak daleko od siebie, najgorszym uczuciem było to, ze ja tak naprawdę chciałam robić swoje rzeczy i nie miałam nic przeciwko. Oczywiście rozmowy z jego strony wychodziły , ale czułam to samo co Ty i nie byłam pewna co sie ze mną dzieje, a naprawdę bardzo nie chciałam dopuszczać do siebie myśli, ze może przestałam kochać. Po czasie przemyśleń (ślub tuż tuż ) stwierdziłam , ze nie chce tak żyć, byłam niewystarczajaco szczęśliwa, czegoś brakowało ...
Mam jednak nadzieje, ze ulozysz sobie wszystko, ze wam sie uda...
Pamiętaj ze chodzi o Twoje szczęście

20

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo
bellaad napisał/a:
niecierpliwa napisał/a:
bellaad napisał/a:

Pod względem seksu czy podejścia do życia?

Bylam w podobnej sytuacji... Nie bede Ci doradzać i nie chce byś odebrała to jaką radę natomiast w moim przypadku bylo bardzo podobnie. Wspaniały facet, przystojny, dobry, ze świeczką szukać, ale po 5 latach coś się we mnie wypaliło... ale nadal tak trudno było mi to wszystko zostawić...przyzwyczajenie. Na 2 miesiące przed odwołałam ślub, to było kilka miesięcy temu, jestem teraz sama i nie chcę wrócić, poprostu mi sie znudziło...wiem to straszne i trudno mi bylo się z tym pogodzić...a co dopiero jemu... Rób tak żebyś Ty była szczęsliwa, to Twoje życie. Jesteś szczęśliwa?

No właśnie w tym problem, że nie tak jakbym chciała.
W sobotę się wyprowadzam. Tak na jakiś czas 2,3 miesiące. Może przez ten okres coś się wyjaśni bo obecna sytuacja w domu jest nie do zniesienia. Ciąłe uniki, oficjalne rozmowy...
A jak było z Tobą?

Ja generalnie ostanie miesiące spedzalam robiąc swoje rzeczy, a on swoje. W dwójkę pod jednym dachem, ale jednocześnie tak daleko od siebie, najgorszym uczuciem było to, ze ja tak naprawdę chciałam robić swoje rzeczy i nie miałam nic przeciwko. Oczywiście rozmowy z jego strony wychodziły , ale czułam to samo co Ty i nie byłam pewna co sie ze mną dzieje, a naprawdę bardzo nie chciałam dopuszczać do siebie myśli, ze może przestałam kochać. Po czasie przemyśleń (ślub tuż tuż ) stwierdziłam , ze nie chce tak żyć, byłam niewystarczajaco szczęśliwa, czegoś brakowało ...
Mam jednak nadzieje, ze ulozysz sobie wszystko, ze wam sie uda...
Pamiętaj ze chodzi o Twoje szczęście

21

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo

Ojj dziewczyny jeszcze nigdy nie byłam na takim zakręcie, którą droge wybrać, żeby nie żałować i nie mieć pretensji do siebie za jakiś czas?
Moja wyprowadzka się przeciągneła o parę dni. Wczoraj siostra mojego męża po rozmowie z nim dała mi do zrozumienia, że jeżeli się wyprowadzę to dla niego będzie to już koniec, definitywny.
Ja mam taki mętlik w głowie, z jednej strony chcę spróbować bo tyle lat razem szkoda przekreślać i mimo wszystko jakieś uczucia jeszcze są, z drugiej strony obawa o to, że nic się nie zmieni i nadal nie będę w stanie odnaleźć szczęścia.
Najbardziej przeraża mnie ten ogromny strach, który siedzi we mnie, nigdy nie byłam taka przerażona!!!

22 Ostatnio edytowany przez black1977 (2012-10-01 12:40:30)

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo

Czytam i czytam, i zadziwia mnie, jak my jako ludzie (nie tylko autorka wątku) nie wiemy, czego chcemy.
Zawsze wydaje nam się, że to inne to jest to, a jak już mamy, to okazuje si,ę że niekoniecznie.
Zawsze patrzymy czego brak, a nie co jest.

I żeby było jasne, ja nie namawiam cię do zostania, z mojej perspektywy jesteś aż nadto uczciwa wobec siebie i męża i potrafię zrozumieć twoje uczucia.

Kobiety z jednej strony chcą mieć przyjaciela, bezpieczeństwo, wygodę, spokój, oparcie, a z drugiej namiętność, szaleństwo i ekscytację życiem, czego zespolenie graniczy czasem z cudem, bo wymaga balansowania, to po jednej, to po drugiej stronie, a my zazwyczaj wybieramy jedną ścieżkę.

Dobry związek jest taki, który godzi oba aspekty, ale to czy godzi, zależy od nas samych i jest wielce trudne, bo zwyczajnie wymaga zaangażowania, a z zaangażowaniem jest tak, że z czasem ono maleje, z nudów, ze zmęczenia, z kłopotów, z tego, że po prostu mija czas... Cichy zabójca 95 % miłości, gdy dochodzi jeszcze świadomość poczucia straty, że ja przecież chcę czegoś innego, to rodzi się poczucie braku szczęścia. Przewracamy życie i okazuje się, że mimo wszystko nie jesteśmy szczęśliwi, bo szczęście nie polega na szukaniu, tylko na akceptacji tego co jest, przy jednoczesnym staraniu, by było jak najfajniejsze.

A my jak czujemy się nieszczęśliwi, to wtedy najczęściej zmieniamy partnera (jak dawka narkotyku), bo nowy związek ma wszystko cudowne wpisane w początki bez większego zaangażowania i dopiero jak ewolucja tegoż pokazuje nam to samo, zaczynamy dumać (nie bez powodu mówi się, że dopiero 3 związek jest tym właściwym).

Albo się męczymy, bo nie potrafimy się przemóc, zmobilizować do zmiany i związek wygasa, przechodzi ewolucję zmierzającą donikąd, lub jak kto woli do ciągłego spokoju.

Jedna i druga droga ma swoje prawa i swoich zwolenników.

Najgorsze jest permanentne "nie wiem"
Jedyne, co możesz zrobić, to wybrać i konsekwentnie się tej drogi trzymać, bo niepewność to jest to, co cię przytłacza obecnie.
Zawsze coś stracisz i zawsze zyskasz.
Był gdzieś taki cytat "as much as is given is lost same time" i to od ciebie zależy, czy pogodzisz się z konsekwencjami wyboru, czy ciągle będziesz roztrząsać, że mogłaś/powinnaś zrobić inaczej...a to już jest podejście do życia jako filozofii.

I dwie uwagi już konkretnie do ciebie:
1. uwaga siostry twojego męża to szantaż emocjonalny i dowód na nierozumienie problemu przez męża, nie wiem czy źle tłumaczysz, czy on nie potrafi/ nie chce zrozumieć (jakże często zamiast wczuć się w to co czujesz, patrzymy tylko co my sami czujemy...a empatia, miłość gdzie w tym wszystkim?)
2. może wizyta u seksuologa? (bo przecież, gdyby było pożądanie z twojej strony, związek jak mniemam byłyby fajny).

I prośba, jeśli zdecydujesz się odejść, nie zdradzaj, bądź sama i dopiero wtedy poszukaj tego, czego ci brak do szczęścia, uchroni to twoje sumienie i nie spali duszy męża.

A tak na koniec, wiary i szczęścia życzę.

23 Ostatnio edytowany przez bellaad (2012-10-02 21:43:16)

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo

black1977

      Czekałam na zdanie mężczyzny w mojej sprawie, opinii kogoś kto może myśleć jak mój mąż. Dziękuję Ci za tego posta. Prawdą jest to, że     nie wiemy czego tak naprawdę chcemy, bo niby jest dobrze, bez komplikacji a mimo to czegoś brakuje, a mnie brakuje strasznie. Tylko czego? Zapełnienia tej pustki, którą tak bardzo odczówam, zainteresowania się moją osobą, bycia ze mną a nie cały czas obok.
Przez 7 lat małżeństwa bardzo doceniałam to, że mąż stara się zapewnić mi to czego potrzebuję, że jest obok, że czuję się przy Nim bezpieczna. Zapominałam w tym wszystkim o sobie samej, o swoich potrzebach, pragnieniach. I to teraz boli najbardziej.

Ja w pewnym momencie Naszego związku poprzestawiałam sobie priorytety. Najważniejsze były dla mnie bezpieczeństwo, wzajemne wspieranie się, przyjaźń. Gdzieś daleko w tyle zostały namiętność, wzajemne przyciąganie, pożądanie i ta radość z bycia razem. Niestety nie udało się Nam tego pogodzić. Czy wogóle próbowaliśmy?? Może zwyczajnie odpuściliśmy??

Uważam, że oboje w pewnym momencie daliśy za wygraną. Ja- bo przestałam nalegać na rozmowy( mąż jest strasznie zamknięty w sobie), on- zapomniał, że jestem kobietą, zapomniał, że wogóle jestem:-( Myślę, że w pewnym stopniu znudziłam się takim życiem, dostrzegłam, że czas ucieka a mi czegoś brakuje, coś mnie omija. Powoli tracę nadzieję na to, że można to jeszcze poskładać i naprawić.
"Nie wiem"- to jest w tej chwili mój największy wróg i zarazem przyjaciel. Chciałabym podjąć jakąś decyzję, ale to jest strasznie trudne i takie nierealne. Pytanie tylko czy to co zyskam to to czego pragnę?
Jesteśmy na etapie wizyt u psychologa, myślimy również o terapi małżeńskiej, mediacjach. Dla mnie to ostatnie deska ratunku. Największym Naszym problemem jest to, że nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Nie wiem czego jest to wynikiem? Przepaści, którą miedzy sobą stworzyliśmy czy może narastającej obojętności, brakiem chęci?

Dziękuję za dobre słowo. A jak się potoczyły Twoje losy. Ułożyło się między Wami? Jak dajesz sobie radę ze świadomością zdrady?
Pozdrawiam

24

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo
black1977 napisał/a:

I dwie uwagi już konkretnie do ciebie:
1. uwaga siostry twojego męża to szantaż emocjonalny i dowód na nierozumienie problemu przez męża, nie wiem czy źle tłumaczysz, czy on nie potrafi/ nie chce zrozumieć (jakże często zamiast wczuć się w to co czujesz, patrzymy tylko co my sami czujemy...a empatia, miłość gdzie w tym wszystkim?)
2. może wizyta u seksuologa? (bo przecież, gdyby było pożądanie z twojej strony, związek jak mniemam byłyby fajny).

I prośba, jeśli zdecydujesz się odejść, nie zdradzaj, bądź sama i dopiero wtedy poszukaj tego, czego ci brak do szczęścia, uchroni to twoje sumienie i nie spali duszy męża.

A tak na koniec, wiary i szczęścia życzę.

Nie pomyślałam o wypowiedzi mojej szwagierki jak o szantażu:-(   A jeżeli chodzi o męża to On już się poddał, bez jakiejkolwiek próby zawalczenia. Namówienie Go na psychologa i terapię graniczyło z cudem, mam wrażenie, że robi to dla świętego spokoju( mogę się mylić oczywiście). Nie jestem w stanie zrozumieć Jego męskiego myślenia.
Bardzo bym chciała aby z mojej strony było to pożądanie, namiętność w kierunku mojego męża, ale tego nie ma:-(
I to boli najbardziej.

25 Ostatnio edytowany przez bellaad (2012-10-02 22:15:32)

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo

black1977
Dodałeś mi troszkę wiary, dobrej nocy

26 Ostatnio edytowany przez black1977 (2012-10-03 01:37:59)

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo

widzisz masz dwa wyjścia

1. odejść i poszukać tego ognia gdzie indziej: może znajdziesz, może nie, jeśli znajdziesz może za jakiś czas znów zniknie, może będzie do końca świata, jeśli zniknie będziesz zmuszona znowu albo powalczyć oń lub znowu szukać i tak bez końca.....
2. powalczyć teraz, jeśli uznasz że warto,
nie znam ciebie, nie znam twojego męża, i nikt nie da gwarancji że się uda, jeśli się uda to będzie fajnie, jeśli nie narośnie frustracja że straciłaś czas

wybrać musisz ty,
jestem wstanie zrozumieć niechęć wizyty u psychologa twojego męża, nie wiem czemu tak jest ale większość chłopaków omija go szerokim łukiem, ja byłem kiedyś, chyba bardziej z ciekawości niż potrzeby i okazało się, że niczego odkrywczego tam nie znalazłem, ale doświadczenie mam smile

jedno ci powiem cokolwiek zdecydujesz rób to całym sercem, ponieś konsekwencje
bo robić potrafimy tylko to w co wierzymy (przynajmniej ja tak mam)
i zawsze wszyscy by chcieli aby wszystko stało się samo, bez naszego wysiłku, ale niestety to rzadko jest możliwe, dlatego tak istotna jest wiara, przekonanie, że to właściwa droga, bo tylko wtedy jesteśmy wstanie pokonać trudności jakie napotykamy w trakcie

dużo zależeć będzie od twojego męża, jeśli się nastroszy, że masz problem sama ze sobą, to nie pomoże a tobie będzie ciężko, jeśli będzie się rozczulał jest zagrożenie, że się sama za siebie nie weźmiesz bo zatopisz się w tych odczuciach bez wyjścia, jedyne co możecie zrobić to zrobić cokolwiek RAZEM, z miłością, partnerstwem wspierając się i pomagając sobie wzajemnie
jeśli zapomniał że jesteś kobietą to mu przypomnij
jeśli się znudziłaś to zrób coś aby nudno nie było

to co się ci przytrafiło to mina na która trafia większość długich związków, szczególnie jeśli były to związki powstałe we wczesnej młodości (18 - 22 lata) wyjścia są różne, rozstanie, praca nad związkiem, twój mąż to twój pierwszy partner? nie masz poczucia, że chciałabyś spróbować intymności z kimś innym?

odpowiedz sobie na pytanie czy chcesz z nim być, to jest w moim odczuciu kluczowe,
jeśli odpowiedź brzmi tak, rozwal niebo i ziemię by to osiągnąć,
jeśli nie, powiedz prawdę i odejdź, jeśli odejdziesz nie oglądaj się za siebie, może kiedyś wpadniecie na siebie znów, może nigdy się nie spotkacie....
jeśli odpowiedź będzie nie wiem, to sama się nie znajdzie i męczyć się będziesz bez końca
wszystko zależy czy chcesz, naprawdę chcesz, bo jeśli chcesz to znajdziesz drogę,

ja jestem zwolennikiem miłości na całe życie, i zawsze subiektywnie będę skręcał w tą stronę, więc nie wiem czy jestem dobrym przewodnikiem
ale związek ma swoją ewolucję, namiętność zostaje zastąpiona niesamowitym poczuciem jedności, tylko nie wiem czy ty to czujesz i czy czuje to twój mąż, faceci zresztą mają generalnie myślenie 0/1 i te wszystkie dywagacje są dla nich irracjonalne (a myśleć zaczynamy zazwyczaj jak obije nas życie)
każdy jakoś poświęca wszystko byleby być szczęśliwym, a jak patrze wokoło jakoś szczęśliwych nie przybywa.... tylko coraz więcej samotnych poharatanych przez życie bez wiary, że związek dłuższy niż 4 lata ma sens - dlatego kibicuje wszystkim którzy walczą nawet jeśli się nie uda, nie znam lepszego sztandaru pod którym warto by stanąć jeśli nie miłość, rodzina i takie tam....

nie ma złych decyzji, są tylko różne
i jeszcze raz napisze, moje ulubione słowa o szczęściu: chcesz być szczęśliwy... to bądź (nic więcej nic mniej)


cokolwiek zrobisz bądź uczciwa wobec siebie i jego, bo sumienie pójdzie za tobą całe życie i warto żeby było "lekkie"
cokolwiek zrobisz będę trzymał kciuki,

27 Ostatnio edytowany przez bellaad (2012-10-03 19:05:54)

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo
black1977 napisał/a:

widzisz masz dwa wyjścia

1. odejść i poszukać tego ognia gdzie indziej: może znajdziesz, może nie, jeśli znajdziesz może za jakiś czas znów zniknie, może będzie do końca świata, jeśli zniknie będziesz zmuszona znowu albo powalczyć oń lub znowu szukać i tak bez końca.....
2. powalczyć teraz, jeśli uznasz że warto,
nie znam ciebie, nie znam twojego męża, i nikt nie da gwarancji że się uda, jeśli się uda to będzie fajnie, jeśli nie narośnie frustracja że straciłaś czas

wybrać musisz ty,
jestem wstanie zrozumieć niechęć wizyty u psychologa twojego męża, nie wiem czemu tak jest ale większość chłopaków omija go szerokim łukiem, ja byłem kiedyś, chyba bardziej z ciekawości niż potrzeby i okazało się, że niczego odkrywczego tam nie znalazłem, ale doświadczenie mam smile

jedno ci powiem cokolwiek zdecydujesz rób to całym sercem, ponieś konsekwencje
bo robić potrafimy tylko to w co wierzymy (przynajmniej ja tak mam)
i zawsze wszyscy by chcieli aby wszystko stało się samo, bez naszego wysiłku, ale niestety to rzadko jest możliwe, dlatego tak istotna jest wiara, przekonanie, że to właściwa droga, bo tylko wtedy jesteśmy wstanie pokonać trudności jakie napotykamy w trakcie

dużo zależeć będzie od twojego męża, jeśli się nastroszy, że masz problem sama ze sobą, to nie pomoże a tobie będzie ciężko, jeśli będzie się rozczulał jest zagrożenie, że się sama za siebie nie weźmiesz bo zatopisz się w tych odczuciach bez wyjścia, jedyne co możecie zrobić to zrobić cokolwiek RAZEM, z miłością, partnerstwem wspierając się i pomagając sobie wzajemnie
jeśli zapomniał że jesteś kobietą to mu przypomnij
jeśli się znudziłaś to zrób coś aby nudno nie było

to co się ci przytrafiło to mina na która trafia większość długich związków, szczególnie jeśli były to związki powstałe we wczesnej młodości (18 - 22 lata) wyjścia są różne, rozstanie, praca nad związkiem, twój mąż to twój pierwszy partner? nie masz poczucia, że chciałabyś spróbować intymności z kimś innym?

odpowiedz sobie na pytanie czy chcesz z nim być, to jest w moim odczuciu kluczowe,
jeśli odpowiedź brzmi tak, rozwal niebo i ziemię by to osiągnąć,
jeśli nie, powiedz prawdę i odejdź, jeśli odejdziesz nie oglądaj się za siebie, może kiedyś wpadniecie na siebie znów, może nigdy się nie spotkacie....
jeśli odpowiedź będzie nie wiem, to sama się nie znajdzie i męczyć się będziesz bez końca
wszystko zależy czy chcesz, naprawdę chcesz, bo jeśli chcesz to znajdziesz drogę,

ja jestem zwolennikiem miłości na całe życie, i zawsze subiektywnie będę skręcał w tą stronę, więc nie wiem czy jestem dobrym przewodnikiem
ale związek ma swoją ewolucję, namiętność zostaje zastąpiona niesamowitym poczuciem jedności, tylko nie wiem czy ty to czujesz i czy czuje to twój mąż, faceci zresztą mają generalnie myślenie 0/1 i te wszystkie dywagacje są dla nich irracjonalne (a myśleć zaczynamy zazwyczaj jak obije nas życie)
każdy jakoś poświęca wszystko byleby być szczęśliwym, a jak patrze wokoło jakoś szczęśliwych nie przybywa.... tylko coraz więcej samotnych poharatanych przez życie bez wiary, że związek dłuższy niż 4 lata ma sens - dlatego kibicuje wszystkim którzy walczą nawet jeśli się nie uda, nie znam lepszego sztandaru pod którym warto by stanąć jeśli nie miłość, rodzina i takie tam....

nie ma złych decyzji, są tylko różne
i jeszcze raz napisze, moje ulubione słowa o szczęściu: chcesz być szczęśliwy... to bądź (nic więcej nic mniej)


cokolwiek zrobisz bądź uczciwa wobec siebie i jego, bo sumienie pójdzie za tobą całe życie i warto żeby było "lekkie"
cokolwiek zrobisz będę trzymał kciuki,

Najgorsze jest to, że brak między Nami porozumienia i tej więzi, która była.
Chcę walczyć nawet jeżeli miałoby się okazać, że nie będzie Nam dane być dalej razem. Chciałabym kiedyś spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie, że przecież się starałam i zrobiłam wszystko dla tego małżeństwa.

Mąż właśnie jest u psychologa, już się boję Jego powrotu.


Jesteśmy razem 11 lat i M. jest moim pierwszym partnerem i rzeczywiście jest we mnie ciekawość i chęć spróbowania intymności z kimś innym, ale staram się odganiać takie myśli. Tym bardziej, że Nasze relacje w sypialni raczej nie były dla mnie satysfakcjonujące ( nie żebym miała niewiadomo jakie wymagania), nie było tego łał i och sad  Mąż owszem starał się bardzo, stawał na głowie, żeby mi było dobrze, ale co z tego skoro po fakcie byłam kłębkiem nerwów i pojawiała się frustracja. Nie tak ma wyglądać zbliżenie kochających się ludzi, źle mi z tym. Może nie jesteśmy dobrani pod tym względem??

Uważam, że jestem winna sobie i mężowi walkę o to małżeństwo, o te lata spędzone razem, bo przecież były też fajne momenty... 
Moim marzeniem zawsze była miłość na całe życie, tylko czy taka istnieje? Mam cichą nadzieję, że TAK.
Wiele godzin spędziłam na czytaniu historii na tym forum i rzeczywiście można się dopatrzyć tego, że coraz więcej jest rozzstań niż szczęśliwych zakończeń. Straszne jest to, że ludzie nie mają siły i chęci by walczyć o swoje szczęście i miłość.
Nie wiem jak się potoczy mój związek bo tyle niechęci i złych emocji nigdy w nim nie było. Pozamykaliśmy się na siebie, na swoje potrzeby. Brakuje mi akceptacji ze strony męża, docenienia mnie i tego, że do tej pory liczył się tylko on. Po drodze zapomniałam o sobie, o swoich potrzebach, pragnieniach. Czy jest to do odzyskania? Dręczy mnie to pytanie.

Dziękuję za słowne wsparcie smile

28

Odp: Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo

Tyle myśli w mojej głowie, zaraz oszaleje sad
Dobrej nocy

Posty [ 29 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Miłość czy przyzwyczajenie, bezpieczeństwo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026