Cześć. Jestem tu 1 raz. Potrzebuję rady.mam 22l moja była 21. Byłem z nią 9 miesięcy był to raczej udany związek w którym poprostu z czasem byliśmy ze sobą 24/7 co tłumaczyłem że jest źle doprowadzałą to żę moje życie było całkowicie podporządkowane pod nią... Zawsze chciałem dobrze ona też.. W zasadzie nigdy się nie kłociliśmy (wiadomo drobne sprzeczki zdarzają się każemu) mieliśmy podobne spojrzenie na świat,wartości, temperament, zainteresowania.. Oboje dużo lubiliśmy wychodzić z domu... Mimo wszystko z czasem mnie to wszystko jakos przerosło byłem zagubiony.. wtargnęlo się przyzwyczajenie, czułem się jakby w tym związku zamknięty a całem moje życie kręciło się tylko wokół jej... W koncu popadłem w przyzwyczajenie mowiłem sobie żę może w związku tak poprostu moze powinno być i dalej w sumie się poświęcałem ale w końcu coś we mnie pękło stwierdziem że to chyba nie to i się rozstaliśmy...
Mineły 2 miesiące i zrozumiałem że to tak naprawde ta Kobietą którą pragnę i jestem zdeterminowany aby walczyć o nią jak nigdy w życiu. Przemyślałem różne aspekty. Mam dobrych znajomych, mam pasje (biegam) za nie długo jadę z przyjacielem na wyczieczke zagraniczną. Nie nudzę się w życiu mam co robić, mam towarzystwo , nie chodzi mi o seks, nie chce związku dla zabawy i tak dalej... patrze na to konkretnie i poważnie...
Problem polega na tym ,że ona zarzuca mi że nie mówiłem jej zbyt często tego co czuje że nie zawsze czułą się dowartościowana (choć uważam ze gestami robiłem zawsze bardzo wiele).. no i ona szybko bo po 2 tygodnaich znalazla sobie kogos nowego kto jak Ona twierdzi wyciagnął ją z tego bagna dowartościował itp.... Mimo wszystko ja we wrzesniu wrociłem do mojego studenckiego miasta (sesja itp) i się widzielismy 2 razy w tamtym tygodniu oraz 2 razy w tym...
Chciałem dać jej spokój mimo to że bardzo żałuje że zrobiłem tak a nie inaczej ale stwierdziłem że jesli ma być szczęśliwa nawet z kimś innym to niech tak poprostu będzie. Zresztą nigdy nie chciałem się mieszać w jakąś już parę. Problem w tym że pdoczas 1 spotkania usłyszałem o tym chłopaku więcej złych rzeczy niż mogłem sobie to tylko wyobrazić. Ona Już z nim i tak jest tylko powiedzmy iluzorycznie. Jemu nie zalezy, on i tak jej dał juz do zrozumienia w urodziny w tym tygodniu że nic do niej więcej nie czuje i raczej juz nigdy nie poczuje.
Ze mną jak już mowiłem spotkała się 4 razy. Z 1 strony mowi mi czasem żę też za mną tęskni ,że powinna te urodziny spędzić ze mną a nei z kimś innym no ale tak wyszło.. widzę że ciągle ją to rusza... ale z 2 strony niby chce być fair wobec tego obecnego kolesia chociaż już nie widzi w tym sensu... no i jeszcze z innej strony nie chce żebym ją naciskał bo potrzebuje na wszystko czasu... Jest zdystansowana w to co mowie, no bo co będzie jak by mi sie niby odwidziało jak kiedys? A ona twierdzi że szuka stabilnego związku który miałby ręce i nogi... No i jeszcze pytanie gdzie byłem jak mnei potrzebowała? I mowi że w sumie jest rzecz co mimo wszystko zawdzięcza temu chłopakowi.. ze ją podbudował, że dzięki niemu niby czuję że jest bardziej atrakcyjną kobietą itp... ( Z 2 strony on ma to jakoś teraz w nosie...)
I tu własnie pytanie moje co ja mogę zrobić? Nei chcę naciskać, wiadomo że żadna przyjaźń czy coś takiego nigdy nie wchodzi w grę... Do miłości nikogo nie zmuszę... Sama mi mowi czy zdaję sobie ,żę długo mi zajmie budowanie jej zaufania? Alebo że sama nie wie czy w ogole mi się to kiedyś uda... Naprawdę Chce walczyć ale nei chcę wyjśc na osobę która tak jak by błaga o miłość...
Ona sama ma teraz trochę problemów... chce zmienić specjalność na studiach co wiąże się z poł rokiem pójscia do pracy, rodzice mówią że sie na niej zawiedli, od tego koelsia wiadomo że też zadnego wsparcia nie ma... w zasadzie nei wiem po co z nim niby jeszcze jest itp... Jest jak sama mowi pogubiona... Chcę jej dać czas... Chcę ją wspierać... NIe chce żębyśmy wypominali sobie złych rzeczy zreszta ona sama wie ,żę też w niektorych czynnościach postapiła nie właściwie.
Tylko co zrobić żeby nie dac się zaszufladkować jako przyjaciel ktoremu moze sie wygadac itp? ( Przecięz wiadomo żę przyjacielem nidgy nie będę, zwłaszcza że nie mółgbym patrzeć jak ona jest szczęśliwa u boku kogoś innego) Ona sama mowi ze jakby wiedziała ze jej już całkowicie nie zalezy to przeciez by do mnie nie pisała i się nie spotykała... Z 2 strony prosi mnie żebym jej nie naciskał ale wiadomo że przy kazdym spotkaniu jakos ten temat zostanie choc trochę poruszony... ja jej sprawe przedstawiłem jasno i zdecydowanie... Wiem czego chce i co chce jej dac...wydaje mi sie że moglibyśmy zbudować logiczny fajny związek, a to rozstanie dużo nas nauczyło... I moglibyśmy ten związek zbudować lepszy niż kiedys... Prosze poradźcie coś...
1 2012-09-15 14:26:29 Ostatnio edytowany przez Xandow (2012-09-15 14:44:20)
Podobne tematy
2 2012-09-15 15:06:12 Ostatnio edytowany przez Artemida (2012-09-15 15:07:28)
Napisz Jej to wszystko. Tylko popraw ortografię.
Nie upieraj się przy tym, że pokazywałeś gestami, jak Ci zależy. Przeczytaj książkę o językach miłości.
Kobietę (przynajmniej mnie) doprowadza do szału, gdy mówi czego chce, a facet twierdzi że okazywał miłość, ale żałował tego czego chciała, dawał to, czego nie chciała. Jak byś się czuł, gdybyś prosił o wodę, dostawał cukierka, prosił o spotkanie, dostawał skarpetki. Nie wiem jak Ona, ja tak odbierałam zachowanie exa. Jeśli Kobieta czegoś chce i wyraźnie o tym mówi, to jej mężczyzna nie dając jej tego, informuje ją że ma ją gdzieś. Albo nie rozumie co się do niego mówi, albo mu nie zależy. W obu przypadkach nie ma sensu z nim być.
Jeśli mężczyzna znika, odchodzi, rani, a potem mu się odmienia i wraca, Kobieta czuje się traktowana jak zabawka. Jak mieć zaufanie, skoro sam powiedział, że nie chce? Co będzie gdy się w nim zakocham, a on znów mnie porani?
Nie masz błagać o miłość, lecz pokazać Jej swoją. Prawdziwą. Nie możesz dać Jej najmniejszego powodu, by czuła się zaniedbana, zagrożona. Będziesz umiał? Dasz radę? To droga dla twardzieli. Jesteś taki? Silny, pewny, że umiesz dać oparcie, męski, zaradny?
3 2012-09-15 15:18:09 Ostatnio edytowany przez Xandow (2012-09-15 16:02:19)
Tak! Chcę jej pokazać prawdziwą i szczerą miłość. Chcę dla niej jak najlepiej! Nie chcę żeby jej czegokolwiek w życiu Zabrakło! Chce być zawsze jej oparciem w trudnych chwilach! Naprawdę chcę tego wszystkiego...
Masz rację odszedłem = zraniłem. To nie ulega wątpliwości.
No ale przecież coś zawsze powodrem rozstania było. Ja wszystko sobie uświadomiłem, przemyśłałem... Nie "bawił" bym się w to dla zabicia czasu, jakby mi naprawdę nie zależało itp... W ogóle bym się za to nie brał jak by nie to ,że wiem( wkońcu to do mnie dotarło), że to było coś wspaniałego! Że oboje się kochaliśmy... i wierzę w to ,żę kiedyś mogłoby być jeszcze lepiej niż kiedyś....
Nie chcę być nachalny, wiem że jej sytuacja jest bardzo trudna... Nigdy nie miałem jej gdzieś... Zawsze chciałem dobrze... Przynajmniej według mnie... może nie które rzeczy przeoczyłem.. Wydawało mi się że zawsze o wszystkim sobie mowiliśmy....
Co do tego żeby jej to wszysztko napisać.. Ja jej już to wszystko szczerze powiedziałem w 4 oczy. Całą prawdę. Powiedziałem jej więcej niż sądziłem że mnie na to stać. i Chcę jej to wszystko udowodnić czynami.... Chcę próbować odbudować jej zaufanie... Choć wiem ,żę to będzie bardzo trudne.. możę niemożliwe... z drugiej strony boję się ,że może próbuję robić to w niewłasciwy sposób...
Podbijam. Mam jeszcze 1 pytanie. Chodzi mi o to co robić aby wyszło że mi zależy ale nie przesadzać... Czy pisać np co 2 dzień? Zaproponować jakieś spotkanie raz w tygodniu ale nie czesciej? Tak zeby nie przesadzac... Zeby wiedziała ,że mam też swoje życie a nie żebym wyszedł na osobe mega zdesperowaną... może za dużo się naczytałem na innych forach , że kobiety tego nie lubią... żebym ją zasypywał smsami telefonami itp i nie chce tak robić.. zresztą wiem że potrzebuje czasu...a zresztą przecież i tak sama podejmie decyzje i jak już nic nie będzie chciała ze mną mieć wspólnego to mi to powie... Zresztą z 2 strony za nim finalnie nie zakończy tego związku w którym jest to sytuacja jest jeszcze bardziej dla mnie fatalna.... Proszę o jakieś porady. Z góry dziękuję.
moim zdaniem powinieneś dawać znak życia często, czyli tak jak napisałeś co 2 dzień, tak aby sie nie narzucać za bardzo. sms-y typu: jak samopoczucie, jak minął dzień a czasami jakie ma plany np we wtorek po południu. tylko oby nie za często... byłam w podobnej sytuacji co ty...tylko, że mi sie nie udało, bo zanikła pewna dziwna sytuacja, gdzie nie dało sie ciągnąć tego dalej. ale gdyby nie ona, byłoby super.... życzę wszystkiego dobrego:)