Nie wiem od czego zacząc...chcialabym opowiedziec te historie krotko i zwiezle...z gory przepraszam jesli to sie nie uda...
Otoz...
Jestem z moim chlopakiem od roku...pomimo tego, iz wczesniej mialam juz kilku partnerow czuje, ze tym razem to cos naprawde wyjatkowego...kocham go na zaboj, nie wyobrazam sobie bez niego zycia a moje uczucie jest ciagle tak samo swieze jak rok temu...problem polega na tym, ze czesto sie klocimy...o byle co, z reguly o zazdrosc itp. Nie lubie sie klocic, raczej nie jestem osoba ktora czuje uraze i potrafi sie do kogos nie odzywac przez kilka dni czy nawet tygodni....Nawet gdy wina ewidentnie lezy po stronie chlopaka i powie naprawde straszne rzeczy w zlosci, szybko mu wybaczam...Niestety z reguly chlopak odwraca wszystko w taki sposob ze wychodzi na to, iz wszystkie klotnie sa z mojej winy a nawe jesli on wykrzyczy cos zlego to ja jestem temu winna bo go sprowokowalam...i naprawde czuje sie wtedy winna
Najgorsze jest to,ze praktycznie przy kazdej klotni chlopak mnie zostawia...mowi ze " nie chce z toba byc! pierd**e takie cos!" itp itd...kazde odtracenie to dla mnie duzy cios...wpadam w histerie...zawsze go po tym przepraszam, tlumacze i prosze bysmy do siebie wrocili...z reguly gdy nerwy przejda chlopak tlumaczy ze nie chcial mnie zostawic i ze "tak tylko powiedzial"...
Po takich klotniach - ktore sa dla mnie traumatycznym przezyciem - przez kilka pierwszych dni jest naprawde dziwnie...czuje sie wtedy jak zbity pies ktory prosi swojego Pana by sie nim zainteresowal i wybaczyl mu co zrobil zle...a moj chlopak zachowuje sie wtedy, jakbym go zdradzila, czy wyrzadzila naprawde duza krzywde...a z reguly idzie o pierdołe.
Pisze o tym wlasnie teraz, bo pare dni temu znow uslyszalam ze mnie nie chce...niby sie juz pogodzilismy ale sytuacja jest napieta...na dodatek chlopak jeszcze przez tydzien bedzie za granica wiec kontakt jest utrudniony...ciagle mi wyrzuca ze sie o wszystko czepiam, ze mu robie wyrzuty i ze wszytsko wiem lepiej...uzywa tych argumentow gdy np zapytam "czy doszedl moj sms bo nie odpisuje..." nie wiem co mam robic, juz nie mam sily płakac...czuje sie naprawde winna i boje sie, ze za chwile znow mnie zostawi...nie wiem jak mam sie zachowywac, zeby zmienic jego nastawienie...
Tylko nie piszcie ze mam go zostawic...nie wyobrazam sobie zycia bez niego...do ostatniej klotni (kilka dni temu) planowalismy slub itp...on jest naprawde wspanialym czlowiekiem wtedy, gdy miedzy nami jest ok...wiem, ze to glupie...ale serce krzyczy glosniej od rozumu...