Nigdy nie dzieliłam się ze swoimi problemami z innymi osobami, a szczególnie na różnego rodzaju forach. Zawsze starałam się sama z nimi uporać, jednak od niedawna brakuje już mi siły.
Zacznę od początku. Ponad rok temu poznałam chłopaka na czacie. Prawdę mówiąc siedziałam tam, bo czułam się samotna, nie miałam znajomych z mojego miasta,a miałam masę wolnego czasu, którego nie wiedziałam jak spożytkować. Po krótkim czasie przenieśliśmy rozmowę na gg. Na początku nie była to dość intensywna znajomość, pisaliśmy co jakiś czas, bez większych emocji. Jednak z racji tego ze ten chłopak miał maturę przestał się odzywać. Nie pisał przez miesiąc. Tak naprawdę przez ten czas zapomniałam o nim, był mi totalnie obojętny. Po maturze się odezwał. I zaczeło się. Pisaliśmy codziennie. Potrafiliśmy rozmawiać przez pół dnia. Wiedzieliśmy o sobie wszystko. Z czasem zeszliśmy na intymne tematy, zdarzało się nawet, że nasze rozmowy były pełne erotyzmu. Jednak mimo to chłopak wydawał się inteligentny, ogarnięty, zabawny i taki normalny.Prosił o spotkanie, jednak ja odmawiałam bo wstydziłam sie z nim spotkać po tym wszystkim co pisaliśmy. Po jakimś czasie wiedziałam to ta znajomość nie ma sensu jeśli nie przeniesiemy jej w realne życie. Po pół roku spotkaliśmy się. Generalnie wywarł na mnie pozytywne wrażenie i byłam wniebowzięta jako zaproponował kolejne spotkanie. Świetnie z nim mi się gadało, cały czas się śmieliśmy, jednak nie był dla mnie atrakcyjny. Na 3 spotkaniu był pocałunek. Od tamtego czasu zachowywaliśmy się jak para. Chodziliśmy za ręce, przytulaliśmy się, całowaliśmy. Zauroczyłam się. Poznałam jego rodziców i znajomych.On był u mnie parę razy, może z 5. I tak ciągnęło się rok. Za tydzień mamy "rocznice". Pół roku było cudowne. Codzienne rozmowy, spotykaliśmy się dość często, jakieś 3-4 razy w tygodniu (mieszkamy od siebie 40 km, komunikacją miejską podróż trwa 2 godziny). Po 6 miesiącach mój chłopak miał egzaminy na studiach. Widywaliśmy sie raz w tygodniu. Jestem osobą wrażliwą i słabą. Tęsknota wpływa na mnie destrukcyjnie. Najpierw tęsknie przez co płaczę, póżniej zaczyna mi nie zależeć.Moj chłopak dokladnie o tym wiedział bo wiele razy mowiłam mu o tym. Jednak zdawałam sobie sprawę ile czasu pochłania mu nauka i starałam sobie sama z tą sytuacja radzić. Po sesji pojechał na 2 tyg na targi. Po tym czasie byłam tak zmęczona tym wszystkim ciągłym płaczem, mysleniem cały czas o nim, że mialam juz dość. Powiedziałam o mu o tym wszystkim. Powiedziałam też, że ja już nie wiem czy go kocham. Spytał sie czy chce odejśc, powiedziałam ze nie i że chce zdeby bylo tak jak dawniej. Mój chłopak obiecał mi że będziemy sie częśćiej spotykać i ze bedzie sie starał. Po jakimś czasie znów było wspaniale
Pomimo studi dziennych zaczał pracować. Znów nasze spotkania ograniczały sie do jednego tygodniowo, jednak starałam się być wyrozumiała. Po mojej maturze podczas spotkania zobaczyłam smsy od jakijś dziewczyny do niego.Przyznaje się. Weszłam w jego skrzynke odbiorczą. Pisała, że jest napalona i mokra. On także pisał do niej zbereźne rzeczy. Przyznałam mu się ze przeczytała to. On powiedział ze to nic takiego. Wyśmiałam jego słowa. Znienawidziłam go. Nie rozumialam jako on mógł mi to zrobić. Przecież mówił ze mnie kocha. Współżyliśmy. Zerwałam z nim kontakt. Wyjechałam w góry. I strasznie mi go brakowało. Cierpiałam, nie radziłam sobie z tym. Zrozumialam jak bardzo go kocham i potrzebuje. Napisałam do niego. Najpierw była kłotnia i wyciąganie wszystkich brudów z przeszłości, a potem szczera rozmowa. Powiedział, że on był uzależniony od cyber seksu i to było silniejsze od niego. I ze juz nigdy tak nie zrobi. Uwierzyłam mu, wkońcu poznaliśmy sie w podobny sposób. Znow zaczelismy sie spotykać i było wspaniale. Jednak od jakiegoś czasu czuje, że mi czegoś brakuje. Czasami wydaje mi sie że go nie kocham i że przyzwyczaiłam sie do niego. Teraz ma poprawki. Znowu rzadko się widujemy i rzadko piszemy. Wczoraj sie pokłociłam z nim o to, że gdybym ja do niego nie napisała to on potrafił by cały tydzień się do mnie nie odzywać. A zaczeło się od tego ze przedwczoraj mi napisał smsa odpisałam mu a on pozniej nic nie odpisał. Zapytałam wczoraj dlaczego. Odpowiedział ze nie wiedział co. No tak skoro nie wiedział co to lepiej wogole sie nie odzywać. Codziennie płaczę z jego powodu i on doskonale o tym wie. Nie raz płakałam przy nim. Raz zapytał się po co ten cyrk zrobiłam (chodziło o płacz). Bardzo mnie to zabolało. Generalnie jestem nieśmiała i wstydliwa. Jeśli przebywam wsród jego znajomych to nic a nic sie nie odzywam, nie umiem wydusić z siebie słowa. Kiedyś jak miał razem ze mna"wyjsc na fajka" z kolegami, poprosił zebym otworzyła się przed nimi. Powiedziałam mu ze nie potrafie. On na to powiedział ze jego koledzy smieja sie z niego ma dziewczyne nie mowę. Powiedzialam mu ze fajnie ze zalezy mu na opini innych, a on odpowiedział ze zalezy mu na normalności. I to był gwodz do trumny. Jestem taka osoba ze wszystko biore do siebie i wszystko analizuje. Jeszcze bardziej jestem wstydliwa przed jego kolegami od tamtej pory. Oczywiście po jakims czasie mu powiedzialam ze to mnie zabolało i że wogole nie pomaga mi w walce z nieśmiałością. Nie wiem co mam robić. Mam już dość tego wszystkiego. Jestem zbyt wrażliwa i słaba na związki. Czasami myślę, że powinnam się rozstać z nim. Nie wiem czy go kocham. Ten cały związek sprawia mi ból. Nie potrafie się nim cieszyć. Zawsze znajdę coś, żeby sprowokować kłotnie. Oczywiście później płaczę. Jeśli jest dobrze miedzy nami to wmawiam sobie że mój chłopak nie pociąga mnie fizycznie. Przyznam, że nie jest on atrakcyjny i on też czasami mowi ze dziwi mi sie ze jestem z takim brzydalem. Jednak jak jest nie ogolony i ma krotkie włosy jest dla mnie przystojny, i uwielbiam jego wzrok i oczy. Nie wiem co robić. Nawet nie wiem po co pisze to wszystko na forum. Chyba poprostu musialam sie wygadać.