netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Rozwód - jak się upewnić, czy podejmę dobrą decyzję

15 odpowiedzi6 040 wyświetleńzałożony przez gajka, 03.09.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozwód - jak się upewnić, czy podejmę dobrą decyzję

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 16 ]

1

Temat: Rozwód - jak się upewnić, czy podejmę dobrą decyzję

Chciałam Was poprosić o radę. Wprawdzie wiem, że decyzję będę musiała podjąć sama, ale potrzebuję pomocy, aby poukładać sobie wszystko w głowie.

Mam 26 lat, 2 lata po ślubie, znamy się kilka lat dłużej. Na początku musieliśmy podróżować do siebie kilkaset kilometrów, więc związek był specyficzny - wspólny tydzień raz na miesiąc, lekkie oderwanie od rzeczywistości. Po jakimś czasie zaczęło być ciężko, zdecydowałam się przeprowadzić do niego. Było lepiej, zresztą nowe miejsce, nowa praca itp. bardzo mnie absorbowały. Niestety zaczęły się naciski ze strony mojej rodziny, żebyśmy się zaręczyli, skoro się do niego przeprowadziłam. Bez wielkich scen czy szantaży, ale jednak zepsuło to atmosferę - przy oświadczynach nie byłam już pewna, czy w ogóle chcę tego ślubu i przede wszystkim, czy on chce, czy tylko jest zmuszony, choć wiem, że planował to i tak od jakiegoś czasu. Zaczęłam mieć pewne wątpliwości, nie czułam, że "to jest to", ale też absurdalne wydawało mi się rozejście jedynie z powodu marnych oświadczyn i napsutej krwi przy tej okazji. W miedzyczasie przy wspólnym mieszkaniu wyszło na jaw sporo różnic, które wynieśliśmy z domów rodzinnych. Część to drobiazgi, ale niektóre bardzo ważne, na przykład gdy wyrzucałam mu, że przy innych jest miły i radosny, a w domu słyszę jedynie wieczne narzekania, usłyszałam, że "w domu nie trzeba nic udawać" i właśnie dom jest od odreagowania wszystkiego.
Zaczęłam mieć wątpliwości przed ślubem, rozmawialiśmy o tym, on powiedział, że jeśli chcę przełożyć ślub na później, to w porządku, on jest pewny, że mnie kocha i chce ze mną być, nieważne, kiedy weźmiemy ślub. Z jego strony miałam wsparcie, ale nie starczyło mi sił, żeby zmieniać teraz wszystkie przygotowania, ustalenia, powiadamiać itp. Uspokajałam się tym, że wątpliwości przed ślubem są normalne, to po prostu oznaka, że myślę;)
Po ślubie było bardzo źle, w ciągu pierwszych 2 miesięcy zdążyłam sprawdzić dokładnie, jak wygląda procedura rozwodowa. Kłóciliśmy się dużo, niekiedy o drobiazgi (sprzątanie, obowiązki - typowe "docieranie"), ale też o podejście do życia i małżeństwa, miałam poczucie, że on ma jakieś takie przekonanie (pewnie wyniesione z domu, w którym nie było najlepiej), że po ślubie nie trzeba się już tak starać, że to normalne, że się wkurzamy i kłócimy; albo, że jak ma zły nastrój, to czemu musi odpowiadać na moje "cześć", jak nie ma ochoty rozmawiać. Do dziś twierdzi, że właściwie nawet nigdy poważnie nie powrzeszczeliśmy na siebie (znów: porównanie z domem), przy czym dla mnie było to straszne, zamiast oparcia w domu mieć wiecznie narzekanie, problemy, kłótnie. Na wyjeździe z pracy byłam bliska zdradzenia go, udało mi się powstrzymać. Nie chodziło o tego drugiego mężczyznę, bardziej o pragnienie bliskości i bycia pożądaną. Pomyślałam, że muszę albo walczyć o to małżeństwo, albo odejść. Rozmawialiśmy, płakaliśmy, było lepiej. Potem znowu gorzej. I w dużym skrócie tak do dzisiaj. Część kłopotów rozwiązaliśmy, nie kłócimy się już o to, kto poodkurza. Natomiast te podstawowe różnice pozostały - w podejściu do życia (narzekanie zamiast szukania rozwiązania), epatowanie w domu złym nastrojem (wśród znajomych nie wypada, ale w domu jest ok), no i spora różnica w potrzebach seksualnych. Niekiedy mamy lepsze okresy, ale zwykle mąż jest tak dobity rzeczywistością, że nie ma ochoty. Starałam się ożywić nasze pożycie, ale przy którymś z kolei odrzuceniu czuję się upokorzona i nieatrakcyjna dla niego. Mąż jest przede wszystkim nieszczęśliwy sam ze sobą, ale choć chciałam mu pomóc, doradzałam wizytę u psychologa, tłumaczyłam, rozmawiałam, to nic się nie zmienia i odbija się zawsze na mnie.
Nie wyobrażam sobie mieć z nim dzieci, boję się tego bardzo i chyba dlatego jestem nastawiona bardzo "na nie", żeby tym razem od razu ucinać "zachęty" ze strony rodziny. Mąż jest dobrym człowiekiem, ale straciłam gdzieś szacunek do niego, nie kocham go.
Wiem, że dużo problemów wynika z jego kompleksów, którym pewnie nie pomaga mój mocno dominujący charakter. Wiem, że on mnie kocha i nie chce rozwodu. Uważa, że przecież jest nam w sumie dobrze, a on nie jest taki zły, bo "przecież pracuje, nie bije, nie pije". Nie potrafię sobie poradzić z tą sytuacją, bo między nami bywają dobre chwile, on już bardzo dużo dla mnie zmienił. Zależy mi na nim i nie chcę go skrzywdzić. Ale nie jestem szczęśliwa, nie jestem zakochana i czuję, że ten związek mnie przygniata. Gdy myślę o rozwodzie, to bardziej (przynajmniej teraz tak czuję) przygniatają mnie kwestię typu zmiana nazwiska, kredyt na mieszkanie i pewnie ostracyzm społeczny (to ja będę tą winną), nie sam fakt niebycia z nim.
Tydzień temu zdradziłam go i zaczęłam romans, po raz pierwszy od dawna poczułam się chciana, pożądana i miałam o czym z kimś rozmawiać wieczorem. Wiem, że powinnam odczuwać wyrzuty sumienia, ale póki co, odczuwałam jedynie niesamowitą radość i lekkość, o dziwo nawet dobrze to robi naszemu związkowi jak wracam do domu.
Dzisiaj dotarło do mnie, że jestem dopiero 2 lata w małżeństwie, zdradzam męża. Że tak ma wyglądać moje życie przez jakieś tam statystyczne kolejne 50 lat. Nie chcę podejmować decyzji w momencie, gdy jestem tak niestabilna emocjonalnie, przerażona, zauroczona kimś nowym. Ale nie chcę też tkwić w tym bagienku. Nie z powodu romansu myślę o rozwodzie, ale czuję, że sprawy zaszły za daleko i powinnam coś zrobić. Nie chcę mówić mężowi o zdradzie, jeśli nie podejmę wcześniej decyzji, że chcę odejść albo walczyć o małżeństwo, bo nie to jest powodem. Nie wiem, czy powinnam mu w ogóle powiedzieć, ale to pewnie moje wygodnictwo, boję się bycia "tą złą", reakcji rodziny itp. Mąż nie zasłużył sobie na to wszystko, bardzo go to zrani i rozbije. Nie mam właściwie powodu, żeby odejść, poza jednym: strasznie chcę odejść. Tkwię w wiecznej sinusoidzie, od zaręczyn ciągle myślę o rozstaniu, ciagle odkładam, bo mam poczucie, że trzeba dać temu szansę, boję się, że go skrzywdzę albo że będę żałowała. Że może za dużo oczekuję, a tak po prostu wygląda rzeczywistość i z kimś innym wcale nie byłoby lepiej. Ale nie czuję się szczęśliwa i nie kocham męża. Nie wiem, jak podjąć decyzję.

2

Odp: Rozwód - jak się upewnić, czy podejmę dobrą decyzję

napisalas ze nie kochasz meza i nie czujesz sie szczesliwa....to jest chyba odpowiedz....jesli nie widzisz zadnych szans na uratowanie tego i macie sie nawzajem wyniszczac psychicznie to chyba lepiej sie rozejsc faktycznie....

3

Odp: Rozwód - jak się upewnić, czy podejmę dobrą decyzję

Skoro nie widzisz ani jednego powodu żeby zostać z mężem, to nieważne wydaje mi się czy tą decyzję podejmiesz dziś czy jutro. Problem leży jedynie w szczerości z samym sobą. A co do rodziny i ich reakcji. Rekcje mogą być różne, często mocno negatywne. Ale jeśli jesteś pewna swojego, to powalcz o siebie. W końcu to Twoje życie. Nikogo innego. Tylko Twoje.

4

Odp: Rozwód - jak się upewnić, czy podejmę dobrą decyzję

Mój problem polega na tym, że nie jestem pewna i boję się, że popełnię błąd. Czytałam dużo wypowiedzi na forum, dziewczyny decydują się na odejście po naprawdę strasznych przeżyciach, gdy jest przemoc, alkohol albo wyniszczanie się psychiczne. U nas tego nie ma, poza sporadycznymi kłótniami czy jego napadami złego nastroju jest spokojnie, życzliwie. Koleżensko. I tu jest kłopot, przyłapuję się na tym, że bardziej się na niego patrzę jak na dziecko niż na partnera - zależy mi na nim, nie chcę go martwić, pocieszam, przytulę, jest dużo ciepła między nami, ale nie czuję, żebyśmy byli równowartościowi, nie porywa mnie, całuję w policzek, nie w usta, tracę do niego szacunek i nie czuję miłości. Jak tylko się da, lubię gdzieś wyjść, wyjechać bez niego. Często przyłapuję się na myśli, że chciałabym, żeby on sobie kogoś znalazł albo żeby miał mnie dość, tak, żebyśmy oboje chcieli się rozejść - takie tchórzostwo, żeby nie była cała odpowiedzialność po mojej stronie.

5

Odp: Rozwód - jak się upewnić, czy podejmę dobrą decyzję

Gajka,
doskonale wiem co czujesz.

Spóbuj z nim porozmawiać, dokąłdnie wyjaśnić - ale tak naprawdę dokładnie - jak chciałabyś aby wyglądało wasze życie, czego oczekujesz... zapytaj czego on oczekuje.
I jeśli stanowiska będą rozbieżne... to uważam, ze nie warto trwać, jesli nic was nie łączy.
Z czasem będzie gorzej.

Ja wyznaję zasadę, że do domu muszę chcieć wracać z przyjemnością i czuć się tam po prostu szczęśliwa
Gdy tak nie jest... to co to za dom?

6

Odp: Rozwód - jak się upewnić, czy podejmę dobrą decyzję

Przekroczyłaś pewien próg dla którego nie mam za grosz zrozumienia. Było ci źle to trzeba się było rozstać i potem szukać kolejnej spełnienia. I tyle.
Co dalej ? Weź byka za rogi i powiedz mężowi co się stało. Co z tego wyniknie nie wiadomo.
Natomiast jestem pewien, że "za chwilę" nie chcąc skrzywdzić męża wskoczysz kolejnemu facetowi do łóżka, żeby się lepiej poczuć.
Już nie jesteś na sinusoidzie. Jesteś na równi pochyłej.
Przepraszam za mocne słowa ale wypływają one z sympatii i troski.

7

Odp: Rozwód - jak się upewnić, czy podejmę dobrą decyzję

Nie kochasz męża, nie szanujesz, od zaręczyn ciągle myślisz o rozstaniu, nie masz powodu do odejścia, oprócz tego, że strasznie chcesz odejść, nie chcesz mieć z nim dzieci....
To małżeństwo nigdy nie powinno być zawarte. Ulegliście presji rodziny.

Uważam, że trzeba to zakończyć.

8

Odp: Rozwód - jak się upewnić, czy podejmę dobrą decyzję

Normalnie jakbym to była żona pisała. Przemawia przez Ciebie egoizm w najczystszej postaci. Patrzysz tylko na własną wygodę i tyle w temacie. Szkoda mi Twojego faceta, z którego robisz rogacza!! Czy Ty wiesz w ogóle na czym polega małżeństwo...?!?!?! Jeśli nie to powiem tylko tyle - to nie powinien być supermarket, do którego się wchodzi i wychodzi kiedy się chce!! Czym dla Ciebie są słowa przysięgi małżeńskiej...?!
Jeśli nie chcesz walczyć juz o to małżeństwo, a wszystko wskazuje na to, że nie, to po prostu odejdź i daj odetchnąć Twojemu papierowemu mężowi. Szkoda mi, że jeszcze mąż kocha nie Ciebie, ale wyobrażenie o Tobie!!

K.

9 Ostatnio edytowany przez owcake (2012-09-03 21:39:00)

Odp: Rozwód - jak się upewnić, czy podejmę dobrą decyzję
K.82 napisał/a:

Przemawia przez Ciebie egoizm w najczystszej postaci. Patrzysz tylko na własną wygodę i tyle w temacie.

Eee a kto ma to zrobić za nią? Kto ma zadbać o jej szczęście jeśli nie ona sama?

K.82 napisał/a:

Szkoda mi Twojego faceta, z którego robisz rogacza!! Czy Ty wiesz w ogóle na czym polega małżeństwo...?!?!?! Jeśli nie to powiem tylko tyle - to nie powinien być supermarket, do którego się wchodzi i wychodzi kiedy się chce!! Czym dla Ciebie są słowa przysięgi małżeńskiej...?!

Dopuszczasz fakt, że ludzie czasami popełniają błędy? Dziewczyna popełniła przynajmniej dwa. I myślę, że doskonale o tym wie.

K.82 napisał/a:

Szkoda mi, że jeszcze mąż kocha nie Ciebie, ale wyobrażenie o Tobie!!

Czy słusznie mam wrażenie, że cały Twój post jest raczej skierowany do Twojej byłej? Że patrzysz na sytuację autorki wątku przez pryzmat tego, co Tobie się przydarzyło?

10

Odp: Rozwód - jak się upewnić, czy podejmę dobrą decyzję
owcake napisał/a:
K.82 napisał/a:

Przemawia przez Ciebie egoizm w najczystszej postaci. Patrzysz tylko na własną wygodę i tyle w temacie.

Eee a kto ma to zrobić za nią? Kto ma zadbać o jej szczęście jeśli nie ona sama?

No zasadniczo puszczać się na boku nikt za nią nie będzie!! Jak kobieta zdradza faceta to nazywa się to "dbaniem o szczęście", a jak podobnie robi facet to nazywa się to po prostu k..estwe!!
Mogę się założyć, że gdyby autorka wątku chociaz połowę czasu poświęconego kochankowi poświęciła na ratowanie tego związku inaczej mogłoby to wyglądać, a tak jest jak jest!!


owcake napisał/a:
K.82 napisał/a:

Szkoda mi Twojego faceta, z którego robisz rogacza!! Czy Ty wiesz w ogóle na czym polega małżeństwo...?!?!?! Jeśli nie to powiem tylko tyle - to nie powinien być supermarket, do którego się wchodzi i wychodzi kiedy się chce!! Czym dla Ciebie są słowa przysięgi małżeńskiej...?!

Dopuszczasz fakt, że ludzie czasami popełniają błędy? Dziewczyna popełniła przynajmniej dwa. I myślę, że doskonale o tym wie.

Oczywiście, sam popełniłem ogromny błąd, którego żałuję po dziś dzień!!!! Nie ma ludzi nieomylnych!! Rozumiem też, że autorka mogła popełnić błąd zdradzając męża. Natomiast jak ktoś komuś przysięga na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie to to do czegoś zobowiązuje!! Szkoda, że dla jednych ślub znaczy magię białej sukni a dla innych jest sakramentem. Gdyby to sobie zainteresowane strony wyjaśniły przed zawarciem związku małżeńskiego można by w dzisiejszych czasach uniknąć wielu rozwodów.... ale sie rozmarzyłem :PP

owcake napisał/a:
K.82 napisał/a:

Szkoda mi, że jeszcze mąż kocha nie Ciebie, ale wyobrażenie o Tobie!!

Czy słusznie mam wrażenie, że cały Twój post jest raczej skierowany do Twojej byłej? Że patrzysz na sytuację autorki wątku przez pryzmat tego, co Tobie się przydarzyło?

Tak jak napisałem na wstępie "Normalnie jakbym to była żona pisała." W pewnym sensie masz rację. Domyślam się jak będzie czuł się ten gościu kiedy dowie się o tym co mu żonka funduje...!! Zal mi go po prostu. Zastanawiam się tylko dlaczego kobiety tak często kochają uszami, czemu dobre słowa są ważniejsze niż gesty....??!!

11

Odp: Rozwód - jak się upewnić, czy podejmę dobrą decyzję
K.82 napisał/a:

No zasadniczo puszczać się na boku nikt za nią nie będzie!! Jak kobieta zdradza faceta to nazywa się to "dbaniem o szczęście", a jak podobnie robi facet to nazywa się to po prostu k..estwe!!

Nie miałam na myśli skoków w bok, bo to akurat fair wobec męża nie jest. Miałam na myśli chęć uporządkowania swojego życia w taki sposób aby być uczciwym wobec siebie i i innych.

K.82 napisał/a:

Mogę się założyć, że gdyby autorka wątku chociaz połowę czasu poświęconego kochankowi poświęciła na ratowanie tego związku inaczej mogłoby to wyglądać, a tak jest jak jest!!

Widzisz. Ratowanie czegoś co jest trupem nie jest łatwe. A ich małżeństwo od początku było jakieś takie na siłę.

K.82 napisał/a:

Natomiast jak ktoś komuś przysięga na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie to to do czegoś zobowiązuje!! Szkoda, że dla jednych ślub znaczy magię białej sukni a dla innych jest sakramentem. Gdyby to sobie zainteresowane strony wyjaśniły przed zawarciem związku małżeńskiego można by w dzisiejszych czasach uniknąć wielu rozwodów.... ale sie rozmarzyłem :PP

Przysięga małżeńska powinna do czegoś zobowiązywać. I myślę, że większość ludzi wypowiadając ją, naprawdę wierzy w to że tak będzie. Niestety, potem życie weryfikuje te słowa. Ale trzeba pamiętać, że w każdym związku obowiązuje zasada akcja-reakcja. Zdrada rzadko kiedy leży tylko i wyłącznie po jednej stronie.

12

Odp: Rozwód - jak się upewnić, czy podejmę dobrą decyzję

Dziękuję Wam za odpowiedzi, te negatywne też, pomogły uświadomić sobie, że na pewno nie chcę w taki sposób żyć. Przede mną ciężka rozmowa z mężem o rozwodzie, wiem, że będzie strasznie, ale bardzo wierzę, że jest to dobra decyzja i mam nadzieję, że on też tak kiedyś na to spojrzy. Dziękuję bardzo tym, którzy postarali się mnie zrozumieć, dużo to dla mnie znaczy.

13

Odp: Rozwód - jak się upewnić, czy podejmę dobrą decyzję

Gajka,

przemyśl to jeszcze. Jak już pisałem wcześniej - rozwieść się zawsze zdążysz. Pamiętaj, że rozwód - chociaż to traumatyczne przeżycie (sam go doświadczyłem) to jest to najprostsza droga!! Wydaje mi się, że warto mimo wszystko zawalczyć o was.

Powodzenia życzę!!

K.

14

Odp: Rozwód - jak się upewnić, czy podejmę dobrą decyzję

Najpierw porozmawiajcie. Bądź szczera i powiedz co Cię boli i o czym myślisz (czyt: rozwód). Zobacz jaka będzie jego reakcja. Wtedy dopiero podejmij odpowiednie decyzje. Z niczym się nie śpiesz. Powodzenia!

15

Odp: Rozwód - jak się upewnić, czy podejmę dobrą decyzję

K.82 - wiem, że to najprostsza droga. Wiem, że jakbym walczyła, to jakoś by to szło, tak jak do teraz, wiele momentów było bardzo dobrych mimo wszystko. Ale nie mam już motywacji - nie czuję, że go kocham, nie mamy dzieci, kwestia sakramentu też w moim przypadku nie jest istotna. Pozostawało w sumie to, że nie chcę jego ani rodziców zranić. Ze strony rodziców na szczęście jednak mam wsparcie. I z której strony bym nie spojrzała, sam fakt, że nie chcę mu sprawić przykrości to za mało, żeby z kimś spędzić całe życie.

owcake - to nie do końca jest pośpiech, ta myśl krąży ciągle od dwóch lat. I nie jest zaskoczeniem, bo rozmawialiśmy tysiące razy, tłumaczyłam, prosiłam, starałam się zmieniać siebie i jego; szczera byłam niekiedy aż nadto, mówiłam mu np. że jeśli będzie mnie ciągle odrzucał w łóżku, to ja kiedyś pęknę i go zdradzę. Choć on tego na pewno nie brał do końca poważnie i rozwód będzie dla niego szokiem. Ciągle odkładałam decyzję, bo nie byłam pewna, a teraz po prostu... jestem pewna i męczy mnie każda sekunda przedłużania tego. Chcę poczekać do weekendu, żeby był czas na spokojną rozmowę i przeżycie emocji, żeby nie trzeba było iść następnego dnia do pracy. Ale tak szczerze, bardzo bym nie chciała, żeby on starał się mnie przekonywać, prosić o próby, bo ta decyzja już zapadła i nie chcę jej zmienić.

Posty [ 16 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozwód - jak się upewnić, czy podejmę dobrą decyzję

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026