Boję się rozpoczęcia roku. I im bliżej jesteśmy 1 września, tym bardziej się martwię. Już wyjaśniam o co chodzi. Mam 14-letniego, autystycznego syna. Autyzm dośc szybko został zdiagnozowany (mielismy szczęście do dobrych specjalistów), korzystalismy z wszelkich mozliwych metod terapii. Fakt, było kilka porażek, wielokrotnie miałam dość wszystkiego, bo ciągla praca, współpraca z synem, było cięzko. Ale w końcu pojawiły się fekty, syn zaczął się normalnie rozwijać, co prawda zawsze trzyma się z boku, jest małomówny, ale tak juz chyba pozostanie, z nauką nie ma najmniejszych problemów. Posłalismy go do normalnego gimnazjum. I tutaj zaczął się problem. Pierwszy rok wspominam jako koszmar. Syn od początku nie był akceptowany przez rówieśników. Nauczyciele wiedzą o jego problemach. Dowiedziałam się, że kilka razy nie przyszedł do szkoły. Mnie powiedział, że dlatego, że mu dokuczaja, i nie potrafi się z nimi dogadać. Ale co mu robia, co się działo - powiedzieć nie chciał. Ale nie to jest najgorsze - w drugim semestrze dwóch chłopaków pobiło go, co skończyło się pobytem w szpitalu. I tutaj załatwiliśmy indywidualne nauczanie, nie chciałam, żeby wracał do szkoły. Z tamtą szkoła w ogole zakończyliśmy współprace. Przeniosłam go do innej, bo wszyscy wokół mówią, że radzi sobie a tyle, że nie ma sensu odcinac go od rówieśników.
Tylko że ja się boję. Boję się powtórki tego, co w pierwszej klasie w starej szkole. Że znowu znajdzie się kilku, za przeproszeniem, idiotów, któzy będa się na nim wyżywać. Tutaj też odpowiednio wczesnie wszyscy zostali poinformowani o tym, co i jak. I jest niby ok, szkoła spokojna, nauczyciele z normalnym podejściem. Ale ja się boję. I nie potrafię tego lęku opanować. Nie wiem, czy słusznie, ale obawy mam.
Chciałam się wyżalić, bo naprawdę mi cięzko.
Podobne tematy
Nie macie wpływu na rówieśników syna. Natomiast uważam posłanie dziecka do normalnego gimnazjum było dobrym wyborem, zresztą z tego co piszesz nie widzę żadnej Waszej winy.
Jedyne co musicie zrobić to wyczulić nauczycieli na ten problem, właściwie od nich bardzo wiele zależy, mam nadzieje, że traficie na odpowiednich.
Pozdrawiam
3 2012-08-29 23:21:48 Ostatnio edytowany przez TakiSobieKtośZwyczajny (2012-08-29 23:22:41)
A ja uważam, że posłanie syna do "normalnego" gimnazjum było wyborem złym. Większość młodzieży w tym wieku to debile - nie ma co nad tym nawet dyskutować, tak jest i tyle i nie rozumieją odmienności innego człowieka. Jako rodzic dowartościowałaś się tym, że Twoje dziecko jest w "normalnej" szkole i teraz napisz mi co masz z tego? Osoby z autyzmem są inne, niesamowicie wrażliwe i mają gdzieś Twój powierzchowny świat. Kieruj go tam, gdzie w grę wchodzą emocje - muzyka, sztuka. Przede wszystkim zapytaj czego sam chce, niech sam poszuka dla siebie odpowiedniego miejsca.
Zgadzam się z powyższą wypowiedzią. Pomyślalabym ponownie o nauczaniu indywidualnym. Wiem, że dziecka autystycznego raczej nie powinno się izolować od otoczenia(tu-rówieśników), ale taki wybór jest wyborem mniejszego zła. Sama w tym roku szkolnym będę indywidualnie pracowała w szkole z dzieckiem dotkniętym autyzmem. I wiem, ile zla wyrządzili mu koledzy w ubieglym roku szkolnym, o postawach kolegów/koleżanek z pracy nie wspomnę. Klasy są przepelnione, 30-osobowe, niedostosowane dla takich dzieciaków.Lepiej, gdyby miał indywidualny kontakt z nauczycielem, tak myślę... Zyczę wytrwalości i powodzenia!
Terapeuci z którymi współpracujemy powidzieli, że posłanie do normalnej szkoły jest dobrym wyjściem.
Tak twierdzą też terapeuci mojego ucznia.
Tyle, że realia życia szkolnego zupelnie inaczej wyglądają od tzw."kuchni" .Wszystko ładnie- pięknie w teorii, a w praktyce -lipa. Nauczyciele znają problem, uczestniczą w szkoleniach, warsztatach, ale co z tego, jak plan bierze w łeb, biorąc pod uwagę zespól klasowy , który nie chce zrozumieć kwestii np. chęci nauczycieli do indywidualizacji nauczania, bo "a dlaczego on(uczeń z autyzmem, dyslektyczny) ma tak, a my inaczej?","to ja też powiem mamie, żeby mi zalatwila opinię"itp. Rozmowy na lekcjach wychowawczych wywołują bunt,a rodzice niekoniecznie rozmawiają na takie tematy ze swoimi pociechami w domu.Jakże byłoby prościej-pozytywne nastawienie zespołu klasowego to połowa sukcesu. U nas to nie wyszlo, dlatego mama wybrala nauczanie indywidualne.
Tak twierdzą też terapeuci mojego ucznia.
Tyle, że realia życia szkolnego zupelnie inaczej wyglądają od tzw."kuchni" .Wszystko ładnie- pięknie w teorii, a w praktyce -lipa. Nauczyciele znają problem, uczestniczą w szkoleniach, warsztatach, ale co z tego, jak plan bierze w łeb, biorąc pod uwagę zespól klasowy , który nie chce zrozumieć kwestii np. chęci nauczycieli do indywidualizacji nauczania, bo "a dlaczego on(uczeń z autyzmem, dyslektyczny) ma tak, a my inaczej?","to ja też powiem mamie, żeby mi zalatwila opinię"itp. Rozmowy na lekcjach wychowawczych wywołują bunt,a rodzice niekoniecznie rozmawiają na takie tematy ze swoimi pociechami w domu.Jakże byłoby prościej-pozytywne nastawienie zespołu klasowego to połowa sukcesu. U nas to nie wyszlo, dlatego mama wybrala nauczanie indywidualne.
Oczywistą rzeczą jest, że nauczycielowi jest łatwiej jak ma samych normalnych, niewyróżniających się uczniów.
Tak samo jasne jest, że nie da się upilnować uczniów na przerwach itp.
Jednak jestem pewien, że można zmienić postrzeganie w klasie takiej osoby, jeśli nauczyciel wzbudza szacunek wśród uczniów.
Sam pamiętam dwóch takich nauczycieli ze swojego życia szkolnego. Jeden z nich poświęcał swój prywatny czas na wycieczki rowerowe, kółko strzeleckie, szkolne dyskoteki i milion innych zajęć. A robił to ponieważ chodziłem do szkoły, której wychowankowie pochodzili z biednych rodzin, często patologicznych, gdzie każdy problem rozwiązywano tylko siłą, a uczniowie nie zdawali już w podstawówce z klasy do klasy. Okazało się, że po roku ta klasa była zupełnie inna, żadnych bójek, wszyscy trzymali się razem i na każdego można było liczyć.
W inne szkole podobna sytuacja. Na jeden lekcji nauczycielka potrafiła chodzić z kartką przyklejoną do pleców albo zostać rzucona ołówkiem gdy pisała coś na tablicy. Na kolejnej lekcji z innym nauczycielem ta sama klasa siedziała w takiej ciszy, że komary można było namierzać. Nieważne czy nie będą dokuczali dziecku z szacunku czy ze strachu, ważny jest efekt. W takiej sytuacji to nauczyciel bierze obowiązek, aby takie dziecko dobrze czuło się w szkole.
Problem jest w tym, że jest mało dobrych nauczycieli. Niektórzy zupełnie nie potrafią rozmawiać z uczniami, nie reprezentują sobą nic, a stawiają uczniom wymagania. Nauczanie jest podobne to służby w policji. Policjantem jest się także po służbie, tak samo jak nauczycielem.
Z jednej strony to dobrze, że poszedł do "normalnej" szkoły, chodzi mi o poziom, zasób wiedzy, która może zdobyć. Dzieci autystyczne, pod względem inteligencji często przewyższają "normalne dzieci", zatem nie ma powodu, aby uczęszczały do szkół dla osób upośledzonych (w takich szkołach większość dzieci jest upośledzona umysłowo, w różnym stopniu) .
Jest jeszcze jedna opcja szkoły integracyjne, albo klasy integracyjne. ja chodziłam do szkoły integracyjnej (LO). była tam w każdym roczniku jedna klasa, do której uczęszczały osoby z problemami zdrowotnymi, (porażenie mózgowe, padaczka, problemy z koncentracją itp.). można się rozejrzeć za szkołą, która programowo nie odbiega od norm edukacyjnych (chyba, ze "na plus"), a przy tym integruje osoby mające rożnego rodzaju problemy zdrowotne z osobami zdrowymi.
Jeżeli jest na tym forum osoba z autyzmem i akurat czyta temat to niech wypowie się. Osobiście uważam, że jesteście w błędzie i dziecko autystyczne nie powinno edukować się w "normalnej" publicznej placówce, odniesie to skutek zdecydowanie negatywny. Tu nie chodzi o inteligencje ale o empatie jednych ludzi do drugich. Młodzi są niestabilni w podstawowych sprawach a nie mówiąc już o czymś bardziej rozwiniętym. Oczywiście zawsze znajdzie się ktoś dojrzalszy ale często taka osoba jest tłumiona przez większość. Ja jestem na nie i liczę, że wypowie się osoba z autyzmem właśnie.