Witam. Chce się wyżalić i szukam wsparcia, żeby jakoś sobie poradzić z tym co mnie spotkało.
Od prawie 3 lat jestem mężatką, mam trojkę kochanych dzieci w wieku 5 lat 2,5 roczku i 2 tygodni. Pierwsza najstarsza córka jest z innego związku, synka i młodszą córeczkę mam z małżeństwa.
W naszym małżeństwie od początku były kłótnie, cóż takie mamy charaktery, ale bardzo go kochałam i byłam pełna nadziei, że kiedyś się zmieni na lepsze. niestety wszystko zaczęło się zmieniać jak zaszłam w ciążę. Mąż zaczął mnie wyzywać poniżać, znęcać się psychicznie. Gdy byłam w ciąży co tydzień wyprowadzał się do rodziców na kilka dni bo wiecznie coś mu nie pasowało. Straszył mnie rozwodem, raz nawet zastałam dom pusty bo zabrał wszystko łącznie z telewizorem, laptopem i dekoderem. Przez cały ten stres najprawdopodobniej urodziłam synka o wiele za wcześnie bo 2 i pol miesiąca przed terminem. Po porodzie było gorzej. Doszło do tego, że 2 razy mnie uderzył. Raz po alkoholu a raz tak o bo obiadu nie zrobiłam na czas.... Bardzo przepraszał, obiecywał, że więcej tego nie zrobi, a ja głupia wierzyłam, ale jak nie wierzyć skoro się kocha. Przestał bić ale tylko na jakiś czas. Kłótnie i wieczne poniżanie stało się prawie codziennością. Byłam dla niego nic nie znaczącym zerem, głupią i pusta kobieta która zamiast pozwolić jeździć mu do mamusi dłubać w motorze albo robić 1000 innych niezbyt pożytecznych rzeczy, chciała żeby spędzał czas z rodzina i bardziej czul obowiązek w stosunku do mnie i dzieci. Przez ostatni rok zaczęłam się go coraz bardziej bać, że zaraz podejdzie i mnie uderzy. Nie bałam się bez powodu. Gdy byłam w 3 miesiącu ciąży uderzył mnie tak, ze połamał mi nos. Najgorsze było jednak to,że zrobił to z moim synkiem na rekach. dobrze chociaż, że córka była u moich rodziców i nie musiała na to patrzeć. Od tamtego czasu postanowiłam, że chce odejść ale było mi ciężko bo cały czas go kochałam. Decydująca kłótnia o wyprowadzce miała zajście przed świętami Wielkanocnymi, kiedy to podczas kłótni, pomimo moich próśb, żeby wyszedł się uspokoić, rzucił we mnie samochodzikiem, którym dostałam w twarz. Później owszem wyszedł z domu ale gdy wrócił był tak pijany, że mogłam go tłuc tłuczkiem i nie byłby w stanie nic mi zrobić. Wtedy postanowiłam, ze się wyprowadzę. Rano pojechałam z dziećmi do rodziców i tak zostałam aż do dnia dzisiejszego. Ale niestety znowu dałam mu się przeprosić, uwierzyć ze się zmieni, że zrozumiał swój błąd. Niestety bardzo się pomyliłam, jego słowa coraz bardziej bolały a miedzy nami zaczęła rodzić się nienawiść. Tydzień po narodzinach córeczki znowu byłam najgorsza kobietą na świecie, a nawet nie kobietą tylko niczym i zadziałało tak, że wczoraj złożyłam pozew o rozwód.
Pisząc to mam cały czas łzy w oczach, straciłam swoja godność dając się tak poniżać, nie czuje się już pewną siebie kobietą. Boje się że sobie nie poradzę w życiu. Moja samoocena spadła do zera. Nie jestem już pewna czy jestem dobrą czy złą matką, kobietą. A najbardziej boję się tego, że nie wytrwam w postanowieniu o rozwodzie, bo cały czas kocham go. Chciałabym, żeby to był tylko zły sen, otworzyć oczy i żeby był tym samym mężczyzną, którego pokochałam a nie potworem, w którego się później zamienił.
Podobne tematy
Witaj !
bardzo mi przykro czytając to co przechodzisz,że już nigdy nie będzie dobrze to wiesz sama. Poczytaj watek "grupa wsparcia dla kobiet,które kochają za bardzo". Przechodzą podobne i inne problemy,pomogą wytrwać w postanowieniu.
Masz troje dzieci a co jak zabraknie im matki lub będzie kaleką w czasie gdy one jeszcze malutkie?
Jesteś dobrą matką - troszczysz się o dzieci i kochasz je mądrze. Wszystko poukładasz, zobaczysz. Daj sobie trochę czasu, będzie dobrze.
Tak czasu na pewno potrzebuje, żeby to wszystko ogarnąć i poukładać. Z jednego takiego chorego związku się uwolniłam i mam nadzieje, że teraz też mi się uda. Postaram się przede wszystkim dla dzieci, one dają mi najwięcej siły, ale jeżeli to też i moja wina? Ale chyba nie, nie wiem... Poddawać się nigdy nie chciałam, chciałam walczyć, żeby było dobrze. A ja sama nie należę do kobiet aniołów, jeżeli ktoś zajdzie mi za skórę potrafię być wredna i pokazuje rogi. Ale starałam się, tylko czy wystarczająco? Zrobiłam krok aby się uwolnić ale mam taki mętlik w głowie, że nie wiem co z czym. Czasami zastanawiam się co by było gdyby w nasze małżeństwo nie mieszała się teściowa i szwagierka, czy mój mąż też by był trochę inny, ale cóż, przecież swój własny rozum ma ale widocznie nie potrafi go używać. Tylko dlaczego wybrałam dla dzieci takiego ojca?
Gdyby tylko rozsądek mógł zagłuszyć serce....
Dziękuje Wam za kilka słów wsparcia.
Polecam wsparcie psychologa. Jeżeli czujesz, że masz skłonność do toksycznych związków to może problem leży gdzieś głębiej? Być może szczera rozmowa, terapia i spojrzenie osoby postronnej pomoże Ci poukładać życie. Ja teraz też zaczęłam terapię i wydaje mi się że to bardzo pomaga zrozumieć siebie i źródło swoich problemów. Trzymam za Ciebie kciuki
Witam. Chce się wyżalić i szukam wsparcia, żeby jakoś sobie poradzić z tym co mnie spotkało.
Od prawie 3 lat jestem mężatką, mam trojkę kochanych dzieci w wieku 5 lat 2,5 roczku i 2 tygodni. Pierwsza najstarsza córka jest z innego związku, synka i młodszą córeczkę mam z małżeństwa.
W naszym małżeństwie od początku były kłótnie, cóż takie mamy charaktery, ale bardzo go kochałam i byłam pełna nadziei, że kiedyś się zmieni na lepsze. niestety wszystko zaczęło się zmieniać jak zaszłam w ciążę. Mąż zaczął mnie wyzywać poniżać, znęcać się psychicznie. Gdy byłam w ciąży co tydzień wyprowadzał się do rodziców na kilka dni bo wiecznie coś mu nie pasowało. Straszył mnie rozwodem, raz nawet zastałam dom pusty bo zabrał wszystko łącznie z telewizorem, laptopem i dekoderem. Przez cały ten stres najprawdopodobniej urodziłam synka o wiele za wcześnie bo 2 i pol miesiąca przed terminem. Po porodzie było gorzej. Doszło do tego, że 2 razy mnie uderzył. Raz po alkoholu a raz tak o bo obiadu nie zrobiłam na czas.... Bardzo przepraszał, obiecywał, że więcej tego nie zrobi, a ja głupia wierzyłam, ale jak nie wierzyć skoro się kocha. Przestał bić ale tylko na jakiś czas. Kłótnie i wieczne poniżanie stało się prawie codziennością. Byłam dla niego nic nie znaczącym zerem, głupią i pusta kobieta która zamiast pozwolić jeździć mu do mamusi dłubać w motorze albo robić 1000 innych niezbyt pożytecznych rzeczy, chciała żeby spędzał czas z rodzina i bardziej czul obowiązek w stosunku do mnie i dzieci. Przez ostatni rok zaczęłam się go coraz bardziej bać, że zaraz podejdzie i mnie uderzy. Nie bałam się bez powodu. Gdy byłam w 3 miesiącu ciąży uderzył mnie tak, ze połamał mi nos. Najgorsze było jednak to,że zrobił to z moim synkiem na rekach. dobrze chociaż, że córka była u moich rodziców i nie musiała na to patrzeć. Od tamtego czasu postanowiłam, że chce odejść ale było mi ciężko bo cały czas go kochałam. Decydująca kłótnia o wyprowadzce miała zajście przed świętami Wielkanocnymi, kiedy to podczas kłótni, pomimo moich próśb, żeby wyszedł się uspokoić, rzucił we mnie samochodzikiem, którym dostałam w twarz. Później owszem wyszedł z domu ale gdy wrócił był tak pijany, że mogłam go tłuc tłuczkiem i nie byłby w stanie nic mi zrobić. Wtedy postanowiłam, ze się wyprowadzę. Rano pojechałam z dziećmi do rodziców i tak zostałam aż do dnia dzisiejszego. Ale niestety znowu dałam mu się przeprosić, uwierzyć ze się zmieni, że zrozumiał swój błąd. Niestety bardzo się pomyliłam, jego słowa coraz bardziej bolały a miedzy nami zaczęła rodzić się nienawiść. Tydzień po narodzinach córeczki znowu byłam najgorsza kobietą na świecie, a nawet nie kobietą tylko niczym i zadziałało tak, że wczoraj złożyłam pozew o rozwód.
Pisząc to mam cały czas łzy w oczach, straciłam swoja godność dając się tak poniżać, nie czuje się już pewną siebie kobietą. Boje się że sobie nie poradzę w życiu. Moja samoocena spadła do zera. Nie jestem już pewna czy jestem dobrą czy złą matką, kobietą. A najbardziej boję się tego, że nie wytrwam w postanowieniu o rozwodzie, bo cały czas kocham go. Chciałabym, żeby to był tylko zły sen, otworzyć oczy i żeby był tym samym mężczyzną, którego pokochałam a nie potworem, w którego się później zamienił.
Miłość miłością i póki kochasz, a on nie przekroczy granic (tylko ciekawe jakich - oczywiście nie jestem ciekawy) to postaraj się pamietać o jednej rzeczy - zabezpiecz sie zanim pójdziesz z nim do łózka. Bo gdy się zdecydujesz w końcu na to co rozum Ci podpowiada, Twoje serce będziesz musiała dzielić nie na trzy, a na cztery albo więcej dzieci - nie dawaj świadu kolejnego, które może nie spędzić zycia z ojcem.
Byłam dokładnie w takiej samej sytuacji co Ty - mam dwójkę małych dzieci i niedawno rozstałam się z ich ojcem alkoholikiem - również były groźby, szantaż emocjonalny, awantury zakończone interwencją policji itd. Ale nadszedł w końcu dzień, w którym powiedziałam dość, bo nie mam zamiaru do końca życia cierpieć i być upokarzana. Chcę, aby moje dzieci wyrosły na szczęśliwych ludzi, a ja także chcę czerpać radość z życia. Wiem, że początkowo będzie Ci ciężko, będziesz miała myśli o powrocie do niego, ale jeśli chcesz chronić siebie i dzieci to absolutnie nie rób tego, nie wracaj, nie przebaczaj. Zakończ raz na zawsze ten etap życia. Inaczej nigdy się od niego nie uwolnisz. Z biegiem czasu wszystko pomału zacznie Ci się układać, wierzę w to i całym sercem jestem z Tobą ![]()
I takie wsparcie jak od kokoszki567 jest najlepsze
dziękuję, strasznie podnosisz mnie na duchu
Gratuluję Ci podjętej decyzji i odwagi ![]()
Czuje, że ja też zaczynam nabierać sił, dzisiaj czuję się szczęśliwa mogłabym dosłownie tańczyć i śpiewać
Jestem wolna i mogę być wolna od tych wszystkich złych rzeczy jakie mi zafundował
Nie chce już wracać, przebaczać, nie chce już mieć nadziei, że się zmieni. Chce skopić się na sobie i na dzieciach, chce, żeby były szczęśliwe i wyrosły na normalnych ludzi. Chce być szczęśliwa i będę cholernie szczęśliwa
.
Lagrimasdeamor byłam w ciąży raz u psychologa i zamierzam to powtórzyć
tylko muszę się teraz umówić na spotkanie. Ciągnie mnie do toksycznych związków bo miałam ciężkie dzieciństwo, jestem DDA. A u Ciebie jaki jest problem, jeśli mogę wiedzieć? Trzymam za Ciebie kciuki
.
Hmm Dunkis nie chciałam opinii na temat zabezpieczania się bo się zabezpieczaliśmy. Raz nam nie poszło i jest Nadia ale wcale tego nie żałuję. w dodatku jak mam iść z nim do łózka skoro po pierwsze prawie od pol roku mieszkam u rodziców, po drugie rozum mi podpowiada, żeby zostawić faceta a nie żeby iść z nim do łózka, po trzecie on dawno przekroczył granice i z tego powodu złożyłam pozew rozwodowy?
Ewela, wypedz te demony ze swojej glowy, ktore szepcza Ci, ze jestes zla matka i nic nie warta kobieta! To sa mysli zle i glupie, a co najwazniejsze - nieprawdziwe!
Jestes madra - bo potrafisz odseparowac uczucia od rozsadku i nim kierowac sie w decyzjach.
Jestes silna - bo potrafisz trwac w trudnej i bolesnej decyzji.
Jestes dobra matka - bo dzieci sa dla Ciebie motorem i sila, dla ich dobra potrafisz poswiecic swoje "chce". I wiem, ze dasz im szczesliwe dziecinstwo.
Kochana, nawet nie wiesz jak niewiele kobiet w Twojej sytuacji potrafi odejsc od swoich oprawcow, nie potrafia, bo brak im tej sily i madrosci, ktora Ty masz. Juz teraz zrobilas rzecz wielka. Teraz wytrwaj w niej, doprowadz rozwod do konca i badzcie szczesliwi. Ty i Twoje dzieci! Tym co zrobilas dalas bardzo wazna lekcje swoim dzieciom na przyszlosc - ze moze sie przytrafic, ze czlowiek robi blad, ale ze trzeba ten blad dostrzec i zrobic wszystko aby go naprawic! Dlatego sie nie zadreczaj, pamietaj o tym koszmarze na tyle ile jest konieczne, aby nigdy tego bledu nie powtorzyc, a cala swoja energie skieruj teraz na przyszlosc, bo teraz moze byc juz tylko lepiej.
Nocnalampko podniosłaś lekko mój wskaźnik samooceny tym postem. To chyba dobry znak i mam nadzieje, że się utrzyma przez dłuższy czas. Dzisiaj miałam naprawdę dobry dzień, cały czas się cieszyłam, że podjęłam taka sytuację. A dlaczego? Bo czuję jak się uwalniam z jego szponów. Jest mi lżej. Zastanawia mnie jak to jest możliwe ze w tak szybkim czasie udało mi się poczuć naprawdę dobrze? Obym za szybko nie miała tych , gorszych dni, bo jest mi teraz samej ze sobą dobrze ![]()
Dziewczynki naprawdę bardzo Wam dziękuje za wsparcie, z Wami jest mi lżej ![]()
hej czytałam wiele postów i w tym postanowie sie wypowiedziec,zastanawia mnie jedna rzecz dlaczego ludzie obwiniają sie ze poprzez to ze sa DDA ich zwiazki nie sa udane ,lub ze ciagnie własnie do takich związków.Wg mnie to istna bzdura!jest wiele kobiet które są z pełnych szczesiwych domów,a mimo to wiąza sie z osoba która okazuje sie alkocholikiem lub osoba po prostu niedobrą z która nie ma przyszłosci i mimo to w tym tkwią.Po prostu zakochujemy sie w kimś a pozniej jak juz poznamy ta druga osobe to ciezko nam np sie rozstać nawet gdy jest żle z tego wzgledu ze serce nadal bije.I tutaj osoby z DDA pozostaną w takim zwiazku dłuzej,a osoby które wychowały sie w normalnej rodzinie być moze i krócej chociaz i niekoniecznie ,bo moze sa za słabe by opuscić swoich oprawców.Po co to pisze dla kogoś być moze mało istotne ,wiec po to ze beznadziejne jest wg mnie,to ze ludzie czesto sobie wmawiają jestem DDA nie potrafie stworzyć normalnej rodziny i szczęsliwego zwiazku,wg mnie takie myślenie jest beznadziejne i nieprawdziwe.Po prostu są osoby które do siebie nie pasują i nie mogą ze soba być,bo nie umieją ze sobą razem szczeliwie żyć,po prostu zbieg okolicznosci niedobranie sie,moze to sie przytrafic raz dwa lub kilka razy jedej osobie >Tak jak i w tym poście dziewczyna sama nie wie czy rozpad jej zwiazku to nie jej wina,czy jest dobrą kobietą,i ze jest z dda i ciagnie ja do takich zwiazków .To nie jest tak ze DDA ciagnie do takich zwiazków ,po prostu jednemu sie trafi dobry partner drugiemu zły lub nieodpowiedni,i ciezko jest wyjsc z jakiejkolwiek relacji gdy sie kogoś kocha,zasłanianie sie DDA i zwalanie na to wszystkich swoich niepowodzen zyciowych wg mnie jest beznadziejne.Do autorki posta jestes normalną kobietą która po prostu nie trafiła na odpowiedniego mężczyzne,dawno juz powinnas była odejsc ale miłosć zaślepia nawet najtwardszą jak skała osobe,odzyskałąs juz na szczeście trzeżwość umysłu i tak trzymaj,życze Ci kiedys w przyszłosci ze odnajdziesz swoją prawdziwą miłosc,powodzenia
Trzymaj się dziewczyno!Jestem w podobnej sytuacji,tyle że od dwóch miesięcy już sama.Na razie samą siebie próbuję oszukać że będzie ok i udaję że jestem silna.Mam zamiar skorzystać z pomocy psychologa,bo owszem przyjaciół mam wspaniałych ale nie chcę ich już obarczać, cały czas jednym tematem.Psycholog to też przyjaciel,tyle że za pieniądze.Tobie radzę to samo,będzie łatwiej.
Daga28
"to ze ludzie czesto sobie wmawiają jestem DDA nie potrafie stworzyć normalnej rodziny i szczęśliwego związku"
myślę, że jest trochę inaczej. My chcemy mieć normalna i szczęśliwa rodzinę, ja np sobie nie wmawiam, że tego nie potrafię. To nie jest tak, że na siłę szukamy takich partnerów, bo tak jak napisałaś każdej może się taki mężczyzna trafić. Mi np. łatwiej jest się w takim niedobrym człowieku zakochać, w tych dobrych nie potrafiłam. Daga28 ja nie jestem normalna kobieta, mam problem ze sobą, ale grunt, że chce się go pozbyć i jak mi się uda to wtedy będę mogła nazwać się normalną kobietą ![]()
eedytaa również się trzymaj i dziękuje
Tak jak Ty zmagam się z tym samym, wmawiając sobie, że wszystko będzie dobrze i ze jestem silna
ale ja nie pozwalam sobie zmienić zdania, bo jest mi łatwiej
eedytaa jeśli masz gdzieś założony watek to wklej link, chętnie poczytam, a jeśli nie to możesz napisać coś więcej o swojej sytuacji?? ![]()
Ehh dziś znowu mam mętlik w głowie, dwa razy pod rzad śnił mi się mąż i jego rodzina, że się kłócimy. To chyba obawa przed tym, że mogą niedługo zacząć znowu wysyłać do mnie chore smsy... a ja mam już dość nerwów
. Często mam chwile zwątpienia ale jednak gdy tylko sobie przypomnę mojego męża, teściową i szwagierkę zaraz znów upewniam się ze bardzo dobrze robię ![]()
Jeszcze dziś się cieszyłam, ze chce się od niego uwolnić, a teraz?? Kilka wspomnień przeleciało mi przez głowę i jest mi źle.
Zastanawiam się czy zrobiłam wszystko żeby ratować to małżeństwo, żeby ratować jego. Nie wiem co już mam na ten temat myśleć. Wszystko mi się kotłuje w głowie. czuje zal i smutek ze moje dzieci maja takiego ojca, czuje ze tęsknie za tymi dobrymi chwilami, żałuje ze nie zareagowałam nigdy wcześniej na jego zachowanie, ze zawsze odkładaliśmy na później wyjście do psychologa, ze pozwalałam na wtrącanie się jego matki w nasze małżeństwo, ze nie byłam dość asertywna, ze mam taki niewyparzony język i potrafię być naprawdę wredna kobieta. Czasami sobie myślę Boże jaka jestem głupia, jak mogłam na to wszystko pozwolić, jak mogłam pozwolić na to żeby moje dzieci miały takiego ojca.... Tak bardzo bym chciała, żeby za dotknięciem różdżki wszystko zrozumiał i stal się normalny
Wiem, ze to nierealne.
Kilka dni temu miałam wybuch płaczu jak oglądałam w tv dwoje starszych kochających się ludzi, było to tak jakbym uzmysłowiła sobie, ze ja tego nie dożyje nigdy, ze mi to umknęło. teraz tez plącze, choć staram się hamować łzy, nie chce sobie pozwolić na słabość i nie mogę sobie na to pozwolić, bo nigdy się w ten sposób nie uwolnię... A przecież muszę