KOALA112 napisał/a:nie wiem jak to się stało i kiedy, ale tak - chyba się wypaliłam w tym związku, już mnie nic nie cieszy, nie pragnę jego widoku, nic.. chciałam odejść już pare razy, zawsze mówil zebym nie wymyslala głupot, ostatnio juz na prawde mu napisałam ze to koniec, przyjechał do mnie i sie rozpłakał, prosił na kolanach zebym z nim zstała, wiem, ze mnie kocha.. czasami mnie rani.. nie wiem co robic, meczy mnie juz to sad pomóżcie
dodam jeszcze ze od jakiegos czasu mam blokadę, wstydze sie przed nim swojego ciała.. czuje sie brzydka 
Ja sie odstatnio znajduje w identycznej sytuacji. Tylko mam troche inne rozwiazanie, niz reszta netbabeczek. Co prawda juz raz je wyrazilam i zostalam zbesztana, ale.
Tez ostatnio nasz zwiazek jakos podupada na uczuciach, przynajmniej moich. Nie chce mi sie na niego patrzec, z nim byc, widze juz tylko jego wady. Ale zdarzaja sie, raz na jakis czas dobre chwile. Poza tym dobra jest ta swiadomosc, ze jednak jest ktos na kogo w razie czego mozna liczyc.
Mysle, ze dopoki nie dzieje sie nic wielkiego typu :
a) zdrada
b) poznanie kogos nowego, lepszego
c) klotnie codziennie
To nie ma co ze soba zrywac. Wiem juz, ze malzenstwa czy cos, to z nas nie bedzie. Ale czemu mam zostac znowu sama. Nic tym rozstaniem nie zyskam. A tak przynajmniej jest z kim pojsc do kina.
Nie wiem, moze to zle podejscie. Zrob sobie liste za i przeciw. Co ma Ci dac to rozstanie. Wieksza wolnosc? Swobode? Mozliwosc chodzenia na randki? Jesli nie ma jakiegos znacznego plusa, to nie zrywaj z nim jeszcze. Poczekaj, moze to tylko chwilowy kryzys. Ja przynajmniej zamierzam czekac az do ostatniego momentu, az nie bede mogla wytrzymac. Dopoki nie zwariuje, trwam. A noz widelec jeszcze mi sie odmieni i bede z nim szczesliwa.
Powodzenia!