Witam,
jestem tu nowa...
zdecydowałam się na napisanie aby poznać Wasze zdanie, być może ktoś miał, ma podobne problemy/doświadczania, jestem w kropce i bardzo proszę o rady...
Jesteśmy 5 lat po ślubie, mieszkanie w którym mieszkamy jest własnością moich rodziców jednak mieszkamy sami (z dzieckiem).
Przez pierwszy rok małżeństwa rodzice mieszkali z nami, jednak gdy zaszłam w ciąże wyprowadzili się i zostawili nam mieszkanie jednak nadal są jego właścicielami, nie przepisali go ani na nas ani nawet na mnie.
Nie sprawiało mi to nigdy żadnego problemu, nie dążyłam do tego aby przepisali mieszkanie, byłoby mi nawet głupio o to prosić po tym jak je dostaliśmy. Mój mąż uważa jednak, że moi rodzice zrobili to z premedytacją bo nam nie ufają, że zostawiają sobie otwartą furtkę w razie gdyby nam się nie powiodło, że ja mam teraz prawo go z tego mieszkania wyrzucić kiedy tylko będę chciała, że w razie rozstania on zostaje z niczym itd itd.
Motywuje to wszystko tym, że czuje się beznadziejnie z faktem, że nic nie ma, że rodzice nam nie ufają i że wylałby spłacać kredyt ale żyć na swoim niż dziękować za to ,że rodzice pozwolili nam zaledwie mieszkać w tym mieszkaniu.
Przez długi czas starałam się go zrozumieć, kilka osób potwierdziło mi, że dla faceta może to być ważne.
Dodam że nigdy się nie zdradziliśmy i mam wobec męża bardzo szczere intencje, nigdy nie pomyślałam o tym, że mogłabym go z tego mieszkania wyrzucić.
On jednak upiera się, że jest coś nie tak, ja rozmawiając z rodzicami widzę, że mają pewne obawy co do tego przepisania ponieważ wiedzą, że nie zawsze układa nam się dobrze i może woleliby zabezpieczyć przyszłość mnie w razie czego, jednak wiem tez że jakbym ich o to poprosiła to przepisali by mieszkanie na mnie.
Najgorsze jest to, że nie mam ich ochoty o to prosić ponieważ mąż zamiast spokojnie ze mną o tym porozmawiać zawsze robi to w trakcie awantury, nawet jak kłócimy się na zupełnie inny temat to w końcu zaczyna mówić o tym mieszkaniu.
Dzisiaj po kolejnej kłótni powiedziałam mu że dla świętego spokoju poproszę rodziców żeby przepisali mieszkanie jednak jestem w rozterce czy powinnam to robić, czuje, że dla naszego związku aby był spokojny jest to jedyne wyjście bo ja już mam serdecznie dość kłótni o to, tymbardziej, że uważam że mąż powinien być wdzięczy moim rodzicom za to mieszkanie a nie jeszcze wykłócać się o jego własność.
Dodam że bardzo źle żyję z teściem ( moi rodzice też ) a on tez ciągle wykłóca się o to mieszkanie jakby miał w ogóle w tej kwestii cokolwiek do gadania; fakt przepisania mieszkania byłby też jego triumfem a nie chciałabym do tego dopuścić.
Wiem że się rozpisałam i nie wiem czy komukolwiek będzie się chciało to czytać ale chciałam jak najdokładniej naświetlić sprawę.
Bardzo proszę, jeśli jest ktoś kto chciałaby podzielić się ze mną sowimi doświadczeniami lub radami to błagam piszcie.. jesteście moją ostatnią deską ratunku aby spojrzeć na tą sprawę z dystansu przed podęcie decyzji ...
Podobne tematy
Sawa, powiem ci tak...
Ja nigdy nie miałam takiej sytuacji, ale w chwili gdy mąż wykłócałby sie podczas awantury o prawa własności do mieszkania, to olałabym to...
Powiedziałabym, że prosiłąm rodziców ale oni odmówili, a ja nie mogę przecież ich do tego zmusić. Że jak zobaczą że między nami jest dobrze, to pewnie sami po jakimś czasie stwierdzą że tak należało by w końcu zrobić.
I tyle...
Dla mnie nie do pomyślenia jest, żeby mi teściu wykrzykiwał, że coś mu nie pasuje względem naszego mieszkania. Nic mu do tego. A mężowi, gdyby tak do mnie wrzeszczał i w awanturze wypominał mi że rodzice chcą tylko mi zapewnić przyszłość, a on w razie czego zostanie z "niczym", to powiedziałabym że rodzice mają swój rozum i widzą co się między nami dzieje... i żeby sie nie dziwił, bo jego rodzice postąpili by pewnie tak samo, gdyby chodziło o niego...
dziękuję za odpowiedź
teściem się nie przejmuje, jest idiotą i tyle.
Jeśli chodzi o męża to dawałam mu różne argumenty, łącznie z tym, że ufam rodzicom jak nikomu, że do niczego nie potrzebny jest nam papier ale do niego to nie przemawia, rozumie na chwilę a za jakiś czas znowu zaczyna swoje.
Tłumaczy to wszystko tym, że on jest facetem a tak się nie czuje, dodam, że razem prowadzimy firmę która również należy do mnie a on na jej korzyść zrezygnował ze swojej pracy. Teraz twierdzi że czuje się jakby nic nie miał poza mną i naszą córką, a że dla niego jako dla faceta jest to bardzo ważne nie czuć się jak gówniarz na utrzymaniu teściów.
Nie mogę mu jednak powiedzieć że rozmawiałam z rodzicami i się nie zgodzili bo za każdym razem powtarzam mu że dla rodziców to nie jest żaden problem żeby własnie nie myślał, że mają do niego jakieś uprzedzenia, bo wina za nasze kłótnie zawsze leży po środku (też mam parszywy charakter). Problem polega na tym, że nawet gdyby miało się tak stać, to wiedząc jak bardzo mu na tym zależy wolałabym zrobić mu wręcz niespodziankę i pokazać nowy akt własności mieszkania a nie robić to niejako pod przymusem bo tak się teraz czuję, jakby zależało od tego szczęście mojego małżeństwa, bardzo nie chcę robić czegoś pod presją ale z drugiej strony mam dość kłótni, a mieszkanie tak czy inaczej rodzice kiedyś by przepisali bo stwierdzili że nie będą czekać w nieskończoność.
Noooo...to zmienia postać rzeczy ...
To, że kłótnie nie są tylko z jego winy a i że rodzice stwierdzili że kiedyś tak czy siak mieszkanie przepiszą.
Może warto z mężem pogadać na spokojnie. Powiedzieć, że skoro i tak zamierzają je w końcu przepisać na was, a tak przecież powiedzieli, to warto dać im czas aby to była ich decyzja, że nadszedł odpowiedni moment, a nie efekt nacisków z waszej strony.
Nie rób tego. Facet powinien się cieszyć, że ma dach nad głową, nie musi się martwić o spłacanie kredytu przez 30 lat, kiedy wiele młodych małżeństw musi się gnieździć z rodzicami.
Nie rozumiem jego argumentów, są wydumane i jakieś takie z dupy wzięte.
Z ciekawości zapytam- duża jest między Wami różnica jeśli chodzi o finanse?
Dla mnie argument, ze on nie czuje się mężczyzną bo "nic" nie ma jest tak marny, że bym go wyśmiała. Mieszkanie w teorii jest Twoje, bo Twoich rodziców. On właściwie nie ma do niego żadnych praw tylko tyle, że jest Twoim mężem. Rodzice mogą przepisać je na Ciebie, mogą zapisać CI je w testamencie z klauzulą, że w razie rozstania mieszkanie należy się tylko Tobie. Można zrobić wiele zapisów różnych z których będzie wynikało, że mąż tak czy inaczej tego mieszkania nie ma.
Ja bym się bardziej zastanowiła nad tym czemu on tak nalega. Męska duma swoją drogą, ale to jest zbyt rozbudowane. Albo jest durny i własne ego przysłania mu światpogląd, albo coś kombinuje. Pisałaś, że ma własną firmę, a czy on nie szykuje się na jakiś kredyt pod zastaw i właśnie dlatego potrzebne mu to mieszkanie??
7 2012-08-07 11:03:26 Ostatnio edytowany przez busiu (2012-08-07 11:04:40)
Firma też należy do Sawy, mąż zrezygnował ze swojej pracy.
Mam podobne podejrzenia jak Teo- albo jest... no cóż, durny, albo kombinuje coś. Jego argumenty są po prostu nielogiczne, a jego parcie na to przepisanie mieszkania jakieś desperackie (awantury, wracanie do tematu w kółko), jakby coś go nagliło.
Jeśli tak bardzo chce mieć coś "swojego", to niech na to ZAPRACUJE, a nie wyciąga łapy po cudze.
Jak on zrezygnowła z firmy i pracy tam, to do kogo on ma pretensje, że nie ma nic swojego?? Do pracy i niech buduje! Albo zainwestuje w co innego.
Moja Droga. Bardzo fajnie ci tu dziewczynki piszą i tego się trzymaj. W końcu to TWOI rodzice pracowali na mieszkanie a nie jego. Jeśli chce spłacać kredyt to niech te pieniądze odkłada na lokatach - jak uzbiera na połowę Ty dołóż drugą i kupcie sobie własne. To co chcą dać tobie rodzice niech dają tylko TOBIE - w każdej darowiźnie można to wyraźnie zaznaczyć, że tylko dla córki. Ja bym jeszcze dodała małą uwagę - niedaleko pada jabłko od jabłoni.... dla tego bądź ostrożna - małżeństwo małżeństwem, dzieci dziećmi a za kilka lat może się okazać jakie ziółko tkwiło w facecie. Jaki ojciec taki syn - nie badzo ostatnio doceniamy wielką mądrość przysłów i powiedzeń. Takie naciskanie może wskazywać, że już długo nie wytrzyma udawania i pokaże różki. Wierz mi wiem o czym mówię. Oby tak nie było ale musisz się z tym liczyć.
Popieram. Bardzo podejrzane te jego naciski, ja mogę wypowiedzieć się z własnego doświadczenia. Ile to się nasłuchalam, że co to za związek, że nie chcę przepisać mieszkania, że chce intercyzy... itp, i teraz nie miałabym ani mieszkania, ani samochodu, ani oszczędności.
Jeżeli facet twierdzi, że od TWOJEGO mieszkania zalezy jego męskość, to słabe podstawy tej jego męskości... niech udowodni, że jest męski!. Kupcie mieszkanie na kredyt - będzie wasze wspólne, razem bedziecie je spłacać. A twoi rodzice mogą wynająć mieszkanie w ktorym teraz mieszkacie i dołożyć Tobie do połowy raty kredytowej.
Zwłaszcza, że nie widzę takich chęci pomocy ze strony teściów, oni jakoś nie palą się by przepisać na syna mieszkanie?
SOWA ja miałam taką sytuację.
Mój były mąż rónież żądał tego samego.
Po ślubie zamieszkaliśmy razem z moją babcią w jej własnym mieszkaniu. Po kilku latach, gdy babcia zaczęłą podupadać na zdrowiu rodzina zdecydowała, że przepisze mieszkanie na mnie za opiekę nad babcią. Mąż szału dostał. Miał do mnie takie same pretensje, że nic nie ma, że nie czuje się mężczyzną i ble, ble... Ustąpiłam, wymogłam na babci przepisanie mieszkania na nas oboje. Zmusił mnie potem, że kupując nowy samochód kupiliśmy tylko na niego bo facet bez samochodu? Poprzedni był mój - firmowy. Firma też była moja a mąż albo pracował albo nie. Wciąż "szukał swego miejsca na ziemi". Kiedy znalazł je w raminach innej kobiety i wpędził nas w solidne długi założyłam o rozwód a on o podział majątku bo połowa mieszkania była jego. Groziła mi przeprowadzka z dużego mieszkania z dwójką dzieci i chorą starą babcią do kawalerki. Gdyby na sprawie nie zjawili się moi wujowie i rodzice przegrałabym. Prawnie połowa była jego. Samochód zabrał bo był jego a że kredyt na naiego na mnie to nie miało znaczenia. Ja spłacałam kredyt a on jeździł samochodem z panienkami.
Teraz jestem dojrzałą kobietą i powiem Ci, że jeśłi facet czuje się mało męski bo nic nie posiada to niech się weźmie za robotę i za własne pieniądze kupuje mieszkanie, dom, samochód a nie żąda majątku od rodziny żony.
Mam dorosłych synów i cieżko pracują by dorobić się a ode mnie ani od teściów nie zawołali ani złotówki. Wynajmuja mieszkania a od teściow nie chcą przyjąć.
JAK MOŻNA DOWARTOŚCIOWAĆ SIĘ MAJĄTKIEM OTRZYMANYM OD RODZINY ŻONY. TO EGOIZM, FANABERIA, PAZERNOŚĆ.
On nie szanuje ani Ciebie, ani Twoich rodziców tylko chce posiadać. Mój były jak otrzymał zapis to w moment poczul się coś wart i jak się to zakończyło już napisałam.
Ja mam sytuację taką jak Twoi rodzice.
Mój syn z żoną i dzieckiem mieszka w naszym mieszkaniu. I nie zamierzamy przepisywać.
Jeśli chcą mieć coś na współwłasność, muszą się tego sami dorobić. Mogą, mają działkę budowlaną. To co posiadamy, bedzie własnością NASZYCH DZIECI, po naszej śmierci. Ich współmałżonkowie dziedziczą po SWOICH rodzicach.
Twój mąż Sawa, chce się poczuć jak mężczyzna dzięki temu, że TWOI rodzice przepiszą SWOJE mieszkanie w połowie na niego? To naprawdę mało męskie. Nie dziwię się obawom Twoich rodziców.
Jesli tak go uwiera męski honor, to niech zakasze rękawy i zarobi na coś swojego, zamiast rościć sobie prawa do nie swojego majątku.
Teoretycznie rodzice mogliby przepisać to mieszkanie tylko Tobie, ale myślę, że obawiają się tego, że Twój mąż będzie tak Cię męczył awanturami, że w końcu sama go dopiszesz do SWOJEJ własności.
A jak to się czasem kończy to opisała EWARG. Sama znam kilka takich historii.
Nie naciskaj na rodziców. Myślę, że wiedzą co robią.
Dziękuję za wszystkie rady.
Jedno chciałam wyjaśnić, to , że mój maż ma dobre zamiary to jestem tego pewna.
Może nie byc pewien naszego związku, jednak to bardziej w tą stronę, że obawia się, że ja go zostawię i wtedy on zostanie na lodzie bez mieszkania nawet. Byc może dopuszcza też fakt, że to on mnie zostawi, że po prostu życie potoczy się tak a nie inaczej, w końcu niczego nie możemy być pewnie, a w dodatku my jesteśmy takimi ludźmi którzy się bardzo dużo kłócą.
Pewna jestem jednak tego że nic nie kombinuje w kwestii pieniędzy, znam go o 6 roku życia.
Poszłam jednak po rozum do głowy i stwierdziłam że nie poproszę rodziców o przepisanie tego mieszkania na świętego spokoju, nie dam ani jemu ani teściowi tej satysfakcji, poza tym czułabym się jak wyrodna córka jeśli bym poszła z taką prośbą do ludzi którzy całe życie mi pomagają i którym bezgranicznie ufam.
W środku nocy obudziłam się z taką myślą i wszystko mu powiedziałam, co postanowiłam, na spokojnie bez krzyków ale stanowczo.
Głównym augmentem było to, że nie jestem w stanie tak zachować się wobec rodziców, że to że mu się to nie poda nie może byc powodem naszych kłótni bo to w końcu nie moja decyzja jest no i przede wszystkim to, że gdyby sytuacja była odwrotna i byłoby to mieszkanie jego rodziców to ani oni tak chętnie by go nie przepisywali a on by nie umiał o to poprosić.
Temat póki co ucichł, myślę że do niego dotarło i nawet się nie kłócił. Obawiam się, że jeszcze nie raz wrócimy do tego tematu ale jak narazie odetchnęłam z ulgą.
Dzięki ![]()
Może nie byc pewien naszego związku, jednak to bardziej w tą stronę, że obawia się, że ja go zostawię i wtedy on zostanie na lodzie bez mieszkania nawet.
Przecież jak byscie mieli SWOJE mieszkanie za WASZE wspólne pieniądze, to mógłby się martwić, że zostanie bez mieszkania. No chyba, że On wyłożył kilkadziesiąt tysięcy na generalny remont - to wtedy może się mieć o co martwić. Ale przecież meblami po rozstaniu możecie się podzielić albo spłacić, chociaż nie do końca bo w sumie je wspólnie użytkujecie ![]()
Zawsze mi się wydawało, że w przypadku rozstania jak się ma wspólne mieszkanie lub jeśli jest ono chociaż zapisane na jedną ze stron to sąd orzeka podział majątku i należy mieszkanie sprzedać i podzielić się pieniędzmi po połowie???
z resztą, staram się o tym jak najmniej myśleć i wierzyć jednak, że nie dojdzie do żadnego rozstania ani teraz ani po latach.
16 2012-08-14 00:02:53 Ostatnio edytowany przez Country.Girl (2012-08-14 00:03:47)
Zawsze mi się wydawało, że w przypadku rozstania jak się ma wspólne mieszkanie lub jeśli jest ono chociaż zapisane na jedną ze stron to sąd orzeka podział majątku i należy mieszkanie sprzedać i podzielić się pieniędzmi po połowie???
z resztą, staram się o tym jak najmniej myśleć i wierzyć jednak, że nie dojdzie do żadnego rozstania ani teraz ani po latach.
Ale bierz pod uwagę taką ewentualnosc - przezorny zawsze ubezpieczony. A co do własnosci - to chyba tak nie jest - majątek który masz przed slubem, i który dostałas w postaci darowizny w trakcie małżeństwa jest tylko Twój, ale np. jak w trakcie małżeństwa sprzedasz swoje mieszkanie i za te pieniądze (lub za ich czesc) kupisz inne, to wtedy już musisz się z mężem podzielić (albo udowadniać na rozprawie jaka czesc pieniędzy z Twojej własnosci, była wkładem do nowego domu/mieszkania). Tak gdzies czytałam, ale nie jestem pewna na 100% czy to prawda.
ale np. jak w trakcie małżeństwa sprzedasz swoje mieszkanie i za te pieniądze (lub za ich czesc) kupisz inne, to wtedy już musisz się z mężem podzielić (albo udowadniać na rozprawie jaka czesc pieniędzy z Twojej własnosci, była wkładem do nowego domu/mieszkania). Tak gdzies czytałam, ale nie jestem pewna na 100% czy to prawda.
przed notariuszem składasz deklarację jaka kwota pochodzi z twojego majatku odrębnego, a małżonek to potwierdza i w razie czego nie ma wątpliwości ile kto włożył
Nikt nie chce zostać z niczym, ale wyobraź sobie, ze dochodzi jednak do rozwodu, a połowę mieszkania które dostałaś od rodziców otrzymuje twój małżonek /za to, że meczył się z Tobą przez np. 5 lat/. Do tego zostajesz sama z dzieckiem, co nie ma znaczenia dla wielkości majątku, który otrzymujesz /jest to połowa, bo na dziecko otrzymujesz alimenty/... czy wtedy to jest sprawiedliwe?
Dla mnie to w ogóle jest niesprawiedliwe, że można się na takim małżeństwie "dorobić" połowy mieszkania...
Sawo, pisz, gdyby mąż nadal miał pretensje o mieszkanie!
Całe szczęście na razie temat ucichł. Znając mojego męża pewnie w jakiejś kłótni znowu dojdzie do tego że będziemy dyskutować o tym mieszkaniu, ale ja postanowiłam być nieugięta i trzymać się tego,że mieszkanie jest na moich rodziców i tyle od nich będzie zależało kiedy i czy w ogóle będzie ono przepisane na nas.
Moim problemem od zawsze jest to że jest mi tak bardzo przykro jak mój mąż wywleka w kłótniach takie rzeczy, że zawsze za bardzo emocjonalnie reaguję, płacze, krzyczę i osłabia to moja pozycję w takiej kłótni.
Wiem, że muszę być bardziej stanowcza i najlepiej w ogóle nie dyskutować więcej, ale nie jest łatwo...
A wracając jeszcze do podziału majątku, to jak właściwie jest jak moi rodzice przepisaliby to mieszkanie na mnie już w trakcie trwania małżeństwa, czy wtedy jemu mimo to należy się połowa czy własnie jest brane pod uwagę, że jest to cały wkład moich rodziców wiec bardziej należy się to mnie???
Wiecie ???
20 2012-08-15 15:49:52 Ostatnio edytowany przez dayzi (2012-08-15 15:56:33)
, moi rodzice przepisaliby to mieszkanie na mnie już w trakcie trwania małżeństwa, czy wtedy jemu mimo to należy się połowa czy własnie jest brane pod uwagę, że jest to cały wkład moich rodziców wiec bardziej należy się to mnie???
Darowizna od rodziców, spadek po nich-to będzie Twój majątek osobisty.
Gdybyś chciała "przekształcić prezent" będąc mężatką, to tak jak pisze Tendre77.
21 2012-08-15 16:38:02 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-08-15 16:39:45)
Sawa, powiem ci więcej... jeśli rodzice przepiszą na Ciebie mieszkanie (mój M. dostał mieszkanie w spadku) to będzie Twój majątek osobisty, nawet jeśli w przyszłości sprzedałabyś to mieszkanie, a pieniądze przeznaczyła na kupno kolejnego (mieszkania domu), to ani do pieniędzy, ani do nowego mieszkania również mąż nie miałby żadnych praw. Ponieważ zarówno mieszkanie jak i dochód z niego stanowi wtedy Twój majątek osobisty. Tak było u nas (oczywiście ja nie pracowałam i nie miałam swojego wkładu finansowego).