Witajcie,
Od kilku tygodni trapi mnie poważny problem dotyczący przyszłości mojego aktualnego związku.
Na wstępie powinienem was poinformować o kilku faktach, które mogą okazać się istotne dla reszty mojego postu, a więc:
a) to jest mój pierwszy związek,
b) mieszkam w Warszawie, natomiast moja dziewczyna nie - mieszka w mieście oddalonym o około 40 km,
c) widujemy się kilka razy w tygodniu, czasem częściej, czasem rzadziej, sporadycznie (dokładnie 2 razy) to ja gościłem u niej,
d) ze względu na sytuację rodzinną jej nocowanie u mnie jest praktycznie niemożliwe, tak więc nasze spotkania kończą się na stacji kolejowej.
Historia mojego związku rozpoczęła się na początku tego roku i trwa do dzisiaj. Dziewczynę, nazwijmy ją Karolina, poznałem na uczelni.
Karolina była i jest osobą nieśmiałą i małomówną, ale spodobała mi się z wyglądu i postanowiłem zrobić pierwszy krok.
Bardzo szybko okazała zainteresowanie, zaczęliśmy się spotykać poza uczelnią i tak to wygląda aż do teraz.
Przechodząc do meritum wątku, czyli z czym mam problem.
Karolina, jak napisałem wcześniej, jest osobą bardzo nieśmiałą, która praktycznie nie inicjuje kontaktów z innymi ludźmi. Ma wprawdzie trochę znajomych, głównie poznanych w pracy, ale z tego, co dotąd zauważyłem, nie utrzymuje z nimi zacieśnionych kontaktów.
Karolina mieszka nadal z rodzicami, ja wprawdzie też (jeszcze miesiąc
), ale u niej nie zauważyłem kompletnie żadnej potrzeby uniezależnienia się, wyrwania "z gniazda". Jest wręcz przeciwnie - np. na zakupy Karolina udaje się nie z koleżankami, ale z mamą lub siostrą (lub wspólnie). Jej siostra mieszka bardzo blisko i mają chyba dobry kontakt (dodam, że siostra jest młodsza i zamężna).
Karolina ma bardzo mało rozwojowych zainteresowań, nie wspominając już o jakiejś konkretnej pasji. Wolny czas spędza trochę czytając książki, trochę oglądając seriale, a trochę robiąc w sumie sam nie wiem co...Sportów nie uprawia, na imprezy też nie chodzi, ewentualnie kino w towarzystwie siostry i jej męża.
Nasze spotkania były przez bardzo długi czas wyjściami do różnych restauracji i kawiarni, czasem spacerami w parkach. Cele tych wizyt musiałem określać ja, bo Karolina nie zna Warszawy zbyt dobrze. Na żadne wydarzenia kulturalne, czy cokolwiek innego nie chodzimy, bo po pierwsze i tak to ja musiałbym coś zaproponować, a po drugie, nie mamy gdzie zostać na noc.
Stopniowo zacząłem zarażać Karolinę moimi zainteresowaniami - gry planszowe, gry fabularne itd. i zabierać na spotkania z moim gronem przyjaciół. Karolina jako, tako się zasymilowała.
Teraz ktoś może zapytać - no to chyba wszystko jest ok, tak ? Gdzie widzisz jakiś problem ?
Problemem jest przede wszystkim to, że tak naprawdę nie mam o czym z nią rozmawiać. Niemal kompletnie. Ona nie ma życia prywatnego, koleżanek, zainteresować, w sumie nic, o czym można by pogadać. Nie jest głupia, wręcz przeciwnie, ale zachowuje się czasami strasznie dziecinnie. Podchodzi do życia zupełnie inaczej niż wszystkie znane mi osoby w podobnym wieku (a lat ma trochę ponad 30).
Mimo tego, że jest bardzo ciepłą, dobrą osobą i wykazuje bardzo wielkie zaangażowanie w związek, zaczynam się przy niej czuć coraz bardziej nieswojo. Od kilku tygodni ta sprawa tak bardzo "wkręciła" się w moją świadomość, że Karolina praktycznie przestała pociągać mnie fizycznie. Jest ładna i niczego jej nie brakuje, ale przez jej zachowanie niemal całkowicie mi zobojętniała.
Na domiar złego mamy wyjechać na wspólne wczasy w przyszłym tygodniu, na cały tydzień.
Bardzo proszę o wasze opinie i rady, bo ja jestem już kompletnie skołowany - z jednej strony dochodzę do wniosku, że to jednak nie to i że trzeba związek jak najszybciej przerwać, dla dobra nas obojga, z drugiej strony zastanawiam się, czy to może mój mózg wyszukuje jakichś urojonych problemów, a z trzeciej jest mi żal, że bardzo ją zranię rozstaniem i zostanie sama do końca życia.