Witajcie.
Mam 31 lat. Oto mój problem. Mam negatywne nastawienie do ludzi. Geneza jest prosta - wychowałam się w rodzinie (brzydko mówiąc) "dziwaków". Moi rodzice nie mają znajomych, nie utrzymują kontaktów z rodziną. W domu nigdy się nie rozmawiało. Raczej zawsze mijaliśmy się na korytarzu, a ewentualne rozmowy ograniczały się do: "co na obiad". Mam brata, z którym nie utrzymuję kontaktów. Nie znam kuzynek, cioć - bo nigdy ich mi nikt nie przedstawił. Dodatkowo dochodzi moja mama, która uważa, że wszyscy jej nie lubią.
Wyrosłam w takim a nie innym domu i myślałam, że jest to normalna sytuacja. Nie przeszkadzało mi to, że nie mam wielu znajomych oraz to, że nie mam o czy gadać z własnym ojcem czy bratem. Myślałam, że wszyscy tak mają. Taki wzorzec wyniosłam z domu.
Otworzyłam oczy dopiero gdy poznałam mojego męża. On pochodzi z rodziny wielodzietnej, bardzo otwartej. Utrzymuje kontakt z wszystkimi, nawet najdalszymi kuzynami. Ich dom zawsze jest pełen gości, jest gwarny i wesoły. Na początku zachłysnęłam się tą sytuacją. Spodobało mi się. Byłam zachwycona tym, że wszyscy potrafią być tak zżyci. Niestety do czasu.
Po ślubie... odezwały się zakorzenione gdzieś w mojej psychice zwyczaje. Wyprowadziliśmy się z mężem z dala od rodzin. Mieszkamy sami i bardzo mi to odpowiada. Żadko odwiedzamy jednych czy drugich rodziców. Mąż może by chciał, ale ja zawsze znajdę tysiąc wymówek, żeby go odciągnąć od tego pomysłu. Nie lubię kiedy odwiedza nas jego rodzina. Staram się być miła, ale w głębi serca myślę tylko o tym kiedy sobie pojadą.
Jestem w ciąży. Teściowa zaproponowała, że pod koniec ciąży przyśle do mnie szwagierkę, żeby mi pomagała. A ja już teraz zastanawiam się, jak ją zbyć.. żeby nie przyjeżdżała....
To samo jest ze znajomymi męża (ja wszystkie kontakty urwałam. Nie mam już koleżanek). Nie lubię kiedy ktoś go/nas odwiedza. Zamykam się w pokoju i oglądam TV.
Nie wiem skąd się to bierze. Taka niechęć do ludzi. Tłumaczę sobie, że to rodzina mojego męża, że nawet jeśli nie lubią mnie - to kochają jego. Powinnam się cieszyć, że mąż ma przyjaciół, że znajdują czas i ochotę, by go odwiedzić. A mimo to jestem jakoś tak wrogo nastawiona. Znajomość zaczynam od wyszukania wad, zamiast skupiać się na tym, co dana osoba ma pozytywnego - ja znajduję cechy, które mi w niej nie pasują.
CIerpię. Bardzo chciałabym być jak mój mąż. Przyjazna, otwarta, towarzyska. Ale czy da się to zmienić? Jak nad sobą pracować?
Tak jak pisałam - spodziewam się dziecka. Nie chcę, żeby wyrosło na takiego odludka jak ja. Nie chcę dawać mu złęgo wzorca...
Jak się zmienić? ![]()
(o psychologu mogę na razie zapomnieć, bo mam ciążę "leżącą" i nie wychodzę z domu).