No cóż, jakby to najkrócej ująć podczas rozmowy nie umiem patrzeć ludziom w oczy i unikam kontaktu wzrokowego. Bardzo się wstydzę...:( Z jakimkolwiek przedstawicielem płci przeciwnej to już w ogóle...Zaczęło mi się to w czasach szkolnych jak uchodziłam za klasową brzydulę i chciałam być jak najmniej zauważana i niewidzialna...A potem z upływem lat było coraz gorzej i gorzej... Teraz to się wstydzę już permanentnie , niezależnie od tego czy to jakiś tam "kolega", wykładowca, czy przyjaciółka...Staram się z tym walczyć, bo tak ciągle odwracając wzrok sprawiam wrażenie jakbym kłamała, albo była nie skupiona na tym , co ktoś do mnie mówi.. A tak nie jest, ja się po prostu bardzo bardzo wstydzę i to robię jakoś tak " odruchowo"...
Podobne tematy
Też to miałam. czytałam dużo o samoocenie itd. Musisz ją podnieść . Polecam książke - Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi , odmieniła wiele w moim życiu , dodała pewności siebie ! Niesamowicie prosto teraz nawiązuje kontakt z ludzmi !! naprawde obrót o 360!
Justin, jak sie obróciłaś o 360 stopni to zatoczyłaś koło i jesteś w tym samym miejscu
Nie mówię tego złośliwie jakby co, tylko tak chciałem żartobliwie rozpocząć posta ![]()
Jest pewien sposób na nauczenie się utrzymywania kontaktu wzrokowego. Jest to bardzo ważne podczas recytacji wierszy. Jak w szkole, gimnazjum, liceum wysyłali mnie na konkursy recytatorskie, wtedy to stosowałem. Akurat osobiście nie miałem z tym problemu, nie mogłem się skupić, jak wybierałem sobie podczas publicznej recytacji przykładowo ławkę, albo punkt na ścianie. Wolałem patrzeć jurry prosto w oczy i dzięki temu docierałem w głąb akurat tych z jurry, którzy byli najbardziej zainteresowani moją recytacją, zwiększając swoje szansę na wygraną w konkursie. Jest to taki błahy przykład, jak to kontakt wzrokowy jest potrzebny, a niekiedy wskazany. Przykładowo mnie denerwują osoby, które błądzą wzrokiem, jak z nimi rozmawiam. Wydaje mi się, że mnie lekceważą.
No ale wróćmy do sedna sprawy... Dlaczego napomknąłem do konkursów recytatorskim. Otóż będąc na kilkunastu warsztatach w swoim życiu, poeci, nauczyciele, itp mówili właśnie o tym kontakcie wzrokowym. Podczas recytacji warsztatowych wiele osób (a nawet większość) miało z tym problem. Wówczas kazali im nie skupiać się na oczach, a jedynie obrać sobie punkt na twarzy i stopniowo się przyzwyczajać. Pamiętam dokładnie, jak niektórzy mieli z tym ogromny problem, denerwowali się i zapominali tekstu, jakby byli zestresowani. Powiem szczerze, że było widać, że są nieśmiali. Na jednym z warsztatów, nauczyciel zdiagnozował to jako fobię społeczną. Pamiętam, że mówił, że nie leży tutaj problem w nieumiejętnym patrzeniu, czy rozkojarzaniu się, a o strachu przed wzrokiem innego człowieka. Jest to jakby bariera przed uzewnętrznianiu się swojemu rozmówcy. Podobno powinno się to ćwiczyć. Najpierw nawiązując kontakt wzrokowy z osobami, którym ufasz i się ich nie obawiasz. Na początek rodzina, rodzeństwo. Należy nabrać nawyku. Później można próbować nawiązując kontakt np z kasjerką lub ekspedientką. Jak chcesz poćwiczyć, to osobiście proponowałbym np. zapytać się w jakimś markecie o cokolwiek, patrząc w oczy, masz możliwość krótkiego i niezobowiązującego kontaktu wzrokowego, gdyż w każdym momencie możesz przykładowo wskazać produkt na półce sklepowej, kończąc kontakt wzrokowy.
Musisz sobie uświadomić to, że patrząc komuś prosto w oczy zyskujesz więcej niż słowem, bo od razu widać Twoje intencje. Możesz w ten sposób zauważyć (patrząc na źrenice) jaki stosunek ma do Ciebie osoba, z którą rozmawiasz.
Jednakowoż, nie da rady świadomie skierować swoje oczy centralnie w oczy drugiej osoby, dlatego staraj się patrzyć w punkt na nosie, pomiędzy oczami.
Jeżeli Twój problem jest bardziej skomplikowany to go opisz dokładniej, a może doradzimy coś bardziej pomocnego
Powodzenia!
Przykładowo mnie denerwują osoby, które błądzą wzrokiem, jak z nimi rozmawiam. Wydaje mi się, że mnie lekceważą.
no widzisz, już bym Cię niechcący wkurzyła...
(...) tutaj problem w nieumiejętnym patrzeniu, czy rozkojarzaniu się, a o strachu przed wzrokiem innego człowieka. Jest to jakby bariera przed uzewnętrznianiu się swojemu rozmówcy.
Otóż to.
Ja rozmawiając z jakimkolwiek facetem cały czas się boję, że on mnie " obczaja" i w duchu ze mnie szydzi, porównuje z atrakcyjniejszymi koleżankami i że myśli sobie " ale ona brzyydkaa" i po prostu odruchowo schylam głowę i patrzę na swoje buty/ pety na chodniku/ coś cokolwiek innego, żeby jak najkrócej patrzył na moją twarz. Pogłębiło mi się to wszystko odkąd okulary zaczęłam nosić
Zbieram na jakieś fajne nowe oprawki, ale zanim uzbieram to nie raz jeszcze będę siedzieć i ze wstydu w chodnik patrzeć kiedy ktoś coś mówi do mnie...
5 2012-07-26 19:01:44 Ostatnio edytowany przez Pan Lewski (2012-07-26 19:02:36)
Otóż to.
Ja rozmawiając z jakimkolwiek facetem cały czas się boję, że on mnie " obczaja" i w duchu ze mnie szydzi, porównuje z atrakcyjniejszymi koleżankami i że myśli sobie " ale ona brzyydkaa" i po prostu odruchowo schylam głowę i patrzę na swoje buty/ pety na chodniku/ coś cokolwiek innego, żeby jak najkrócej patrzył na moją twarz. Pogłębiło mi się to wszystko odkąd okulary zaczęłam nosić
Zbieram na jakieś fajne nowe oprawki, ale zanim uzbieram to nie raz jeszcze będę siedzieć i ze wstydu w chodnik patrzeć kiedy ktoś coś mówi do mnie...
A po drugiej stronie lustra sytuacja wygląda tak:
"Rany, żebym tylko się nie zbłaźnił. Czy ja nie mam głupkowatego uśmiechu? Jakby tu powiedzieć coś błyskotliwego? Rany, ja się zbłaźnię, kobiety zawsze mają adoratorów i mają z kim porównywać. Pewnie jestem bez szans! Po co w ogóle zagadywałem? Ale jak już zagadałem to nie ma wyjścia... pewnie zaraz polegnę na jakimś teście... Czy to co powiedziała to był test czy nie był? Jak zareagować? O nie, zacząłem się pocić. O nie, cisza, niezręczna cisza, i co ja teraz zrobię. O nie, spojrzałem się na piersi, ale ja wcale nie chciałem patrzeć na piersi, to nie wypada... Ale się spojrzałem mimowolnie kiedy się zastanawiałem, rany czy mi wybaczy? Pewnie ona później będzie się śmiać ze mnie opowiadać koleżankom jakiego bałwana spotkała. Jestem skończony, mogę się od razu powiesić!"
jaBlueVelvet napisał/a:Otóż to.
Ja rozmawiając z jakimkolwiek facetem cały czas się boję, że on mnie " obczaja" i w duchu ze mnie szydzi, porównuje z atrakcyjniejszymi koleżankami i że myśli sobie " ale ona brzyydkaa" i po prostu odruchowo schylam głowę i patrzę na swoje buty/ pety na chodniku/ coś cokolwiek innego, żeby jak najkrócej patrzył na moją twarz. Pogłębiło mi się to wszystko odkąd okulary zaczęłam nosić
Zbieram na jakieś fajne nowe oprawki, ale zanim uzbieram to nie raz jeszcze będę siedzieć i ze wstydu w chodnik patrzeć kiedy ktoś coś mówi do mnie...
A po drugiej stronie lustra sytuacja wygląda tak:
"Rany, żebym tylko się nie zbłaźnił. Czy ja nie mam głupkowatego uśmiechu? Jakby tu powiedzieć coś błyskotliwego? Rany, ja się zbłaźnię, kobiety zawsze mają adoratorów i mają z kim porównywać. Pewnie jestem bez szans! Po co w ogóle zagadywałem? Ale jak już zagadałem to nie ma wyjścia... pewnie zaraz polegnę na jakimś teście... Czy to co powiedziała to był test czy nie był? Jak zareagować? O nie, zacząłem się pocić. O nie, cisza, niezręczna cisza, i co ja teraz zrobię. O nie, spojrzałem się na piersi, ale ja wcale nie chciałem patrzeć na piersi, to nie wypada... Ale się spojrzałem mimowolnie kiedy się zastanawiałem, rany czy mi wybaczy? Pewnie ona później będzie się śmiać ze mnie opowiadać koleżankom jakiego bałwana spotkała. Jestem skończony, mogę się od razu powiesić!"
Ano racja
po "drugiej stronie" to może wyglądać i tak, tylko przy pewnej siebie dziewczynie, której tajemnicze powłóczyste spojrzenie i niejednoznaczny czarujący uśmiech sprawiają, że delikwentowi z opisu język się plącze, i przez głowę przelatuje wyżej wymieniony tabun myśli, ale nie wygląda to tak z nieśmiałą okularnicą , szarą myszką , która z nerwów zapomina o tym wszystkim czego się naczytała " o kontakcie wzrokowym itp sprawach" i w stresie sprawia wrażenie , jakby się chciała schować i być niewidzialną
A mnie niestety bliżej do tej szarej myszki ![]()
BlueVelvet, powiem ze swojego punktu widzenia, że faceci raczej nie mają aż tak skomplikowanej psychiki jak Ty myślisz. Czyli rozumiem, że nie masz problemu z patrzeniem w oczy kobietom, a chłopakom tak, bo się ich wstydzisz? Myslałem, że ogólnie nie potrafisz ludziom spojrzeć w oczy.
Nie do końca zrozumiałaś to, że bys mnie zdenerwowała. Ja jakoś rozpoznaje, czy ktoś się mnie wstydzi, czy ma nawyk niepatrzenia w oczy. Są osoby, które nie mają żadnych zahamowań, a nie patrzą w oczy tylko gdzieś wzrokiem błądzą po ścianach. To mnie irytuje. Przykładem jest doda, która chamsko to okazuje.
Wracając do wstydzenia się facetów, to ja przykładowo najbardziej zwracam (w rozmowie z dziewczyną) uwagę na oddech. Jeżeli ma nieświeży, to mnie to wkurza. Wiem, że niektórzy mają z tym problem, ale jest to dla mnie męczące, jak komuś non stop śmierdzi z buzi. Może być dziewczyna pryszczata, może nie mieć piersi, może byc nawet łysa, jak fajnie się z nią rozmawia, to ja wolę z nią spędzić godzinę na rozmowie, niż 5 minut z pustą brunetką o długich nogach i ciałem.
Poza tym osobiście mi obojętnie czy ktoś ma okulary czy nie. Dlatego nie masz się czego obawiać ![]()
8 2012-07-27 23:03:44 Ostatnio edytowany przez Krzysiek1981 (2012-07-27 23:05:04)
Pewny jesteś że ma to związek z samooceną? Ja np. jak gadam rzadko patrzę w oczy bo wole skupiać uwagę na swoich myślach - co innego słuchanie, wtedy to nie problem. Inna sprawa że jak znasz kogoś i jest to bardziej spontaniczne to w trakcie gadki patrzysz się w oczy już częściej.
9 2012-08-15 14:38:28 Ostatnio edytowany przez jaBlueVelvet (2012-08-15 14:45:00)
BlueVelvet, powiem ze swojego punktu widzenia, że faceci raczej nie mają aż tak skomplikowanej psychiki jak Ty myślisz.
No właśnie mnie się ciągle wydaje, że mają tak skomplikowaną psychikę, że ja ich nie ogarniam ( mimo starań) i popełniam błąd za błędem ( mimo starań) , a wszystkie koleżanki potrafią się z męską psychiką obchodzić doskonale ( czy to świadomie, czy nieświadomie) ...Po prostu to, co mi idzie jak po przysłowiowej grudzie , to innym dziewczynom przychodzi z zadziwiającą lekkością i takim kobiecym wdziękiem...a ja jestem jakaś dysfunkcyjna w mojej ocenie pod względem tegoż...( widzę to kiedy wychodzę z domu do ludzi
)
Czyli rozumiem, że nie masz problemu z patrzeniem w oczy kobietom, a chłopakom tak, bo się ich wstydzisz? Myslałem, że ogólnie nie potrafisz ludziom spojrzeć w oczy.
Cóż, jak tak teraz o tym wszystkim pomyślałam, to wstydzę się patrzeć ludziom w oczy we wszystkich sytuacjach kiedy rozmowa jest jakoś dla mnie krępująca i stresująca, bo wiem, że mogę wypaść słabo, że ktoś sobie może o mnie pomyśleć jako o osobie niekompetentnej etc... Kiedy się wstydzę barku jakichś tam umiejętności i kiedy wychodzi na to, że " jestem nieumiejąca" ... ( i to już niezależnie od płci rozmówcy nie umiem w oczy patrzeć).
No a wszystko to się mi nasila , kiedy gadam z jakimkolwiek facetem... bo wtedy mi się wydaje, że wszystkie te moje kompleksy, nieśmiałość, brak umiejętności postępowania z facetami, flirtowania, etc wychodzi ze zdwojona siłą... Chociaż ja się bardzo, bardzo staram , żeby rozmowa przebiegała miło, staram się uśmiechać , patrzeć w oczy... to mi się ciągle wydaje, że i tak wychodzi z tego jedna wielka kicha.........Może to dlatego, że ja podświadomie jakoś się stresuję tym, tak jakby ta " zwykła koleżeńska rozmowa " to był jakiś " test trudny" na którym ja zaraz polegnę ( ale głupie to...
) nie wiem czemu tak mam... Może dlatego, że wiecznie byłam uważana za czasów szkolnych za nudziarę i kompletnie nieciekawą osobę, która jak tylko się odezwie to ją zaraz wyśmiewano...No i przez tyle lat takiego czegoś " wtłukli " mi to koledzy z klasy do głowy, że " ja to mówię nudne i głupie rzeczy" i że jestem " klasowa brzydula" że stąd teraz mimowolnie wydaje mi się że jak gadam z jakimś facetem to on też tak może myśleć...no po prostu mocno , mocno się boję, że ktoś własnie mnie ocenia i to nieprzychylnie... I własnie wtedy, kiedy już do rozmowy , zwykłej koleżeńskiej rozmowy dochodzi z facetem, a ja czuję, że mimo starań znowu wszystko nie tak, że zamiast się uśmiechać i patrzeć w oczy ja znów wyszłam na zahukaną i patrzącą w chodnik , własnie wtedy staje mi przed oczami jakaś koleżanka, która znakomicie umie wybrnąć z każdej towarzyskiej sytuacji , do której faceci się uśmiechają i za którą wodzą wzrokiem... i po prostu jestem na siebie mocno mocno zła, że ja nawet takich " podstaw rozmowy" nie ogarniam, żeby ludziom w oczy patrzeć...
Ja jakoś rozpoznaje, czy ktoś się mnie wstydzi, czy ma nawyk niepatrzenia w oczy. Są osoby, które nie mają żadnych zahamowań, a nie patrzą w oczy tylko gdzieś wzrokiem błądzą po ścianach.
to bardzo, bardzo ładnie z Twojej strony
nie każdy ma taką umiejętność obserwowania rozmówcy i "wychwytywania" z czyjegoś zachowania takich rzeczy:) a szkoda... bo można kogoś zbyt pochopnie " zaszufladkować" ...
Jesteś osobą bardzo na sobie skoncentrowaną.
Cały czas zastanawiasz się nad tym, jak wypadniesz w rozmowie, jak zostaniesz oceniona. Cały czas badasz stopień nasilenia swych różnych cech. W takim wypadku kontakt wzrokowy jest niebezpieczny, bo... grozi przerzuceniem uwagi na osobę rozmówcy. A Ciebie interesują Twoi interlokutorzy?
11 2012-08-15 15:04:31 Ostatnio edytowany przez jaBlueVelvet (2012-08-15 15:16:16)
. A Ciebie interesują Twoi interlokutorzy?
Tak
staram się jakoś zawiązać wspólny temat z każdą osobą, interesują mnie ludzie - to czym się zajmują, jakie mają hobby... Znajomi mówią, że ja mam niesamowitą pamięć "kto co ćwiczy, kto gdzie studiuje, co kto trenuje i jakie ma pasje/hobby etc" nawet w przypadku osób średnio mi znanych z którymi rozmawiałam przelotnie ... Tylko, że ja mam tak, że chcę chyba za mocno, żeby rozmowa ze mną nie była przykrym obowiązkiem, ale żeby rozmówcy rozmawiało się przyjemnie i fajnie. I dlatego jestem wyczulona na wszelakie oznaki tego " czy nie nużę słuchacza, czy on chce ode mnie po prostu uciec , czy jemu się ze mną fajnie gada"... a ja naprawdę widzę i obserwuję jak facet obojętnie jaki zachowuje się w rozmowie ze mną...... że nie tak fajnie, nie tak swobodnie ta rozmowa płynie jak w przypadku innych dziewczyn... Kiedyś usłyszałam, że po mnie to " widać", że ja się ludzi boję... a jeśli nie widać , to i tak gdzieś to rozmówca wyczuwa.... To dawno temu było i ja naprawdę mocno nad sobą pracowałam... i wiedziałam, że nie od razu będę mega pewna siebie...ale tak drobnymi kroczkami ...Staram się być ogromnie taktowna w rozmowie, żeby nikogo nie urazić. Naprawdę się staram...:(
Najlepsza będzie metoda małych kroczków - postaraj się popatrzeć na kogoś choć przez chwile, niekoniecznie w oczy, może być między w punkt na nosie. To pomaga!
Cokolwiek miało by się wydarzyć podczas gdy patrzysz komuś w oczy - pozwól sobie na to!
Pamiętaj, że cokolwiek się wydarzy, jest ok. Zarumienisz się - ok. Zawstydzisz się - w porządku. Zestresujesz się - super!
Odwaga nie polega na tym, aby nie czuć strachu, ale nauczyć się działać mimo wszystko, niezależnie od tego, co czujesz. ![]()
Witajcie
jestem już w takim wieku, że żadne problemy w kontaktowaniu się z ludźmi nie powinny mnie już dotyczyc. Jednak też mam problem z patrzeniem ludziom w oczy. Odkąd zaczełam niedomagac neurologicznie pojawił się u mnie lekki wytrzeszcz oczu, byłam bardzo zawsztydzona patrząc komuś w oczy, wyglądałam nieco dziwnie. Choroba nieco się cofnęła, ale noszę szkła minusowe i moje oczy wciąż są trochę dziwne i małe (chociaż z natury miałam oczy ładne), tak więc uciekam wzrokiem, wiem że to zniechęca do mnie ludzi i bardzo się tym stresuję. Staram się to zwalczyc i polepszam sobie oczy malując dokładnie rzęsy co stwarza wrazenie większych i ładniejszych oczu. Postanawiam dzisiaj - patrzę ludziom w oczy bo nie chcę zostac sama przez taką przypadłośc- innym też radzę
![]()
Ja to z facetami nie utrzymuję długo kontaktu wzrokowego, gdyż jak mężczyzna mi się podoba to od razu po mnie widać. Właśnie po oczach ![]()