zdeptane - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 26 ]

Temat: zdeptane

Od kiedy pamietam byłam pewną siebie, silną kobietą. Indywidualistka, interligentna, wygadana, mająca własne zdanie i brak kompleksów. Pochodzę z małego miasteczka, wielu kolegów, znajomych, dziecience i młodzieńcze związki mniej lub bardziej udane. WYjechałam na studia, bawiłam się, piwo i szmaciane jedzenie - 15 kilo na plusie. Nigdy nie narzekałam na figurę, nigdy nie miało to dla mnie znaczenia... PRETTY ON THE INSIDE - moje życiowe motto... Poznałam faceta, z innego świata, ale coś mnie do niego ciągnęło. Zaczęliśmy spędzać ze sobą coraz więcej czasu, ale nigdy nie przedstawił mnie kolegom... Byłam grubą wieśniaczką, z której, jak się potem okazało, wstydził się pokazać. Było raz miło, raz nie miło, ale czułam, że go kocham.. Taki trudny charakterek. Postawiłam sobie za cel zdobycie go i go zdobyłam, zaczął coraz bardziej mnie doceniać, a ja... rozkwitłam. W pewnym momencie zauażyłam, że faceci oglądają się za mną na ulicy, zjechałam 20 kg. W związku nigdy nie było różowo - często się kłóciliśmy, ale tragedii nie było. Zauważyłam, że ma fioła na punkcie tego, abym była idealna, a właściwie wyglądała idealnie. 4 lata tewmu prowadziłam się do niego, skończyłam studia, mam niezłąc pracę, o której zawsze marzyłam. Ale coś jest nietak... Wszystko jest nietak. Czuję się nikim, mam kompleksy, czuję ciągłą złość, często płaczę. Zorientowałam się, że przez cały ten czas mój facet próbował mnie zdeptać. W tej chwili albo to narasta, albo coraz bardziej boli. Ciągle słyszę: nie masz koleżanek (bo nie mam, zrezygnowałam z kontaktów z kimkolwiek, bo dla mojego faceta zawsze moi znajomi byli wieśniakami, z którymi się wstyd pokazać), kiedy przychodzą moi koledzy kompromitujesz się (ponieważ zdarza mi się powiedzieć jakąś głupotę, oczywiście na żarty, znam jego kolegów, często się widzimy, dlatego myślę, że rozumieja moje poczucie humoru), masz tiki i adhd (bo kręcę się kiedy jest mi zimno czy niewygodnie), wstyd się z tobą pokazać, schowaj się w pokoju, mam ochotę zapaść sie pod ziemię, jesteś blada i brzydka (bo znów trochę przytyłam, bo mam trądzik, bo nie mam ciemnej karnacji, która pewnie jest wyznacznikiem piękna), twoja rodzina jest beznadziejna, twoi rodzice są nikim, nie potrafili ciebie wychować... Jeszcze jakiś czas, wydawało mi się, że nie ma to na mnie żadnego wpływu... Wszystko robię pod niego i tak jak on chce, nie mogę zrobić inaczej, nawet kiedy się buntuję, zawsze wszystko kończy się awanturą. To on decyduje kiedy mam wstać, wykąpać się, umyś naczynia, sprzątać, czytać książkę. Niestety zauważyłam, że stałam się osobą niepewną siebie, zakompleksioną. Nie spotykam się ze znajomymi, bo po co, kiedy jadę na spotkanie biznesowe z szefem nie odzywam się, boję się powiedzieć coś zaszkodzi naszej firmie, a kiey jestem naglle wyrwna do odpowiedzi spinam się i rzeczywiście kompromituję. Czuję, że mój facet coraz bardziej upodobnił mnie do siebie - on boi się publicznych występów, źle czuje się w nieznajomym towarzystwie, boi się opinii innych, zawsze się wycofuje. Mówi mi że nigdy nie weźmiemy ślubu, bo on będzie sie denerwował, wszyscy będą na niego patrzeć i się skompromituje. Nie wiem co robić dalej. Tragedii nie ma, są chwile kiedy jest pięknie. Ale... jestem smutna, straciłam ambicję, dawną kreatywność... Może poprostu jestem już dorosła i młodzieńczy zapał zniknął...

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez sueno6 (2009-03-21 15:57:41)

Odp: zdeptane

On Tobą umiejętnie manipuluje...stosuje taktykę "umniejszacza"


http://gean.webpark.pl/recepta1.htm - poczytaj sobie troszkę o tej taktyce...

i może to uzmysłowi Ci, że to nie jest normalne!

Możesz też sobie poczytać podobny wątek z tego forum - zaraz go znajdę!

o mam http://www.netkobiety.pl/t3232.html

3

Odp: zdeptane

Sądzę,że dla miłości poświęciłaś swoją osobowość,podporządkowałaś się całkowicie partnerowi.Jak możesz być z nim szczęśliwa skoro wstydził się ciebie,nie lubi twoich znajomych,krytykuje cię na każdym kroku i mówi ci co masz robić w danym momencie-dosłownie jakbyś była osobą ubezwłasnowolnioną,a tak w związku nie powinno być.On wykorzystuje twoją słabą psychikę i wie,że zrobisz co on powie ci.Na pewno jesteś wspaniałą osobą,pamiętaj też,że nie ma ludzi brzydkich tylko są mniej lub bardziej zaniedbani,każdy ma w sobie jakieś ukryte piękno.Piszesz,że są i piękne chwile,ale czy dla nich warto poświęcać siebie samą?Mój były chłopak zachowywał się podobnie i po jakimś czasie gdy tylko słyszałam z jego ust samą krytykę zaczęłam wierzyć,że tak jest na prawdę.Straciłam chęć do życia,działania i wiarę w  samą siebie.Teraz cieszę się że oprzytomniałam.Powinnaś się zastanowić poważnie nad przyszłością tego związku,nie chcę być złym prorokiem ale nie wróżę wam szczęśliwej przyszłości,może on będzie szczęśliwy jako dominujący w związku,ale ty popadniesz w coraz większą samokrytykę i będzie ci ciężko znów zacząć żyć normalnie i widzieć świat w kolorach.

4

Odp: zdeptane

To niezdrowy związek.Nie pozwalaj się poniżać.Walcz o sobie.To chyba partner-nie dla Ciebie.Powodzenia.Pozdrawiam.

5

Odp: zdeptane

No twoja historia jest nie ciekawa..Manipuluje tobą,szkodzi ci on.Proponuje odejsc od niego,wiem to nie łatwe,ale tak będzie lepiej.

6

Odp: zdeptane

Zdanie mam takie samo jak reszta. On to robi specjalnie i z premedytacją. Zostaw go. Nie będzie łatwo, ale zrób to z szacunku do siebie. Odżyjesz, zobaczysz wink

7 Ostatnio edytowany przez kasiula810 (2009-03-21 18:50:43)

Odp: zdeptane

Zostaw go zanim poczujesz sie jak zero.
On stosuje terror  wobec Ciebie.
Czy chesz dzielic zycie z kims dla kogo nigdy nie bedziesz ta najlepsza, ktory zawsze bedzie Cie krytykowal.
Wedlug mnie ten zwiazek nie mam przyszlosci z tym czlowiekiem.
Zobacz co on z Toba zrobil?
Czujesz sie zakompleksiona, slaba i przestalas w siebie wierzyc.
Znajdziesz faceta, ktory doceni Ciebie taka jaka jestes a nie bedzie zmienial (terroryzujac psychicznie) na swoj obraz.

8

Odp: zdeptane

Mój Boże, jestem przerażona po przeczytaniu Twojego postu.
Myślę, że z Tobą wszystko jest w porządku. Ale związek, w którym jesteś jest toksyczny. Chory.
Zastanów się, czego oczekujesz od swojego partnera? Bo kiedy ja zadaję sobie to pytanie, myślę przede wszystkim o akceptacji, zrozumieniu i wsparciu. Nie wygląda na to, żebyś Ty dostawała to od swojego faceta.
Kochana, dlaczego pozwalasz się krzywdzić? Nie rób sobie tego i jak najszybciej uciekaj od tego mężczyzny, popatrz, ile już straciłaś i do jakiego stanu Cię doprowadził. Ratuj siebie samą. Ten mężczyzna nie kocha Cię tak, jak na to zasługujesz.
Tacy mężczyźni jak Twój to wspaniali manipulanci. Zawsze potrafią wzbudzić w ludziach dookoła (choć możesz mieć wrażenie, że tylko w Tobie) poczucie winy, to ich dowartościowuje. Odejście od nich jest bardzo trudne, bo zapewne usłyszysz o swojej nieskończonej głupocie - jak możesz opuścić taki ideał jak on? Dla własnego dobra powinnaś jednak odejść. Wtedy zobaczysz, że za jakiś czas spojrzysz wstecz i będziesz się dziwiła samej sobie, jak można to wytrzymywać?
Życzę Ci ogromnej siły i wiary w siebie. Walcz o swoje życie!

9

Odp: zdeptane

Ehhh... Przeczytałam artykuł o umniejszaczu... Myślę , że mój facet jest jednym z nich. Trudno zastosować taktyki odpierania ataków, o których była w nim mowa... To co często do mnie mówi rani tak bardzo, że daję mu poznać się z najsłabszej strony. Wiem, że robię rzecz najgorszą z możliwych: płaczę, histeryzuję. Ale to strasznie boli. Ostatnio  nie ma dnia, ab nie miał do mnie jakis pretencji, czesto wybucha z byle powodu, z powodu źle dobranego przeze mnie słowa w zdaniu, z powod żartu, który weźmie na sero, cokolwiek powiem zdaje mu się być atakiem na niego, wtedy potrafi mi tak naubliżać, że odechciewa mi się żyć... Najgorsze jest to, że mam przez ten cały czas wrażenie, że jego zupełnie nie obchodzi co ja czuję... Przykład sytuacji: Małam dziś mieć impezę firmową, nie wypaliło, większość moich współpracowników nie mogła przyjść, więc przełożyliśmy... Zresztą mnie też dzisiejszy dzień nie do końca pasował. Mój chłopek wzoraj już umówił się z kolegami na jakieś wyjście... Kiedy dziś do niego zadzwoniłam, po zdaniu "Impreza odwołana" (było to pierwsze zdanie jakie wypowiedziałam) zaczął się jego wzask do słuchawki... Że zostałam olana, że co ja sobie wyobrażam, że on już zna scenariusz, że on idzie na impreze, żebym się mu czasami nie wpierdalała, że mu tylko przeszkadzam, że mam umówić się z kimś innym (dobrze wie, że niestety nie mam w tym mieście wielu koleżanek, które bez wcześniejszych planów wybrały się gdzieś ze mną ot tak), usłyszał, że przykro mi, że robi awanturę z takiego powodu, że to nie moja wina, że przykro mi, że jestem dla nieo kimś, kto mu zawadza, żeby podał mi powód dla którego niemógłby mnie wziąć, tylko kopie mnie w supę, a on na to, że dzi...ka, ku...wa, złośliwa szmata wredna. Po powrocie: "Nie myśl sobie,  że wcześniej wróce, mam ochote pic wodke i sie dobrze bawić". Nie obchodzi go ze jest mi przykro, że zostaję w piątek sama, z poczuciem, że jestem 5 kołem u wozu, kłodą u jego nóg, która ciągle przeszkadza. Jego obchodziło tylko to, że płaczę i proszę aby wyjśnił mi dlaczergo mu tak przeszkadzam, to że czuję się supełnie samotna i wszystkie moje uczucia zdaje się być wogóle nieważne... Nie wiem, może to ja popełniam błąd, może przesdzam. Może powinnam powiedzieć: baw się dobrze.. Nawet miałam taki zamiar.. Problem w tym, że to on zaczął, to on uprzedził wszystkie fakty... To jest jedna z tch sytuacji, które się powtarzają.. Niech mi ktoś powie obiektywnie... Czy to ja jestem beznadziejna w postępowaniu z nim, czy on probuje mnie zdeptać tak, abym czuła się źle... Czy tak zachowuje się ktoś, kto kocha???
Łatwo wam powiedziec: "zostaw go".. Z tym człowiekiem jest związane całe moje życie... mamy wspólny msamochod, mieszkanie, jestem częścią jego rodziny, a on mojej... Wsztsko co robię robię zawsze z myślą o nim... Kocham go...Choć powoli zaczyna brakować mi sił... Jestem samotna.. Nie mam nikogo kto by mnie rozumiał, kochał, z kim mogłabym pogadać...
Za chwilę idę po winko - może ono mi pomoże.

10

Odp: zdeptane

Najprostszym rozwiązaniem jest odejście lecz jak widzę tu jest dużo uczuć . Uczucia , wspomnienia to najgorsza zmora każdego człowieka nie pozwalają nam racjonalnie i obiektywnie podejść do sprawy . Kochanie to nie Ty jesteś beznadziejna , w tej sytuacji to on jest nie pewny siebie,  zakompleksiony . Widzisz żeby on mógł się dobrze poczuć musi wyładować swoją niepewność na tobie ,wtedy ty pokazujesz mu swoją słabość  on nabiera pewności siebie i czuje się na pozycji wygranej, że to on jest panem i władcą . Jeżeli za wszelką cenę chcesz ratować ten związek musiałabym wiedzieć o tobie troszkę więcej . Czy podczas kiedy się kłócicie podnosi na ciebie rękę? Bo jak nie to mam parę rad . Pozdrawiam .

11

Odp: zdeptane

Myślę, że powinnaś jak najszybciej od niego odjeść. wiem, że to będzie trudne, gdyż On stłamsił w Tobie całkowicie wiarę w siebie.

on czuje się gorszy niż Ty, dlatego tak Ci robi...

12 Ostatnio edytowany przez beatkam63 (2009-03-28 12:39:29)

Odp: zdeptane

do Strusi-nie jesteś kochana, nie jesteś szanowana i pytasz czy to Ty jesteś do kitu? .I będziesz tak żyła  przez lata?  Chyba ,że wcześniej on nie patrząc na to co macie wspólnego znajdzie sobie bez oporów młodsza od ciebie panienkę. I odejdzie z waszym samochodem,mieszkaniem i kontem w banku mając w nosie Ciebie i waszą rodzinę.

PS- a Ty co najwyżej popadniesz a alkoholizm

13

Odp: zdeptane

Moim zdaniem ten związek nie ma przyszłości.To przykre ale prawdziwe.Kobieto otrząśnij się stań na nogi,głowa do góry i ruszaj na podbuj,napewno znajdziesz faceta który cię doceni.Powodzenia!!!

14

Odp: zdeptane

Strusia, w pewnym sensie wiem co czujesz...
moja najbliższa przyjaciółka była w takim związku...ona miała cały czas nadzieje, że on się zmieni, tak go kochała, mieszkali razem, mieli w planach ślub i dzieci...
znosiła wiele, bardzo wiele...starałam się jej pomóc, ona zarzekała się, że nie ma sił od niego odejść, jest nawet uzależniona od niego, a on nią umiejętnie manipuluje...
wytrzymała tak 1,5 roku, na końcu była wrakiem człowieka - nie wierzyła w siebie, czuła się brzydka, głupia i do niczego...ten związek odebrał jej chęć do życia...
gdy chciała odejść - on dalej grał na jej uczuciach i mówił, że jak jej nie będzie to skończy z sobą...
Ehhh....wiele by pisać...co się jeszcze działo hmm
Ale w końcu w jej pracy zjawiła się nowa osoba...mężczyzna, który podczas z jednych firmowych imprez ją pocieszał, chciał jej pomóc w ucieczce od tego wszystkiego...
Bała się...bardzo się bała...ale mu zaufała...
zostawiła chłopaka...on myślał sobie, że i tak wróci...
A ona po prostu się wyprowadziła...zostawiła mu prawie wszystko, nie miała sił na kłótnie...
Pokazał jeszcze później swoje prawdziwe oblicze : nie spłacał niektórych rzeczy, które niby były na nią, chociaż to u niego zostały...utrudniał jej wiele spraw...
i nigdy ją nawet nie przeprosił hmm
Ona jest teraz najszczęśliwszą osobą jaką znam - ma kochanego chłopaka ( tego kolegę z pracy ), budują się, ślub niedługo...nosi ją na rękach, tak bardzo ją kocha i szanuje!
Ona tak bardzo żałuje, że tak długo tkwiła w takim toksycznym związku, w którym nie znała uczucia bezpieczeństwa, zrozumienia i czułości....

Strusiu, jeśli zostaniesz ze swoim chłopakiem - to tracisz ze swojego życia to co najcenniejsze - możliwość bycia szczęśliwą, kochaną!
Proszę, zastanów się czy warto? Co z tego, że łączą Was rzeczy materialne?
A co gdy będą dzieci i usłyszą jak tata mówi do mamy?
Co wtedy poczują? Jeśli nie chcesz myśleć o swoim szczęściu, pomyśl o przyszłości i szczęściu swoich dzieci, które na pewno będziesz chciała mieć!
Pozdrawiam wink

15

Odp: zdeptane

Wiesz,co strusia jak mozna żyć w takim związku??? Jak można być z kimś kto poniża,manipuluje??? Piszesz,że kochasz..a za co można kochac takiego człowieka on nie jest wart ani jednej minuty kochania.Dla mnie w jego oczach jesteś nikim w każdym razie daje Ci do zrozumienia na każdym kroku .Dziewczyno ściągnij klapki z oczu i zacznij myśleć o sobie. Nie można żyć w takim zwiazku gdzie nie ma szcunku do drugiego człwieka.Już w tej chwili jak piszesz jesteś zakompleksiona,wystraszona itd.A co będzie dalej???Naprawdę chcesz tak żyć???Wiesz ja rozumiem,że nie jest prosto odejść po kilku latach bycia razem gdy jesteście związani rzeczami materialnymi ale takie sprawy idzie rozwiązać i napewno udałoby się wszystko podzielić.A z uczucia do niego wyleczyłabyś się.Nie marnuj strusia sobie życia dla tego człowieka bo zostając z nim będziesz miała w oczach tylko łzy zamiast uśmiech.Decyzja nalezy do Ciebie...Mam nadzieję,że podejmiesz właściwą decyzję.I będziesz szczęśliwa w życiu!

16

Odp: zdeptane

Kochana, zostaw go, zanim podniesie na ciebie reke. Uwazam, ze w twoim przypadku nie ma mowy o milosci. Na pewno nie z jego strony. Watpie czy go kochasz. Dla mnie to rodzaj potwornego emocjonalnego uzaleznienia.

Uwazam jednak, ze do decyzji o rozstaniu musisz dojrzec. Przyjdzie taki moment, ze on zrobi lub powie cos, co ci otworzy oczy i sprawi, ze twoja psychiczna wytrzymalosc sie skonczy. Przykro mi, ale to tylko kwestia czasu. Ten zwiazek sie rozpadnie w momencie jak odzyje w tobie, odezwie sie w tobie ta dawna dziewczyna, ta, ktora bylas.

Samochod, mieszkanie, rodzina to nie jest powod, aby trwac w takim piekle. To nie jest powod, na Boga!

17

Odp: zdeptane

Lepiej odejść wcześniej,niż będzie za późno.Ratować można tylko zdrowy związek....Bądź szczęśliwa,ale osobno.

18

Odp: zdeptane

Zostawić, zostawić... Najłatwiej powiedzieć.. Wydawać by się mogło, że to najprostsze wyjście... jednak najtrudniejsze. Nie wyobrażam sobie tego, myślałam o tym, ale dla mnie jest to tak nierealne jak wyjazd na grenlandię.. Chcę ratować ten związek.. Napisałam o mojej sytuacji na forum, bo oczekiałam, że któraś z was będzie wiedziała co mogłabym zmienić w swoim zachowaniu, aby nie dawać się kontrolować, aby zauważył, że kiedy mi naubliża to do niczego go to nie doprowadzi, że to będzie w skutkach gorsze dla niego niz dla mnie. Chciałabym aby zaczął żałować swoich słów, ale nie dlatego, że na niego nawrzeszczę, zacznę ryczeć i usłyszą sąsiedzi, tylko dlatego, że jemu będzie źle z tym, że mógł do osoby, która tak wiele dla niego robi, z którą tyle przeżył i która wie o nim więcej niż ktokolwiek inny w tak chamski sposób się odezwać... Chcę pracować nad sobą i jednocześnie nad nim. On nie jest złym człowiekiem, jest sfrustrowany, wiem, że ma ze sobą pewne problemy, mam wrażenie, że boi się ludzi i... rzeczywiście czuje się gorszy, bo ja mam lepszą pracę, bo czasem więcej wiem, bo nie krępuję się przy publicznych wystąpieniach. Frustrację wylewa na mnie... To muszę zmienić, moja odpowiednia postawa pomoże jemu i jednocześnie pomoże naszemu związkowi. Chciałabym być tak silna, aby nie płakać kiedy mówi: "ty głupia idiotko, kompromitujesz się przy moich kolegach"... Chciałabym uśmiechnąć mu się w twarz, aby poczuł się takimi słowami zarzenowany... Nie wiem czy jest to możliwe. Ja nie mam w sobie tyle siły i samozaparcia, żeby odrzucić ten ból, który mi sprawia i to wszystko olać... Powiedzcie jak to zrobić... A nie powtarzać: "odejdź".

19

Odp: zdeptane

uciekając od niego dała byś mu satysfakcję z tego że miał rację na Twój temat.
zapisz sie na coś na jakiś kurs dodatkowy język, poolewaj go trochę i powiedz że masz baaaardzo dużo pracy i nie masz czasu np na sex albo na wypad ze znajomymi i niech idzie sobie sam.
Kiedy mówi do ciebie że jesteś mało ambitna, walnij ripostę żeby mu się parszywa gęba zamknęła. Na słowa "kompromitujesz się przy moich kolegach" odpowiedz mu "nie kochanie to Ty teraz kompromitujesz się w moich oczach skończ bo żal mi ciebie" nie daj się matko święta !! przypomnij sobie jaka byłaś kiedyś !!! ruszaj do boju i pokaż mu kto tutaj jest ten gorszy !!!!!!! nie szkoły ani papiery mówią o inteligencji człowieka ale to jakim jest w stosunku do innych !!

20

Odp: zdeptane

UUU... no taaak. Tak się składa, że właśnie zaczęłam podyplomówkę. No i taka oto sytuacja... W ten weekend miałam pierwsze zajęcia, o których wiedział doskonale on i pół jego rodziny... W środe dowiaduję się, że mają jakąś rodzinną imprezę w restauracji i oczywiście, że wiedziałam przeciez o tym już 2 tygodnie temu (oczywiście nic nie wiedziałam, a gdybym sie wtedy dowiedziała od razu powiedziałabym, że przyjść nie mogę). Rozmowa na ten temat w środę skończyła się tym, że >>chciałabym jechać, ale jeśli wyjedżają o 13 i nie mogą na mnie godzinę poczekać to trudno, nie pojadę<<. Miałam nawet wrażenie, że jego :"trudno nie ma mowy żebyć jechała" miało być w jego mniemaniu jakąś karą dla mnie... No i wczoraj zaczęło się... "Ale rozumiem, że ty jedziesz jutro z nami, bo rodzicom już powiedziałem, że jedziesz i przyjada po nas o 13". Więc ja na to, że przecież wiesz o tym od dawna, że mam szkołę i nie jadę. No to on na to, ze przecież ustalaliśmy, że nie pójdę na zajęcia, albo się zwolnię o 12 (oczywiście nie było o tym wcześniej mowy). I krzyk: "Robisz mnie w konia, olewasz mnie, nie szanujesz mojej rodziny, dlaczego sie nie możesz zwolnić? Nie chcesz po prostu..." itp itd. Oczywiście na imprezę nie pojechałam, mój facet obraził się na mnie, nawrzeszczał, że jestem beznadziejna, że3 jaka to ja zła jestem i samolubna... dzisiaj rano chyba już mu przeszło, chociaz trudno powiedzieć... W każdym razie jak wychodziłam do szkoły powiedział papa... I tak to już jest kiedy postępuję tak jak zaproponowała szirina. Przypomina mi się sjeszcze jedna sytuacja... Kiedy mieliśmy iść na urodziny wspólnej koleżanki, za którą tak naprawdę nie przepadam. I w rezultsacie powiedziałam, że nigdzie nie idę. Ojojojoj... Ale był wrzask... Że jestem dzika, że nidy mi tego nie zapomni... I nie zapomniał.. Często mi to wypomina.

21

Odp: zdeptane

to powiedz mu że nie jesteś jego własnością i swoje zdanie mieć możesz. masz prawo do tego żeby coś chcieć a czegoś nie. jeśli mu się nie widzi to niech znajdzie sobie inna która będze wszystko robiła pod dyktando ale gwarantuje że po 2 miesiącach mu się znudzi. do tego z jakiej paki ty masz rezygnować dla niego ze sowich planów czy życia ?? masz zajęcia i koniec. zwolniła byś się gdybys uznała że to możliwe ....... ehh nie rozumiem aż mi ciśnienie się podnosi

22

Odp: zdeptane

Naprawdę trudno jest Ci cokolwiek doradzić , wszystkie próbowały i jak piszesz nic z tego nie wychodzi . Twoja sytuacja jest bardziej skomplikowana niż się wydaje , co byś nie zrobiła zawsze jest źle . Próba buntu do niczego dobrego nie doprowadzi  będą kłótnie i wyzwiska . Nie wiem czy odwrotność tego zdała by rezultat , sądzę że też by nic z tego nie wyszło . Zupełne olewanie ,Ty w domu on poza nim i na odwrót on wraca Ty wychodzisz nie tłumacząc gdzie . Nie wiem , masz problem oczekujesz pomocy od kogoś a nikt tak naprawdę nie pomoże ci w tym bo wszystko nie daje żadnego rezultatu . Sama musisz dojść do tego czego naprawdę od życia oczekujesz , czego pragniesz . Nieraz wydaje nam się, że to ten jedyny a w zupełności wychodzi co innego . Jednak pamiętaj życie jest zbyt krótkie na to by je marnować na bezsensowne czekanie.

23

Odp: zdeptane
strusia napisał/a:

Zostawić, zostawić... Najłatwiej powiedzieć.. Wydawać by się mogło, że to najprostsze wyjście... jednak najtrudniejsze. Nie wyobrażam sobie tego, myślałam o tym, ale dla mnie jest to tak nierealne jak wyjazd na grenlandię.. Chcę ratować ten związek.. Napisałam o mojej sytuacji na forum, bo oczekiałam, że któraś z was będzie wiedziała co mogłabym zmienić w swoim zachowaniu, aby nie dawać się kontrolować, aby zauważył, że kiedy mi naubliża to do niczego go to nie doprowadzi, że to będzie w skutkach gorsze dla niego niz dla mnie. Chciałabym aby zaczął żałować swoich słów, ale nie dlatego, że na niego nawrzeszczę, zacznę ryczeć i usłyszą sąsiedzi, tylko dlatego, że jemu będzie źle z tym, że mógł do osoby, która tak wiele dla niego robi, z którą tyle przeżył i która wie o nim więcej niż ktokolwiek inny w tak chamski sposób się odezwać... Chcę pracować nad sobą i jednocześnie nad nim. On nie jest złym człowiekiem, jest sfrustrowany, wiem, że ma ze sobą pewne problemy, mam wrażenie, że boi się ludzi i... rzeczywiście czuje się gorszy, bo ja mam lepszą pracę, bo czasem więcej wiem, bo nie krępuję się przy publicznych wystąpieniach. Frustrację wylewa na mnie... To muszę zmienić, moja odpowiednia postawa pomoże jemu i jednocześnie pomoże naszemu związkowi. Chciałabym być tak silna, aby nie płakać kiedy mówi: "ty głupia idiotko, kompromitujesz się przy moich kolegach"... Chciałabym uśmiechnąć mu się w twarz, aby poczuł się takimi słowami zarzenowany... Nie wiem czy jest to możliwe. Ja nie mam w sobie tyle siły i samozaparcia, żeby odrzucić ten ból, który mi sprawia i to wszystko olać... Powiedzcie jak to zrobić... A nie powtarzać: "odejdź".

Byłam w toksycznym związku przez prawie 2 lata. Wiem, jak trudno jest odejść, bo próbowałam wiele razy, a wszyscy moi znajomi mieli dla mnie również tylko jedną radę, z której ja akurat nie umiałam skorzystać - uciekaj. Włożyłam w to całą siebie i trzymałam się głupiej iluzji, że moja miłość cokolwiek zmieni, składałam go jak potrzaskaną szklankę i wmawiałam sobie niesamowite bzdury - że gdyby nie był taki okropny, na pewno bym go nie wybrała, że wystarczy z mojej strony jakaś zmiana, żeby i on się zmienił.
Tak naprawdę żadna z nas nie jest w stanie Ci pomóc, masz jak każdy człowiek określone siły, żeby sobie z czymś radzić i w końcu Ci ich zabraknie.
To trochę jak z alkoholikami, którzy b. często rozumieją potrzebę ratowania swojego życia nie wtedy, kiedy stoi wokół nich zastraszona i przerażona rodzina, ale wtedy, gdy... Zostają całkiem sami. I w większości przypadków najlepszą pomocą, jaką mogą uzyskać od bliskich jest właśnie zaprzestanie prób pomocy.
Ale to taka drobna dygresja, a wracając do Ciebie - nie ma magicznego sposobu, który sprawi, że on przestanie wylewać frustrację na Ciebie. Nie ma antidotum na jego charakter. Nie ma nic, co mogłabyś zrobić dla niego, dlatego tak uparcie i nie na złość Tobie powtarzamy, żebyś zaczęła robić coś dla siebie. Bo tylko to Ci przyniesie tą siłę i samozaparcie, których będziesz prędzej czy później potrzebowała.
Nie Ty jesteś dla związku, a związek dla Ciebie. Puść iluzję, złap się życia, bo dostajemy w nim to, o co prosimy. Jeśli zadowalamy się takim partnerem, nie możemy oczekiwać, że stanie obok nas z dnia na dzień ktoś o niebo lepszy. A Twój facet nie jest "składnikiem", tylko raczej "produktem" - jest ukształtowanym, dorosłym mężczyzną i nie da się go zmienić. Gdyby Twoje uczucie i Twoje zdolności, jakie nie były, mogły na niego wpłynąć, już dawno by to się stało.

Dodam jeszcze tylko, że ja znalazłam w sobie siłę i samozaparcie, kiedy mnie przewieziono do Miejskiego Ośrodka Interwencji Kryzysowej. Na tamtym etapie związku - choć mój były stosował wobec mnie zawsze "tylko" przemoc psychiczną - miałam już nie tylko zszargane nerwy, ale i zdrowie. Zapłaciłam wysoką cenę za swój altruizm... A pół roku wcześniej szłam w zaparte, uważałam, że nigdy w takie miejsce nie trafię i mój związek wymaga zaledwie paru poprawek.
Mam nadzieję, że z Tobą będzie inaczej...

24

Odp: zdeptane

najtrudniej jest stosowac nam rady innych osob jesli chodzi o milosc, serce, faceta... ale naprawde... nie bedziesz przy nim szczesliwa, to nie facet dla ciebie.

25

Odp: zdeptane
Promyczek napisał/a:

najtrudniej jest stosowac nam rady innych osob jesli chodzi o milosc, serce, faceta... ale naprawde... nie bedziesz przy nim szczesliwa, to nie facet dla ciebie.

To nie jest facet dla niej, ani dla zadnej innej kobiety. Trzymajmy sie z dala od takich typow!

Posty [ 26 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024