Witam.
Mam problem nie tyle ze swoim związkiem, co z odbiorem go przez moją mamę, ale po kolei. Jestem ze swoim chłopakiem dopiero od pół roku. Związek zmierza ku poważnemu, jednakże nie śpieszymy się za bardzo. Za wcześnie jeszcze na wielkie słowa, deklaracje, wspólne mieszkanie. Zaczynają się rozmowy na ten temat, ale są one bardzo ogólne, to nawet jeszcze nie plany, a nasze własne gdybania. Jednakże moja mama uważa, że w moim wieku powinnam patrzeć się na każdą znajomość poważnie, bardzo poważnie. W znaczeniu ślub, dzieci, bo ludzie pomyślą, że jestem dziwna. A ja na takie kroki nie jestem wcale gotowa. Co więcej nie podoba jej się, że to ON. Powiedziała mi wprost, żebym nie ograniczała się, nie zamykała na tego jednego. A w zasadzie nie wiem jak takie stwierdzenie mam interpretować.
Wszystko się skomplikowało, kiedy mama dowiedziała się, że ja i mój chłopak uprawiamy seks. Zaskoczyło mnie, jak dokładnie wszystko chciała wiedzieć. Gdzie, w jaki sposób, jak często. Czy się zabezpieczam (to pytanie całkiem skądinąd zrozumiałe, martwi się). Problem polega też na tym, że mama nie ma zielonego pojęcia o antykoncepcji. Pomimo mojego wieku, do którego tak lubi się odnosić ("nie jesteś już taka młoda" - no przepraszam, nie skończyłam jeszcze 26 lat), potrafi wybiec za mną z domu i się zapytać czy wzięłam "lekarstwa" (tak ładnie określa moje tabletki antykoncepcyjne), a wcześniej musiałam jej dokładnie wyjaśnić, że tabletki się połyka. Czuję się mocno kontrolowana. Wczoraj spóźniłam się do domu godzinkę, bo się zasiedzieliśmy z chłopakiem. Uprzedziłam, zadzwoniłam, żeby się nie martwiła. Zdarza się. W domu czekała mnie awantura, że się nie szanuję. Starałam się wyjaśnić. Nie udało się.
Bardzo boli mnie, jak mama potrafi mi przez cały czas mówić, że mam za małe piersi, że nie mam pupy, że źle się ubieram, że nie wyglądam tak, jak ona by chciała, żebym wyglądała, że ona by mi radziła inną fryzurę (obraziła się, kiedy powiedziałam, że w takiej mi dobrze). Ale w momencie, gdy rozmawiamy o moim chłopaku, to zmienia front i stwierdza, że jestem dla niego za ładna, za zgrabna, za inteligentna. On może faktycznie nie jest niesamowicie przystojny, ale czy to się naprawdę liczy? Mnie się podoba taki jaki jest. Ja mu się podobam taka jaka jestem.
Nie potrafię jej wytłumaczyć, że nie wiem czy mój obecny partner jest TYM JEDYNYM, że na to jest jeszcze za wcześnie, że chcę się upewnić. Głównie upewnić siebie, że jestem już gotowa by myśleć w tych kategoriach. Jest to pierwszy taki związek w moim życiu. Pierwszy fizyczny kontakt, pierwsze "porozumienie dusz"... Może zaczęłam późno, ale przynajmniej podchodzę do tego z głową. Mama z kolei widzi świat tylko w białych i czarnych kolorach. Albo ślub, albo koleżeństwo. Albo miłość, albo nienawiść. Nie dogadamy się w tej kwestii. Mojego chłopaka nie nazwie inaczej, jak "twój kochanek", a to bardzo boli, bo dotyka nie tyle jego, a mnie.
Cała ta sytuacja wpędza mnie w niesamowite poczucie winy. Nie potrafię już myśleć o sobie w dobrych kategoriach i bardzo mi z tym ciężko.