Po cichu licze na pomoc płci pieknej, ja juz powoli zaczynam tracic wiare w to, ze moj zwiazek wroci znowu na prosta, kto wie, moze otrzymam od Was jakies rady badz opinie, tak czy inaczej wizyta tutaj powinna okazac sie pomocna. ![]()
Wypada zaczac od tego, ze oboje mamy po 18 lat, jestesmy w zwiazku prawie 10 miesiecy i jak to zawsze bywa - na poczatku znajomosci bylo wspaniale, moglismy rozmawiac do rana, ogolnie sielanka, oboje mowilismy sobie, ze lepiej byc nie moze. Wszystko zaczelo psuc sie praktycznie z dnia na dzien, kiedy to moja luba wrocila z ogniska z kolezankami. (Wypada tutaj dodac, ze na pewno nie popelnila glupstwa na tym spotkaniu, tego akurat jestem absolutnie pewien) Unikała mnie, wedlug niej wszystko bylo jak najbardziej w porzadku i nie mam sie czym martwic. Po niecalym tygodniu przyparlem ja do muru, zabralem do swojego mieszkania i powoli dowiedzialem sie o co w tym wszystkim chodzi.
Otóż okazalo sie, ze jest w kropce, gdyz:
1) Jest jej ze mna dobrze, ale tez chcialaby sie w zyciu wyszalec, bo "zycie ma sie tylko jedno
i potem mozna zalowac, ze nie wykorzystalo sie go do konca."
2) Jestem wspaniałym czlowiekiem i nie chce sie ze mna rozstawac, gdyz jest jej dobrze i boi sie, ze drugiej takiej osoby jak ja nie znajdzie.
Krotko mowiac, byłem zaskoczony jak nigdy, po wspolnej rozmowie, jej placzu, uznala, ze zostaje.
Po przejsciu przez ten maly kryzys bez wiekszych strat uznalem, ze zostal on zazegnany i nie mam sie czym martwic. Nie za dlugo bylo mi dane ustac przy tej opinii, na naszym wspolnym wyjezdzie znowu wszystko sie posypalo, tym razem nie jestem bez winy, otoz dla smiechu wykapalem sie z kolega w wannie, oczywiscie w ubraniu. Gdy tylko sie o tym dowiedziala przestala sie do mnie odzywac, i doszla do wniosku, ze znowu musi sobie wszystko przemyslec. Zdaje sobie z tego sprawe, ze popelnilem glupstwo, przepraszalem, jednak wszystko na nic. Jedyne co udalo mi sie dowiedziec, to to, ze chyba moge poczekac pare dni do czasu, kiedy to moja dziewczyna podejmie decyzje.
Rzeczywiscie, po paru dniach umowilismy sie na spotkanie, na ktorym to dowiedzialem sie, ze odchodzi, choc pewnie bedzie jej mnie brakowalo i z pewnoscia bedzie zalowac swojej decyzji, ale taka podjela decyzje i nie wypada jej zmieniac. Tak wiec stalo sie, rozeszlismy sie, by po paru dniach odezwac sie do siebie i ustalic, ze moze wrocic, a ostateczna decyzje podejmie w ciagu 2 dwóch najbliższych tygodni.
Musze przyznac, ze na jej powrot nie musialem dlugo czekac, po niecalym tygodniu wybralismy sie razem na przyjecie urodzinowe do znajomych. Alkohol zrobil swoje, zaczela sie do mnie przytulac, przepraszala, ze mnie rani, ale niestety ma taki charakter, ktory to nie pozwala jej zdecydowac. Nazajutrz odezwalismy sie do siebie, uslyszalem, ze dobrze sie stalo, gdyz w sumie decyzja zostala podjeta przez nia, ale tez tak jakby o bok niej, co w obecnej sytuacji i jej charakterze jest jej bardzo na reke.
Od tamtego dnia minelo juz pare tygodni, niby wszystko jest ok, ale gdyby tak podsumowac okresy w ktorych to bylo dobrze, a te nastepne w rozmaitymi problemami łatwo moge zauwazyc, ze zniknely drobnostki takie jak naprawde dlugie i rozbudowane smsy, trzeba przyznac, ze pelne czulosci i ciepla, wszelkie zwroty typu "Kocham Cie" czy "tesknie". Zapomniec moge rowniez o jakimkolwiek spontanicznym przytuleniu czy buziaku, chyba ze jestesmy sam na sam.
Hm, po napisaniu tego dlugiego monologu i moich wczesniejszych przemysleniach dochodze do wniosku, ze dalem sie owinac wokol palca i to w sumie moja dziewczyna gra pierwsze skrzypce w tym zwiazku. Jestem typem czlowieka spokojnego, nigdy nie podnioslem na nia glosu, zawsze staram sie wytlumaczyc wszystko na spokojnie i to jest chyba wlasnie moj problem, mam wrazenie, ze trzebaby bylo czasem porzadnie huknac, moze wtedy ktos tutaj poszedlby po rozum do glowy. Zdaje sobie sprawe, ze obiektywizmu w moim poscie pewnie ze swieca szukac, jednak w miare rozwoju sytuacji i jako takim ochlonieciu postaram sie wytlumaczyc wszystkie zawilosci.
Nadszedł koniec mojej tury, czekam na Wasz ruch. ![]()