netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Niezdecydowana żona - moja historia

235 odpowiedzi47 578 wyświetleńzałożony przez zodiac87, 31.12.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Niezdecydowana żona - moja historia

Strony 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 236 ]

1

Temat: Niezdecydowana żona - moja historia

Witam Was wszystkich.

Nie da się krótko opisać mojej historii - postaram się to zrobić jak najspójniej ? o  resztę dopytacie ?

Nasza historia zaczęła się ok. 4 lat temu (obecnie ja 30 ona 26 lat), Znaliśmy się wcześniej a nasze drogi skrzyżowały się intensywniej krótko po tym, jak zostawiła swojego chłopaka (mojego  znajomego) z którym była 5  lat (miała wtedy 22 lata). Zostawiała go  z 3  razy w tym raz na dłużej na ok 6 miesięcy.  Zaczęło się niewinnie od GG. Ona w tym czasie szalała ?imprezy  itp. Ja to na początku traktowałem jako zwykłą rozmowę ? bardzo ją ceniłem i cenie do dnia dzisiejszego za inteligencję ? świetnie mi się z nią rozmawiało ? mieliśmy wiele spójnych poglądów i upodobań. Po kilku miesiącach przerodziło  to  się w uczucie z ?motylkami? od pierwszego spotkania F2F -  i z jej i z mojej strony. Ważne jest, że to  było z jej inicjatywy ? tak naprawdę to można powiedzieć, że mnie zaciągnęła do  łóżka?  ? Latałem za nią jak szalony ?potrafiłem co noc wrócić od niej o 3 w nocy przez całe miasto pieszo a na 7 iść do pracy? Byłem jak  cyborg (hormony wink ) Byliśmy w sobie zakochani i to bardzo mocno! Jednak z jej strony od początku była  chęć nie dawania ?ram? dla tego co nas łączy. ?to że się spotykamy nie znaczy ,że  jesteśmy razem?? Po jakimś czasie uznała, że  lepiej jak nie będziemy się spotykać i że chce się rozstać. Wytrzymała 3 dni a ja już byłem u niej z powrotem?  Sytuacja taka powtórzyła się jeszcze kilka razy i za każdym razem prosiła, żebym przyszedł, że nie potrafi żyć beze mnie . Ja? Wracałem... Ostatecznie zostaliśmy parą. Byliśmy razem.

Tak na marginesie. Gdy cała sprawa wyszła na jaw nie  zostaliśmy w naszym otoczeniu zaakceptowani. Ja zostałem uznany za zdrajcę kolegi ona za ?sukę?? Próbowałem ratować sytuację wśród znajomych tłumaczyć jak to wszystko wygląda ponieważ uważam że emocje z czasem opadają a  nie należy palić za sobą mostów. Ona jednak uniosła się honorem i ?. Zostaliśmy sami. Nie przeszkadzało nam to jednak bo nie potrzebowaliśmy niczego  innego . I tak przez 4 lata co dzień razem. Dzień za dniem.
Ona nigdy nie przepadała za  wychodzeniem gdzieś, nie ?lubiła ludzi?. Raczej sama, w domu. Znajomi ją drażnili. Przez cały okres wydałem całą swoją kasę na prezenty, niespodzianki  i co  ważne sprawiało mi to WIELKĄ radość. W sumie to ja ją utrzymywałem. Do tej pory rozbieżność w naszych zarobkach jest dwukrotna na moją korzyść ? ale to nie było i nie jest to dla  mnie istotne ? nigdy nie byłem  osobą, która liczy pieniądze.

Taka sytuacja trwała około roku. W międzyczasie zmieniłem pracę (nie kończyłem tak jak dotychczas o  15.00. Coraz częściej wspominała o ślubie, że nie ma na co czekać. Kochałem ją szalenie układało nam się byłem pewny jej uczuć. Zawsze powtarzała, że jestem zdolnym człowiekem, który dojdzie do  czegoś w życiu. Zachęcony oświadczyłem  się. 2 lata tamu wzięliśmy piękny ślub i zrobiliśmy naprawdę niezłe wesele.

Do sedna:

Problemy zaczęły się w tym roku. Zona została kierowniczką w urzędzie, w którym pracuje (po 1,5 roku pracy ? jest b.zdolna i ambitna). Ja też objąłem kierownicze stanowisko. W kwietniu wzielismy kredyt na 30 lat i kupiliśmy mieszkanie. Zaczęła się proza życia, monotonia. Szczerze się Wam przyznam, że przez pracę zaniedbaliśmy nasz związek. Ja dodatkowo przytyłem przez te dwa lata  - nie byłem już takim ?ciachem? jak na początku wink We wrześniu 3 dni przed rocznicą powiedziała mi, że mnie już nie kocha. Że nie traktuje mnie jak swojego mężczyznę. Że jestem jej bardzo bliską osobą  ale nie czuje już do mnie chemii i, że  chce rozwodu i chce mieć jasną sytuację. Dusi się od dłuższego czasu w małżeństwie i jest jeszcze na tyle młoda, by ułożyć sobie życie z kimś innym, że zaczęła zwracać uwagę na innych mężczyzn i że przeprasza, że nie wyszło? Odpowiedziała mi, że mnie nie zdradziła i że nie ma nikogo na horyzoncie?
Zauważyłem, że od jakiegoś czasu przed tym jak zażądała rozwodu chowała  przede mną telefon. Nie rozstawała się z nim na krok. Gdy się zapytałem czy coś przede mną ukrywa odpowiedziała mi, że treść tych smsów nie jest przeznaczona dla mnie? Zmieniła hasło  do swojego  laptopa itp.

Nagle zaczęła odnawiać swoje stare znajomości (te same osoby, z którymi kiedyś nie chciała mieć nic do czynienia), kupować nowe ciuchy - szaleństwo

Byłem w szoku ? nadal  jestem. Udało  mi się podstępem wynegocjować separację. Niechętnie ale zgodziła się Mamy sądowo ją orzeczoną już (szybko działała).

Taka sytuacja trwa od września. W między czasie zaczęło  robić się normalnie ?przytulanie, sex, kolacja ? po czym wybuchła, że dla niej tak nie może być, że wracam od  razu do normalności, że ona tak nie potrafi. Wyprowadziła się do rodziców. Wytrzymała tydzień ? ?jakoś tęsknię za  Tobą ? przyjedź po mnie? i już ją przeprowadziłem z powrotem . Nie mogę wymagać od niej by się wyprowadziła i nie chcę tego  nawet. Ma tu super warunki bytowe to też i jej mieszkanie i ma do tego  pełne prawo.
Ostatnio powiedziała, że na początku nie  chciała  tej separacji ?teraz nie jest pewna, że nie wie czego  chce. Nie wie czy mnie kocha czy nie.  Że musimy dać sobie czas a jak ja będę na nią czekał to  ok. Jeżeli nie to to zaakceptuje.
I tak siedzę dziś w Sylwestra sam. Ona mimo, że wczoraj ponownie stwierdziła, że jest już stara. Nie czuje się już na siłach na imprezę spakowała dziś  torbę podróżną i  kieckę . Nie zapytałem jej gdzie  idzie ? honor  mi na to  nie pozwala. Na odchodne powiedziała, że musi mi być bardzo ciężko i czy chcę aby mnie przytuliła?  i że to nie jej wina, że nie czuje  tego  co ja..
Ona odżywa, chodzi  na imprezy, ma głód poznawania nowych ludzi i flirtowania z facetami ? mówi o  tym  mi wprost. Jednocześnie zapewnia, że nie szuka nikogo i  chce siebie odkryć na nowo. Mało  tego zachęca mnie do tego samego. Mówi, że byłaby szczęśliwa gdybym poflirtował z innymi laskami, umówił się  na niezobowiązującą  kawę itp?
Ja? Jestem zdemolowany tą sytuacją.

Zastanawiam się corobić??

2

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Odseparuj się od niej. Co ta kobieta z Tobą wyprawia? Robi co chce. Gdzie tu jest małżeństwo, odpowiedzialność, szacunek. Przerażające. To co opisujesz jest takie szczeniackie, niedojrzałe. Jak się odseparujesz, to ona będzie musiała ponieść konsekwencje swoich zachowań (jej własne wybory mogą przynieść stratę Ciebie, musi to poczuć). Poczytaj sobie (dziś masz dobry dzień smile) książkę (jest w Internecie) " Jak kochać i być kochanym. Pomoże smile.

3

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Hej!

Z bólem serca czytam takie historie...., zreszta moja niewiele sie różni od Twojej. Moj maz odszedł, bo potrzebował wolności. Zostawił mnie z dwójką dzieci....

Twoja zona jest niedojrzała emocjonalnie. Czy dorośnie i zechce wziąć odpowiedzialność ze WASZE zycie..? Pewnie nikt tego nie wie.
Jedno co możesz zrobic to zadbać o siebie. Jej myślenia nie zmienisz, jeśli sama tego nie bedzie chciała. 
A tak na marginesie tez sama spędzam Sylwestra, ale jest całkiem przyjemnie.
Pozdrawiam i dużo sił Ci życzę!

4

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Dzięki za lekturę na 100% skorzystam dziś smile

Totalna separacja jest b. ciezka. Nie stać mnie na wyprowadzenie sie (ew. koszty stancji + spłata połowy kredytu)... O niej już nie wspomnę...

OD kilku dni nie odzywamy się do siebie wcale z m mojej inicjatywy. Tylko zdawkowe tak i nie, proszę itp. Widzę, że ona znosi to bez problemu, w  przEciwieństwie  do mnie....  Cały czas przychodza do  niej smsy... non stop.

Do tej pory codziennie pisalismy smsy. Czułem, że Ona chce utrzymać kontakt ze mną.

Zdałem sobie sprawę z absurdalności mojego zachowania. Mimo naszej  sytuacji spaliśmy razem, przytulałem ją. Jej to nie przeszkadza. Uważa takie  rzeczy za konwenanse, które ktoś tam kiedyś wymyślił i że trzeba mieć otwartą głowę. Nawet kupiłem jej nowy zegarek i perfumy a uwierzcie mi kasy przy tym nie żałowałem.

A propos zdrady. Rozmawialiśmy kiedyś na ten temat i zna Ona moje zdanie, że ja nie akceptuje zdrady... Dlatego nie ufam jej gdy mówi, że nie zdradziła. Straciłem zaufanie  do niej.


wychodzę chyba na frajera...

Ona ma pewność, że ja będę czekał na nią zawsze...

Cięzko żyć obok osoby, którą się kocha i widzieć ją każdego  dnia widząc jak dobrze sobie radzi w tej sytuacji.

5

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia
zodiac87 napisał/a:

wychodzę chyba na frajera...

Ona ma pewność, że ja będę czekał na nią zawsze...

No właśnie, odbierz jej tą pewność. Stań się dla niej szorstki, nie bądź na każde jej zawołanie. Zadbaj o swoją godność.

6

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Ok...

Tylko, że ja nie chcę by moje życie z kimś wyglądało jak jakaś gra w "gonienie króliczka"...

Może jakiś niedzisiejszy jestem. Nie wiem. Potrzebuje jakiejś stablizacji w życiu. Myślałem, że już na to pora. Wydaję mi się, że moja jeszcze żona potrzebuje czegoś innego. Chociaz nie do końca bo jak sama stwierdziła kilka dni temu: "Mam kochającegomęża, dobrą pracę, ładmne mieszkanie.... czego mi brakujedo  szczęścia?..."

Coraz częściej zastanawiam się czy jesteśmy dla siebie pisani i czy nie powinienem jej po prostu puścić... sad

7 Ostatnio edytowany przez assassin (2013-12-31 21:43:05)

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Witaj
Pomyślałeś czego Ty chcesz? Ratować czy zacząć coś nowego? Chociaż z tą osobą to już jak mawia moja sąsiadka "po ptokach".

Nie chcę Cię dobijać ale z całą pewnością od dłuższego czasu "rysujesz" sufit i ściany waszego mieszkania. Twoja żonka odpłynęła, a tego statku nie da się raczej zawrócić do portu. Mam nadzieję że orientowałeś się już w temacie konsekwencji rozwodu bez orzekania i z orzekaniem.
Jesteś młodym gościem, więc bez problemu ułożysz sobie życie z kimś innym, kiedy tylko pozbędziesz się wraka(Twoje małżeństwo) i kotwicy(mieszkanie).
Na marginesie wyrazy współczucia. pzdr

PS. Jakieś dowody przeciwko niej oczywiście zbierasz jakby co...

8 Ostatnio edytowany przez ewaonet@onet.pl (2013-12-31 21:43:06)

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Zodiac, wiem o czym piszesz, bo żyłam obok męża kilka miesięcy (na jego żądanie) i uwierz, ze to jest gorsze niż zycie po rozstaniu, bo przynajmniej teraz wiem na czym stoję. Rozumiem, ze trudno zrobic Ci jakis ruch, ale taka sytuacja cię zamęczy! Moj maz tez oczekiwał ode mnie tego, żebym wychodziła z domu, umawiała sie z innymi i miała go gdzieś. Ja tak wtedy nie potrafiłam, bo cały czas nie mogłam uwierzyć w to, ze on mnie tak traktuje. Byłam pewna, ze to przejściowy stan i wszystko wróci do normy. Myliłam sie bardzo..... Żyłam tak dopóki nie odkryłam jego zdrady. Wtedy sie wyprowadził i odetchnął z ulgą. Ale musiałam mu w tym pomoc, bo sam nie wiedział jak należy w takiej sytuacji postąpić.
Trudno przewidzieć co knuje Twoja żona, ale musisz zakładać i taką ewentualność, ze kogoś ma układa sobie swoje zycie na boku, niestety bez Ciebie.

Nie proś jej o nic, nie kupuj, nie pytaj.... Wiem, ze to trudne, ale jak sie macie rozstać to lepiej zachować fason i nie dac sie sponiewierać! Uwierz mi, ze wszystko przetrwasz nawet jeśli teraz wydaje Ci sie to niemożliwe.

9 Ostatnio edytowany przez zodiac87 (2013-12-31 21:45:31)

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Chcę ratować,  ale nie wiem jak. Wiem, że teraz nic nie zrobię.


Te tematy mam rozpoznane.

W zasadzie taka sytuacja (rysowanie sufitów) jest od kilku dni. Kiedy powiedziałem jej, że to wszystko bez sensu... że coraz częściej myślę by to zakończyć.

Do tej pory spaliśmy razem - jak w normalnym związku. Jednak to  nie  jest normalne - dlatego biję się z myślami.

10

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia
ewaonet napisał/a:

Nie proś jej o nic, nie kupuj, nie pytaj.... Wiem, ze to trudne, ale jak sie macie rozstać to lepiej zachować fason i nie dac sie sponiewierać! Uwierz mi, ze wszystko przetrwasz nawet jeśli teraz wydaje Ci sie to niemożliwe.

Popieram w całej rozciągłości. Poszukaj też może jakiegoś forum, na którym poprowadzą Cię że tak powiem w kwestiach technicznych (przydatne przy orzekaniu o winie).

PS. Co na to wszystko Twoi jeszcze teściowie?

11

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia
assassin napisał/a:
ewaonet napisał/a:

Nie proś jej o nic, nie kupuj, nie pytaj.... Wiem, ze to trudne, ale jak sie macie rozstać to lepiej zachować fason i nie dac sie sponiewierać! Uwierz mi, ze wszystko przetrwasz nawet jeśli teraz wydaje Ci sie to niemożliwe.

Popieram w całej rozciągłości. Poszukaj też może jakiegoś forum, na którym poprowadzą Cię że tak powiem w kwestiach technicznych (przydatne przy orzekaniu o winie).

PS. Co na to wszystko Twoi jeszcze teściowie?

Trzymają moją stronę. Mam z nimi bdb relacje

12

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia
assassin napisał/a:

Witaj
PS. Jakieś dowody przeciwko niej oczywiście zbierasz jakby co...

Nie ma takich dowodów. Zresztą tak nie uważam.

13

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Teściowie moga byc z Tobą dopóki "piłka w grze", ale jak sprawa sie rypnie moze nie byc tak fajnie. U mnie też tak było....a teraz dla exa są słodcy jak miód, gotują mu obiadki i podtykają pod mordkę:) żałosne!!!

14

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Gdybym był bukmacherem najniższy kurs wystawiłbym na jej podwładnego ew. stażystę.
Poza tym tylko jakiś "policzek" może ją jeszcze otrzeźwić. Pogadaj z nią np. o sprzedaży mieszkania bo masz dość takiego życia i chciałbyś wreszcie zacząć z kimś innym od nowa, a życie z nią pod jednym dachem już Ci się znudziło. Ważne są właściwe słowa. Musi poczuć że Tobie już nie zależy na ratowaniu tego wszystkiego.
Na jakimś forum przeczytałem takie słowa:
"O miłość i szacunek się nie prosi i nie błaga. Miłość musi być mądra, nie pozwalajmy naszym ukochanym na jej wykorzystywanie przeciwko nam."

Na chwilę obecną trzyma was razem mieszkanie, powinieneś zorientować jak dużą stratę należałoby przełknąć przy sprzedaży i rozważyć czy lepiej tego teraz nie skończyć.

PS. Coś na pocieszenie. Nie macie dzieci. Pomyślałeś co by było gdyby w takim przypadku zaczęła tak wywijać. W skrócie masz pecha ale i szczęście zarazem
pzdr.

15 Ostatnio edytowany przez zodiac87 (2013-12-31 22:10:58)

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia
ewaonet@onet.pl napisał/a:

Teściowie moga byc z Tobą dopóki "piłka w grze", ale jak sprawa sie rypnie moze nie byc tak fajnie. U mnie też tak było....a teraz dla exa są słodcy jak miód, gotują mu obiadki i podtykają pod mordkę:) żałosne!!!

Ewa

Myślę, że to jest jak najbardziej normalmna rzecz. Zawsze syn pozostanie synem a córka córką.

Moja żona ma bardzo kiepskie relacje z rodziną. Jej historia nie należała do idealnej. Śmiem twierdzić, że ja mam lepsze relacje z nimi - co nie wyklucza mojego pierwszego zdania.


Widzę, że Ci którzy się do tej pory wypowiedzieli w temacie stanowczo sa na "NIE". I co z tego jak ja siedzę przaed laptopem i czekam na smsa od żony z imprezy sylwestrowej....

Wiem. Czas. Jednak cięzko. Bardzo...

16 Ostatnio edytowany przez assassin (2013-12-31 22:17:45)

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia
ewaonet napisał/a:

Teściowie moga byc z Tobą dopóki "piłka w grze", ale jak sprawa sie rypnie moze nie byc tak fajnie. U mnie też tak było....a teraz dla exa są słodcy jak miód, gotują mu obiadki i podtykają pod mordkę:) żałosne!!!

I znowu popieram. Chociaż zdarzają się wyjątki gdy dochodzi do jakichś patologii ale chyba nie w tym przypadku.

zodiac87 napisał/a:

Widzę, że Ci którzy się do tej pory wypowiedzieli w temacie stanowczo sa na "NIE". I co z tego jak ja siedzę przaed laptopem i czekam na smsa od żony z imprezy sylwestrowej....

Wiem. Czas. Jednak cięzko. Bardzo...

Bo ją kochasz tylko tyle i aż tyle. Poszukaj dowodów to będzie taki kubeł zimnej wody na otrzeźwienie. Na mój gust masz mniej niż 10% szans, że wam jednak wyjdzie, ale to MOJE zdanie. Poza tym ludzie jeśli się kochają to czasem nawet po latach się schodzą i są ze sobą szczęśliwi.

17

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Cieżko jest i bedzie. Nie ma sie co oszukiwać.  Ale przeczytaj co piszesz.....czekasz na smsa z imprezy sylwestrowej, na ktorej bawi sie żona!
Ufffffff ...duzo czasu Ci jeszcze potrzeba albo takich upokorzeń ze strony żony, że sam sięgniesz dna i powiesz dość. I wlasnie tego Ci wszyscy, którzy tu piszą chcieliby Ci zaoszczędzić!

18

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia
ewaonet@onet.pl napisał/a:

Cieżko jest i bedzie. Nie ma sie co oszukiwać.  Ale przeczytaj co piszesz.....czekasz na smsa z imprezy sylwestrowej, na ktorej bawi sie żona!
Ufffffff ...duzo czasu Ci jeszcze potrzeba albo takich upokorzeń ze strony żony, że sam sięgniesz dna i powiesz dość. I wlasnie tego Ci wszyscy, którzy tu piszą chcieliby Ci zaoszczędzić!

Daje do myślenia... bardzo.

Sprzedać mieszkanie z hipoteką będzie bardzo cięzko....


Jak żyć w tym czasie?

Widzę, że zaniedbuję swoją pracę i wszystko to co w niej osiągnąlem. Poniekad dla niej. To co innym zajmuje 5-6 lat ja mam w 3... Uwierzcie mi korporacja, w której pracuje szybko to wychwyci. Tylko, że ja o to nie dbam...

Sęk w tym, że nie widzę sensu. Dla kogo?

19 Ostatnio edytowany przez assassin (2013-12-31 22:39:26)

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia
zodiac87 napisał/a:

..

Sęk w tym, że nie widzę sensu. Dla kogo?

Oj wnerwiasz mnie kolego !!!!
Jak to dla kogo??? A TY to niby kuźwa nikt???!!!!!!

PS. Nikt za Ciebie tego nie rozwiąże a będąc w takim zawieszeniu życie przecieka Ci przez palce. I jeszce jedno żeby coś ratować trzeba mieć z kim w pojedynkę nie ma szans.

20

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Pytań, wątpliwości, buntu... będziesz miał pod dostatkiem. Wlasnie to, że " czekasz" na nią powoduje taki stan u Ciebie. Jeśli podejmiesz decyzje wszystko bedzie zmierzać w jednym kierunku, a tak jestes rozbity i skupiasz sie na jednym. Uwierz mi, ze długo tak nie pociągniesz.

Wiem, ze uczucie do żony jest ogromne i serce nie pozwala Ci inaczej myślec, ale musisz dopuścić do głosu rozum.
Pewnie to brutalne, ale na pewno bedzie zmierzać w kierunku dobrym dla Ciebie!

21

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia
assassin napisał/a:
zodiac87 napisał/a:

..

Sęk w tym, że nie widzę sensu. Dla kogo?

Oj wnerwiasz mnie kolego !!!!
Jak to dla kogo??? A TY to niby kuźwa nikt???!!!!!!

Tak się tylko żalę ;-)

Zawsze robiłem coś dla niej. Ciężko się przestawić na inne tory... Nie potrafię czeprać radości z robienia, zdobywania czegoś dla siebie tylko, Assasin - nie zmienisz tego :-)

Mógłbym się wyprowadzić. OPłacać połowę kredytu+stancję z kosztami. Ale chcę, żyć w miarę komfortowo.Także jakaś myśl o  sobie jescze się we mnie tli. Myślę ,że to nie jest  egozim ponieważ tyle  ile ode mnie dostała materialnie to  szok. Jeszcze raz powtórzę, że nie czynię z tego  faktu gloryfikacji mojej osoby i wiem, że nie o to chodzi w związku. Tyle ,że ona jeste do tego  przyzwyczajona. Zawsze miała to, czego chciała. I ze mną i w poprzednim związku. Teściowie do bidnych też nie należą.

Najgorsze w tym wszytkim jest jest to, że tym związkiem spaliłem wszystkie mosty ze znajomymi. Nie wiem czy da się je odbudować...

22

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Zodiac87, ja mam podobną sytuację, jednak nie jesteśmy małżeństwem...

Ona nie jest warta Twoich starań, nie skoml o miłość... Wiem, co piszę, chociaż dzisiaj mam dzień na "spieprzaj z mojego życia szamciarzu" to jutro (jak i wczoraj) będę wyjcem do księżyca wydzwaniającym do niego z pytaniami, dlaczego mnie tak skrzywdził...

Szkoda,  że nawet jeśli coś się kończy, ludzie nie potrafią tego zakończyć po prostu po ludzku i z klasą.

Pozdrawiam Cię.

23

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Widzę, że każdy z Was czuje mnie.

Tylko co  robić? Jak się teraz  zachować?

Nie wiem.

Miała w przeszłości problemy z depresją. Gdy mnie poznała, weszła w związek - odstawiła depresanty. Wyleczyłem ją.

Chyba to powróciło.

Nie jestem mocnym facetem. Gdybym był kopnął bym w DUPSKO i tyle. Jednak inaczej zostałem wychowany. Rodzice dopiero teraz w tej sytuacji powiedzieli mi, że nie podobało im sie kilka zachowań mojej żony. Wcześniej nie chcieli się mieszać.

Boję się, że zatraciłem wysoką ocenę samego  siebie.

Skomplikowana ta moja miłość. Sam  tego szczerze chciałem. Mimo tego, że jestem  pewny że Ona będzie tego żałowała za rok, dwa, 10lat. Jewdnocześnie wiem, że nie będę w stanie jej tego zapomnieć i to będzie wracało.powiedziała mi wczoraj, że nie jest w stanie otworzyć się całkowicie na kogoś. Nie potrafi  oddać się w całości - pokazali jej to  rodzice swoim związkiem (mąż zdradził żonę)...

Tyszkiewiczówna kiedyś powiedziała, że jak wazon pęknie i się go poskleja to i tak zawsze będzie pękniętym wazonem...

24

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Kolego symptom chowania telefonu, zmiana hasła do laptopa itp . to bojaw zdrady i to na 100%.
Ja z malżonką to samo przechodziłem, więc spokojnie nie walcz o to małżeństwo bo nie ma sensu. Rozwód i niec laska spada. Po latach dopiero załważy swój błąd. NO cóż , to będzie za późno.
Identycznie można powiedzieć jak u mnie. Nie masz dzieci to duży plus, ja musiałem jakoś balansować nazwijmy. Moje dziecko wtedy było najważniejsze i do dziś jest. Jesteś w wieku kiedy ja się rozchodziłem. Głowa do góry, życie zaczyna się po rozwodzie.

25

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Znajomi hmm... potraktuj swoją sytuację tak jakbyś właśnie przeprowadził się sam do nowego miasta, bo jak rozumiem ludzie od CB z pracy odpadają.

Mieszkanie raczej nie byłoby trudno sprzedać kwestia tylko jak bardzo będziesz na tym w plecy.

PS. Dla mnie to dziwne. Facet w separacji, na stanowisku powinien wręcz oganiać się od pocieszycielek. Poszłaby fama w pracy że wolny i kto wie. Może ktoś wybiłby Ci z głowy twoją jeszcze żonę.

26

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia
assassin napisał/a:

Znajomi hmm... potraktuj swoją sytuację tak jakbyś właśnie przeprowadził się sam do nowego miasta, bo jak rozumiem ludzie od CB z pracy odpadają.

Mieszkanie raczej nie byłoby trudno sprzedać kwestia tylko jak bardzo będziesz na tym w plecy.

PS. Dla mnie to dziwne. Facet w separacji, na stanowisku powinien wręcz oganiać się od pocieszycielek. Poszłaby fama w pracy że wolny i kto wie. Może ktoś wybiłby Ci z głowy twoją jeszcze żonę.

Pocieszycielki są. Tyle, że ja nie chcę. I daje to jasno do zrozumienia.

Mieszkanie, to współwłasność. Decyzja o cenie niestety musi być wspólna a ona nie chce "być w plecy". Gdyby to tylko ode mnie zależało...

P.S. Nie można u mnie używać CB - ale rozumiem o co  chodzi i raczej tak. Łączy mnie z nimi raczej stosunek nie sprzyjający wspólnym imprezom....

27

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Witaj, przeczytałam twój post i wiem co czujesz.
Skorzystaj z jej rad, bo twoja żona nie zrozumie, kiedy sama nie poczuje, tego co ty teraz nosisz w sobie.
Taki jest niestety mechanizm, pozwalasz jej na traktowanie się w ten sposób. Wie, zna Ciebie i przewiduje, że jesteś wstanie dużo znieść i nie umiesz cieszyć się życiem bez niej.
Tylko, kiedy wyjdziesz z tych ram, zaczniesz walkę z sobą i pokarzesz ,ze umiesz się śmiać bez niej, bawić w innym towarzystwie i cieszyć się z życia, gdy ona znika, tylko wtedy uratujesz siebie i wasz związek. To jest ciężkie, bo nie twoje, ale jedyna droga.
Nasza tajemniczość, daje drugiemu do myślenia, a ty jesteś już przez nią cały wzdłuż i wszerz przerobiony, zna każdy twój ruch.
Za bardzo się starasz, poszukaj czegoś dla siebie, może sport, wyjście do znajomych, daj jej przestrzeń i pozostaw dłużej niż by chciała w samotności. To wzbudzi w niej strach, panikę i zacznie myśleć jak ty teraz, czuć to co ty teraz.
Jeśli nie, to uwierz mi. NIE WARTO, nic na siłę.
Dziś też jestem sama, dziś mąż zabiega o kontakt zemną, dziś czuje to co ja czułam.
Pozdrawiam i wszystkiego dobrego w tym Nowym roku.

28

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Jak mieszkanie jest wspólnotą to jedno z was będzie musiało spłacić z części. Masz na to max 6 miiesięcy, chyba że sprzedacie mieszkanie. A jak na razie pocieszycielek nie szukaj, gdyż na sprawie będzie chciała to wykorzystać a zarazem siebie wybielać jaka to cudowna żona była.

29

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Tulipan - dziękuję :-)

Co do pocieszycielek -spokojna głowa. W sumie to nie wiem czy taki fakt w okresie separacji ma jakieś znaczenie dla  sądu...

30 Ostatnio edytowany przez assassin (2013-12-31 23:30:37)

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

A ja ciekaw jestem jej reakcji gdyby jednak znalazła się taka pocieszycielka. I nie mówię tu o jakichś romansach...

Spójrz jeszcze z innej strony. Czy gdybyś był dla niej kimś więcej niż tylko bezpieczną przystanią zostawiłaby Cię w samego w takim rozrywkowym dniu. Przyjaciół tak się nie traktuje a co dopiero kogoś z kim się jest w zw. małż., a może jednak się mylę?

PS. CB = ciebie

31

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia
assassin napisał/a:

A ja ciekaw jestem jej reakcji gdyby jednak znalazła się taka pocieszycielka.

W swojej głupocie opowiedziałem jej ojednej takiej propozycji. Ciekawa bardzo była kto to. Ale szybko zapomniała.

32

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia
zodiac87 napisał/a:
assassin napisał/a:

Witaj
PS. Jakieś dowody przeciwko niej oczywiście zbierasz jakby co...

Nie ma takich dowodów. Zresztą tak nie uważam.

Niestety, wbrew Twoim oczekiwaniom, zrobiła z Ciebie tego przysłowiowego "barana-frajera". Ten ktoś wcale nie musi, być kimś na stale, ale właśnie z nim bawi się bardzo dobrze na sylwestra. Wiele mądrych rzeczy opisał assassin, - musisz wytrzeźwieć ze związku nie z alkoholu (nie dzisiaj), a przynajmniej spróbować, żeby dalej myśleć rozsądnie na swoją korzyść.

Zauważ, że pewne rzeczy zgadzają się o jej niepewności przed waszym małżeństwem i tak samo po. Na pewno zgodzę się tu z którąś z dziewczyn, że ona jest zwyczajnie nie dojrzała. Ona Ciebie zaś wykorzystała jak odskocznię czy bądź awans emocjonalny i nie tylko - tak zwaną inwestycję, apropos której zmieniła zdanie.

Teraz apropos dowodów, które muszą być nie tylko dla sądu ale przede wszystkim dla Ciebie, abyś zrozumiał co jest co, bo wciąż próbujesz jej nieświadomie bronić. Pobawmy się w detektywa. Oke?


Telefon:

- masz dostęp do bilingów? - wiesz co dalej zrobić.
- abonament na nią, czy na Ciebie?
- Jak nie jedno, czy drugie (podejrzewam, że macie już te samo nazwisko) zadzwoń do niej (TERAZ), później do operatora jej sieci  dalej Twoja ściema (tu już chyba masz zdolności?), że masz zły kontakt z nią i byś chciał wiedzieć jej lokalizację (strzelam jest na Fidżi) itd itp.

Laptop:

Według mnie najważniejszy dowód i z tego co zrozumiałem z Twoich opisów ona go nie zabrała? Ona zwyczajnie coś w nim chowała. Zdjęcia - nie koniecznie. Ale podejrzewam, że korzystała z jakiegoś programu do odbioru maili i dzięki czemu one są nadal na jej dysku. Dobrze wyszkolony informatyk, z jej danych coocki byłby w stanie wiele wyczytać nawet z jej przeglądarki.

- hasło w laptopie/komputerze to jest bzdura, chyba że dysk jest zakodowany, ale wątpię aby ona domyśliła się. Jest sporo dystrybucji dzięki linuxa, dzięki czemu można poradzić z Win.

- Inaczej można wykręcić dysk i wstawić do swojego, np jako kieszeń, i już za pomocą odpowiednich programów czytać kash z jej programu do maili i przeglądarki (hasła na Facebook), w ogóle przeszukać.


P.s.

Nie umiesz z laptopem poradzić zabierz go do naprawdę dobrego informatyka on juz za Ciebie wszystko zrobi i rozwieje Twoje wątpliwości w jej zdradę.

Mogę założyć się z Tobą na flaszką lub dwie, a najlepiej na kratę browara (lubię Specjala), że po parach dniach wróci i będzie ściemniać bo ona to i tamto (musiała pobyć w samotności ze swoją zabawką) Z tym, że liczę że już będziesz mial na nią dowody.

Kolego trzymam kciuki za Ciebie! Nie daj się zwieść.

33 Ostatnio edytowany przez assassin (2013-12-31 23:47:12)

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia
zodiac87 napisał/a:
assassin napisał/a:

A ja ciekaw jestem jej reakcji gdyby jednak znalazła się taka pocieszycielka.

W swojej głupocie opowiedziałem jej ojednej takiej propozycji. Ciekawa bardzo była kto to. Ale szybko zapomniała.

Fakt usłyszany a ujrzany (ale słowo mi wyszło) to dwie różne kwestie. Poza tym sam przyznałeś że czujesz się jak 7 nieszczęść, a kobiety to doskonale wyczuwają.

Dowody.. nie chcesz ich szukać ale po pierwsze to by Cię otrzeźwiło po drugie chyba zdajesz sobie sprawę, że w przypadku rozwodu bez orzekania jest ryzyko, że będziesz bulił na nią alimenty (w przypadku pogorszenia sytuacji materialnej czy jakoś tak) po trzecie jest maleńka, bardzo maleńka szansa, że zaczęłaby się kajać i wtedy to TY rozdawałbyś karty a nie ona. Jeszcze raz to dobrze przemyśl.

PS. Do rozpracowania haseł wystarczy tylko wyjąć dysk z laptopa, podłączyć do drugiego komputera, ustalić jakiej przeglądarki ktoś używa i poszukać właściwy dla niej program w sieci i po krzyku.

34

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

zodiac87 Posłuchaj człowieka - albo przekonasz się, że zdradzała, albo nie - a w Sądzie ewentualne dowody będą potrzebne, abyś dalej nie byłbyś baranem i aby ona nie myślała, że za nią też będziesz spłacał wasz kredyt.

assassin: wolałbym - bo to jest łatwiej, złamać od razu hasło wejściowe do systemu, mówię oczywiście o Windzie, bo Linux to sorry (nie moja działka - jeszcze uczę się). Znając relację użytkowników, dalej już za darmo, bo hasła już w kash, czyli w pamięci i z automatu nasz autor przeczytałby co tam w temacie.

A z dyskiem, trochę więcej zabawy.

35

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Dowody?

Jeżeli to miałbo by być argumentem powrotu. Nie chcę tego. Wolałbym już to zakończyć i budować od nowa z kimś innym po jakimś czasie.

Mimo wszystko uważam, że telefon ma tu kluczową rolę. Fakt - może to urąga mojej godności. Ale gdybym miał dowód na zdradę. Byłoby mi łatwiej.

Aczkolwiek takowego nie mam. Skończmy temat z włamywaniem się... Proszę

36

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia
zodiac87 napisał/a:

Dowody?

Jeżeli to miałbo by być argumentem powrotu. Nie chcę tego. Wolałbym już to zakończyć i budować od nowa z kimś innym po jakimś czasie.

Mimo wszystko uważam, że telefon ma tu kluczową rolę. Fakt - może to urąga mojej godności. Ale gdybym miał dowód na zdradę. Byłoby mi łatwiej.

Aczkolwiek takowego nie mam. Skończmy temat z włamywaniem się... Proszę

W tej sytuacji -

"Twój cyrk, Twoje zabawki, i Twoja Małpa" jesteś panem swojego  życia. Może jutro jak wytrzeźwiejesz pomyślisz inaczej ale wątpię. Dla mnie temat zamknięty. Z tego wszystkiego wynika, że szukałeś nie tyle potrzymania, ale jak słusznie zauważyłem wcześniej, usprawiedliwienie Swojej żony.

Powodzenia, jak się naliczysz rogów albo potwierdzenia ... nie użalaj się już więcej.

37 Ostatnio edytowany przez assassin (2014-01-01 00:39:49)

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Chłopie
To TY decydujesz co z ewentualnymi dowodami zrobisz !!!!
To Tobie otworzą one oczy lub nie!!!
Nie musisz że tak powiem nikogo niszczyć ani zmuszać do powrotu i do miłości bo tak przecież się nie da sam przecież wiesz!!!

Od września jesteś w zawieszeniu, gdyby to było coś innego niż nr 3 to sądzę że chodzilibyście na terapię małżeńską przynajmniej ja bym tak zrobił.
Nie chcę żebyś mnie źle zrozumiał ale może powinieneś wybrać się do psychologa żeby pomógł Ci to wszystko przetrawić bo jednak parę miesięcy to sporo a sam widzisz, że kiepsko z Tobą.


Mimo całej sytuacji życzę Ci lepszego 2014 niż ten mijający. pzdr

38 Ostatnio edytowany przez asia549 (2014-01-01 00:42:06)

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Ona sie Toba bawi. Jestes dla niej kolem zapasowym na ktore zawsze moze liczyc w razie niepowodzenia z innym. Juz raz zdradzila wczesniejszego partnera wiec nie masz pewnosi ze Tobie tego nie zrobi. Skoro nie stac Cie na wyprowadzke to moze wyjedz gdzies na dwa tyg, wylacz telefon, nie kontaktuj sie z nia i sprobuj odpoczac od tej sytuacji. Pamietaj mieszkanie zawsze mozna sprzedac.

Dowody zbieraj bo lepiej zebys mial rozwod z orzeczeniem jej winy bo jakby tak cos jej nie poszlo w pracy to moze zarzadac od ciebie alimenty na siebie.

39

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Hmm. Z jednej strony Ci współczuje z drugiej rozumiem Was..Byłeś cholernie zaangażowany i jesteś, choć już opadasz z sił..Wydaje mi się że z miłością czasem jest tak, że chcesz ją usilnie zatrzymać, do czasu aż się nie sfinalizuje (ślub, dom, dzieci)...w pewnym momencie wypadasz z tych torów i starasz się wrócić do nich na nowo....Ona twierdzi że jej uczucie się wypaliło, bo tak często jest, piwko, telewizorek, potem praca, powrót, ciepłe kapcie , szafloczek i tak w kółko...To co mi się podoba, to że walczysz o tę miłość...Moim zdaniem też wpadliście w taką rutynę. Moim zdaniem może zrób tak jak ona Ci radzi ( w sumie to ją podziwiam że to zniesie ) to poznaj jakąś koleżankę, może właśnie bardziej wyjdź do ludzi, jakieś nowe hobby, zainteresowania, pomoc...może to otworzy Ci horyzonty, pozwoli nabrać dystansu do rzeczywistości (bo uwierz mi , nie Ty jeden masz takie dylematy) i może będzie Ci łatwiej.

40 Ostatnio edytowany przez zodiac87 (2014-01-01 13:55:05)

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Wiem, ze jej rady są po to by Ona sama poczuła sie lepiej. Jakby mi sie udało kogoś znaleźć, to nie miała by takich wyrzutów sumienia jak teraz...

Wiem ze tu rutyna miała swój duży udział w sytuacji. Ale jak sie kogoś kocha i buduje sie z nim rodzine to wydaje mi sie, ze sie z nim siada i o tym rozmawia.

Porzucenie jest moim zdaniem zbyt radykalnej krokiem. Jednak moja żona zawsze działała bardzo impulsywnie i ma tendencje do stawiania spraw na ostrzu noża.

41

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Zodiac świetnie Cię rozumiem,tylko my nie byliśmy małżeństwem....
On też nie wie czego chce, potrzebuje czasu itd....
Ale wiesz co ja już nie chce czekać... Ile osób musi Tobie,mnie powiedzieć,że nie są nas warci?
Nie chcę być dla kogoś opcją a priorytetem! Wiem,że dziś jestem bojowa a jutro mogę płakać ale wiem,że czas to przerwać w mojej głowie i sercu i żyć dalej!!!

42 Ostatnio edytowany przez zodiac87 (2014-01-01 14:31:47)

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Dostałem od niej SMS wczoraj życzeniami o 1 w nocy  "wszystkiego dobrego smile" odpisalem z grzecznosci w podobnym stylu.

Zapytałem sie jej kilka dni temu czy ona nie traktuje mnie jak swoje koło ratunkowe? Odpowiedziała, ze nie jest głupia i gdyby tak było to by była ze mną jak gdyby nigdy nic a w miedzy czasie kogoś szukała i dopiero potem by mnie zostawiła. Znam ja jednak potrafi być bardzo wyrachowana osoba... Stad wątpię w każde jej słowo czy tłumaczenie.

43

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Zodiac liczyłeś,że powie tak mam Cię w zapasie jak z nowym nie wyjdzie?? smile
Mój też tak liczy...dlatego rzuca jakiś ochłap żebym mogła żyć nadzieją....ale ja już nie chcę...dla siebie dla godności dla spokoju....
Wolę być sama i wierzyć że będe kiedyś szczęśliwa niż kochać za dwóch...tak się nie da...

44

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Witam Cię w ten Nowy Rok, przeżyłeś sylwestra sam, dziś jest nowy rok, pamiętaj tak jak dziś będziesz się czuł, co robił, tak cały rok pociągniesz.
Napisz co dziś czujesz, po tylu postach, co ci w duszy gra.
Jesteśmy tu po to aby się wspierać, nie szukajmy nowych sympatii, bo nie o to tu chodzi, czy czujesz się lepiej, jak możesz sobie pomarudzić, wygadać?
Gdyby ludzie umieli korzystać z tych wszystkich rad, kierować się tym co niosą nam mądre książki, zapisami z portali motywacyjnych, to nie byłoby psychologów, czy grup wsparcia, terapii trwających czasem kilka lat.
Sęk w tym, aby starać się nie wracać, przestać nienawidzić, tylko się wyciszyć i szukać spokoju w sobie.
Może właśnie jesteś we właściwym miejscu tu , nieznany, ale wysłuchany przez wielu i czasem uśmiechający się do siebie, myśląc.
Nie jestem sam ilu ludzi przechodzi podobny etap, wielu jest już poza tym, czemu , mnie się to nie może udać.
Żałoba, tak wielu z nas ją teraz przeżywa.
Kredyt, dom, wygodne życie które lubisz, jak poczytasz o mnie to zrozumiesz, że to tak naprawdę nie jest istota problemu.
Przecież te rzeczy materialne już posiadłeś, to i uda Ci się drugi dom zbudować, ten sprzedać, problem w tym, że żyjesz w chorym związku i  nie czerpiesz spokoju z niego.
Popracuj nad sobą, odnajdź swoje ja, POKOCHAJ SIEBIE I MIEJ SZACUNEK DO SIEBIE, to jest teraz do przepracowania, a reszta się ułoży.
Pozdrawiam.

45

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia
zodiac87 napisał/a:

Dostałem od niej SMS wczoraj życzeniami o 1 w nocy  "wszystkiego dobrego smile" odpisalem z grzecznosci w podobnym stylu.

Zapytałem sie jej kilka dni temu czy ona nie traktuje mnie jak swoje koło ratunkowe? Odpowiedziała, ze nie jest głupia i gdyby tak było to by była ze mną jak gdyby nigdy nic a w miedzy czasie kogoś szukała i dopiero potem by mnie zostawiła. Znam ja jednak potrafi być bardzo wyrachowana osoba... Stad wątpię w każde jej słowo czy tłumaczenie.

A Ty myślałeś, że co Co odpowie, na takie pytanie? Że niby powie: " tak tak, jesteś moim kołem ratunkowym, czekaj na mnie, bo się trochę wyszaleję i sobie wrócę do Ciebie, bo wiem, że Ty zawsze będziesz na mnie czekał". Tutaj powinieneś posłuchać rad kobiet, bo my wszystkie babki jednak jesteśmy bardzo do siebie podobne i możemy całkiem trafnie zinterpretować takie zachowania. Miałeś rację pisząc na początku, że jest mądrą kobietą. Owszem, jest, ale do tego bardzo "cwaną bestią", bo wie dobrze, jak z Ciebie zrobić sobie "zaplecze". Zrobisz, jak uważasz, ale otwórz oczy, bo życie przez taką zmarnujesz. Wiesz, serce to jedno, ale rozumu należy się przede wszystkim słuchać. Szczęśliwego nowego roku wszystkim forumowiczom!

46 Ostatnio edytowany przez zodiac87 (2014-01-01 20:23:31)

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Oczywiście, ze to co piszecie bardzo mi pomaga smile świeże spojrzenie na sprawę zawsze warto wziąć po uwagę. Tym bardziej, ze jest we mnie jeszcze b. Dużo emocji i nie myśle racjonalnie...

Jednego jestem pewny. Decyzje musze podjąć sam. Zgodnie z sobą.

Naprawdę lepiej mi po tych wpisach - za co Wam wszystkim dziękuje!!!!

teraz wybralem czas dla siebie i tylko siebie!!!!

Pora sie ogarnąć wink

A żona skoro tak wybrała - nie zmusze ja do niczego. Niech robi to co chce i bierze odpowiedzialność za jej życie.

Jeszcze raz Dziękuje! Będę tu do Was zaglądał smile

47

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Żona dziś mi powiedziała, że  się wyprowadza do koleżanki. Od pon-pt ma wolną chatę ponieważ pracuje ok 100 km od domu.

Powiedziała  mi też, że nie chce jeszcze rozwodu, żę nataką decyzję jeszcze jest za wcześnie...Że ma dość jużtej sytuacji i jest  zmęczona psychicznie.

48

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia
zodiac87 napisał/a:

Żona dziś mi powiedziała, że  się wyprowadza do koleżanki. Od pon-pt ma wolną chatę ponieważ pracuje ok 100 km od domu.

Powiedziała  mi też, że nie chce jeszcze rozwodu, żę nataką decyzję jeszcze jest za wcześnie...Że ma dość jużtej sytuacji i jest  zmęczona psychicznie.

Zaproponuj jej, że to ty wyprowadzisz się z waszego domu, ponieważ nie chcesz aby robiła komuś fatygę. Oczywiście nalegaj na swojej propozycji i obiecuj, że dasz jej przerwę. Jeśli się zgodzi, to będziesz miał spokój, że nikogo nie ma w tej chwili - sąsiedzi, czasami też będziesz mógł wpaść i przekonać się itp. Jeżeli zdecydowanie wybierze opcję koleżanki dla mnie to znaczy, że zrobiła sobie urlop z waszego małżeństwa.

49 Ostatnio edytowany przez zodiac87 (2014-01-03 00:28:42)

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Będzie miała kontrargument. Wyprowadza się do miasta gdzie pracuje (tu gdzie mieszkamy nie pracuje). Że będzie mogła później wstać wcześniej do domu itp, zoszczędzić na dojazdach... odpada

Wiesz...niby ma do tego prawo. Jesteśmy w separacji. Ale umówiliśmy się, że nie będziemy uprawiać seksu z innymi osobami...

Jednak jestem pewny, że jak ona to zrobi to mi nigdy o tym nie powie - nawet jak się zapytam. Zna mój stosunek do tego. Jedyny plus to taki, że wiem gdzie będzie mieszkała...

Jak to  zrobi to na 100% w mieszkaniu koleżanki

Gdybym miał dowód - szybko bym to zakończył.

50

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia
zodiac87 napisał/a:

Będzie miała kontrargument. Wyprowadza się do miasta gdzie pracuje (tu gdzie mieszkamy nie pracuje). Że będzie mogła później wstać wcześniej do domu itp, zoszczędzić na dojazdach... odpada

Wiesz...niby ma do tego prawo. Jesteśmy w separacji. Ale umówiliśmy się, że nie będziemy uprawiać seksu z innymi osobami...

Jednak jestem pewny, że jak ona to zrobi to mi nigdy o tym nie powie - nawet jak się zapytam. Zna mój stosunek do tego. Jedyny plus to taki, że wiem gdzie będzie mieszkała...

Jak to  zrobi to na 100% w mieszkaniu koleżanki

Gdybym miał dowód - szybko bym to zakończył.

Chwila - wyprowadza się do miasta, gdzie pracuje. Mówisz, że wiesz gdzie będzie mieszkała... Naprawdę wierzysz, że wyprowadza się do koleżanki? A nie faceta poznanego w pracy, w tym mieście po pracy, gdziekolwiek? Pamiętaj, koleżanka zawsze będzie ją kryła.

51

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

na 100% wiem, że będzie mieszkać u niej w mieszkaniu.  Mąż koleżanki jest za grancią. Ona pracuje w tygodniu dalego od domu i zjeżdza tylko na weekendy. Mieszkanie stoi puste

52 Ostatnio edytowany przez zodiac87 (2014-01-05 15:43:21)

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Rozmawialiśmy wczoraj całą noc...

Wyciągnąłem z niej kilka rzeczy, o których myślałem już od dawna. Potwierdziła to.

Okazało się, że więcej oczekuje od seksu niż ja jestem w stanie jej dać. Na początku było super były motylki było jej ze mną dobrze w łóżku. Później zaczęło się wszystko psuć . Motylki odfrunęły. Ona przestała czerpać przyjemność z seksu ze mną i przestała myśleć o seksie w ogóle. Myślała, że nie można mieć wszystkiego, że będzie ze mną mimo tego, bo jestem dla niej dobry, wie że nigdy jej nie zdradzę, nie uderzę itp? Nie mówiła mi  o tym, mimo pytałem (na co  się denerwowała) bo czułem, że nie daję jej  tego, czego by chciała, bo nie chciała mnie ranić?  Nasz związek od dawna przyjął formę bardzo partnerskiego a nie było w nim chemii?  Niestety wiem, że fizyczności nie da się przeskoczyć?

Teraz nie wie, czy to jej do  szczęścia wystarczy. Potrzebuje sesku ? ale  nie ze mną. Mnie chce dotykać, czuć moją bliskość itp. Nie jest pewna czy znajdzie osobę, która połączy chemię z innymi rzeczami, które ma ode mnie.
Raczej  mnie nie zdradziła. Ale czy to  w tej sytuacji istotne?

Mimo tego, że moje EGO faceta dostało ?po mordzie?. Jest mi lżej. Nie chcę być z osobą, która nie widzi we mnie obiektu pożądania. Nie czułbym  się z nią jak facet?

To, że nie chce rozwodu to raczej lęk przed samotnością niż niepewność uczuć do mnie. Ona chce mieć we mnie przyjaciela?
Także to raczej  koniec mojej opowieści. Byłoby mi dużo lżej ( i jej pewnie też) gdyby nie małżeństwo, kredyt itp.
Dobrze, że nie skrzywdzimy tym dzieci, których na szczęście nie mamy!!

Rano  przyszła do mojego łóżka i się strasznie  mocno przytulała, obudziła mnie - spałem. Gdy się zapytałem miło co robisz - szybko uciekła do łazienki i kilkoma przekleństwami doprowadziła się do  porządku wink

53

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Co o tym myślicie??

54

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Rozbudza niepotrzebną nadzieję w Tobie...
Nie da się być z kimś tylko dlatego,że zapewnia Ci "święty spokój " musi być iskra,chemia,dobry sex jeżeli jest miedzy ludźmi uczucie...
U Ciebie to raczej stabilizacja trzyma żonę przy Tobie...
Czemu się przytuliła? Z sympatii...

55

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia
zodiac87 napisał/a:

Co o tym myślicie??

Stałeś się dla niej po prostu dobrym kolegą. Mimo wszystko nie wykluczałbym na Twoim miejscu "konkurencji". Spowodowane jest jej nie zdecydowaniem wyboru między stabilnością z Tobą, a nowym "przedmiotem" zainteresowań seksualnych - sam wspomniałeś, że ona potrzebuje mocnych wrażeń. Sam pomyśl i zastanów się, kiedy razem spaliście ze sobą i jak na wasz związek miało to wpływ z Twojego obecnego doświadczenia. Zresztą jak już sam napisałeś, czy to jest ważne, skoro zahaczyła Twoje męskie ego? Niestety Twoja partnerka, ma wahacz uczuć. Mogła z Tobą dużo wcześniej porozmawiać o problemach, a nie trzymać je do dzisiaj, może jakiś seksuolog byłby wam w stanie doradzić. W każdym bądź razie, jak by się nie udało można byłoby rozejść się, bez nie potrzebnych negatywnych emocji.

56

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Też uważam jak Rockfor może być konkurencja... W łóżku lepiej z tamtym ale bezpieczniej z Tobą...
Co wybierze? To już zależy od kobiety..

57

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia
zodiac87 napisał/a:

Rozmawialiśmy wczoraj całą noc...

Wyciągnąłem z niej kilka rzeczy, o których myślałem już od dawna. Potwierdziła to.

Okazało się, że więcej oczekuje od seksu niż ja jestem w stanie jej dać. Na początku było super były motylki było jej ze mną dobrze w łóżku. Później zaczęło się wszystko psuć . Motylki odfrunęły. Ona przestała czerpać przyjemność z seksu ze mną i przestała myśleć o seksie w ogóle. Myślała, że nie można mieć wszystkiego, że będzie ze mną mimo tego, bo jestem dla niej dobry, wie że nigdy jej nie zdradzę, nie uderzę itp? Nie mówiła mi  o tym, mimo pytałem (na co  się denerwowała) bo czułem, że nie daję jej  tego, czego by chciała, bo nie chciała mnie ranić?  Nasz związek od dawna przyjął formę bardzo partnerskiego a nie było w nim chemii?  Niestety wiem, że fizyczności nie da się przeskoczyć?

Teraz nie wie, czy to jej do  szczęścia wystarczy. Potrzebuje sesku ? ale  nie ze mną. Mnie chce dotykać, czuć moją bliskość itp. Nie jest pewna czy znajdzie osobę, która połączy chemię z innymi rzeczami, które ma ode mnie.
Raczej  mnie nie zdradziła. Ale czy to  w tej sytuacji istotne?

Mimo tego, że moje EGO faceta dostało ?po mordzie?. Jest mi lżej. Nie chcę być z osobą, która nie widzi we mnie obiektu pożądania. Nie czułbym  się z nią jak facet?

To, że nie chce rozwodu to raczej lęk przed samotnością niż niepewność uczuć do mnie. Ona chce mieć we mnie przyjaciela?
Także to raczej  koniec mojej opowieści. Byłoby mi dużo lżej ( i jej pewnie też) gdyby nie małżeństwo, kredyt itp.
Dobrze, że nie skrzywdzimy tym dzieci, których na szczęście nie mamy!!

Rano  przyszła do mojego łóżka i się strasznie  mocno przytulała, obudziła mnie - spałem. Gdy się zapytałem miło co robisz - szybko uciekła do łazienki i kilkoma przekleństwami doprowadziła się do  porządku wink

Co o tym myslicie?

Ona chciała by poszaleć z kimś na boku ale jednocześnie mieć ostoje w Twojej osobie. Jak już ma się spokojne gniazdko to trudno z niego zrezygnować stąd te wahania.  Tylko że jak ja przypili chcica to i tak hormony wezmą górę i pójdzie w tango. Jak się wyszaleje to pewnie zatęskni za Tobą i zechce wrócić. Tylko pytanie czy Ty po tym wszystkim będziesz jeszcze w stanie ją przyjąć z powrotem?

58

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Pisze do Was gdy moja żona spokojnie pakuje sie, goli nogi itp.

Zapytałem czy nie lepiej bedzie jak po prostu weźmiemy rozwód i sie  kulturalnie pożegnamy. Ona na to, ze dla niej to tylko formalność bo i tak nie jesteśmy para. A jak mamy być kiedyś ze sobą to ona nie chce małżeństwa. W ogóle dla niej obiecywanie sobie czegoś to wielka głupota bo nigdy nie można być pewnym, ze sie kogoś nie spotka, nie zakocha w kimś innym - więc po co sobie coś obiecywać. Wg. Niej jak mamy być ze sobą to będziemy i ńie potrzebuje do tego małżeństwa...

Jdnoczesnie zaproponowała spotykanie sie w weekendy na "randki". Moim zdaniem chce sobie zapewnić wolny czas. W weekendy nie może mieszkać u koleżanki, więc jedyna opcja to powroty do jej rodziców - czego nie znosi... Może rzeczywiście nie chce ze mną tracić kontaktu...

Jest bardzo dyplomatyczną i mega kulturalna :" czy mogę prosić cię byś podal mimlaptopa, dziękuje Ci bardzo, to miłe z Twojej strony" Nigdy w ten sposób sie do mnie nie zwracała.

Cały czas mówi, ze jest juz stara. Ze nie znajdzie sobie nikogo i ze wie, ze bedzie nieszczęśliwa w życiu bo sama nie wie czego chce...

Jednocześnie wiem, ze bardzomprzezywa. Ale raczej to, ze sie musi wyprowadzić....

Nie wiem jak postąpić w tej sytuacji. Czuje do niej mimo wszystko duza niechęć za to jak szybko zrezygnowała z tegomwszystkiego....

Szczerze? Nie chce chodzić z nią na żadne randki... Nie teraz.

59

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Ale dałeś się urobić. Twoja pani to mistrzyni manipulacji. Weź się wreszcie ogarnij i zajmij formalnościami. Zauważ, że małżeństwo zostało wykończone a teraz wykańczasz się Ty sam. Zacznij wreszcie myśleć o sobie a nie o was.

60

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Zodiac jakie randki na litość... wnoś o rozwód i urwij z nią wszelki kontakt. Ona próbuje toba manipulować by mieć do kogo wracać po harcach.
Ratuj siebie bo tej kobiety już nic nie zatrzyma. Chce się po łajdaczyć to wolna droga tylko nie pozwól by pociągła Cię za sobą.

61

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Panowie. Dla mnie to juz skończone.

Nie chce prosić o rozwód z jednego powodu - Ona tego bardzo chce! Czuje to. To z jej inicjatywy ta cała sytuacja za co została potępienia przede wszystkim przez rodzine. Mimo tego, ze jej stosunki są chłodne, bardzo zależy jej na zdaniu ojca. Gdybym zarzdl rozwodu miała by powód żeby sie wybielic nieco. Bo to przecież nie ona tylko ja chciałem.

Jeszcze dziś dostałem tekst w stlu: " Tylko Ty jesteś moim przyjacielem". Nic mie odpowiedziałem - szkoda słów. Teraz jestem pewny, ze  Zawsze traktowała mnie jak przyjaciela i tylko przyjaciela a to za mało. Tylko dlaczego wzięła ślub (wręcz nalegala), dlaczego kredyt na 30 lat? Jestem pewny także tego, ze jej przyjacielem nigdy nie będę o czym z czasem sie przekona. Nie da sie mieć ciastka i zjeść ciastka.

Nie była o mnie zazdrosna bo przytylem i jej nie pociagalem. ( szybko schudlem i doprowadzilem sie do calkiem dobrego stanu-co ja mega wkurzylo, ze dlaczego dopiero po fakcie...) A jakbym uległ wypadkowi i miał oszpeona twarz ? Odpowiedziałem sobie sam. Na to pytanie.

Miłość dla niej istnieje tylko a dobre. Na złe nie bardzo bo jest jeszcze młoda i może ułożyć sobie
życie z kimś innym. Tylko ze to nie jest miłość- to wyrahowanie w czystej postaci..

Panowie i Panie. Dzięki wszystkim za mega wsparcie i za kopa w dupsko. Oczy sie otwierają!

Jest we mnie b.duzo złych emocji, ale tez siły. Po części dzięki Wam!

62

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Witaj,
sledzę Twój wątek od początku, i od początku wiele było dla mnie jasne. Myślę, że dla Twojej żony po jakimś czasie stałeś się bezpieczną przystanią, do której zawsze mogła wracać, byc może zresztą odeszła emocjonalnie już wcześniej ale nie dawała po sobie poznać, bo tak jej było wygodniej. Czytajc już 1 post wywnioskowałam jakoś, że nie zadowalało jej od jakiegoś czasu zycie seksualne, i zapewne sama sobie stawiała pytanie, dlaczego, myślę też ze dlugo wmawiała sobie, ze ta sfera zycia jej już nie interesuje...być może energię przelała na pracę...Po jakimś czasie - i sądzę, że stało się to z pomocą kogos innego, zdała sobie sprawę, że ta strefa jednak istnieje, że istnieje chemia, że ona jednak może sie w tym spełniać - niestety nie z Tobą:( I to chyba ten moment sprawił, że zaczęła szaleć, uświadomiła sobie swoją kobiecość, moc , (na pewno miała jej świadomośc już wcześniej), nastąpiła euforia, że jednak TO czuje,  a równoczesnie nadszedł lekki kryzys traconej powoli młodości..wierz mi, takie rzeczy się zdarzają, i scenariusz zdarzeń wydawał mi się jasny. Ona nagle zdała sobie sprawę, że istnieją 'jeszcze' te inne emocje, że istnieje chemia (absolutnie jje nie tłuamczę, mimo że chyba wiem co przeżyła, ale ja zachowałam się w tej sytuacji inaczej), że 'starzeje się' (bardzo znamienne słowa..ona chce korzystać z życia, czuje, że coś jej ucieka, mimo, że tak naprawde ma wszystko - przynajmniej w mim przekonaniu, bo niedojrzałością jest sądzić że motylki w brzuchu trwac będą wiecznie, i że licza się przelotne emocje). Zachęcała Cię do wyjsc, spotkania kogoś...mój Boże, jaki znany schemat, było to po to, aby czuć się mniej winną, aby swobodnie szaleć bez poczucia winy, być może również żeby dac Ci do zrozumienia, że już jej na tej wyłączności nie zależy; może że nie chce Cie ograniczac, ale najpewniej jednak po to, by sama przed sobą czuć sie lepiej.
Myślę, że spotkania z osobą któą poznała (przepraszam, ale jestem o tym przekonana, istneinia chemii nie odkrywa się ot tak, z książek, i na imprezy też nie chodzi się samej), były dla niej technicznie coraz trudniejsze, stąd tez ta szczerośc, decyzje o separacji, ale nie o rozwodzie - własnie po to, by zstawić sobie furtkę.
Myślę, że ona nieprzerwanie zadaje sobie pytanie, czy dobrze robi, bo wie, że Ty kochasz ją pełną, prawdziwą miłościa i że, mówiąc chyba niedelikatnie, 'nigdzie nie będzie jej tak dobrze  ei bezpiecznie jak z Tobą". Równoczesnie chce doświadczyć tamtego życia, rzucić się na falę, poczuć 'siebie". Jest osobą wybitnie niedojrzałą i bardzo emocjonalną, sta też te wahania, przytulania się do Ciebie - nie usprawiedliwa to jednak jej egoizmu. Sam początek Twojego postu, opisujący gdy kilkaktornie wracała do tego swojego pierwszego chłopca - niestety to jest ten typ(choć nie chcę szufladkowac, ale to daje do myślenia), przkeonana jestem że to ona inicjowała powroty w chwili, gdy czuła się np samotna, zaniedbana przez nowo poznane osoby, gdy czuła że 'kogoś" potrzebuje. Problem w tym, że nie pomyślała co czuje osoba, którą wciąż zwodzi. Do której wciąz wraca. Dla mnie to już wiele mówiło, ale mogła dojrzeć - niestety, tak się, jak widac nie stało. Treaz też chciałaby równoczesnie miec ciastko i je zjeść....Widzi już jednak ,że to niemożliwe.
Uwagi rodziny na temat jej zachowania - bardzo też pasuje do reszty, rodzcie dzieci niedojrzałych emocjonalnie, a także osoby z zewnatrz, doskonale widzą takie zachowania, często nie wspominają jednak o nich własnie po to, by się nie wtrącać. Jest to jednak silna cecha - poszukiwanie wrażeń, emocjonalność, niestety w tym wypadku idąca z parze z egoizmem i impulsywnością....Inteligencja, ambicja...wszystko to mnie nie dziwi.
Może powiem wprost, że bardzo znane jest mi to zachowanie, i jej motywy, bo sama byłam kiedyś na takim, choć może jednak delikatniejszym  etapie, i do pewnego stopnia - ale tylko pewnego - jestem do niej podobna , ale nie ma we mnie tego wyrachowania, lub może delikatniej mówiąc - egoizmu - w chwili tego typu kryzysu bardzo, ale to bardzo starałam się wówczas podążać za głosem rozsądku, nie słuchac impulsów, emocji, dać sobie, i nam, czas, rozważyć priorytety w moim życiu. To, czego szuka Ona, jest bardzo ulotne. MYślę, ze ona zdaje sobie z tego sprawę, i stąd byla w niej ta chęć, aby jednak 'zostawić sobie Ciebie przy sobie". Bardzo się cieszę, ze na to nie pozwalasz, bo taka sytuacja , przypuszczam, mogłaby trwac bardzo długo, a Ty rpzeciez jestes człowiekiem. Z krwi i kości. I ludzi sie tak nie traktuje. Ja w każdym razie nie potrafiłam, potrafiłam natomiast zdobyć się na rozmowy ze soba, z mężem, na poszukiwanie pomocy w postaci czytania tego forum, gdzie starałam się jak mogłam porządkować sobie w głowie, zanim w ogóle rozwazyłabym się rzucić w ten wir, w który rzuciła się Twoja zona. (a było blisko, ale ja sobie jednak stowrzyłam duże granice, właśnie ze względu na ten rozum no i szacunek do męża i tego co stworzyliśmy.). Może dlatego kryzys odbył się w sumie jedynie na płaszczyznie teoretycznej. Trzeba naprawdę wiele razy przyjrzeć się sobie i zadać sobie pytanie, co jest dla nas ważne, by zyć tak żeby nie niszczyć siebie i nie niszczyć innych. Poza tym - jets się odpowiedzialnym za osoby, któe się 'oswaja". Z kórymi buduje się zycie. Łatwo coś zniszczyc idąc za głosem emocji, chwilowego upadku, 'odkrycia' swojej seksualności, czy odkrycia braku w związku, ale szukanie wszystkiego tego pzoa związkiem nie jest rozwiązaniem...Ja o tym wiedziałam, ale ja BARDZO BARDZO dużo o tym myślałam. Do znudzenia.
Widzisz, ona sama się boi, że już nigdy nie znajdzie nikogo, kto da jej zarówno tą chemmię, z której zdała sobie sprawę, jak i miłośc którą miała z Twojej strony. I może słusznie się obawia. Ale nie moze być z Tobą, ani Ty chyba nie możesz być z nią tylko w oparciu o jej strach, że nie uda jej się tych dwóch ideałów połączyć w przyszłym ewentualnym partnerze.
bardzo jestem z Tobą myślami, w Sylwestra tez właściwie byłam sama - z córeczką (ale to nie ma związku z moim związkiem,;) ), i myślałam o tych ludziach, którzy sa sami, niestety nie czytałam wtedy forum akurat. To taki trudny czas. Tak mi przykro, że będzie Ci teraz trudno, a równoczesnie ciesze się że czytam to dopiero teraz i widzę, że otwierają Ci się oczy i że już nie dajesz jej takiego kredytu, jak na początku. Bo w tym momencie to nie ma sensu. Ona sama musi się przekonać, czego chce, i - niestety - ile straci. Bo Ty chyba nie będziesz tym chłopcem  - Twoim poprzednikiem, który pozwalał do siebie wracać 6 razy....
Bardzo serdecznie pozdrawiam, mam nadzieję, że będziesz tutaj pisał ; pewnie dużo jeszcze przed Tobą, i my tutaj jesteśmy. I być może Twoja zona jeszcze nie raz się odezwie...:( Gdy poczuje, że TAMTO to nie TO, albo smaotnośc, albo lęk. To cecha osób rozedrganych emocjonalnie. Ale powinna pomyśleć o Tobie, nie zas o sobie.

63 Ostatnio edytowany przez zodiac87 (2014-01-06 21:15:48)

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Olcia.

Myślę, że bardzo dobrze wszystko to podsumowałaś. Dzięki za zaangażowanie.

Mimo nowego spojrzenia pozostaje ból. Ból 4 lat i małżeńśtwa. Ważne by wnioski wyciągnąć.

Czy zatęskni? Pewnie tak. Czy będzie chciała wrócić? Nie wiem. Jak ja postąpie? Dziś powiedziałbym zdecydowanie NIE.

Wiem, że to zabrzmi słabo, ale ją powinien ktoś skrzywdzić. Nauczy się kochać - teraz nie  potrafi.

64

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

olcia1975 dobry, madry post smile a ty zodiac trzymaj sie tam i wpadaj czasem tutaj wink

65 Ostatnio edytowany przez zodiac87 (2014-01-06 22:43:40)

Odp: Niezdecydowana żona - moja historia

Lekkie sprostowanie:

To mi udało się tak rozegrać żebyśmy wzieli sepracaję. Ona od początku była zdecydowana na rozwód. Zgodziła się poniważ stwierdziła, że po separacji  będzie łatwiej dostać rozwód a i rodzina będzie miała więcej czasu by się przyzwyczaić.

Chciałem o nią powalczyć w tym czasie. I przez tydzień było OK. Spaliśmy razem całowaliśmy się - jak po staremu. W  pewnym momencie powiedziała mi, że ona tak nie potrafi, że ja wracam dotego co  było a ona nie  chce. Ale spać (w znaczeniu snu)możemy razem. Bo to wszystko to  konwenanse, że  jak się nie jest już razem  to nie można spać i się przytulać.  Zapytała  się, czy potrafię oddzielić seks od uczuć. Bo jeżeli tak to możemy się nawet kochać. smile Super prawda??

Przypomniało mi się jedno zdarzenie - teraz widzę, że był powód. Było to już w czasie separacji. Zapytałą się, czy ja mógłbym żyć w wolnym związku...

Ona nie chce się wiązać z nikim a jednocześnie płacze, że tak  by chciała mieć  kogoś na kogo by mogła czekać aż wróci do domu, gotować dla  niego itp.

mimo  tego wszystkiego wiem, że trochę ją zagłasałem na początku. To był błąd. Jak tego zabrakło, weszła rutyna a zaczęła obracać się jako kierowniczka wśród mężczyzn atrakcyjnych często nieźle sytuowanych, którzy zaczęli z nią flirtować (nie robiła z tego tajemnicy) dawać dwuznaczne propozycję - tak jak Olcia napisała poczuła, że fajnie ze mną, ale wrażeń już nie ma...

P.S. - Tak z ciekawości. Czy na forum spotkaliście się z sytuacją podobną do  mojej, w której żona powróciła do męża?? Jak to się potoczyło? Z tego co widzę to tu w większości przypadków ta sytuacja kończy się rozstaniem definitywnym. Pytam się poniważ, chciałbym poznać odczucia mężczyzny, który pozwolił na powrót.

Posty [ 1 do 65 z 236 ]

Strony 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Niezdecydowana żona - moja historia

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026