Z moim mężczyzną jestem ponad 6,5 roku, jesteśmy w jednym wieku, 2 lata po studiach. Oboje pracujemy, długo już razem mieszkamy. Wydawało się, że bardzo się kochamy, jesteśmy szczęśliwi i mamy wspólne cele w życiu. Sytuacja zaczęła się psuć, gdy zaczęły się przygotowania do ślubu, który miał zaraz się odbyć. Było wiele rozmów, wiele łez. Wyszło na to, że on po prostu nie czuje się gotowy na ślub, że mnie kocha, ale nie odbiera tego tak jak ja- że już tyle czasu razem, że razem mieszkamy, że przecież nam razem dobrze i tak naprawdę ślub niewiele zmienia. Powiedziałam- okej, mogę żyć szczęśliwa bez ślubu, byle z nim.
Wcześniej w planach od razu po ślubie miało być kupno własnego M. Teraz widzę, że być może i je kupimy, ale ja jestem tym bardziej zainteresowana. On tylko ogląda oferty, które pokazuję. I znowu to samo- że równie dobrze możemy kupić np. za 2 lata. Jemu nie zależy tak jak mi.
A najgorszy temat to temat dziecka. Może na dzień dzisiejszy nie czuję tego tak mocno, ale czasami przychodzą myśli, że może już bym chciała w niedalekiej przyszłości (koło roku). Odganiam je, tłumacząc sobie, że może lepiej rozwijać się teraz w zawodzie, może zmienić pracę, że na dziecko przyjdzie czas. Ale wiem, że gdyby mój partner był gotów, to ja nie miałabym nic przeciwko. Boję się, że np. gdy będę miała 30 lat i będę czuła, że już czas, to on powie- jeszcze nie teraz.
W 2 powyższych sytuacjach tak niestety wyszło. A jeśli on dojrzeje przykładowo w wieku 35 lat to ja będę w tym samym wieku... Sporo moich koleżanek ma facetów koło 30 i też jakoś się nie garną... Oczywiście nie mówię, że wszyscy, ale widać takie mamy towarzystwo.
Tak naprawdę teraz wyszło, że jemu jest dobrze tak jak jest, a ja chcę czegoś więcej. Świetnie się z nim rozumiem, kocham go, ale zaczęłam się zastanawiać czy to ma przyszłość... jak żyć razem, gdy obie strony chcą czegoś innego... I tak jak na dzień dzisiejszy jest super, to przyszłości po prostu się boję... Czy jest sens tkwić w takim związku? Odejdę, będzie ciężko i źle, zostanę, a okaże się, że nie dojrzał i też będzie źle. A w przyszłość zajrzeć nie mogę, szkoda.