Piszę bo targają mną od pewnego czasu wątpliwości. Sprawa ma się tak byliśmy parą 9 miesięcy z czego ponad miesiąc na samym początku był za granicą. Początkowo widywaliśmy się dwa razy w tyg później od marca nasze spotkania zostały zredukowane do jednego tygodniowo z racji tego, że pracował do późna a dzieliło nas prawie 30 km. Przywykłam do tego...on zresztą też. Wszystko było oki. Wiadomo, że sprzeczki były jak w każdym związku ale zazwyczaj prowokowane przeze mnie. On był typem człowieka, który nawet jak mu się coś nie podoba, czy ma o coś żal nie powie tego tylko dusi to w sobie. A ja szczera do bólu zawsze mówiłam co mi na serduchu leży...
A teraz przechodzę do konkretów dlaczego postawiłam takie a nie inne pytanie. Nie uprawialiśmy jeszcze seksu... ja jak dotąd nie spałam z nikim więc potrzebowałam więcej czasu na taki krok. Wiadoma sprawa jak dla mnie. Wiedział o tym, mówił, że poczeka, że nie ma pośpiechu, że muszę być gotowa i pewna... Jasne, że były pieszczoty, seks oralny i tym podobne zabawy ale to wszystko... Odszedł bez słowa. Okłamał mnie że pracuje a był na weekendzie majowym ze znajomymi, gdy dowiedziałam się przypadkiem o tym z fb to zamilkł do dziś. Poprosiłam o wytłumaczenie dlaczego... dzwoniłam, pisałam, prosiłam wszystko na nic tak jak by się zapadł pod ziemię. A tak kochał, zapewniał o tym codziennie... czułam, że tak jest.
W tych dniach była by rocznica naszego poznania i właśnie miałam w planach świętować ją w ten wyjątkowy sposób... seks. Chciałam być tylko jego, tylko z nim dlatego tak ceniłam swoją cnotę... i chciałam być pewna,że z nim będę i jak byłam to on odszedł bez wyjaśnień...
Ale gdyby kochał tak naprawdę to by poczekał?
czy się mylę? Czy w dzisiejszych czasach związek bez seksu nie ma przyszłości? Czy popełniłam błąd ?
A powiem że ja mam 23 a on 27 lat i nie jedną kobietę obracał w łóżku.
Boję się, że jak spotkam teraz kogoś to tym bardziej się nie otworze. Kurcze czemu to wszystko musi być takie trudne:(