Cóż, nie wiem, czy to, co spotkało mego brata jest na tyle ciekawe, by warto to było opisywać, ale podzielę się z wami historią, która pokazuje, jaki bałagan panuje w służbie zdrowia.
Gdy brat mój miał 16 lat, postanowił pójść do lekarza, gdyż zauważył, że jedno z jego jąder jest dużo większe od drugiego. Powiedziano mu, by położył się na dwa - trzy dni do szpitala, to wtedy wykonają mu wszelkie niezbędne badania. Po różnych prześwietleniach, oddawaniach nasienia, macaniach przez lekarzy, usłyszał diagnozę: rak jądra. Świat stanął mu wtedy przed oczami, ale w wyniku zapewnień, że z jednym jądrem można mieć dzieci, zdecydował się na amputację, która w tym momencie, jak mówili, była niezbędna. I tak stracił prawe jądro. Okazało się jednak, że chirurg, wykonujący operację, popełnił błąd --- operację wykonywał w oparciu o zdjęcia z badań, zapominając, że prawe jądro na zdjęciu, z jego perspektywy, to lewe jądro pacjenta. W tej sytuacji trzeba było usunąć i drugie jądro... Brat nie wyrażał jednak zgody na operację --- i jak się potem, okazało, słusznie zrobił --- pomylono go bowiem z innym pacjentem, o tym samym nazwisku i podobnym imieniu (Mariusz i Dariusz). To Dariusz miał raka, mój brat zaś "tylko" żylaki. Dzisiaj ma 35 lat i po sześciu latach starań, żona jego zaszła w ciążę. Mam nadzieję, że urodzi zdrowe dziecko.