Witam
Potrzebuję pomocy. Moje życie do tej pory było bardzo dobre miałam najpierw kochającego narzeczonego, który świata poza mną nie widział, potem męża. Różnica między nami wynosiła 5 lat. Obecnie mam 32 i wszytko się dla mnie skończyło. Po ślubie prawie 3 lta temu zaczęło się normalne życie. Mieliśmy własne mieszkanie, rok temu dorobiliśmy się samochodu, a nawet z powodu mojej i także jego pasji mieliśmy w dzierżawie konia. Było cudownie. Z małym wyjątkiem moja praca jako nauczycielki wpędzała mnie w depresję i byłam podatna na kłótnie. On spędzał dużo czasu z kolegami w pracy w przedziale wiekowym 22-27 z których tylko 1 był żonaty, a reszta wolne elektrony bez zobowiązań. Zaczęły się więc tarcia między nami, ale nic poważnego, jak to w małżeństwach które znam. Nadal nam się udawało. W najtrudniejszym dla mnie momencie (ostatni tydzień roku szkolnego) mąż po raz pierwszy w życiu powiedział mi że musimy porozmawiać (do tej pory to ja tylko z nim rozmawiałam co mnie boli i co trzeba zmienić a on tylko słuchał i nic nie mówił). Oświadczył że chce się wyprowadzić, i po rozmowie ze mną gdzie niemal go błagałam, żeby ratował małżeństwo że możemy wiele rzeczy zmienić, że zawodowo też będzie inaczej u mnie, że się spostaram, po prostu wyszedł. Jak wrócił miał zaciśnięte zęby i kilka razy wchodził mi do pokoju a po którymś razie wydusił że odchodzi. Na drugi dzień przyszłam do pokoju gdzie spał spytałam czy nie zmienił zdania, on kazał się przytulić i powiedział, że porozmawiamy popołudniu. To był najgorszy dzień w moim życiu... usłyszałam że niedorósł do małżeństwa, że nie wiedział co to jest, że ślub dla niego to tylko papierek, że nie wie czy mnie kiedykolwiek dotknie, że pies którego wzieliśmy ze schroniska ( on wybierał) to kula u nogi, że musi mi oddawać prawie całą wypłatę i że nigdy nie pojedziemy do Egiptu jak to marzył ( w zasadzie to było moje marzenie bo on już tam był kiedyś), że wstydzi się przed kolegami, że ja nie chcę chodzić z koleżankami na piwo (ogólnie nie przepadam za alkocholem zawsze po nim choruję), że nie lubię kiedy on przychodzi pijany do domu- a przecież mu się jeszcze film nie urwał, że go boli w środku bo nie lubi się kłócić, chce wolności a ja mu ja odebrałam (musi wracać po pracy do domu), że on chce 5 nocy nocować gdzieś poza domem a jedynie 2 w domu, że nie wie co chce robić w przyszłości a tak musi się martwić o kredyty... i długo by jeszcze wymieniać. Był wściekły walił pięścią w stół, odpychał mnie... Nic do niego nie przemawiało. Rozpłakałam się na amen on był jeszcze bardziej wściekły i zaczął się pakować. Wybiegłam wzięłam psa i poszłam do rodziców. Spakował najbardziej potrzebne rzeczy + komputer i znikł. 2 dni później jak sprawdzałam pozabierał prawie wszystko, tata zmienił zamki w mieszkaniu wtedy no i zostawił kartkę " przepraszam naprawdę przepraszam. Wszyscy mi radzili się do niego nie odzywać. Boli jak cholera, to już prawie 2 tygodnie. Początkowo myśleliśmy że się opamięta, ale na fc widać doskonale co robi: pije piwa w dużych ilościach łazi z kumplami wszędzie (mieszka u jednego z nich- dziewczyna go rzuciła pol roku temu wiec są w podobnej sytuacji:liza rany). Ostatnio ściął włosy na krótko. Miał piękne długie zwinięte w kucyk pofalowane.... zakochałam się kiedyś w nich. Najlepsze w tym wszystkim, że po dzień dzisiejszy nie poinformował rodziców co zrobił, a mnie odradzono tą rozmowę by nie czuł się osaczony. Chciałam mu dać czas... by nie czuł się ścigany. Ale moja nadzieja praktycznie umarła. Mam 32 lata a on kazał mi dalej żyć, ślub dla niego to tylko papierek. Ja nie potrafię, wciąż go kocham byliśmy ze sobą 8 lat i prawie 3 lata małżeństwa w tym. Nie wiem co mogę jeszcze zrobić. Moja rodzina go wyklęła... ale ja nie potrafię zbyt go kocham... pomóżcie co jeszcze można zrobić.
1 2012-07-07 09:22:30 Ostatnio edytowany przez Ava (2012-07-07 09:26:53)
Podobne tematy
Oj sie pogubił Twój mężulek.
Towarzystwo młodszych kolegów.
I dlaczego uważa, że Ty mu zabrałaś wolność? ![]()
Poczekaj
Opamięta się w końcu. Pytanie czy Ty znowu "w to" wejdziesz...?
Trudno czekać... bardzo trudno, tym bardziej że on wie co mi powiedział a trochę honoru jeszcze ma... wie jak ja się czuję i że będę się go bała. A wolność? no cóż mieszkanie mieliśmy z daleka od jego miejsca pracy i rodzinnego. Uważa że to dziura gdzie nie ma porządnej knajpy... a tam jest ich pełno i cały czas się jakieś kluby otwierają. Poza tym imprezy integracyjne zawsze we mnie wzbudzały przerażenie bo słyszałam co tam się działo i mu marudziłam... wiem mój błąd... nie umiałam się zaaklimatyzować z jego znajomymi . Eshhhh poczekam jeszcze trochę, ale aż wyć mi się chce. Podobno w ten weekend ma się przyznać rodzicom co narobił. Ciekawe na kogo zwali winę. A ja wyjeżdżam na 2 tygodnie. Przyjaciele postanowili mnie wyciągnąć z tego bagna żeby mi nic głupiego nie strzeliło do głowy
. Kiedyś bardzo rzadko mówiłam wyraz "kocham Cie" bo dla mnie znaczył bardzo wiele. Dziś powtarzam go kilkadziesiąt razy dziennie...Podobno nadzieja umiera ostatnia.
kochana, przyleci do Ciebie z przykulonym ogonem jak tylko koledzy znajdą sobie panny i Jego kopną w dupę..poczuł troszkę wolnosci i zapragnął więcej, przyjdzie dzień refleksji i będzie chciał mieć ułożone życie wlasnie przy Twoim boku..nie będzie Mu kto za przeproszeniem miał podcierać dupkę na starość..to jest kwestia czasu..ale Tobie wtedy radzę z dumą i godnością obrócić się na pięcie ( łatwo się gada mam tego świadomość) bo po co Ci człowiek ktory jest niestabilny i który znowu w każdej chwili będzie mógł Ci powiedziec, ze nie dorósł i potrzebuje wolności ..ciekawe czy fajnie by bylo jakby Ci powiedzial to drugi raz w wieku 70 lat ...po co człowiek, który jest jak chorągiewka..i jeszcze taką afere z tego zrobil, odpychał Cię, kłócił się. Bądź mądrzejsza, teraz jest super dla Niego, bo to jest nowe, ta wolnośc..ma taką energię w sobie, że mogłby góry przenosić, jet Mu super czuje się młody piękny..niezależny wolny..poczekaj jeszcze chwilę zobaczysz..
..:*
(...)że wstydzi się przed kolegami, że ja nie chcę chodzić z koleżankami na piwo(...)
:O gorszego absurdu dawno nie słyszałem.
Za rok sam będę mierzył się z nową rzeczywistością - w małżeństwie:) ale już teraz jestem świadomy tego, że po okresie sielanki nowego etapu, nastanie szara codzienność. Z tego też można czerpać radość, tylko trzeba chcieć wspólnie.
Dojrzałość i odpowiedzialność, można mieć lub nie mieć w każdym wieku i nie wszyscy nadają się do małżeństwa. Zastanawia mnie tylko, czy on wcześniej nie dawał po sobie znać, że tak bardzo ceni sobie "wolność", że nie wyszły te preferencje w okresie spotykania się ze sobą, a już tym bardziej w narzeczeństwie.
Tak poza tym, to nic tylko współczuć i też myślę, że z czasem wróci, ale bardziej dlatego, że coś zacznie mu się walić w nowym stylu życia, a nie, że zapragnie powrotu do małżeńskiego trybu. Niepewność życia z takim człowiekiem do końca życia...
Przeczytałam Twój wątek i zastanawiam się, co zrobiłaś ze swoją godnością. Po takich tekstach rzuconych pod Twoim adresem, po takich słowach, Ty masz nadzieję, że powróci do Ciebie?
Przyjmijmy, że wróci.
Jak wyobrażasz sobie życie pod jednym dachem z kimś, kto po trzech latach trwania małżeństwa nagle stwierdził, że nie dorósł do niego?
Z opisu Twego małżeństwa wynika jedno: macie zupełnie inne oczekiwania w stosunku do partnera. Ktokolwiek z was jest w stanie zmienić swe preferencje? Na pewno?
ehhh wiem jak to wygląda.... dlatego praktycznie całe moje otoczenie (rodzina i przyjaciele) postawili krzyżyk ze ma dość inteligencji by nie wracać, a jeśli nie to sama powinnam mu kopa dać. Tylko że jak to banalnie brzmi kocham go i wiem co czuje z całą odpowiedzialnością. Tak jak żony zdradzone przez mężów i czekające na ich powrót. Tak ja mam nadzieję , a ona umiera ostatnia. Być może za 3 miesiące zmienię zdanie, na razie próbuję ratować tak jak się da by nie mieć wyrzutów sumienia. Ślub kościelny dla mnie jednak znaczy wiele, przysięga jest wiążąca... choć jak rozmawiałam z księdzem to oświadczył że nie będzie problemu z unieważnieniem o ile powtórzy swoje słowa...Jakże mogłam się tak pomylić. Zgodnie z radami poczekam jeszcze 2 tygodnie. Choć pod tym aspektem jest niemiłosiernie przewidywalny... To ja będę musiała nawiązać kontakt w celu ostatecznego załatwienia spraw: długu 10 tysięcy z którym mnie zostawił (kredyt samochodowy... a zabaweczkę wziął ze sobą wraz z całą dokumentacją) na moim koncie w banku i uregulowaniem spraw z zameldowaniem (nadal płacę opłaty za niego).
Niedojrzały i emocjonalnie rozchwiany gówniarz (nie bójmy się spojrzeć prawdzie w oczy i nazwać rzeczy po imieniu), któremu woda sodowa - wlana przez kolesi z klasy wolnych strzelców - uderzyła do głowy.
Wróciły wspomnienia z sielanki życia kawalerskiego i praktycznie standardowy krok - hop siup pitole kobietę życia i ślub - nomen omen kościelny. Nic tylko powiedzieć, że pracuje z "kumplami z wojska".
Wrócić - wróci... jak kiedyś gdzieś tekst padł w kabarecie: wróci, wróci, czerwony krzyż go znajdzie.
Czerwony krzyżyk postawią nim nim kumple "z wojska" i przypałęta się z podkulonym ogonem. Teraz go chcą bo jest kasa, wóz i etc., ale jak tylko towarzysze znajdą sobie panny, to on się stanie zbędny dla nich. Tylko pytanie czy Ty go wtedy będziesz chciała.Faceci ze służbowej paczki bez zobowiązań, wirujący seks też bez ograniczeń a jemu to się na tej "wolności" może spodobać.
Co do kredytu za samochód to pytanie jest jedno: na kogo brany jest kredyt i na kogo jest wóz zarejestrowany?
Jeśli kredyt jest na Ciebie lub Was, to jest problem, jeśli na niego jest wszystko, to pozostaje Ci wizyta u prawnika.
On zapewne pracuje więc ma z czego pokryć raty, pogadać z prawnikiem i wystosować pismo do banku.
Komornik "siądzie" na samochód i może da mu się w tym temacie dupcię obrobić.
Nie poczuwa się do wspólnego działania na rzecz kredytu, to dlaczego masz mu płacić za przyjemności z których nie korzystasz?
Zakładam że prawo jazdy posiadasz. ![]()
Nie pozostaje Ci nic innego,jak zabezpieczyć swoje interesy i rozwieść się z orzeczeniem o jego winie,o ile to możliwe unieważnić ślub kościelny.Nie możesz pozwolić na to,żeby wrócił po jakimś czasie zrobił to samo,bo niestety tak może być.Nie powtarzaj sobie-kocham go,ale mów,że jest po prostu niedojrzałym chłopcem.Małżeństwo mu się znudziło..
Jeśli chodzi o długi to...mieliśmy pożyczkę u moich rodziców, w tej sytuacji mój tata machnął już ręką. Ale ten kredyt konsumpcyjny jest zaciągnięty na moje konto, a żyrantem lub też jak zwał współpożyczkobiorcą jest mój tata. Nie mieliśmy wystarczających dochodów lub umowy na czas i bank nie chciał dać nam pieniędzy. Musiałam zatem prosić ojca o pomoc. To jest takie poniżające... ten samochód ja wybrałam ja namówiłam mojego tatę by nas zawoził te 100 km do komisu by go oglądać. Moi rodzice go niemal na rękach nosili...W chwili obecnej łaskawie powiedział mi przy"pożegnaniu" że ponieważ mnie nie stać to będzie mi przelewał na ratę za samochód. Poza tym ja prawa jazdy nie mam ... miałam dopiero robić. To jest kanał. Boję się że gdzieś rąbnie tym autem skoro pije takie ilości piwa. Nie ma nawet AC tylko OC. To wszystko mnie przerosło. Moja miłość i to co się stało. Słowa, że lepiej teraz niż jakbyśmy mieli dziecko.A czułam się tak bezpiecznie. Mam silny charakter i wiem zazwyczaj czego chcę... ale nie potrafię przeskoczyć...Jedno jest pewne nie będę się płaszczyć przed nim i choćbym miała gryść się w język nie zobaczy mnie już swoich stóp jak wtedy. Przynajmniej na tyle mnie jeszcze stać. Może w miarę czasu położę na nim krzyżyk i się pogodzę, ale myślę że będzie to potężna rana-blizna do końca życia. Mam nadzieję, że znajdę tego który będzie przypominał męża z czasów gdy byliśmy zaręczeni i że będzie o wiele bardziej odpowiedzialny. Jeśli wniosę sprawę o rozwód to będzie już koniec wszystkiego, zacznę się bronić, a to go będzie bolało i się znienawidzimy. Gdzie się podziała ta idealna miłość która gdzieś tam była. nic nie jest wieczne jak się okazuje panta rhei. Przepraszam że się tu wypłakuję, ale potrzebowałam rad waszych bo nas nigdy nie znaliście i jesteście bezstronni. Starałam się też przedstawić nie wybielając siebie.
Ciężko mi, to już 2 miesiące. A on się nie odezwał ani razu. Nic cisza w eterze.W lipcu raz wysłałam smsa czy opadły już emocje i nic. Wiem od przyjaciela , że on już podjął decyzję o rozwodzie. Na gg ma opis w którym mnie szantażuje właśnie rozwodem, że jest pewny. Moi znajomi czasami go widują, i słyszą jak arogancko się wyraża o mnie. Jest przekonany o tym że słusznie zrobił, że teraz jest mu bardzo dobrze. Zero obowiązków pełen spontan. No i koleżanki do niego lgną (choć i tak mam pewność że jakaś bliższa istnieje, ale skubany został poinformowany że nie może zamieszczać z nia zdjec, mam tylko zeznania swiadków jeszcze z tego co bylo wiosna). Ma powodzenie, czym się chwali na fc. Nie wiem czy ktoś jeszcze tu zagląda, ale wydaje mi się, że on nie wróci a ja go tak strasznie kocham. Nie wiem co mam zrobić. Na razie milczę i zimno obserwuję jego wygłupy choć z serca mam już poszarpaną miazgę. Dziękuję Bogu tylko za wspaniałych przyjaciół, którzy odciągnęli mnie od zrobienia sobie krzywdy, zajęli się mna i dalej dbają. Dobijają się prawie codziennie, pytając i proponując coś. Powiedzcie jak długo mam zachować tą ciszę w eterze, bo niestety ale muszę od niego usłyszeć osobiście słowo rozwód i muszę załatwić sprawę tego kredytu i samochodu. Nie chcę by się jeszcze bardziej nadął,że za nim latam, już i tak wygląda jak ryba kolczatka. I jak się zachować? Czy poruszyć tylko sprawy techniczne czy probowac cokolwiek powiedizec o malzenstwie. ehhh Jestem bezradna ... nie potrafie zadnego ruchu wykonac.
Ava, na co ty jeszcze czekasz.
Składaj pozew o rozwód z orzeczeniem o jego winie! Masz świadków, nie powinno być żadnych problemów.
Wyszłaś za mąż za chłopczyka w krótkich spodenkach.
No to zrób mu przyśpieszony kurs dojrzewania.
Niech poniesie pełne konsekwencje swojego postępowania,
Chce wolności? To mu ją daj.
I tyle.
I to jest właśnie chichot ironii. Nie mogę powołać tych świadków, są nie pełnioletni. Jestem nauczycielem i to była młodzież z mojej klasy, która wracała z zajęć. To było uwłaczające gdy się dowiedziałam od koleżanki która jest mamą jednego z nich co się dzieje. I to po fakcie, bo nie chcieli mi robić przykrości. Wyszło dopiero jak on odszedł. Jakbym wiedziała od razu teraz pewnie by to inaczej wyglądało. ehhhh. marzenia małej dziewczynki o rycerzu na białym koniu śmiechu warte. A ślub kościelny dla mnie jest zobowiązujący. Dlatego mam dylemat. Czy wogóle z nim rozmawiać czy od razu do sądu iść. Rozwód z jego winy będzie ryzykiem jak nie mogę powołać małolatów
((.
Ava
Rozwód z orzeczeniem o winie to wyciąganie brudów i czas , długi czas, chyba że On zacznie kombinować , rozwód bez orzekania szybszy, na pierwszym posiedzeniu zapadnie.
Wiem co przeżywasz ja mam juz to za sobą, co prawda bez rozwodu , trafiamy na ludzi nie odleżałych, czasem tak bywa, podziwiam cie za wytrwałość, ale rada tak jak wszyscy tu , daj sobie z nim spokój , czas zaleczy rany.Trzymam kciuki nie daj się
)
I tu mam niesamowity dylemat, masz rację Azahiel i zdaję sobie z tego sprawę, moja rodzina też jest takiego zdania. Pozostaje jeszczce poczucie godności i wiara w sprawiedliwość. Pzrez cały nasz związek on dostawał wszytsko od mojej rodziny, noszony na rekach niemalze byl. Mój ojciec go ubóstwiał, bo sprawiał wrazenie wiernego rozsadnego i ze mocno mnie kocha, do tego czar osobisty, duze poczucie humoru. To ja bylam wiecznie ta pzryziemna co sie martwila dobrym zachowniem to jak nas ludzie postzregaja, jak odlozyc pieniadze i na co zbierac. Nie miał praktycznie zmarwień, od poczatku miał wszytsko: mieszkanie świetnie wyposażone we wszytsko co jest możliwe , 3 pokoje, samochód po 2 latach własny, nawet konia sportowego sie udało załatwić dla naszej pzryjmności, i szkolenia moich umiejetnosci instruktorskich. Wszystko dzieki mojej rodzinie i moim znajomym. Jedynym jego zmartwieniem bylo to ze mu pieniedzy nie starcza na alkohol i kolegow (cos w rodzaju kieszonkowego sobie zostawial). I teraz rozwod: jesli dam rozwod bez winy znow dostanie prezent bez wysilku sie pozbedzie obowiazkow. Ktoś by mi mogl zarzucic ze sie czepiam ze on przeciez tez sie poswieca bo zostawia to wszytko. Ehh trzeba by go znac: jego prowadzenie sie mozna ujac tak... latwo przyszlo latwo poszlo. Potrafil rozdawac rzecy swoim kolegom jeśli uznal ze sa już nie potrzebne np zostaly nam kafelki po remoncie lazienki... wbrew mojej woli bo chialm je oddac hurtowni/sprzedać, oddal je koledze. Teraz tamten ma łazienke z moich/naszych kafelek (z moich panieńskich pieniędzy). Co to jest 1 rozprawa przecierpi i nareszcie wolność bez niczego bez zobowiazań pełen spontan. Choć raz w życiu chciałabym żeby poniósł konsekwencje swoich decyzji. Zawsze amortyzowałam jego działania, łagodziłam skutki i podpowiadałam... tak zmieniłam się w drugą mamę zdaję sobie sprawę. Stąd moje rozdarcie. Poza tym kolega mi powiedział, że do unieważnienia kościelnego o które będę się starać (mam podstawy tak mi ksiądz powiedział) potrzebuję orzeczenie o winie. Próbuję to zweryfikować , ale nikt nie wie:(((
Czytając te posty muszę tu przyznać rację, komuś kto napisał, że towarzystwo młodszych kolegów. Racja, zatęsknił za tym co oni mają, a on nie.. u mnie było podobnie.