Witam,
Jestem ze swoim chłopakiem ponad rok, oboje mamy 22 lata. Wiem, że bardzo mnie kocha, ja jego też. Planujemy zamieszać razem od września.
Wszystko byłoby cudownie, gdyby nie, hmmm, skłonności mojego chłopaka. Nie mam nic przeciwko porno, czy różnym gazetom typu ckm. Nie mogę natomiast zaakceptować tego, że Adam pisze sobie z dziewczynami (na fb czy na gg) o seksie, wymienia się z nimi fantazjami erotycznymi...
Parę miesięcy temu (w lutym) mieliśmy b. poważną rozmowę na ten temat. Powiedziałam mu, że wg mnie, jeśli jest się w związku to niedopuszczalne jest dzielenie się tak intymnymi sprawami z innymi osobami, że mnie boli to co robi. Obiecał mi wtedy ( zaklinał się na swój honor i godność) że już więcej mnie w ten sposób nie zrani, że zastanowi się sto razy zanim zrobi coś co mogłoby mnie zaboleć...
Od tego czasu, układało się nam świetnie. Ufałam mu, czułam się szczęśliwa...
Nie potrafię teraz wytłumaczyć dlaczego, ale postanowiłam napisać do Adama maila, podając się za jakąś obcą dziewczynę. Chciałam przekonać się, że odpisze mi jednego maila, góra dwa, powie że nie jest zainteresowany znajomością i tyle...
Zanim opiszę, co się dalej wydarzyło, chcę wyraźnie zaznaczyć, że pomysł z mailem był spontaniczny i niepodyktowany żadnym niepokojem, czy wątpliwościami z mojej strony. Zrobiłam to po prostu, od tak....
Adam odpisał na maila miło, powiedział jednak że ma dziewczynę więc jedyne co może mi zaoferować to rozmowa, albo z czasem jakieś piwko na mieście, bo brakuje mu towarzystwa do pogadania. (z zadowoleniem) Odpisałam że w takim razie szkoda że nie jest wolny, oraz że koleżeńska znajomość mnie nie interesuje. Jednak Adam nalegał, żebym się namyśliła, że fajnie byłoby z kimś pogadać bo brak mu ostatnio znajomych etc. Postanowiłam wtedy ( z bólem serca) pociągnąć tę rozmowę dalej. Zaproponowałam mu mały flirt, zaznaczając, że pod tym pojęciem rozumiem pogadanki o seksie, fantazjach erotycznych, a czasem może i jakieś fotki z pieprzykiem. Odpisał, że czemu nie, byle bez przesady ( zabolało...) Napisałam parę tanich tekstów typu, chciałabym się pie*** z trzema facetami etc. Adam ostrożnie przyłączył się do mojej opowieści, dodawał coś od siebie... Zaproponowałam, że mogę mu wysłać swoje zdjęcie, jeśli chce - w butach na obcasie, lateksowej sukience ( zdjęcia miałam z profilu jakiejś dziewczyny z fotki), jeśli w zamian prześle mi zdjęcie swojego namiotu. Odpisał, że nie ma sprawnego aparatu, a na komputerze też aktualnych fot nie ma (blef). Napisałam, że może być i z kamerki internetowej, odpisał że nie ma sprawnej (kolejny blef). W końcu stanęło na tym, że ja mu wyślę swoje zdj. a on poszuka jakiś starych fotek na komputerze. Wysłałam zdjęcie ( dziewczyna w ubraniu, lateksowa kiecka, szpilki), skomplementował. Wysłał swoje - zdjęcie swojego penisa...
Gdy tylko wysłał zadzwonił do mnie, myślę że przez cały czas rozmowy coś przeczuwał, miał wyrzuty sumienia, chciał się upewnić że jest bezpieczny albo coś... Zadzwonił w każdym bądź razie ( było przed północą, rozmowa na mailu ciągnęła się blisko 4 godziny) i zapytał się czy już śpię, ja zaspanym głosem odpowiedziałam że tak, powiedział mi że mnie kocha, odpowiedziałam i pożegnaliśmy się...
Potem wysłałam mu jeszcze ze 2 fotki, on również, oczywiście przedstawiające jego przyrodzenie ( to zdjęcie zrobił w trakcie rozmowy, pożyczonym od kumpla aparatem - blef). Potem usiłowałam (długo) namówić go na spotkanie w realu na seks, gdyż tak spodobał mi się jego penis. Za każdym razem odmawiał. Napisał mi, że ma dziewczynę, że to byłoby złamanie jego zasad, że gdyby był sam to co innego, ale jest szczęśliwy ze swoją dziewczyną, planują razem zamieszkać więc nie ma mowy o seks spotkaniu. Napisał również, że i tak złamał trochę to co obiecał swojej dziewczynie pisząc ze mną etc. ale uważa, że to co w internecie, nie jest realne, że nikogo nie krzywdzi w ten sposób... Potem napisałam, że zrobię sobie jeszcze jedną fotkę, taką specjalnie dla niego, nago (dopominał się w trakcie rozmowy o rewanżowe fotki), ale żeby poczekał z 5 minut. Zgodził się...
...Wtedy zadzwoniłam do niego. Generalnie usiłował wmówić mi, że domyślał się od początku, że to ja i chciał zobaczyć jak daleko się posunę. Potem zmienił wersję i powiedział, że domyślił się później, jak już było za późno ( bo już po wymianie zdjęć). Generalnie słyszałam przez tel. że się miota i chce zrobić wszystko aby mnie ugłaskać. Oczywiście, uważam że Adam do samego końca nie wiedział, że pisze ze mną. W pewnym momencie rozmowy, już jakby się do tego przyznał nawet. Myślę, że przeczuwać mógł, mieć wyrzuty etc,
W każdym bądź razie, kazałam mu przyjechać do mnie z rana ( po 3 godzinach snu). Gdy przyjechał, rozmawialiśmy o tym zajściu, o moich emocjach, jego etc Powiedziałam, że nie chcę już z nim być, że raz mi już obiecywał etc. Spędziliśmy razem cały dzień, zaproponował że pousuwa swoje portale (m.in. fb), gg , pousuwa zdjęcia z dysków... etc. Obiecał, że się zmieni ( boże, wiem jak to brzmi...)
że mnie kocha i nie chce żyć beze mnie. Mówił, że wtedy w lutym, nie powiedział mi, że dla niego nasz układ to było ograniczanie jego wolności, że miał inne podejście do takich internetowych znajomości, ale teraz zgadza się ze mną... Chce nad sobą pracować, bo wie że to nie jest w porządku. To nie jest tak, że nagle doznał olśnienia jak źle robił i odcina się od tego raz na zawsze, że zrozumiał, że to było złe i że będzie zwalczał te swoje skłonności.
Boję się, że Adam znowu się złamie, że przyzwyczajenia zwyciężą i będzie dzielił się naszą intymną sferą z innymi dziewczynami. Nie wiem jak sobie poradzę z napadami nieufności do niego, nie wiem jak go kontrolować ( przecież łatwo można zatrzeć ślady), zresztą nie chcę całe życie go pilnować, czy aby jest w porządku wobec mnie... chcę mu zaufać w 100% i być go pewna... a teraz... ciągle wracam w myślach do tych przykrych rzeczy... Nie chcę być mężatką z dziesięcioletnim stażem, która przez przypadek odkryła, że mąż ją okłamuje/zdradza przez cały czas ich małżeństwa... Tego się boję najbardziej, że przez przypadek coś kiedyś wyjdzie i wtedy nie wiem jak się pozbieram....
Proszę o jakieś porady, wskazówki, czy jest dla nas nadzieja na normalne życie?
Pozdrawiam,