Witam.
Jestem z chlopakiem juz od ponad pół roku.Nasza znajomość i zwiazek zaczęly sie bardzo szybko.Najpierw poznanie i dziwne przeczucie, ze jestesmy sobie pisani.Nie dlugo po tym zwiazek, przez 3 miesiace na odleglość.Na poczatku zwiazku wiedzialam, ze jestem zakochana.Czułam ciepło koło serca, oboje staralismy sie o siebie i wogóle.Teraz mieszkamy juz ze sobą od 2 miesiecy, dla Niego rzuciłam szkołe i przeprowadziłam się z Polski do Londynu.Nie wiem teraz co sie ze mną dzieje, co sie dzieje z nami.Czyzby własnie z oczu zostały nam ściągniete klapki i zauważylismy swoje wady? Pewnie tak. Widocznie nasze zaqkochanie sie skończyło, ale czy jest to teraz miłość? Mieszkamy razem i codziennie staram sie, aby kiedy przyjdzie z pracy miał ugotowane, posprzatane, wyprane itp. Chce, aby było mu dobrze.Jednak z drugiej strony nie czuje juz tego ciepła.Wkurzam sie na niego, kiedy zaczynam widziec jego wady, gdy robi różne rzeczy, które mnie wkurzaja np gra bez opamietania w xboxa.Jednak mimo to nie chce od niego odchodzic.Próbuje sobie czasem wyobrazic co by było gdyby..i nie widze na tym świecie dla siebie miejsca.Mam wrazenie, ze wszystko przypominałoby mi jego i jego brak sprawiał by mi ból do tego stopnia, ze nawet jakbym schowała sie 20 metrów pod ziemią nie ugasiłabym go niczym.On twierdzi, ze świat nie byłby taki sam gdyby mnie nie było i dlatego jak go wnerwiam nie ochodzi i nie zostawia mnie. Czy to jest własnie miłość? Czy miłością jest to, ze nie wyobrazamy sobie zycia bez siebie, mimo braku ciepełka w środku? Co o tym myslicie?
Podobne tematy
No raczej tak:) to ciepełko w środku, motyle w brzuchu to oznaka zakochania:) nie trwa wiecznie:)
A jeśli nie mozecie bez siebie życ to to napewno miłość:)
milosc to codziennosc i chec przychodzenia do domu jak twoja druga polowka juz tam jest. to chec dzwonienia do niej i pytania co slychac i jak sie czuje. planowanie wspolnych wyjsc, obiadkow, zakupow czy odbieranie z zajec popoludniowych czy wieczornych. to juz nie te motyle ale ciagle troska o siebie, dbalosc o zrozumienie i umiejetnosc patrzenia na potrzeby tego drugiego.
i przede wszystkim rozmowy. ciagle poznawanie siebie bo i zaskakiwanie w zwiazku tez jest wazne. intrygowanie, ciagle inspirowanie do nowego, ciekawszego. kazdy ma wady, ale zaczyna sie je zauwazac i akceptowac bo nikt nie jest doskonaly.
_____________________________
Wieczne Miasto BG
W miłości życzy się drugiej osobie samego dobra. Jest się gotowym na poniesienie dla niej wielu ofiar. Nieustannie się za nią tęskni. Ona fascynuje i zachwyca. Uszczęśliwia nas dając nie biorą. Jest wyrzeczeniem się samego siebie dla kogoś. Tak ja widzę miłość. Choć może jest inaczej?
milosc to codziennosc i chec przychodzenia do domu jak twoja druga polowka juz tam jest. to chec dzwonienia do niej i pytania co slychac i jak sie czuje. planowanie wspolnych wyjsc, obiadkow, zakupow czy odbieranie z zajec popoludniowych czy wieczornych. to juz nie te motyle ale ciagle troska o siebie, dbalosc o zrozumienie i umiejetnosc patrzenia na potrzeby tego drugiego.
i przede wszystkim rozmowy. ciagle poznawanie siebie bo i zaskakiwanie w zwiazku tez jest wazne. intrygowanie, ciagle inspirowanie do nowego, ciekawszego. kazdy ma wady, ale zaczyna sie je zauwazac i akceptowac bo nikt nie jest doskonaly.
_____________________________
Wieczne Miasto BG
Dzieki za tego posta. Tak jak autorka watku zastanawiam sie juz od jakiegos czasu, co dzieje sie ze mna i moim zwiazkiem.. bo nie ma juz motyli, nie ma szalenstwa, nie ma tesknoty kiedy nie widzimy sie kilka godzin. Ale jest wszystko to, o czym napisalas.
Czyli jednak kocham. Troche szkoda tych motylkow.. ale najwyrazniej tak wlasnie wyglada dojrzaly, powazny zwiazek
![]()
kazdy ma wady, ale zaczyna sie je zauwazac i akceptowac bo nikt nie jest doskonaly.
Z całym twoim postem się zgadzam ale z tym ostatnim zdaniem szczególnie. Trzeba zdawać sobie sprawę, że nikt nie jest idealny i jeśli się kogoś kocha, to jest się tolerancyjnym dla tych jego wad. Oczywiście są też wady nie do zaakceptowania np. niewierność albo skłonności do nadużywania alkoholu. Każdy ma jakieś granice tolerancji. Trzeba też dbać, żeby codzienna rutyna nie zabiła miłości. Uczucie bez pielęgnacji usycha.
Ktoś kto szuka ideału i w związku z tym zrywa kolejne związki bo kolejna/kolejny wydaje mu się bliższy temu ideałowi, całe życie będzie zawiedziony.
aggy napisał/a:milosc to codziennosc i chec przychodzenia do domu jak twoja druga polowka juz tam jest. to chec dzwonienia do niej i pytania co slychac i jak sie czuje. planowanie wspolnych wyjsc, obiadkow, zakupow czy odbieranie z zajec popoludniowych czy wieczornych. to juz nie te motyle ale ciagle troska o siebie, dbalosc o zrozumienie i umiejetnosc patrzenia na potrzeby tego drugiego.
i przede wszystkim rozmowy. ciagle poznawanie siebie bo i zaskakiwanie w zwiazku tez jest wazne. intrygowanie, ciagle inspirowanie do nowego, ciekawszego. kazdy ma wady, ale zaczyna sie je zauwazac i akceptowac bo nikt nie jest doskonaly.
_____________________________
Wieczne Miasto BG
Dzieki za tego posta. Tak jak autorka watku zastanawiam sie juz od jakiegos czasu, co dzieje sie ze mna i moim zwiazkiem.. bo nie ma juz motyli, nie ma szalenstwa, nie ma tesknoty kiedy nie widzimy sie kilka godzin. Ale jest wszystko to, o czym napisalas.
Czyli jednak kocham. Troche szkoda tych motylkow.. ale najwyrazniej tak wlasnie wyglada dojrzaly, powazny zwiazek![]()
NO tak ale tesknota powinna byc zawsze moim zdaniem... ja jestem ze swoim chlopakiem 2 lata. Od ponad roku mieszkamy razem i tesknimy za soba gdy nie jestesmy ze soba. On teraz od pol roku wyjezdza za graniece na ponad miesiac i wraca na 1 tydzien i wtedy tesknota jest ogromna. Jak wraca, a ja chodze do pracy to tez teskni jak mnie nie ma. Takze co do tesknoty to sie z Toba nie zgodze. Jak sie ludzie kochaja to zawsze beda tesknic, moze nawet w malym stopniu ale beda. Wiadomo ze w biegiem lat to sie troche zmienia ale tesknota powinna byc zawsze. Moim zdaniem. Wiadomo ze tych motylkow w brzuchu nie ma po pewnym czasie ale to jest typowe dla zauroczenia, a pozniej uczucie przeradza sie w milosc.