Witam. Już dłużej tak nie mogę, muszę wyrzucić to z siebie, nie umiem sobie z tym poradzić. Mój problem polega na tym, że o, mój partner odszedł ode mnie. Zostawił mnie po 4 latach mimo tego, że mamy córkę. Wiem, że nie jestem pierwszą taką kobietą, to się zdarza i jakoś trzeba żyć dale. Tylko, że jest mi bardzo ciężko i bardzo boli. Główny problem jest we mnie, ja to przeżywam dużo bardzie, mocno mnie zranił. Uzależniłam się od niego, a on mnie porzucił. Zrezygnowałam dla niego ze wszystkiego, żyłam tylko nim i tylko dla niego. Chyba w tym wszystkim zgubiłam i zatraciłam samą siebie. Wiem jaki jest mój problem, ale nie umiem sama sobie z tym poradzić, wyciągnąć siebie. Dzisiaj mija kolejny dzień od tego momentu kiedy odszedł. Bardzo to boli, jego słowa wracają w myślach, nigdy wcześniej nie czułam takiego bólu. Ciągle myślę o nim, o naszym wspólnym życiu, nawet we snach go widzę. Niby wszystko się skończyło, a ja nie umiem sobie znaleźć celu. Ale czy to już naprawdę jest koniec naszej miłości? Czuję że mnie kocha, a nawet mi o tym mówi. Więc nie rozumiem skro kocha to dlaczego odszedł? I mamy córkę, a to oznacza, ze nie ma możliwości, aby tak łatwo zapomnieć. Ciągle będzie w moim życiu, a cały ten ból i żal wciąż będzie się nasilał przy każdym spotkaniu z nim i tak naprawdę nigdy nie odejdzie. Błagałam go by do mnie wrócił, choć na próbę, na tydzień, aby mógł zobaczyć co może stracić na zawsze. Nawet padłam przed nim na kolana, na siłę łapałam jego ręce, płakała, a nawet wyłam z rozpaczy. Między nami nigdy nie było wielkiej szalonej miłości jaką pokazują w telewizji, ale mimo to szanowaliśmy się i kochaliśmy. Wydawało mi się, że oboje jesteśmy szczęśliwi i zadowoleni z tego co nas łączy. Czasem nam brakowało pieniędzy, ale oszczędzaliśmy. Wychodziliśmy z dołków i było dobrze, śmialiśmy się razem, chodziliśmy na spacery, do kina. Czasem były też kłótnie, nawet ostre i nawet były jakieś awantury. Postanowiliśmy dać sobie czas, wyprowadził się i nie było go w domu przez 5 miesięcy. Jakoś dawałam sobie radę, starałam się. Później powiedział, ze chce wrócić do domu, że mnie kocha. Od tamtego czasu minęło 6 miesięcy, cały czas się starałam. W miedzy czasie zaczęłam pracować, ale czasami wypadały mi nocki. Wtedy się zaczęło, ja byłam w pracy na nocce a on urządzał sobie imprez. Sprowadzał do domu kolesi, pili razem i zaczęło się otwarte strony porno, seks czaty i jeszcze ona? poznali się dwa tygodnie temu na imieninach jego brata, była koleżanką szwagra. Walczyłam o naszą miłość, prosiłam go, aby nie odchodził, krzyczałam, a nawet z tej bezsilności uderzyłam go. Oddał mi i upadłam. Usłyszałam wtedy słowa, których nigdy w życiu od nikogo nie spodziewałam się usłyszeć, to bardzo boli. Później wyszedł. Od tamtego czasu minął tydzień, widziałam się z nim trzy razy, jak przyszedł po rzeczy, później po córkę, a potem odwieźć ją. Za każdym razem poniżałam się, błagałam go żeby został, straciłam godność. Wiem że go męczę, osaczam. Cały czas siedzę i ryczę, nawet teraz kiedy to piszę. Dla ukojenia bólu piję wino, ono pomaga, choć na chwilę. Oddałam dziecko do mamy, bo nie chcę żeby widziało mnie w takim fatalnym stanie, a ja nie umiem się sama pozbierać. Wiem że powinnam to zrobić dla dziecka, bo bardzo ją kocham. Ale nie umiem. Myślę o zakończeniu tego bólu, ale nic nie umiem sama zrobić. Gdyby tylko dał mi szansę, wrócił do mnie, wiem że ten ból by odszedł. Nigdy go nie zdradziłam, żyłam dla niego, dziecka i dla naszej rodziny, bo to było dla mnie najważniejsze. A dzisiaj straciłam cel w swoim życiu, ciągle nie wierzę że odszedł, ze to już koniec. Bardzo chcę aby wrócił, gdyż nie potrafię znaleźć innego celu w życiu. Nie umiem się pozbierać, nawet dla dziecka, jestem jakąś głupią egoistką. Myślę o swoim bólu, nie o tym, ze ona też to na pewno przeżywa. Bardzo go pragnę, choć wiem ze go nei ma, tracę przez to grunt pod nogami. Próbowałam wieszać się na klamce, na jego krawacie, raz tak bardzo brakowało mi powietrza, a w głowie pojawiało się coś dziwnego, przychodziły jakieś straszne obrazy. Zabrakło mi odwagi, chociaż p[rzez chwile czułam ulgę, ze to się skończy, ze nie będę już tego czuła, ale potem było gorzej. Pomyślałam że jestem głupia, beznadziejna bo nawet zabić się nie umiem, nie mam ani siły, ani odwagi. Nie powiem nigdy nikomu o tym, ciężko jest, nie mam odwagi żyć i nie mam odwagi się zabić. Nic nie jadłam przez parę dni, wszystko mi jedno co się ze mną stanie, bo bez niego nic nie znaczę. Nie umiem poradzić sobie z tym bólem, z tą pustka po nim. Błagam o pomoc, o wskazówki, o cokolwiek. Chcę być silna, chcę wrócić do żywych, a nie umiem. Muszę to zrobić dla swojego dziecka. Brakuje mi sił. Ciągle płaczę. Niech ktoś mi wytłumaczy dlaczego? Jak długo będę jeszcze czuła ten straszny ból? Czy mogę zrobić coś jeszcze, żeby on wrócił, żebym nie czuła tej pustki, aby był z naszą rodziną? Ja sama jestem z rozbitej rodziny. Ojciec pił i bił mamę. Czasem taki mocno, ze przyjeżdżała karetka. Mimo to zdecydowałam się założyć rodzinę, mam ukochane dziecko. Nie wiem co będzie dalej, boje się żyć sama, boję się też spróbować znów, niby chcę żyć, ale nie umiem. Nie umiem też sprawić, abym odeszła z tego świata. Jestem upodloną i poniżoną samotną kobietą.
Podobne tematy
2 2012-06-26 13:57:36 Ostatnio edytowany przez skomplikowana (2012-06-26 13:59:12)
Niewiele słów da Ci teraz ukojenie.
Nie zrozum mnie źle ale jesteś teraz jak narkoman na odwyku, jesteś tak silnie uzależniona od niego, że aż ciężko mi w to uwierzyć.. Nigdy przenigdy kobieta nie powinna tracić godności i szacunku do samej siebie. Ale to jest moje zdanie, kogoś kto stoi obok i emocjonalnie go to nie dotyczy.
W Twojej duszy rozgrywa się piekło, wiem o tym.. ale zastanów się.. czy on był w porządku? Macie dziecko a jesteście małżeństwem? Jeśli nie to dlaczego? Czy to była miłość?
Teraz będzie Ci ciężko na to spojrzeć z dystansem, ale wytrzymałaś bez niego tamte 5 miesięcy i wrócił.. teraz tez dasz radę.. nie proś, nie błagaj.. na facetów to nie działa, skoro sama się tak traktujesz i poniżasz to on uważa, że nic nie traci.. że będziesz na każde zawołanie. Jeśli chcesz zmienić swoją sytuacje, zmień podejście.
Byłam kiedyś w związku z facetem, który był niesamowitym manipulantem, strasznie mnie traktował gdy czuł, że mi bardzo zależy, badał grunt pod nogami, ile wytrzymam i jak długo będę "na smyczy". Był mnie pewny, tak jak ten Twój Ciebie.. i co? szalał, bawił się i od czasu do czasu się ze mną spotkał żeby zobaczyć czy ciągle cierpie, czy w każdym momencie może wrocić. Upewniał się ze ma mnie w garsci, po czym mówił, że nie można mieć wszystkiego i zostawiał mnie z odnowioną raną w sercu. Życie moje straciło sens. A on mnie miał na wyciągnięcie ręki i bez wyrzutów sumienia i bez obaw szalał sobie z kumplami.
Ale to był pierwszy i ostatni taki związek. Podniosłam się, uwierzyłam w siebie i na sam koniec on biegał i skomlał.. Taki jego obraz żałosnego faceta zapamiętałam ..
Teraz Ty jesteś na tej słabszej pozycji, ale w każdym momencie możecie się zamienić rolami.
Mówi, że Cię kocha? Bo tak jak mówię ciągle trzyma Cię w garści. Pokaż mu, że masz godność. Zmień się nie do poznania. Przestań błagać. A postrada zmysły, pokaż się z całkiem innej strony, pokaż że Ci jest niepotrzebny! Pokaż co stracił!
Cześć, pięnie opisalaś swoją nie piękną historię. Tak naprawde Jest mnustwo wyjść z tej sytuacji i ty to dostrzeżesz ale potrzebujesz na to troche czasu zeby tyrzeźwo spojrzeć na całą ta sytuacje. Wtedy dostrzeżesz to co teraz jest Ci cieżko zobaczyć. Obarczasz siebie za całe zło, za wszystko co działo sie w twoim związku, a ja uważam że nie masz sobie nic do zażucenia. Ty pracowałaś poświecałaś sie dla dobra rodziny, a on sobie robil imprezki z kolegami z dodatkami pornoli, zamiast zawinąć rękawy i wziąć sie do pracy. Nie mial zajęć to miał głupoty w głowie. Zdradził Cie z inna Kobietą, która jest nikim zabierając sie za zajętych facetów mało tego Tatusiów. Prosiłaś go, wybaczyłaś mu wszystko ale w imię czego????!! Twój partner jest zwykłym, padalcem, raniąć ciebie i wasze dziecko dobrze sie bawi, nie próbując ratować rodziny a jeszcze obarczać cie wina, bo tak łatwiej. Jestem przekonana że nie bedzie szcześliwy z kobietą z która sie spotyka na czyjimś nieszczęćiu swojego szczęścia nie zbudujesz. Jesteś silną kobietą która potrzebuje poświecić czas na siebie, Zapisz sie do fryzjera, idz do kosmetyczki na solarium itd. Poświeć czas dla siebie i córci, ona Cie kocha bezgranicznie, nie oczekując w zamian nic tylko twojego ciepła i miłości. Wierze Ze jesteś na tyle silna ze poradzisz sobie z ta sytuacją, rada dla Ciebie?: Zapisz sie do psychologa wygadaj sie i posłuchaj fachowej rady. Może to nie recepta za zagojenie odrazu twojego bólu ale sadze ze poniekąd to Ci pomoze.
Katio, rozumiem Twój ból, żal, może rozgoryczenie do losu, do życia, do partnera.
Wiem, jak się czułaś, kiedy błagałaś, żeby wrócił, padałaś na kolana ... Masz rację, zatracone poczucie własnej godności. Ale to też rozumiem.
Nie masz racji pisząc, że nie masz odwagi skończyć tego raz na zawsze. Kończenie w taki sposób nie wymaga odwagi, targnięcie się na własne życie nie jest czynem heroicznym.
Podniesienie się z dołka, w którym jesteś, poradzenie sobie z przeciwnościami, znalezienie w sobie tyle siły, żeby wrócić do równowagi nie tylko dla siebie ale i dla Twojego dziecka, które sama wiesz bardzo Ciebie potrzebuje - to wymaga odwagi, kiedy tego dokonasz (a jestem przekonana, że tak się stanie, kobiety silna płeć
) będziesz mogła stanąc przed lustrem i z pełną satysfakcją powiedzieć "dałam rade"
Gdzies na forum przeczytałam, że każdemu rozstaniu towarzyszy okres żałoby, trzeba się wówczas wypłakać, wyżalić. Zrób tak. A później wróć do nas, do świata, w którym czeka Ciebie wiele dobrego.
Nie wracaj pochopnie do partnera, teraz, kiedy logiczne i trzeźwe myślenie jest Tobie obce.
Daj sobie czas na przemyślenie, czy jednak on jest tym, z którym chcesz spędzić życie. Pisałaś, że mieliście kilkumiesięczną przerwę, pisałaś, że pojawiła się inna kobieta ... Pisałaś, że on mówi, że kocha. Czyżby? Czy poza słowami, Jego czyny mówią to samo?
Jesteś osoba uzależnioną. I, jak każdy uzależniony na głodzie, błagasz o jedno "sztachnięcie się", o jeden łyk. W Twoim przypadku tym łykiem jest chwila z partnerem. Decydujesz się na wyjście z uzależnienia?
Jeśli tak, to poszukaj w swym mieście psychoterapeuty i podejmij własną terapię.
Ojciec pił i bił mamę. Czasem taki mocno, ze przyjeżdżała karetka. Mimo to zdecydowałam się założyć rodzinę, mam ukochane dziecko.
Mimo to? Nie, kochana, WŁAŚNIE DLATEGO dzieje się to, co się dzieje. Masz taki wzorzec, że facet pije i bije, a kobieta przy nim trwa i się płaszczy. Starałaś się o miłość taty, gdy byłaś mała i tak samo uważasz, że musisz się starać o partnera. Jeśli nie zawalczysz o siebie i nie zdecydujesz się na terapię, to do końca życia będziesz sobie wyszukiwać mężczyzn podobnych do Twojego ojca, dla których liczą się tylko kumple, picie i panienki.
Chcesz, żeby Twoja córka miała tak zniszczoną psychikę, jak Ty? A to właśnie jej fundujesz. Otrząśnij się, to tylko facet, jeden z wielu, żadne bóstwo, żebyś przez niego miała się zabijać, zaniedbywać dziecko, czy rujnować sobie życie. Słyszysz? Tylko głupi facet! Poznasz jeszcze miliony innych, a dziecko masz jedno i nigdy sobie nie wybaczysz, że ono siedzi u babci, a ty pijesz i rozpaczasz po przygłupie.
hej nie mozesz tak myśleć ,Bóg Ci dał życie nie po to żebyś go straciła przez jakiegoś faceta,zobacz ile jest na świecie chorych ludzi borykających sie po szpitalach i marzących o wyzdrowieniu,i normalnym życiu,życie jest darmem nie zapominaj o tym ,ciesz sie z tego ze jesteś zdrowa,i masz dla kogo żyć ,dla siebie i swojej córki.Około rok temu przechodziłam przez coś podobnego 7 lat razem najwieksza moja miłość,ból którego nigdy nie zapomnie ,morze wylanych łez,na poczatku to samo nie mogłam jesc pić nic nie mogłam,i co jakoś żyje i jestem szcześliwa poznałam nawet kogoś i zaświeciło do mnie słońce a on przyszedł chciał i nadal chce wrócić,ale ja już nie wycierpiałam przetrawiłam.Ja byłam w tej gorszej sytuacji ze z nim pracowałam wiec codziennie musiałam go widywać,wiesz jak bolało?napewno wiesz.I wskazówke wyzej od dziewczyn które równiez doświadczyły podobnych przeżyć weś sobie do serca.Nie pokazuj mu ze nadal Ci na nim zalezy,absolunie jak go spotkasz zaciśnij pięsci:)i udaj obojętność ,a nawet radość.Z tymi rozstaniami jest tak ze na początku my kobietki przeżywamy to emocjonalnie,nie mozemy sie pogodzić z owym faktem,a facet taki zachłysta sie wolnośćią i ma gdzieś ,pózniej u nich natomiast pojawia sie refleksja i myślą nad tym co stracili ,natomiast my juz jesteśmy na innym stopniu i zaczynamy cieszyć sie życiem.Pisz na forum mi w momencie mojego rozstania to bardzo pomogło,podniosło na duchu,przeczytaj ksiazke kobiety które kochaja za bardzo...dzieki tej ksiązce duzo zrozumiałam i nie prosiłam go o powrót,przezywałam to w swoim zaciszu.Na poczatku dałam mu do zrozumienia ze nie chce zeby odchodził i poczułąm sie śmieszna i zdeptana w jego oczach,pozniej sie zawziełam i powiedziałam o nie nie bedziesz czerpał satysfakcji z tego ze nie dosc ze mnie zostawiłęs to ja jeszcze sie kajam.Musisz zrobić to samo,prosze nie błagaj go o powrót,on ma tylko z tego satysfakcje.Niech kazdy kolejny dzien bez niego bedzie dla Ciebie sukcesem,zobaczysz najgorsze przeminie,zaczniesz jesć wychodzić do ludzi,cieszyć sie zyciem,bedziesz silniejsza i mocniejsza!!!
8 2012-06-26 15:26:59 Ostatnio edytowany przez Doonna (2012-06-26 15:31:50)
BabaOsiadla ma racje, nie posluchasz jej to bedziesz zalowac reszte zycia.
Skup sie na corce, podnies sie, chyby nie myslisz ze on zechce wrocic do takiej kleczacej ofiary, ktora nawet swoje dziecko odrzucila zeby miec czas pozalic sie nad soba.
A tak na marginesie to chyba bardzo malo kobiet chcialo by takiego pajaca, napewno jestes teraz zaslepiona, ale wierz mi...przyjdzie dzien ze sama sie bedziesz dziwic, jak moglas byc taka glupia.
A cierpienie minie, przetrzymaj...na tesknote nie ma lekarstwa, czas sam leczy.
Badz silna, nie ponizaj sie bo on nie jest tego wart.
tak bardzo wam dziękuję za te słowa. dzisiaj długo rozmawiałam z mamą i od niej uzyskałam dużo wsparcia. umówiłam się też na pierwszą wizytę do najlepszego terapeuty w moim mieście. wasze słowa i mojej mamy bardzo mnie podbudowały. chyba już wypłakałam wszystkie łzy, albo prawie wszystkie. ustaliłyśmy z mamą ze moja córka zostanie u niej jeszcze przez parę dni, bo nie wiem jak będę czuła się po wizycie. bardzo wam dziękuję, uświadomiłyście mi, ze też byłyście w podobnych sytuacjach a mimo to wiara i siła czyni cuda i czas. wiem, ze jeszcze długo będę go kochać, ale koniec z poniżaniem się.
Skup sie na dziecku, ono jest samo w tej sytuacji...
i tak trzymaj jestem z Ciebie bardzo dumna idziesz do przodu i bardzo dobrze!a z tym terapeutą to juz rewelacja.
katiu940,
gratuluję decyzji. ![]()
Katia bardzo się cieszę
czuję, że powolutku staniesz na nogi.. pamiętaj, że Ty jesteś najważniejsza! :*
Twoje podejscie do sprawy sie chwali, sytuacja Cie przytloczyla ale znalazlas sile zeby sie nie poddac, trzymaj sie tej mocnej strony, niedlugo bedziesz potrafila zasmiac sie w twarz dla tego, ktory tak bardzo Cie skrzywdzil...cierpliwosci, jestesmy z Toba.