netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Mój związek- czy on się wypala...

8 odpowiedzi3 557 wyświetleńzałożony przez takajednaja, 23.06.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Mój związek- czy on się wypala...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 9 ]

1

Temat: Mój związek- czy on się wypala...

Hejka, długo myślałam czy tu zamieścić posta czy nie... Obserwuje to forum od jakiegoś czasu i zauważyłam, że wiele osób potrafi w bardzo sensowny sposób coś doradzić... Mój problem może nie jest jakiś wielki, ale wiem, że nie jest do końca tak jakbym chciała...

Z moim partnerem jestem już 6,5 roku czyli dość długo smile A znamy się z 10 lat... Wszystko zaczęło się w gimnazjum on mi się bardzo podobał, ja jemu, ale nic z tego nie wyszło smile on był nieśmiały, ja stwierdziłam, ze za facetami nie będę latać... Prawie przez cały czas mięliśmy ze sobą kontakt..Czasem rzadziej czasem częściej... Generalnie w  3 liceum zaczęliśmy się częściej spotykać- wiadomo 18-tki smile wspólne imprezy, wspólni znajomi, nawet nie będąc z nim hehe czułam się zazdrosna jak jakaś dziewczyna się do niego dostawiała, mimo , ze ja sama miałam chłopaka...Przez okres około roku spotykaliśmy się tak po prostu sobie pogadać- wiedziałam, ze mu się bardzo podobam, ale on nic w tym kierunku nie robił, żebyśmy byli razem. W koniec końcu ja go pocałowałam, zaczęliśmy być razem, ogólnie pierwsze dwa lata idealnie, spotykaliśmy się codziennie bardzo zakochani, potem on poszedł do wojska. Rozstania powroty, wiadomo bardzo za sobą byliśmy, więc każda przepustka razem mega szczęśliwi. Kolejne lata też w sumie ok czasem lepiej czasem gorzej, ale ogólnie układało nam się bardzo dobrze... Zdarzały sie kłótnie, niby rozstania na tydzień, dwa ale zawsze się godziliśmy. Każde z nas chodziło do pracy, ja na studia, mimo to zazwyczaj widywaliśmy się wieczorkami. Zawsze byłam przekonana, ze to ten jeden jedyny i na zawsze i, że chciałabym wziąć z nim ślub mieć dzieci- wiadomo wszystko w odpowiednim czasie smile Ale od jakiegoś pół roku zaczyna się między nami psuć, wiem , ze jeżeli chodzi o inne kobiety to nie ma takiej opcji, żeby coś kombinował... Może chodzi o to, że jesteśmy ze sobą już tyle czasu, ze ten związek wydaje mi się troszeczkę przechodzony, a może bardziej chodzi o to, ze mam wrażenie, ze z jego strony to tak wygląda... Ja w dalszym ciągu jestem bardzo za nim, ale wydaje mi się, że on darzy mnie mniejszym uczuciem. Zdaje sobie sprawę, że trudno biegać za kimś 6 lat i ekscytować się każdym spotkaniem, nie zaskakujemy się już tak często, związek popadł troszkę w rutynę, bo ile można oglądać filmów, ile można jeździć rowerami, chodzić na spacery, czy spotykać się ze znajomymi. W sumie od dłuższego czasu nie widujemy się aż tak często. Od około 1,5 rok on miał pracę dwuzmianową, więc tydzień się widzieliśmy tydzień nie. Ale chodzi o to, że mam wrażenie, że to wszystko się wypala... I , że w dłużej mierze ten związek zależy tylko ode mnie,,, Chwilowo oboje nie mamy pracy, Ja się zwolniłam, bo zależało mi na napisaniu pracy magisterskiej i zdaniu bardzo dobrze egzaminów, a jego firma została zlikwidowana i w zasadzie mimo, ze mamy mnóstwo wolnego czasu bardzo rzadko się spotykamy.  W ostatnim okresie bardzo dużo czasu spędzałam ucząc się i myślałam, ze chwilowy brak kontaktu spowoduje, ze będzie on bardziej za mną a wygląda na to, że się od siebie oddalamy. Stwierdziłam, że nie będę tak bardzo często pisać, niech on się wykaże, a wygląda na to, ze jemu taki układa bardzo odpowiada. Sam nie proponuje spotkań, ja muszę za każdym razem inicjować,,, A kurcze jestem kobietą i chciałabym, czuć się kochana, że komuś na mnie bardzo zależy. Zdaję sobie sprawę, ze jak się nie pracuje to nie ma się  pieniędzy na jakieś wyjścia i w sumie za dużo też się nie dzieje- jest nudno, ale chciałabym, żeby on jakoś się wykazał a nie, że wszystko zależy ode mnie. Ja muszę za nim biegać, a jak nie będę się odzywać to i tak nie wpadnie na to, żeby sam coś zaproponować. W sumie wiem, ze on mnie bardzo kocha ( nie będę przytaczać przykładów, bo ten post będzie za długi), ale chodzi o to, ze on się w ogóle nie stara.... Ostatnio było mi troszkę, przykro, bo cztery dni z rzędu mięliśmy się spotkać a on za każdym razem miał coś ciekawszego do roboty a nawet jak nic nie robił to mu się nie chciało... Co prawda mam zajęcia (joga, pilates) spotykam się ze znajomymi, więc nie podporządkowuje wszystkiego pod niego, ale chodzi o to, że nie wiem jak właściwie postępować, żeby było Ok... Czy rzadziej się odzywać (mimo, ze widzę , że sie oddalamy), czy starać się go czymś zaskoczyć? Dodam, ze mimo ,że jesteśmy tyle czasu razem nie mieszkamy razem- wysokie koszty wynajmu. Może, to że zaczynamy się oddalać wynika z faktu, że za długo stoimy w miejscu...Nic się szczególnego nie dzieje... Temat ślubu był nieraz poruszany, ale mój partner twierdzi, że jest to wyrzucanie około 25 tyś, a i tak nie wszystkim będzie się podobać, i że jest to bez sensu... Jeżeli chodzi o wynajęcie mieszkania, to myśleliśmy o tym, ale hmm ja mieszkając u rodziców  przed wypłatą nie miałam pieniędzy (średnio mi wychodzi oszczędzanie),a co dopiero gdyby doszły koszty wynajmu oraz jedzenia. W sumie teraz będzie troszkę łatwiej, bo odejdą mi koszty czesnego, ale cały czas się zastanawiam czy to jest to.. Mój partner coraz częściej mnie krytykuje, o pierdoły, nie stara się, mam wrażenie, że coraz mniej mu zależy. Czasami mam wrażenie, że wszystko jest dla niego ważniejsze niż ja... Co powinnam zrobić, żeby znowu było dobrze...?? Nie chce przekreślać tego wszystkiego, ale też nie chcę być na zasadzie "jest bo jest- a mam ją gdzieś".

2

Odp: Mój związek- czy on się wypala...

A próbowałaś z nim o tym porozmawiać? Na podstawie tego co przeczytałem, uważam, że Twojemu partnerowi odpowiada to, że budujesz jego ego i nie chce tego zmieniać. Argument, którym zdementował małżeństwo jest trochę błahy. Warto by było, żebyś poważnie z nim porozmawiała, a następnie głęboko się zastanowiła, czy taki związek naprawdę da Ci szczęście. Czas płynie, a wraz z nim możliwość bycia szczęśliwą z kimś innym.

3

Odp: Mój związek- czy on się wypala...

Rutyna, nuda, mam co mam i jest super po co mam się starać dalej.
Rozmawiać, rozmawiać. Tylko na Boga nie z pozycji siły - ja mam rację. Spokojnie, rozważnie, szczerze, bez oskarżeń, bez prokuratorskich dociekań. Tylko czy on jest na to gotów ? Bo jakoś tak to z facetami bywa, że cierpią, martwią się ale nie potrafią się otworzyć. A to wobec partnera jak związek jest chory to podstawa.
W ogóle to was podziwiam. Tyle lat razem ale oddzielnie. Wiele par już dawno by się pożegnało ze sobą.

4

Odp: Mój związek- czy on się wypala...

Wrażenia, wyobrażenia, obawy, lęki, spostrzeżenia, odczucia. I zero poinformowania o tym wszystkim swego partnera. Cały związek obracasz w swej głowie. Jakim cudem Twój partner ma wiedzieć o tym wszystkim?

Według mojej wiedzy, najgorszymi słowami dla wielu mężczyzn jest hasło "musimy porozmawiać". Proponuję zatem, byś nie używała tych słów, a zwyczajnie powiedziała o swoich wrażeniach. I nie zmuszała go do błyskawicznej odpowiedzi.

5 Ostatnio edytowany przez takajednaja (2012-06-24 23:11:29)

Odp: Mój związek- czy on się wypala...

Opisze wieczorem co i jak smile Oczywiście, ze z nim rozmawiałam,  i to nie raz i nie skacząc do gardła tylko normalna rozmowa...  Jemu wszystko w naszym związku pasuje, a mi nie do końca... Gdybyśmy się w ogóle nie dogadywali to byśmy tyle czasu nie byli...Rozwinę swoją wypowiedź później, bo w tej chwili nie mam czasu...:)


Jeżeli chodzi o naszą rozmowę, w której poruszyłam problem zawarty w poście, to mój partner uważa, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, mówił, że związek mu jak najbardziej odpowiada i, że nie ma czegoś co by chciał zmienić. Przedstawiłam mu mój punkt widzenia, na co on stwierdził, ze kurcze jesteśmy tyle czasu ze sobą, ze to chyba normalne, że już za mną nie biega. Porównał mi to wszystko do egzaminu na prawo jazdy  Pytał mnie czy jak 5 lat temu zdałam na prawko cieszyłam się  bardziej, że je mam od razu po egzaminie czy teraz. Powiedział, że teraz cieszę się, że je mam i jestem do tego przyzwyczajona, że nie wyobrażam sobie żeby było inaczej ale nie skaczę i nie przeżywam jak na samym początku. I , że tak jest z naszym związkiem. Potem tłumaczył mi, że ma dużo zajęć w domu etc. i, że jak zacznie coś naprawiać, robić to nie rzuci wszystkiego jak tylko zadzwonię, i że powinnam to zrozumieć. Powiedziałam mu, że mam wrażenie, że wszystko inne jest ważniejsze ode mnie. Powiedział mi, że bym mogła zapytać u niego w domu jaki był zły jak musiał coś tam naprawiać, i się nie spotkaliśmy. Generalnie rozmowę mięliśmy jakoś w zeszłym tygodniu i od tego czasu jest lepiej, ale zawsze tak jest jak są jakieś niedomówienia to na jakiś czas jest dobrze, a później tak samo. Chodzi mi o to czy faktycznie kobieta powinna sprawiać wrażenie trochę niedostępnej??  I czy powinnam być dla niego bardziej "oschła", żeby było jak wcześniej... Bo szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia, co zrobić żeby w tym związku było tak jak kiedyś.

6

Odp: Mój związek- czy on się wypala...

Teraz dopiero kochana przeczytałam prośbę od Ciebie.
Wiesz hm, no Jemu układ odpowiada, bo Ty się starasz, On za wiele nie musi robić, bo Ty to robisz i Jemu widzę to bardzo na rękę . Tak nie może być, musi być jakaś równowaga w związku. Wszystko rozumiem, że po 6 latach nie ma takich fajerwerków jak na początku bycia razem, ale bez przesady żeby też nic się nie starać, nie zaskakiwać siebie ani nic. Moi znajomi są razem 7 lat, co chwile się coś u nich dzieje, wcale się sobą nie nudzą są przyjaciółmi i partnerami w jednym, jeden za drugim stoi murem. Momentami to jest aż no przesadzone jak na nich patrzę, że po 7 latach pajają aż taką słodkoscią do siebie ( czasem się idzie użigoć tęczą:P). Moim zdaniem On musiałby zrozumieć też, że okej kochasz Go, ale wiadomo, że jeśli kobietka jest zaniedbywana, daje 'sygnał' (dałaś ten sygnał rozpoczynając rozmowę o tym), że coś jest nie halo, mówi co Ją trapi i ma wrażenie, że się nie stara to już powinien przemyśleć to w jakiś sposób chyba, że rzeczywiście jesteś jakaś przewrażliwiona. Wiesz z tym prawo jazdy..dziwnie to porównał , bo kurcze z jednej strony ma rację no nie będzie motylków w brzuchu cały czas albo ekscytacji...ale.. co jak co,  trzeba się zawsze w związku starać, dużo rozmawiać, nigdy nie można być pewnym w 100%, bo takie sytuacje czasem skłaniają do głupot, których nawet ja ani żadna z Nas by sobie teraz w ogóle nie dopuszczała do myśli. Tak się gada - kocham go i nie zdradzę, ale jest milion wątków tutaj typu ' kocham go ale zdradziłam, bo mnie zaniedbywał' . Człowiek się już potem sam gubi. Zdrady nie popieram i nigdy nie będę, ale podałam tylko przykład jak czasem się to może kończyć może skrajne, ale zdarza się. Facet powinien żyć w świadomości ( to samo kobieta ) , że miłośc niepielęgnowana i starania tylko jednej połówki, a nie dwóch może po prostu wygasnąć, wypalić się..i trzeba zawsze się starać żeby ta druga osoba nawet nigdy nie pomyślała o tym żeby znaleźć sobie kogoś innego kto  da to, czego pragniemy. Zastanawia mnie jedno teraz już jest ta pora, że zaczynam myśleć jak filozof i robię rozkminki tongue ..jesteście 6 lat razem On mówi, że nie będzie tych fajerwerków tego szału jak to On napisał..ale dlaczego Ty potrafisz się starać? i dlaczego potrafisz jakoś okazać Mu to swoje staranie? Przecież jestescie oboje w tym związku wiadoma sprawa, więc czemu ten pogląd jest tylko z  Jego strony , a Ty chcesz i potrafisz i starasz się ? A czy są między Wami jeszcze jakieś inne relacje, które mogłyby wpłynąć na to, że jest teraz jak jest? Inne problemy, kłopoty? Polecam Ci przeczytać ' dlaczego mężczyźni kochają zołzy pdf' wpisz w google to hasło  i wyskoczy Ci ta książka na internecie do poczytania ( jak pamiętam to jest to pierwsza propozycja w przeglądarce otwiera się to w adobe reader) . Jest to poradnik kobietki, który mi dużo pomógł zrozumieć zachowania facetów i wydaje mi się, że do Twojej sytuacji jest wprost idealny.  Wiadomo, ze jesli facet czuje, ze kobietę ma na tacy, że wie, ze kobitka Go kocha na zabój i Go nie opuści to nie będzie się starać, bo wie dokladnie, ze Ona Go nie zostawi.. życzę Ci powodzenia;*

7 Ostatnio edytowany przez fairytale (2012-06-26 23:59:58)

Odp: Mój związek- czy on się wypala...

Ja uważam, że nad związkiem z tak dlugim stażem trzeba pracować smile
Gdybyście się nie kochali to nie bylibyście razem tak dlugo! Na pewno latwiej jest powiedzieć - ok, nie układa nam się, nie ma fajerwerków, to rozstajemy się.. Ale jeżeli Wam zależy to musicie się starać.  W każdym związku pojawia się rutyna, przecież gdy jest juz ta pewność, że partner jest z Tobą i kocha Cie to nie ma już tego dreszczyku emocji - naturalna kolej rzeczy smile
Twój partner jest już po prostu pewny tego, że Cie "ma", że nie musi sie wysilać, no bo i tak będziecie razem i tak jest dobrze. Widocznie rozmowy nie pomogły dużo, bo jest nadal jak jest, jemu to pasuje, a Ty nadal wychodzisz z inicjatywą tongue Ja bym proponowała trochę podkręcić atmosfere - zmień coś w swoim wyglądzie, zapisz się na dodatkowe zajęcia i zacznij się nim mniej zajmować, nie miej czasu dla niego. Powinien wtedy się ruszyć do działania wink

8

Odp: Mój związek- czy on się wypala...

Hejka dziękuje Wam za rady, ogólnie myślę, że rozmowa troszkę pomogła przedstawiłam swój punkt widzenia i jest troszkę lepiej. Oprócz rozmowy w zeszłym tygodniu porozmawialiśmy sobie jeszcze w poniedziałek tak szczerze. Jezeli chodzi o książkę "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy" to czytałam z dwa razy smile Z 2-3 lata temu i z dwa tygodnie temu dla przypomnienia smile Jest jeszcze "Dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy" ale w zasadzie to jedno i to samo tylko innymi słowami.  Bardzo podobała mi się tak książka tylko właśnie o to chodzi, że mój partner nie działa standardowo co dziwne... Jak ja sie odsuwam to on też, jak ja jestem kochana to on zazwyczaj ale nie zawsze równieź. I tak to wygląda, może zaczęłam mieć przez to mętlik w głowie. Bo jakiś czas temu odsunęłam się trochę  co by odświeżyć trochę ten związek, ale z odwrotnym skutkiem, zamiast lepiej było gorzej.  A co do przewrażliwienia to myślę, że raczej nie jest tak. Tylko np nienawidzę gdy umawiam się z nim np o 16 gdy siedzi w garażu, że za 2h się widzimy a dzwonię o 18 a on mówi, ze nie skończył.... Grrr jak płachta na byka wole jak powie, że się nie widzimy i się umówie ze znajomymi, albo jakoś inaczej sobie zorganizuje czas, a nie, że czekam wyszykuje się a tu dupa... Bo moim zdaniem to jest nieszanowanie mojego czasu. Co prawda  tylko kilka razy taka sytuacja miała miejsce, ale pokłóciłam się z nim o takie cos. Znowu on argumentował, że jak coś rozkręci to nie zostawi tego, bo ja dzwonie.. Ale określić się jeżeli chodzi o czas nie potrafił.  Ogólnie to w tym tygodniu zaczęłam nową pracę smile  więc będę miała zdecydowanie mniej czasu na spotkania, więc myślę, że jakoś to się ułoży.  Co do pytania, które zadałaś betheono o kłopoty problemy w relacjach. To w zasadzie nic się nie wydażyło szczególnego może tylko to, że oboje nie pracowaliśmy co za tym idzie brak funduszy na wyjścia i monotonia rutyna brak celów. Miejmy nadzieje, że jak oboje będziemy aktywni zawodowo jakoś to wszystko się unormuje i będzie tak jak wcześniej. Może po części założyłam ten wątek, bo byłam ciekawa, czy osoby będące w tak długich związkach, stosują się do zasad przedstawionych w tej książce, bo czytając ją miałam wrażenie, że bardziej się ona sprawdza na samym początku. Wydaje mi się, że mój odebrał to jako "ma dużo nauki nie będę przeszkadzał "i tak odebrał moje odsunięcie się. Albo może jak pielęgnują tak długi związek, żeby było dobrze, czyli czy się starają czy stają chwilowo bardziej niedostępne... Co do stwierdzenia, że jest pewny, że mnie ma to z pewnością się zgodzę, ale też nie jest tak, ze robie wszystko pod niego i całkowicie się podporządkowywuje do jego grafiku. Mam swoje zajęcia i znajomych. Generalnie moim błędem może jest to, że w stosunku do jego osoby zawsze byłam mega szczera i zna moje wszystkie mocne słabe strony. Jest w stanie przewidzieć moją reakcje. Zna mnie na wylot. Jeżeli miałam jakiś problem zawsze mu mówiłam. Ale znowu wydaje mi się, że bez szczerości nie da się zbudować dobrego zwiazku... Czas pokaże co to dalej będzie smile

Posty [ 9 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Mój związek- czy on się wypala...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026