Gdzieś utarł się taki pogląd, że biedy prędzej pomoże niż bogaty. Mam dobrą pracę - mogłabym pomagać mojej rodzinie, ale uważam, że pomoc finansowa, w efekcie bardziej szkodzi niż pomoga. Co o tym myślicie?
Mój pogląd kształtował się przez wiele lat. Pamiętam taką sytuację, gdy mąż mojej siostry (jedyny żywiciel rodziny) zachorował. Było ciężko, bo na zwolnieniu zarabia się mniejsze pieniądze, a poza tym była groźba, że jak długo będzie na zwolnieniu, to po powrocie nie będą go chcieli zatrudniać. Historia dobrze się skończyła, ale zastanawiałam się wtedy, co powinnam zrobić, gdyby zadarzył się wariant najgorszy - że zostaliby bez pieniędzy.
Kilka miesięcy temu zmarła moja ciotka. Nie miała dzieci, a ponieważ dobrze zarabiała, zawsze wspomagała finansowo swoje dzieciate rodzeństwo. Po śmierci, ci co najwięcej od niej dostali, najbardziej czuli się pokrzywdzeni... że za mało.
Kolejny przykład rozwód w rodzinie. Ona została z mieszkaniem na kredyt, z dzieckiem i małą pensją. Wydatki są większe niż zarobki. Wiecie jak to się skończy?
Chciałabym, aby skończyło się pozytywnie. Rozmawiałam z nią, by poszukała sobie nowej, lepszej pracy. W odpowiedzi usłyszałam, a gdzie ja znajdę lepszą pracę, tutaj mam umowę na czas nieokreślony. Ok - rozumiem argument, ale nie rozumiem, jak można wydawać więcej niż się zarabia. Za kilka miesięcy/lat będę słyszeć lament, jak zapuka komornik do drzwi.
Moja rodzina nie uczy się na błędach. Kiedyś proponowałam mojemu siostrzeńcowi, że zapłacę za jego kurs przygotowujący do matury, bardzo go zachęcałam, by studiował. Nie skorzystał - bardzo chciał uwolnić się od nauki i iść do pracy, rzecz w tym, że nie może sobie jej znaleźć, jest na bezrobociu, na utrzymaniu rodziców.
Wiem, studia nie zapewniłyby mu pracy, ale im więcej umiejętności, widzy tym zwiększa się sobie szansę. Może przez ten czas, gdy studiowałby sytuacja na rynku pracy, poprawiłaby się.
Tak jak napisałam - uważam, że finansowanie innych ludzi w rodzinie, nie rozwiązuje ich problemów. Z drugiej storny - człowiek, źle się czuje gdy dzieje się źle w rodzinie, gdy ktoś sobie nie radzi, chciałoby się pomóc. Staram się rozmawiać, zachęcać do właściwych działań. Rozumiem, że ktoś tuż po rozwodzie, ma wszystkiego dosyć, ale nie rozwiązane problemy uderzają z większą siłą. Jak pomogacie rodzinie w trudnych sytuacjach?