netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zerwałam zaręczyny, wróciliśmy, odszedł, Czy jestem az taka zła???

18 odpowiedzi7 498 wyświetleńzałożony przez pogubiona 25, 24.05.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zerwałam zaręczyny, wróciliśmy, odszedł, Czy jestem az taka zła???

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 19 ]

1

Temat: Zerwałam zaręczyny, wróciliśmy, odszedł, Czy jestem az taka zła???

proszę o przeczytanie, spojrzenie obiektywnie na sytuację. Pomocy. Nie radzę sobie ze sobą, z tym jak sie wcześniej zachowywałam. Mam ogromne poczucie winy rozwalenia 9 letniego związku sad We wrześniu miał byc ślub.

Jak w kazdym zwiazku- kłócilismy się nieraz. po 4 latach związku On zaczął jeździc do innej , nie bylismy ze soba ok. 1,5 miesiąca. Kilka razy przyjechal do mnie potem, widziałam Jego skruche i to, że żałuje tego wszystkiego. Wróciliśmy. Chce podkreslic ze to jest chłopak, który ma bogatych rodziców, zawsze wszystkim musiałam udowadniac wokół, że zależy mi na Nim, nie na Jego pieniądzach. Rodzina często widziała w nim takie cechy jak lekceważenie innych, nie staranie się zbytnie, notoryczne spóźnianie sie, jednak ja poblażaąlm, mial gospodarstwo, duza firme,mowil ze pomaga ojcu. Nie powiem, bo bardzo czesto sie o to kłocilismy. Ze ja zawsze sie musze podporzadkowac, ze on na mnie nigdy nie musi czekac, ja za nim- prawie zawsze.

przezylismy naprawde duzo. w 2008 r. byl w  wojsku. Wrocil, bylo cudownie, zaczal wtedy mowic o tym, ze czas pomyslec  o tym, zeby zrobic jakis kolejny krok naszej znajomosci. ( chociaz o tym mowil juz wczesniej, po tym rozstaniu i odejsciu  do innej) Jednak nie bylo zadnej deklaracji... tak mijaly miesiace. Luty 2009, pewnej soboty mial przyjechac. czekalam na Niego z uszykowana kolacją, a ten napisał, ze to wszystko nie ma dalej sensu, że... nie przyjedzie. ze to koniec, ze nie chce byc dalej ze mna zeby nie bylo tragedii. Nie rozumialam. Nawet sie wtedy nie poklócilismy. Na drugi dzien w niedziele napisal mi popoludniu smsa, ze chce sie pozegnac. I czy moze przyjechac. Zgodzilam sie........ I tak juz zostaliśmy razem. Moim zdaniem byly to najlepsze miesiace naszego zwiazku. nie dostalam prezentu w wakacje na urodziny, napisal mi pamietnego smsa, ze nie dostane prezentu, bo juz niedlugo dostane cos bardzo cennego, bo chce zrobic kolejny krok.... O czym byście pomyślały? zaręczy się, prawda?  mijaly kolejne miesiace i nic.... ja zmienilam miejsce zamieszkania na studiach, rodzice po cichu mysleli ze cos sie u nas zmieni, ze zamieszkamy razem, jednak nic takiego sie nie dzialo, zadnych propozycji. i tak doszlo do lutego 2010. moj brat zachorowal na depresje, dwubiegunowa. to byly straszne chwile, choc moj ex byl przy mnie, cieszylam sie z tego, ze jest w takich chwilach. Ze pomaga. choc wtedy zaczelam miec watpliwosci dlaczego nie robi nic w kierunku tego, zeby sformalizowac zwiazek. Wiedzial, ile dla mnie znacza zareczyny, slub.... Faktem jest, ze w jego rodzinie niiiigdy nie bylo choc zartem wspomniane, ze sie pobierzemy, jak to bedzie po slubie, że mam byc ich przyszla synowa. Powiedzialam mu o tych watpliwosciach, ze moze nawet ze wzgledu na chorobe brata nie chce byc ze mna.... spotykalismy sie 2, 3 razy w tygodniu, nie moge narzekac... ale ja chcialam czegos wiecde. szczegolnie, ze przyjezdzal baaaardzo późno, odjezdzal baaaardzo wczesnie rano. Do rodzicow, do pracy. i tak w kólko. Nie wiem jak to wyszlo.... zamówilismy w sierpniu sale na wesele, na 2012 r. Bez oswiadczyn, bez calej tej oprawy... Potem sobie uswiadomilam, ze on owszem wspomnial o sali... o tym wszystkim, jednak to ja to rozkrecilam, dzwonilam, pytalam. Podpisalismy umowy na sale, orkiestre i zdjecia. pytalam sie co dalej, ze trzeba bedzie pogadac z rodzicami, moimi, jego, bo z moimi to w sumie na biezaco bylo rozmawiane. I od tego sie zaczelo.... Jego mama nie kazala swoim pozostalym dzieciom rozpowiadac o dacie slubu w szkole, bo "cos sie jeszcze moze zmienic", nie podobal jej sie termin wesela, miejsce wesela. NIC.    Tata ex nigdy umowy wesela nie zobaczyl. i tak mijaly kolejne miesiace, ja czulam ze kocham go bardzo, on tez zapewnial o swojej milosci. Czulam to, choc bolaly mnie coraz bardziej sytuacje, jak widzialam, ze wszyscy po kolei sie zareczaja, wspolnie z rodzicami obu stron wszystko uzgadniaja.... rozmawialam z Nim o tym, mowilam ze mi strasznie przykro, ze juz wszyscy sie wypytuja czy sie zareczylismy. On caly czas powtarzal, ze juz niedlugo, ze ... juz niedlugo. potem moj brat jeszcze raz powtórzyl mu sie epizod. byl w szpitalu. znowu bylo ciezko. Moj ex byl przy mnie. Potem sylwester, Jego rodzicom bardzo sie nie podobala sala weselna. Bawili sie na niej... ale wiedzialam to tylko od niego, z nimi nigdy nie moglam pogadac na ten temat, prosilam mojego ex, zebysmy podjeli wspolnie ten temat, bo czas biegnie, a my nic nie mamy dograne. Na dobra sprawe podpisalismy umowy nie wiedzac ile gosci bedzie.  Kolejne miesiace, kolejne zlewanie  i odkladanie tematu.  W tym czasie zareczaly sie i ustalaly wesela kolejne osoby z naszego kregu, rodziny itd. Przy nas pytali sie a co z nami... Ex ciagle, ze my w swoim czasie, mnie juz to naprawde zaczelo irytowac, bo ... nie wiem na co czekac. w dodatku jak na zlosc, chociaz moj ex mial bardzo dobry kontakt z moja mama, zaczal coraz czesciej, niby w zartach powtarzac, ze jest ona kandydatka na tesciowa. powiedzialam mu w koncu, że sie nie dziwie, ze teraz czemu nie dogrywamy spraw wesela, skoro mama jest jedynie kandydatka. on nie wiedzial o co mi chodzi. nadszedl kwiecien, prosilam jego mamae zeby sie spotkac, umowic, porozmawiac, wybrac sale. Odkladalam mnóstwo umowionych spotkan, bo ciagle rodzice Ex nie mieli czasu. Chociaz moi rodzice powiedzieli, ze sie dostosuja juz do nich calkowicie. NIC. w tym czasie zaczal sie mna interesowac kolega ze studiow .... zaczelam porownywac mojego ex i jego.  ktoregos dnia byla rozmowa ja i moj ex i jego tata. gdy juz zaczal sie kreccic temat wesela, najpierw jego tata mnie skwitowal mowic, ze to nasze wesele nie jego.... po zcym Moj ex.... zszedl na calkiem inny temat, cos dotyczacy firmy i pracownikow. Zbilo mnie to z nog. Gdy rozmawialismy potem i on zgonil wszystko na rodzicow,z e to z nimi nie mozna nic ustalic, wykrzyczalam mu w koncu, ze nic dziwnego, skoro on sam nie garnie si e do tego, zeby sie zareczyc i ustalic wszystko jak nalezy, z oobydwiema stronami. i przez ten tydzien byly ciagle sprzeczki, mi puszczaly nerwy o byle co. W dodatku strasznie sie spoźnial, mowil  ze bedzie na 20., byl o 22., mowil ze bedzie u mnie, okazalo sie, ze zmienil plany i nie powiedzial ze przesunie sie wszystko o kilka godzin.... za tydzien od tego wykrzyczenia mu zareczyn mial przyjechac znow jakos na 20.00, nie przyjechal.... byl o 21.30. naprawde nie rozumialam tego dlaczego... dzwonil, pytal sie wczesnie j czy nie jestem zla, niby sie staral, a robil ciagle to samo. tego dnia on naprawde byl spokojny a ja na sile sie zloscilam. wiem, ze cokolwiek tego dnia by nie zrobil, jka mialam focha na maksa. kilkakrotnie mnie uspokajal, prosil zebym juz sie nie zloscila, na mnie to nie dzialalo. zaczelam miec watpliwosci, ze ktoregos dnia znowu napisze ze to nie ma sensu... i ze moze ja mu teraz to powiem, ciekawe co on na to. wrocilismy do mieszkania, na drugi dzien jechalismy na komunie... ja naprawde bylam wsciekla. a On wtedy do mnie ze sie spoźnil dlatego, ze byl po pierscionek.... jak weszlismy do pokoju to kleknal... plakalam chyba z 20 min, przyjelam pierscionek.   I sie cieszylam.... az zaczelam sobie uswiadamiac ze ja to wszystko na nim wymusilam. wszystko bylo dobrze ale na horyzoncie pojawial sie ten kolega. Teraz to wiem, ze strasznie podburzal cala sytuacje. Ja z moim ex nie moglam sie czesto dogadac, Pierscionek byl, on nadal o weselu nie poruszal tematu. mowil, ze mu na mnie zalezy, a mnie to... przestawalo cieszyc. Jak byl jakis temat u mnie w domu, to stwierdzal, ze weseleeeee to jeszcze czas. Tak wychodzilo, ze ja chce nie wiadomo czego, np kiedys stwierdzil do mamy mojej, ze " ciocia sie na swietlicy bawila" i tez przezyli. Mnie to rozwalalo. ja naprawde nie wymagalam cudow. Powiedzialm sobie stop. ja chcialam tylko dogadania sie. Miedzy nami bylo coraz gorzej, ja chyba zamykalam sie w sobie, zaczelam widziec w nim coraz wiecej wad, wad,, o ktorych mi mowili wczesniej inni, ze jego rodzina nie szanuje ludzi, ze u nich kobiety sa nie szanowane. Sama widzialam,z e ex ciagle mowi ze mama jego nic nie robi... a tak naprawde pracowala caly czas, i to ciezko, w polu. To samo jego siostra. I chyba sie wtedy zauroczylam w tym koledze. Widzialam go w samych superlatywach. Poznalam w dodatku takiego chlopaka, pisalam z nim na fb, podobalo mi sie jego podejscie do zycia, sposob rozmowy, i znowu zaczelam porownywac do mojego jeszcze wtedy narzeczonego. Mialam strasznie wtedy duzo na glowie, dwa kierunki. Moja mama z bratem zaczeli pracowac u narzeczonego. bylo mnostwo nieporozumien, wtedy tez wychodzily jeszcze wieksze wady narzeczonego. po prostu nie rozumialam jego podejscia do zycia. Nieszanowanie pracownikow, takie wrazenie, ze ci, ktorzy chca dla niego dobrze, sa lekcewazeni, pomijani, spychani na drugi plan. Sytuacja  kobietami: goraczka, 30 stopni, praca w polu, ex powiedzila ze dzis nie bedzie przerwy, robia od 7.00-15.00, a jedna z dziewczyn... ze co jezeli ktos ma te dni.... a ex na to: trudno, jest XXI wiek, weźcie sobie tabletki na wstrzymanie. ... i takich sytuacji bylo wiecej. Ja zaczelam sie zastanawiac... teraz jest mily, czuly... ale czy to sie nie przedlozy potem na nas... na zachowanie w stosunku do mnie... miałam coraz wiecej watpliwosci, on zaczal coraz wiecej pisac, przyjezdzac, widzial ze jest cos nie tak, ja zaczelam sie blokowac w stosunku do niego. Nie potrafilam chyba z nim rozmawiac. złudne zauroczenie wzielo góre. Mowie zludne, bo chyba wiekszosc to byly moje pobozne marzenia ze z kims innnym moze bedzie normalniej. Moze kto inny bedzie sie bardziej cieszyl z tego dnia slubu, moze kogos rodzina bedzie miala za zaszcyt oznajmic, ze syn sie zeni sad Jak sie okazalo, praktycznie nikt z rodziny ex nie wiedzial, ze sie pobieramy, jak juz to dowiadywalii sie ode mnie... wiec powiedzialam stop. chyba tak nie moze byc, bo to wyglada tak, jakbym sie tam pchala. rozwazalam naprawde nasz zwiazek... jednak zawsze stwierdzalam, ze niech zostanie jak jest, tyle lat, kazdy ma wady, jakos bede z tym zyc. zacisne zeby. nie odwaze sie na zycie inaczej. i nagle przyszedl feralny wrzesniowy dzien. Klotnia w pracy miedzy moja mama  a rodzina ex. Poszlo o to, ze pracownicy stwierdzili, ze gdyby nie moja mama, to bylby spokoj. i ze... tak nawet stwierdzila mama mojego narzeczonego. Mojej mamie sie zrobilo strasznie przykro, odeszla z bratem z pracy, zadzwonila do mamay ex, chciala to wyjasnic i nie wierzy, ze to mama ex powiedziala. a Mama ex stwierdzila, ze takimi pierdolami si e nie bedzie ani ona ani jej maz zajmowac. Nie wiem  czemu, ale powiedzialam sobie dosc. ludzie sie z nas smiali, ze tamci po nas depcza, ze jak sie w stosunku do przyszlych tesciow zachowuja. Zablokowałam sie totalnie. tego wieczoru zerwalam, nastepnego dnia oddalam pierscionek. Nie chcialam niczego sluchac. Mialam dosc tych ciaglych nerwow, lez, postanowilam sobie ze juz nigdy nie bede przez ta rodzine plakac. Ex nie wierzyl w to co sie dzieje. Wiem, ze on nic nie zrobil, gdy zrywalam plakalam cala noc, , on tego n je rozumial.... nie bylo jednego konkretnego powodu. on przywiozl raz bukiet kwiatow, potem trzy kosze roz, ja sie totalnie zablokowalam, powiedzialam, ze musze miec czas na przemyslenie tego wszystkiego. ze ja chyba nie dam rady tak dalej. Bylam strasznie zla, za dwa tygodnie podszlam na wesele z tamtym kolega. moj exx walczyl jeszcze przez miesiac.... Kiedy przestal... ja zaczelam dopiero myśleć.... zaczelam tesknic, dopiero wtedy zaczely do mnie docierac smsy ktorew czesniej pisal, slowa, ktore mowil sad Podkreslam, ze z tym kolega do niczego nie doszlo... niczego, bo nie wyobrazalam sobie, ze ktokolwiek inny zlapie mnie za reke, pocaluje, a mimo wszystko nie chialam rozmawiac z ex, kiedy sie spotkalismy przypadkiem, pierwszy raz z nim pogadalam po jakims 1,5 miesiacu.. chcial do mnie wrocic jeszcze... zapewnial, ze kocha, ale ja jeszcze nie uleglam, poplakalam, sie, stwierdzilam do Niego, ze moze kosztem naszego zwiazku, ale bedzuie mial lepiej w zyciu, bo skoro jest zlaezny od rodzicow, a im stale cos nie pasuje... ze moze ja bylam i moja rodzina byla tego powodem. jednak zatrzymalam do niego dystans;( wyjechal na 2 tyg sluzbowo za granice. ja wtedy sobie wszystko jeszcze raz przemyslalam. Po tym spotkaniu naprawde mnie ruszylo i stwierdzilam, ze ok. 2 miesiecy bylam jak w jakims amoku .... NIC DO MNIE NIE DOCIERALO. wszyscy wokól mnie przez te dwa tyg nie poznawali, skad u mnie ta pewnosc siebie, ze zawsze dazylam do tego zeby z nim byc, ze to ja zawsze wyciagalam reke, ze zawsze walczylam.... I sie poddalam. Jak wrocil... zaraz do niego napisalam, poprosilam o rozmowe.... a on... ze juz kogos ma, ze juz za późno. po kilku spotkaniach i dłuuuuuugich rozmowach podjelismy próbe powrotu, nikt z nas nie mogl zerwac umow wesela. Powiedzial, ze mnie kocha, ale sie boi. on wtedy mial chora noge bylam u niego praktycznie codziennie. Mowilam, jak mi bardzo zalezy, on tez, z poczatku nieufnie jednak z dnia coraz bardziej, prosil tylko, żebysmy wiecej ze soba rozmawiali, zebysmy zmienili miejsce wesela, bo bedzie mu przypominac dawne czasy. Mowil, ze sie zaraz po zdjeciu gipsu wprowadzi do mnie i juz go nie wyrzuce. Mowil, ze sie cieszy i ze wrocilo mu juz to poczucie bezpieczenstwa. Przysieglismy sobie ze juz nigdy siebie nie opuscimy. Mowil, zeby drugi raz tego nie przezyl.... ja zreszta tez. Bo on odchodzil ode mnie dwa albo trzy razy juz. i bylo cudownie, cudowne swieta BN, pierwszy raz od 9 lat razem do konca. mielismy duzo czasu dla siebie  przez to, ze on byl z ta noga w gipsie. Mowil nawet o dziecku, pytal sie czy bym juz chciala, ale stwierdzilm ze chce sie jeszcze mna nacieszyc troszke, zaczal mowic o wszystkich planach ktore miwlismy i o ytym, co bedziemy robic dalej, realizowac nasze marzenai. Czulam sie naprawde szczesliwa i cieszylam sie ze tak to sie skonczylo.   sylwester mial byc u mnie.... pisal, ze bedzie wczesniej. Potem dostalam smsa " nie przyjade, ide sie kapac".... a za chwile telefon, ze nie chce byc ze mna, ze to koniec, ze chce byc sam.......................................   I nie widzialam Go na żywo od tamtej pory.   Probowalam dzwonic pisac, ale on po tygodniu spotykal sie z tamta dziewczyna ktora poznal, 9 lat starsza rozwodka z dzieckiem. Jest z Nia do dzis. Mnie nie che znac. w lutym zerwal wszystko, co zwiazane z naszym weselem.

Odebralam to jako dwutygodniowa zemste, slodka zemste za to zerwanie wczesniej sad I pluje sobie w twarz, bo ja nie dostalam szansy na to, zeby naprawic swoje bledy sad On mial tych szans wiecej. Ja do dzis nie moge sie pozbierac, mam wyrzuty sumienia za zerwane zaręczyny.... za to, ze odrzucilam kogos, kto mowil, ze mnie kocha. za to, ze przez te dwa miesiace kiedy sie tak naprawde zloscilam- nie bylam soba.... sad Dzis... dzis ciagle placze, nie moge sobie znaleźć miejsca. I obwiniam sie calkowicie o zniszczenie związku sad((((((( Czuje sie strasznie, zdeptana potych dwóch tygodniach doszczetnie. Bo tymi dwuma tygodniami jawnie pokazal" zobacz, czego nie docenilas..... Kazał mi szukac swojego księcia, bo nie docenilam tego ze przez 9 lat mialam Go przy sobie. nawet dodal,ze zyczy mi zebym była z kims tak szczesliwa, jak z Nim w te świeta, i ..... że gdybym nie zerwala wtedy, to bym jeździla sobie nowa toyota..... ( uwazam ze przegial... bo mnie tak podsumowal, jakbym wróciła do niego dla pieniedzy) Chore to wszystko sad

2

Odp: Zerwałam zaręczyny, wróciliśmy, odszedł, Czy jestem az taka zła???

mam nadzieję, że ktoś ten wywód przeczyta... proszę sad
Dodam jeszcze, że wiem, ze zrywajac z nim, strasznie Go skrzywdzilam sad mam TERAZ tego swiadomosc, i mialam ja wracajac do niego sad mi chyba gdzies puscily granice nerwów;( nie rozumiem siebie z tamtego czasu sad

3

Odp: Zerwałam zaręczyny, wróciliśmy, odszedł, Czy jestem az taka zła???

Absolutnie nie obwiniaj siebie!! Tutaj nie ma ani cienia Twojej winy. To człowiek zły, nie szanujący nikogo. Wiem, że jest ciężko, tak szybko o nim nie zapomnisz ale uwierz, że dobrze się stało. Wykończył by Cię psychicznie. I odpowiedz sobie czego Ci brakuje? Tego płaczu, łez, braku szacunku?? Czas leczy rany i poznasz kogoś bardziej wartościowego! Trzymaj się i nie daj mu się już nigdy omamić;)

4

Odp: Zerwałam zaręczyny, wróciliśmy, odszedł, Czy jestem az taka zła???

Nie rozumiem jak mogłaś być z  takim człowiekiem, który w ogóle nie szanuje twoich uczuć. Ten chłopak chwali się na lewo i prawo pieniążkami swoich rodziców i myśli, że przez to jest lepszy od innych. Powinnaś się cieszyć, że nie doszło do tego ślubu.
Pamiętaj że nic w życiu nie dzieje się bez przyczyny. Jesteś teraz wolną kobietą, możesz zacząć wszystko od początku.

5

Odp: Zerwałam zaręczyny, wróciliśmy, odszedł, Czy jestem az taka zła???

ja też niestety uważam że to zły człowiek, że ma chorą rodzine ...że widać było że traktowali Cie jak gorszą że ta ich kasa to chyba najważniejszy temat...głupie myśli że na kase lecisz ... to już w ogóle masakra cios poniżej pasa i  poniżanie Ciebie. ... poza tym co myślę że mu w dupi* się przewróciło od tych pieniędzy chyba i ich arystokracji ! nie obraź się ale tacy ludzie jak oni to nie wiążą się  z biedakami tylko równymi sobie... mają to zakodowane od małości... może nie 100% ale większość.

6

Odp: Zerwałam zaręczyny, wróciliśmy, odszedł, Czy jestem az taka zła???

Uffff! Przeczytałam ten cały elaborat.

Moje uwagi?
Dobrze, że rozstaliście się.
Dobrze, bo żadnej miłości między wami nie było.
Dla Ciebie najważniejszą sprawą był pierścionek, zaręczyny i ślub; co z tego, że wybranek nie miał na to wszystko najmniejszej ochoty. Dla niego najważniejszą rzeczą było... no właśnie, co?

Jednego tylko nie rozumiem.
Po co się tak obwiniasz rozstaniem? I czemu uważasz, że skrzywdziłaś swego eks'a? Na czym ta jego krzywda miałaby polegać? Chyba, że chodzi tutaj o urażoną ambicję.

7

Odp: Zerwałam zaręczyny, wróciliśmy, odszedł, Czy jestem az taka zła???

Ty się nie obwiniaj, Ty się cisz, że się go pozbyłaś.
Choć z drugiej strony parcie na ołtarz masz niesamowite...

8 Ostatnio edytowany przez chicondaro (2012-05-24 20:56:51)

Odp: Zerwałam zaręczyny, wróciliśmy, odszedł, Czy jestem az taka zła???

"I pluje sobie w twarz, bo ja nie dostalam szansy na to, zeby naprawic swoje bledy"
yyyyyh, WTF!?

Przeczytałem całe wypracowanie i nie mogę zrozumieć powodu Twojego obwiniania się - o co!?

Twoja historia to wzorcowy przykład panny pchającej się na siłę w patologię. Ten koleś zawsze  stałby po stronie swojej "rodzinki", a kłótni i sporów pewnie miałabyś multum. Ty i Twoja rodzina traktowani byliście (i bylibyście) jak śmieci.

Serio, Ty się przejdź do jakiegoś psychologa, bo zachowujesz się irracjonalnie, albo masz po prostu taką sadomasochistyczną naturę arabskiej żony-niewolnika.

(Jak czytam takie historie, a podobnych trochę tu jest, to mam często zwątpienia czy to nie jakieś prowokacje lub trolling... niezwykle trudno uwierzyć, że ktoś może dać się tak ogłupić i jeszcze mieć jakieś wyrzuty sumienia...???.)

EDIT: a Vuk dobrze zauważył - masz duże parcie na ołtarz i pewnie w dużej mierze wynika to z presji Twojego otoczenia, świadczy też o tym jak łatwo wpływowa jesteś, podatna na manipulacje.
Ty chciałaś wychodzić za niego "bo tak wypadało", "bo wszyscy wokół już zaręczeni"?

Miałaś jakiś moment oświecenia i chwal Niebiosa za to, że zerwałaś te zaręczyny. Może Ty go kochałaś, ale litości! trudno to dostrzec, teraz już z perspektywy jakiegoś czasu, że z jego strony, nie było żadnego uczucia!?

9

Odp: Zerwałam zaręczyny, wróciliśmy, odszedł, Czy jestem az taka zła???

wiem chyba o co Ci chodzi. bo nie miałam zaręczyn, ale koleś zniszczył mnie, związek ze mną a ja obarczam sama siebie wszystkim. miałam ciężkie dzieciństwo, toksycznych rodziców i wiem, że sama na własną prośbę zatracam się w tym wszystkim... mam tą świadomość, ale nadal tęsknie chorą miłością... postanowiłam- zaczynam psychoterapię- musi mi pomóc innego wyjścia nie widzę. może tak samo powinnaś spróbować... mam już dość niszczenia samej siebie.. siedzę płaczę a moi znajomi i przyjaciele nie wiedzą co do mnie mówić bym zrozumiała... jak są te lepsze dni mam ochotę walczyć, w wieczory takie jak dziś jest wręcz odwrotnie siędzę i płaczę... tak nie może być... chcę by było lepiej i tego sobie i Tobie życzę!

10

Odp: Zerwałam zaręczyny, wróciliśmy, odszedł, Czy jestem az taka zła???

Dziękuję za podjęcie się przeczytania tego elaboratu wink i dziękuję za to, że moge odetchnąć... Szkoda, że wcześniej nie napisałam. smile Isztar_ 28, trzymam za Ciebie kciuki, być może też zacznę terapię, albo poprostu... zacznę żyć i dążyć do zamierzonych wcześniej celów. skonczylam administracje, jestem na IV roku prawa i o mały włos bym nie zawaliła roku. Przez chore rozpamiętywanie przeszłości. Daliście mi siłę, żebym nie marnowała dalej życia, bo to co LEPSZE, dopiero przede mną smile

11

Odp: Zerwałam zaręczyny, wróciliśmy, odszedł, Czy jestem az taka zła???

nie możesz zawalić studiów przez coś co było chore i złe... my po prostu jesteśmy za słabe na niektóre sytuacje... ale czasami warto przetrzeć oczy ... chociaż na chwilę i zauważyć moment, w którym trzeba się ogarnąć! potem możemy mieć słabsze momenty, ale to muszą być tylko ułamki sekund życia... bo inaczej się zniszczymy i skończymy życie nim zaczniemy.. teraz tak myślę, pewnie za jakiś czas jeszcze też sobie popłaczę do poduszki.. eh ale niech to tylko chwilę trwa. głowa do góry! bedzie dobrze! nie ma tego złego co by na dobre się nie zmieniło;)

12

Odp: Zerwałam zaręczyny, wróciliśmy, odszedł, Czy jestem az taka zła???

to moze nie tyle parcie na ołtarz... teraz z pewnością tak nie będzie... ale po 6ciu, 7miu, 8miu, 9ciu latach... to chyba coś powinno się rozmawiac wink

13

Odp: Zerwałam zaręczyny, wróciliśmy, odszedł, Czy jestem az taka zła???

Zatrzymałam się w miejscu gdzie był 2012 rok, a potem sylwester (mniej więcej w pierwszej połowie opowiadania). Ja chyba żyję w innym świecie, bo dla mnie jest dopiero maj 2012 i do sylwestra jeszcze kilka miesięcy.

14

Odp: Zerwałam zaręczyny, wróciliśmy, odszedł, Czy jestem az taka zła???

Nie masz zupełnie czego żałować, miałam bardzo podobnie, z tym,że u mnie ta patologia trwała 6 lat, robił ze mnie idiotke na każdym kroku, zdradzał perfidnie i nie wytrzymałam jak któryś raz z kolei, kilka miesięcy przed naszym weselem zniknął na 3 dni, odwołałam wszystko....po jakimś czasie był powrót, wszystko pięknie, ale jego zachowania ciąg dalszy, powiedziałam,że to koniec i wywaliłam z całym majdanem....i odbyło się to w samą porę, parę miesięcy później okazało się,że inna jest z nim w ciąży....Jego rodzice też uważali, a szczególnie jego mamusia że nie jestem dość dfobra dla księcia, teraz ma jakąś gówniare, a jej rodzina to patologia. I wiesz co? niech sobie żyje jak chce, ja z jego strony tyle przykrości doświadczyłam,że dla mnie on po prostu nie istnieje.

15

Odp: Zerwałam zaręczyny, wróciliśmy, odszedł, Czy jestem az taka zła???

ja tylko napisałam ze zamówilismy salę na 2012 rok... a zamówilismy w sierpniu 2010.  sylwester tez chodziło o 2010/2011. Przepraszam, ze tak niejasno, kierowały i tak juz mną emocje. Jak pisałam.    I to nie jest tak do końca, ze Ex mnie stale zdradzał, czy cos, po tym, jak odszedł do innej, naprawdę starał sie odbudowac zaufanie i odbudował. Tylko zawaliło się pod innym kątem ...  aż w końcu zaręczyny i całe te przygotowania juz mnie nie cieszyły... Może, gdyby sie wiecej przykładał. Dlatego nie moge siebie zrozumieć. To o co tak walczyłam, nagle przestało sie dla mnie liczyć. Co ex widział i tez mu było smutno... Ja wściekałam sie o byle co.    jednak to nie on zerwał, tylko ja.

16

Odp: Zerwałam zaręczyny, wróciliśmy, odszedł, Czy jestem az taka zła???

i dobrze zrobiłaś, że zerwałaś. Z takim człowiekiem nie ma co budować dalszego życia... Spróbuj się trochę zdystansować do tej sytuacji i spojrzeć na to wszystko "trzeźwym" okiem. Raczej szczęśliwa nie byłaś... Mieliście inne priorytety w życiu. Pogubiliście się.
Daj sobie czas i postaraj się nie wracać myślami do tego wszystkiego. Nie będzie łatwo, ale po pewnym czasie odetchniesz z ulgą.

17

Odp: Zerwałam zaręczyny, wróciliśmy, odszedł, Czy jestem az taka zła???

Przestań go ciągle bronić a oskarżać tylko siebie. Chyba,że chcesz się ciągle zamartwiać, rozmyślać co by było gdyby. Idź do przodu kobieto. Aby było dobrze w związku dwoje musi chcieć, nie rób z niego takiego świętego. Nie mówię,że takie rozmyślanie i ból minie...trzeba czasu na wszystko, ale musisz chcieć.

18

Odp: Zerwałam zaręczyny, wróciliśmy, odszedł, Czy jestem az taka zła???

Ja nie oskarżam TYLKO siebie, ale ... ja przez te ostatnie miesiące zwiazku bylam okropna sad nie byłam soba przy Nim sad wkurzal mnie naprawde o byle co, tym, że byl. On to widzial, a mimo wszystko nie zerwal i przepraszal. Czuje sie strasznie, a ja jestem baaardzo wrażliwa osobą ;( aż nie mogę uwierzyć, że bylam taka twarda. I że potrafilam tak krzywdzic ;( Pytal mnie czy dam rade wytrzymac z ta jego rodzina... a i jeden szwank. a ja odeszłam. WIEM, ze On nie bierze pod uwage tego, że wróciłam. Trudno ;(

Posty [ 19 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zerwałam zaręczyny, wróciliśmy, odszedł, Czy jestem az taka zła???

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026