netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

46 odpowiedzi10 614 wyświetleńzałożony przez orchide@, 26.03.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 47 ]

1

Temat: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Witam wszystkich! W końcu znalazłam miejsce na którym mogę uwolnić troszkę negatywnych myśli które od jakiegoś czasu zagościły w mojej głowie. Zacznę od początku znamy się 11lat od 2lat jesteśmy małżeństwem mamy wspaniałą córkę.
Nasze życie było piękne miłość namiętność nie mogliśmy żyć bez siebie mimo iż moja rodzina nie akceptowała tego związku. Moi rodzice byli także przeciwni naszego ślubu no ale miłość zwyciężyła. pobraliśmy się było ok przez rok potem przyszła na świat nasz córeczka i zaczęło się coś psuć męża więcej nie było w domu niż był! Więcej pracował ok rozumiem ale miał ciągłe nie uzasadnione pretensje. A wspomnę ze mieszkaliśmy z teściami czyli rodzicami meża. Sytuacja stała się nie do wytrzymania ja cały dzień z dzieckiem i z teściami *ok nie mogę na nich narzekać bo dużo mi pomagali*a mój maż wracając z pracy szedł spać nawet nie miał 5min aby ze mną porozmawiać wolał ze swoja mamusią.
No i tak 3 miesiące temu wyprowadziłam się z córeczka do moich rodziców stwierdziłam ze tak będzie lepiej mąż po 2 tygodniach zamieszkał z nami niby było ok ale burza wisiała w powietrzu i tak tez było miesiąc temu wyprowadził się oskażajac mnie o zdradę ponieważ znalazł w moim telefonie dziwne smsy ale ja naprawdę go nie zdradziłam. chciał rozwodu ale na razie się z niego wycofał co dalej mam robić nie chcę mieszkać z jego rodzicami a on nie chce z moimi a na własne mieszkanie nas nie stać.  Co robić dalej??
jestem załamana
Może ktoś jest albo był w podobnej sytuacji walczyć o to małżeństwo?

2 Ostatnio edytowany przez La Que Sabe (2010-03-26 22:04:00)

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Orchideo, piękny nick, jest ktoś , kto łączy ciebie i męża, ktoś kto w zawieji - teściów, domów konfliktów powoli dorasta, jesteś też ty - najważniejsza , szukająca odpowiedzi.
Orchi.. tu nie chodzi o ratownie ... tu , chodzi o zadanie sobie pytań czego pragniecie ty i mąż .
A jeśli odpowiedz będzie - być razem zróbcie wszystko aby znaleźć kąt tylko dla was - jestescie 3 osobową rodzina, a nie stadem:)
poproscie rodzicow o pomoc, znajdzcie ekstra prace ... nie wiem pomyslcie...
Orchi... utul męża i córkę, spotkajcie się tylko w trójkę i znajdzcie wasze szczęscie

3

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

DZIĘKI ZA TE PIĘKNE SŁOWA... AŻ MIŁO SIĘ TO CZYTAŁO
TYLKO CZY TE KONFLIKTY NIE ZABIŁY MIŁOŚCI KTÓRA JEST PODSTAWĄ SZCZĘŚCIA

4 Ostatnio edytowany przez La Que Sabe (2010-03-26 22:24:48)

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

głębokie pytanie... a znasz odpowiedz? bo wiesz miłość jest w Tobie, a dzis jest przykurzona i cholernie zmęczona...
wiec pewnie sama nie wie...
dlatego weź męża za rękę spójrz mu w oczy i zobaczysz co poczujesz...
dobrze, ze zadajesz pytania... to początek do odpowiedzi...

zadawaj pytania i znajdz potrzebe , tą najmocniejszą ...

rzeczą ludzką jest wątpić, załamywać się i podnosić ... popatrz jest wiosna... to tło ... ale łatwiej spojrzeć na siebie, z innej perspektywy... nie ja i on ale my - rodzina

5

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

TAK BARDZO PRAGNĘ STWORZYĆ KOCHAJĄCĄ RODZINĘ DLA NASZEJ CÓRECZKI.... TYLKO TO NIE JEST TAKIE PROSTE... W KOŃCU JESTEM TEŻ JA KTÓREJ SIĘ OD ŻYCIA COŚ NALEŻY... TYLKO CO???? SAMA NIE WIEM NIE ZNAM ODPOWIEDZI

żyć w trójkę się nie da przecież rodzina też jest ważna a jeśli on ma żyć ze swoja a ja ze swoja bo na to się zanosi to nie widzę przyszłości NASZEJ TRÓJKI... i co tu zrobić
chciałabym dostać magiczną pałeczkę która pogodziła by ta nasza całą rodzinkę.... a tu tylko marzyć mogę że jeszcze będziemy szczęśliwi.

6

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Wiesz, kiedy zakłada się własną rodzinę to od tego momentu ta!!! rodzina jest najważniejsza. Męża i Twoja rodzina są ważne, ale ta nowa jest ponad wszystko. Dlatego oboje powinniście zrobić co tylko możecie, żeby to scalić. Jeśli problemem jest tylko mieszkanie to może pomyślcie tymczasowo o wynajęciu. We własnych czterech ścianach zawsze łatwiej rozwiązywać konflikty. Siłą rzeczy osoby trzecie zawsze opowiedzą się po którejś stronie, a to nie jest dla Was najlepsze. La Que Sabe ma rację, zróbcie wszystko, abyście byli razem. Ty tego pragniesz, może nie piszesz wprost, ale to się czuje. Walcz więc, nikt za Ciebie tego nie zrobi. A jeśli przetrwacie będziecie silniejsi! Często tak jest, że kiedy na świecie pojawia się dziecko małżeństwo przechodzi swój pierwszy kryzys, bo nic już nie jest takie samo. Jeśli Ty za bardzo skupiłaś się na tym nowym życiu mąż mógł poczuć się odsunięty dlatego uciekał, od Ciebie i od nowej codzienności, która dla niego okazała się za trudna. Ale to nie musi oznaczać, że przestał Cię kochać. Może musicie po prostu odpocząć i dać sobie trochę czasu, a przede wszystkim rozmawiać o własnych uczuciach i oczekiwaniach. Rozmowa to podstawa każdego związku, bez niej naprawdę wszystko bardzo szybko się wali. Jesteśmy tylko ludźmi, nikt nie potrafi czytać w myślach i nikt za nas nie wyrazi wszystkiego lepiej od nas samych.

7

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Bardzo ładnie to ujełaś i zgadzam się z Tobą w całości... lecz konflikty które powstały miedzy naszymi rodzinami są tak duże że mam duże obawy..co do naszej dalszej przyszłości.
Sam fakt jakichkolwiek uroczystości na który rodzina się spotyka będzie dla mnie dużym stresem czy nie wybuchnie kolejna awantura a życie w ciągłym stresie nie sprzyja budowaniu szczęsliwej kochającej się rodziny i może dlatego zadaję sobie co dzień pytanie CZY WARTO?

8 Ostatnio edytowany przez La Que Sabe (2010-03-27 13:09:39)

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Orchi! dziewczyno przejrzyj na oczy - jest t e r a z   jedna  rodzina - TY, MĄŻ I DZIECKO!!!! Reszta to juz dalsza rodzina.
Jakie konflikty miedzy rodzinami, Romeo i Julia? co ty piszesz? Dorosnij szybko , albo dojrzejesz samotnie wychowujac corke i tlumaczac jej ze odeszlas od taty, bo on nie lubil babci, babcia dziadka, dziadek cioci, a ciocia teścia!:)

Sorry ale chce abys otworzyła oczy, zastawnowila sie co dla ciebie wazne jesli milosc do męża to stworzcie wlasny dom - dla siebie, swojego ukochanego i córki.

Postaw sobie wlasciwe cele w życiu i dąż do ich osiągniecia , a rola twojej mamy, jego mamy już sie skonczyla JESTEŚCIE DOROŚLI!

9

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Dzięki za te mocne słowa....
ale chyba tego mi trzeba aby ktoś mną mocno wstrząsnął za nim będzie za późno!!!

10

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Dokładnie tak! Musisz wziąć się w garść! Jesteście we trójkę, potem długo, długo nic i dopiero dalej cała reszta. Jesteście dorośli, odpowiadacie za siebie, pora odciąć pępowinę, której chyba wciąż się trzymacie. Gdybym ja kiedyś patrzyła na to co moi rodzice i rodzice męża od nas oczekują to...oj, byłoby ciężko. Gdybym nie podjęła radykalnych kroków, nie powiedziała, że od tej chwili ja decyduję o swojej przyszłości, a my wspólnie o naszej to pewnie dziś siedziałabym w kącie sama i wyła z rozpaczy. Patrz na siebie i swoje małżeństwo, a jeśli oni nie potrafią czegoś tu zrozumieć to mają problem, ale to jest ich problem, nie Twój.

11

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Brak mi silnej woli...odwagi....
Czas dojrzeć aby się usamodzielnić tak jak to napisałaś odciąć pępowinę...
Wiem co powinnam zrobić oddzielić wszystko grubą kreską i spróbować od nowa zacząć nowy rozdział w naszym małżeństwie.. muszę porozmawiać z moim mężem czeka nas poważna i trudna rozmowa ale co się nie robi dla miłości...tylko czy on ze chce ze mną porozmawiać?!

12

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

La Que Sabe dzięki twoim mocnym słową umówiłam się na spotkanie z moim jeszcze mężem aby ratować nasze małżeństwo i spotkało mnie ogromne rozczarowanie......... bo tak napradę nie zależy mu na nas.
Uważa mnie za jakąś puszczalską opierając się wyłącznie na tych smsach tym bardziej że ja go naprawdę nie zdradziłam i on o tym wiem, ponieważ czytał te smsy i wie co w nich jest napisane no i zna mnie od 10 lat i wie kim i jaka jestem....a może on szukał pretekstu do tego aby sie rozstać sam już nie wiem.
Ale mściwość i upór nie znająć granic....tylko że jesli on ma gdziez to co nas łączy to ja mam też swoją godność i zasługuję na szacunek którego nie ma z jego strony.

A druga sprawa to chciałam abyśmy osobno zamieszkali ale on woli z mamusią i innej opcji nie bierze pod uwagę i co ja mam dalej robić czy warto mi sie tak starać.!!!!!!!!!!!

13 Ostatnio edytowany przez La Que Sabe (2010-03-29 11:16:05)

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Sama przed chwilką radziłaś bardzo mądrze, żeby dać sobie czas. Dziś, jest jego ruch. Zajmij się sobą - jest wiosna, kosmetyczka, sport, co lubisz i poczekaj na niego. Nie podejmuj decyzji, poczekaj ... Teraz on musi wiedziec czego chce.
Gratuluje i mysle, ze jestes  pewną siebie dziewczyną i uda ci się  - jesteś odważna.

14

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Czekam i czekam dni mijaja i efektów nie widać
Staram sie kombinuję jak posklejać to rozpadające sie pudełko lecz brakuje jednej ściany która ciągle się wycofuję.

Jestem optymistką więc wierzę że będzie dobrze!!!

15

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

A myśleliście o kredycie na mieszkanie, albo o wynajmowaniu czegoś?

16

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Napisz proszę, co to za dziwne sms-y maż znalazł na Twojej komórce. Napisz wprost, o co chodzi. Sms-y nie biorą się z powietrza. Nie kombinuj, proszę, bo się mija z celem.

Nikt Cie nie będzie oceniał. Ale też - nikt Ci nie poradzi prawidłowo, jeżeli wyjściowe dane podasz nieprawdziwe. Wiem, co mówię.
Jeżeli chcesz sprawdzić, że wiem, to proszę zajrzyj na mój blog pt. "Porady na zdrady" na stronie blox czy na onecie i sprawdź moje kwalifikacje.

17

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

hyperoche jeżeli chodzi o smsy to była to szczera rozmowa o życiu na początku ale później zaczeliśmy zagłębiać sie w nasze związki i większość smsów jest o moim mężu. Facet ten potrafił mi wyjaśnić różne sytuacje potrafił słuchać a tego mi było trzeba bo mój mąz nie potrafi rozmawiać ani słuchać...
Może niekiedy póścilimy wodze fantazji jakimś erotycznym wierszykiem ale nic po za tym i to najbardziej mnie boli że nic nie zrobiłam a mąz oskarża mnie o zdrade w pełni słowa znaczeniu.
Natomist jesli chodzi o kombinowanie to źle  mnie zrozumiałaś miałam na mysli że kombinuje jak nas pogodzic nawet szukałam mieszkania i orientowałam sie o kredycie na wspólnie a zarazem samodzielne lokum ale moj mąż nie ma zamiaru opuścić mamuśku.
Szczerze to naprawde dopiero teraz poznaję jakim jest facetem no ale na nasze rozstanie miały wpływ także inne czynniki takie jak brak akceptacji jego przez moją rodzine ale to możesz poczytac na początku tego postu.
Jestem w punkcie wyjścia! i zaczynam poważnie myśleć o rozstaniu po prostu nic na siłę.

18

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Witam
Dawno mnie tu nie było ale brak mi siły i motywacji. Cieszę sie że znalazłam to forum na którym mogę sie wyżalić a przy okazji usłyszeć cenne porady.
Sprawa jest poważna ponieważ żadna rozmowa z moim mężem nie wychodzi nam na dobre bo sie kłócimy.
Zresztą on cały czas tylko o rodzinie jak to będzie jesli nasze rodziny są skłócone a nie dociera do niego to że chodzi wyłącznie o naszą rodzina o nasza trójkę.
Jestem na wychowawczym mam 468zl i żadnych innych dochodów a on mi każe wynająć mieszkanie na siebie w którym zamieszkamy bo jak stwierdził nie bedzie mnie utrzymywał. Także słyszę o mojego męża same przykre słowa.
Także co dalej...szczerze to ja juz sie pogodziłam z tym, że sie rozwiedziemy tylko miałam małą nadzieje że chociaż spróbójemy uratować tą naszą rodzinkę.

19

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Orchideo, ja cie rozumiem. Widze, że się miotasz - z jednej strony chcesz ratować małżeństwo, bo to mąż jest ojcem twojej corki, z drugiej strony myslisz o zaczęciu nowego, ZDROWEGO związku, bez obciążającej przeszłości. Wiem, co czujesz, bo sama mam w glowie podobne mysli. Jednak jesli zdecydowalaś się na terapię (inny wątek) to musisz odlożyć na bok inne mysli. Jesli zdecydujesz się zawalczyć o ten zwiazek, to zrob to z całego serca, a nie po łebkach.
Tylko tak macie jakieś szanse...
A powiedz mi,  czemu nie możesz sprobować znaleźć pracę? Dziecko można oddac do żłobka albo niani, a samej zacząć żyć na własny rachunek, skoro mąż nie czuje się dobrze w roli jedynego zywiciela rodziny.

20

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

orchide@, w sumie, Twój facet wykazuje sie troche niedojrzałoscią tez do zwiazku. Ja zawsze byłam zwolenniczką rozmów, Nic nie osiągniecie wspólnie, jezeli oboje nie siądziecie i jasno, wyraznie nie okreslicie sobie swoich wątpliwosci, oczekiwan, dazen.Bez rozmowy, jak kazde sobie tworzy swoja wizje, co ten jego partner teraz moze myslec, chciec, planowac, nie dojdziecie do wspólnego jezyka. Racja, pępowine trzeba odciąc, ale jak to zrobic, musicie pomyslec wspólnie. Problemy, rozwiazywane we dwoje podczas kryzysu w zwiazku, powodują, ze oboje odczuwacie odpowiedzialnosc za Waszą przyszłosc. Razem sie przez zycie idzie, a to oznacza, ze razem tez trzeba podejmowac decyzje i isc na komromisy, wszak oboje jestescie takze odpowiedzialni za niewinna sytuacji istotkę:) Musisz postarac sie zmusic partnera do szczerej rozmowy o was. Sama tez musisz na taką rozmowę sie przygotowac. Odrzucic to, co na daną chwile przeszkada w takiej dyskusji, czyli nerwy, pretensje, zarzuty a skupic sie na przyszłosci całej waszej trójeczki:) Jest o co walczyc. a Wasze rodziny mają tylko byc po to, by skomponowac resztę tła do Waszego obrazu kochajacej sie rodzny. Dwoje ludzi, którzy w zwiazku nigdy nie pszeszli przez kryzys, nie sa w stanie stwierdzic, ze ich miłosc jest na tyle silna, ze zwyciezy wszystko. Mi sie w mojej ostatniej próbie rozmowy z mezem, po 15 latach małzenstwa, niestety juz nie udało odnalezc wspólne zdanie. Zwyciezyła miłosc owszem, ale do innej osoby.Mam nadzieje, ze Tobie sie powiedze:)

21

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Witajcie
Przyznaję wam rację rozmowa czyni cuda ale dlaczego na krótki okres czasu...
Rozmawiałam z mężem bez nerwów wypominania i na nic ta rozmowa bo skonczyła sie kłótnia.
Nie mieszkamy już razem trzeci miesiąc i starałam sie jak mogłam aby ratować nasz związek ale chyba mam już dość. Ustaliłam sobie pewne cele w życiu szukam pracy córkę zapisałam do przedszkola i muszę sie usamodzielnić chcę być kobetą niezalężna od męża i szczerze to dopiero teraz wiem ze żyję. Nie ma kłótni które córka musiał wysłuchiwać jest poprostu spokój.
Na chwilę obecną to już nie zależy mi aż tak bardzo na tym abysmy byli razem bo wiem ze bedzie tak samo a nie tak wyobrażałam sobie zwiazek dwóch kochających się ludzi.

Choć dla córeczki zrobiła bym wszystko aby była szczęśliwa...choć czy warto być ze sobą dla dobra dziecka????????

Jakie jest wasze zdanie na ten temat!!!

22

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Witam, proszę o pomoc, poradę cokolwiek..
Jestem mężatka od 2 lat, znamy się z mężem od 9 lat. Wychodząc za niego nigdy nie sądziłam, ze będziemy się kłócić o takie idiotyczne oczywiste sprawy. Nie dawno odeszłam od niego i całej tej chorej sytuacji. Otóż przed ślubem mieliśmy plany kupić działkę i budować dom, zeby oszczędzać na swoje gniazdko zamieszkaliśmy u jego rodziców, oddzielne mieszkanie na poddaszu. Wiadomo dla mnie był i jest to obcy dom, w którym mieszkam z obcymi ludźmi. od samego początku mój maż nie pomagał przetrwać mi tych najgorszych chwil i tak jest do dziś. Zaczął unikać wspólnych wyjazdów do mojego rodzinnego domu, czy tez do rodziny, natomiast gloryfikował swoja. Po wielu koszmarnych kłótniach zaczęłam to zaakceptować, ale w zamian za to ze on też nie będzie mnie zmuszać do wizyt. Ale on jakby był pod jakimś dziwnym wpływem swoich rodziców (oni są jak mafia) w ich towarzyskie wszystko musiało być OK, odwiedziny u rodziny zawsze razem. Kiedy znalazłam tania działkę do kupienia wymyślał 100 sposobów jakby odwieść mnie o tego pomysłu, aż w końcu powiedział, ze on nie zostawi rodziców.
Tygodnie sielanki przeplatały się z tygodniami kłótni, milczenia, słów których nikt nie powinien usłyszeć od ukochanej osoby. Oczywiście przyczyną wszystkich kłótni byłam ja i moje zachowanie. Oczekiwał ode mnie, ze mimo to, ze on nie spotyka się z moja rodzina ja będę lgnęła do jego. Planował wspólne wyjazdy ze swoimi siostrami, na których wogóle nie zwracał na mnie uwagi. Kolejny urlop był z jego rodzicami u rodziny. Ciągle siedziałam sama na tym cholernym pięterku, a on debatował z rodzicami. Ratunku, jak wytłumaczyć tym ludziom i jemu ze to nie jest w porządku ze tak nie można żyć.  Wogóle nie zauważają moich potrzeb. myślą ze dali nam cztery sciany i wszystko juz sie ułoży ze ja powinnam czuc jak ich dzieci i oni. Dla mnie jest to nie go zaakceptowania!!!!
Nikt nie lubi jak ktoś miesza w jego życiu i planach. Próbowałam z nim rozmawiać wielokrotnie, ale nic nie skutkuje za każdym razem kończyło się to słowami, z tobą to jest k.. życie, wszystko ci się nie podoba itd. Zaproponowałam wyprowadzkę, powiedział, ze jak mi się nie podoba to nikt mnie tu nie zatrzymuje, a on się nigdzie nie ruszy. Ostatnio użył jeszcze gorszych słów.
Ostatnia kłótnia była o to, ze w obecności jego mamy stwierdziłam (siedząc w samochodzie w drodze nad jezioro z teściami:) ,ze trzeba zatankować auto, a ona odebrała to jako aluzję, ze ona powinna to zrobić. Ratunku!!!! jak o tym myślę to mnie szlag trafia. Czuje, ze to już koniec nie mam siły na takie życie. Ale mimo wszystko przypominam sobie te dobre chwile i pęka mi serce. To były tylko dwa lata po ślubie, była biała suknia, ślub kościelny...itd Czy on się zmieni, czy ludzie w wieku 32 lat są w stanie zmienić siebie. Czy to możliwe ze pod groźba rozpadu małżeństwa nie odetnie się o tej chorej rodzinki...Nie wiem po co on się oświadczał, jak można planować komuś życie i myśleć ze to będzie dobrze odebrane. A jeszcze na zakończenie w tym roku, też mieliśmy spędzić urlop z teściami:))) Pomocy!!!!

23

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

źle się stało, że przestałaś walczyc o wyjazdy i kontakt ze swoją rodziną. Popuściłaś raz,a to oznaczało zielone światło na wejście z butami w inne rzeczy, teraz mogą Cię przemaglować jak chcą, a bez względu na wynik, jak coś nie wyjdzie to i tak będzie Twoja wina. Przykre jest tylko to, że właśnie dosięgnełaś dna. Dość że zabrali Ci wszystko, to nadal polują na każdy kęs Twojej samodzielności i samodzielnego myślenia. Z tego co opisujesz to są ludzie pijawki, którym wciąż mało, pełna kontrola to mało, układania Twojego zycia to mało. Zastanów się czy warto to ciągnąc w takiej postaci. Wyobraź sobie co będziesz miała do powiedzenia w sprawie dziecka, gdyby takowe się pojawiło - nic, a wszystko co będziesz przy nim robiła, będzie poddawane krytyce. Skoro próbowałaś z nimi rozmawiać i nic z tego nie wyszł,o to znaczy, że się niedogadujecie. Nie ma w tym Ani Twojej ani ich winy, po prostu nie możecie znaleźliście wspólnego języka i koniec. Z tym, że ważne jest to czy rozmawiasz ze swoim mężem wspólnym językiem. A tu też chyba, nie jest najlepiej. A może przy rodzicach on zapomniał jak wcześniej rozmawialiścia? Powiedz swojemu mężowi i teściom, że dla Ciebie nie jest normalnym - stan ciągłych kłótni, nagonek i podporządkowywania się, boczeni na siebie milczenia, wysłuchiwania od męża takich czy innych słów. Szkoda na to życia. Jeżeli im pasuje taki sposób funkcjonowania, to niech sobie tak funkcjonują, ale bez Ciebie. Ma prawo Ci się wiele rzeczy nie podobać. Życie dwojga ludzi w małżeństwie powinno kręcić sie dla nich - wokół nich , a nie wokół rodziców. Zrozum, że życie masz tylko jedno, każdy dzień spędzony w niewygodnej dla Ciebie sytuacj, jest dniem straconym, dniem straconego życia, dniem, w w którym jedynie oni się ciesza kosztem Ciebie, jak długo masz zamiar na to pozwalać, aż oni umrą? A jaki będzie miał do Ciebie szacunek Twój mąż? Jeżeli Teściowie mają sposób na życie taki, jaki do tej pory prezentują, to wcale nie znaczy że masz sie im podporządkować, niech sobie znajdą inna ofiarę, niech sie wrącają w życie towarzyskie sióstr Twojego męża . Życie nie składa się z ego by robić wszystko by się przypodobać innym, a gdzie Ty , gdzie Twoje małżeństwo. Zadałaś pytanie, czy to możliew że pod groźbą rozpoadu małżeństwa nie odetnie się od chorej rodzinki...- obawiam się że groźba to za mało. Wymień mu chwile, dla których Ciegle jeszcze uważasz, że chcesz być z mężem, przypomnij mu to co wtedy czujesz i opowiedz co teraz czujesz i czego Ci brakuje. Pakuj walizki i wyjeżdżaj, jeżeli nie przyjedzie po Ciebie, tzn, że i tak nie miałaś szans na to by wyrwać go ze szkonów matczynego fartuszka.

24

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Dziękuję za mądre słowa otuchy, w głębi duszy myślę dokładnie tak samo. co jakieś dwa tygodnie zwijałam się z bólu i w końcu podejmowałam decyzje o wyprowadzce. Podrywałam się do lotu 3 razy. W czwartek 08.07 zabrała wszystkie ważniejsze rzeczy i wyprowadziłam się czwarty raz, z tym ze ten jest już ostatni.
Nawet nie protestował, spytał tylko gdzie teraz pojadę szukać pracy, bo te którą mam pomogli mi znaleźć jego rodzice. Na koniec dodał, żebym pamiętała ze to moja decyzja. Cholerny tchórz nawet nie potrafi przyznać się do  porażki, tylko próbuje cała winę zrzucić na mnie.

Przez te dwa lata słuchałam tylko, ze ciągle mu się stawiam, ze wszystko mi się nie podoba, ale co mnie miało się tam podobać, czy ładne mieszkanie wynagrodzi miłość i wsparcie. On nawet raz nie spróbował znaleźć się w mojej sytuacji, przecież on mnie ściągnął do tego domu podstępem. A oni mu w tym pomogli.
Uzależnili syna od siebie, miał samochód do dyspozycji , załatwili mu prace na miejscu, dokładali jak brakowało pieniędzy. Oni boją się ze on ich zostawi a oni nie dadzą sobie bez niego rady. Moja teściowa to typowa zona męża, jak jego zabraknie ona nawet w piecu nie napali. Kiedyś próbowałam z nimi porozmawiać ale teść stwierdził, żebyśmy sami załatwiali swoje sprawy, jak nam nie wychodzi to lepiej rozstać się teraz niż jak będą dzieci, na co ja powiedziałam ze chciałabym się wyprowadzić spróbować na neutralnym gruncie. Na co oni się oburzyli i stwierdzili, ze skoro tu nam się nie układa to gdzie indziej tez się nie ułoży. teściowa z wyrzutem powiedziała, że przecież my ciebie nie krzywdzimy.
Oni nawet mówią wszyscy troje o sobie nawzajem w trzeciej osobie. Święta trójca!!!! Teściowa powiedziała, ze to za małe problemy, ze szkoda pieniędzy na wesele. Nikt nawet nie powiedział słowa układajcie swoje zycie zeby wam było wygodnie nami się nie przejmujcie. Tak powinni powiedzieć normalni ludzie.
Jeszcze teraz niedawno chcieli z nami kupować samochód, bo przecież razem mieszkamy i a jak będą potrzebowali gdzieś pojechać to ich zawieziemy bo przecież teść (58 letni mężczyzna już nie nadaje się do prowadzenia auta). Miesiąc temu znów przekonywali męża do wspólnego wyjazdu do rodziny, jak stawiałam opór maż zrobił mi awanturę. Gdyby on chętnie jeździł do mojej rodziny , z niechęcią ale ja też bym się poświeciła. Ale moja rodzina to dla niego nic nieznaczący ludzie. Tyle czasu rozmawialiśmy o wspólnych wczasach w Chorwacji (podróż swoim autem zatrzymywanie się w pięknych miejscach) ma tylko 10 dni urlopu. Kiedy tylko teść wspomniał o wyjeździe , nasze plany stały się nie ważne.
Zastanawia mnie tez jak ci ludzie którzy są dobrym małżeństwem doprowadzają do tego ze małżeństwo ich syna się wali. Czy są az takimi egoistami. Córki mieszkają daleko, robią co chcą. Koszmar.

Ostatni miesi ac był cudowny, pewnie dlatego nie byłam u rodziców cały ten czas. Weekendy spędziłam z jego rodzina. Na następny mieliśmy pojechać na weekend nad morze, szukał noclegu, ale nie mógł znaleźć na termin który nas interesował. w całym Sopocie nie było pokoju dla dwóch osób (wiedziałam dlaczego- ponieważ na właśnie ten weekend miały przyjechać jego siostry).
tydzień przed moja wyprowadzka kiedy wróciłam z pracy, stanął w drzwiach,. ze jedziemy nad jezioro z jego rodzicami do ich znajomych ponieważ tam jest córka jego siostry i trzeba sprawdzić czy wszystko jest OK. Nie mogłam opanować niezadowolenia, zaproponowałam zeby pojechali sami naszym autem, na co zawrzeszczał, ze jedziemy razem. Jak wsiadłam powiedziałam tylko, ze trzeba zatankować bo nie sądziłam ze będziemy gdzieś dalej jechać. I to było powód do wielkie awantury bo jego mama poczuła się zobowiązana do pokrycia kosztów tej wycieczki. Zrobił awanturę. Następnego dnia wróciłam późno z pracy, męża nie było wrócił nad ranem pijany, zaczął klnąc ze bym sp.. skoro mi się nie podoba, ze bez niego złe skończę itd. Następnego dnia rano nic już nie pamiętał. Ale było mi przykro, mimo to posprzątałam dom zrobiła obiad,  zeby nie miał kolejnego argumentu w kieszeni(wiem ze to głupie ale zależało mi na tym zeby było dobrze)spakowałam rzeczy i pojechałam do rodziców. Wróciłam za dwa dni. Nie odzywał sie , były już jego siostry tak jak się spodziewałam, nad morze nie pojechaliśmy. Poprosiła zeby pomógł mi wnieść bagaże, nie zrobił tego. Wiec z progu krzyknęłam "cześć" do reszty tych idiotów i poszłam do "Siebie".
pusciły mi nerwy i zaczęłam płakać, co tylko jeszcze bardziej go rozwścieczyło, zaczął mnie wyzywać ze jak mogłam nie wejść i nie przywitać sie z jego siostrami. NIE MOGŁAM NIE POTRAFIŁABYM UDAWAĆ!!!! było tego już za dużo. A oni dalej pięknie się uśmiechali i bawili się mną. ZACZĘŁAM SIĘ PAKOWAĆ, ALE TO NIC NIE DAŁO, POWIEDZIAŁ ZE I TAK TEGO NIE ZROBIĘ. i RZECZYWIŚCIE BAŁAM SIĘ .
Kiedy się uspokoiłam, spytam czy pójdzie ze mną na wybory, na co on stwierdził, ze źle się czuje i jest nie przygotowany. Więc poszłam sama...jak zwykle. Wracam  a on stoi odprasowany pod kołnierzykiem i idzie na wybory z rodzicami i siostra.

TEGO JUŻ BYŁA ZA DUŻO!!!!
Wytrzymałam jeszcze tydzień w milczeniu, w czwartek wzięłam rzeczy mieszkam teraz u rodziców. Nawet się nie zdziwili, powiedzieli, ze i tak długo wytrzymała. Oni nie widzieli go od Wielkanocy, kiedy ostatni raz pełnił swój przykry obowiązek odwiedzania ich. A ja cierpię bo się z jego siostrami nie przywitała. Czy ja sfiksowałam, czy trafiłam na wyjątkowo głupich ludzi????Co robić, czy dać już spokój i wyjeżdżać z tej mieściny, czy dam mu szansę, żebyśmy spróbowali na swoim.Ale czy to go zmieni???. Boje się ze nie>>>

25

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Witajcie
Widzę Luiza83 że twoja sytuacja jest beznadziejna ale jak to czytałam to jakby o swoim życiu. myle ze wyprowadzaka dobrze zrobi waszemu zwiazkowi jesli bedzie mu zależało to przyjedzie do ciebie. A czy twoi rodzice cos mu zrobili ze niechce ich odwiedzac?????

U nas było trudniej bo mamy córeczkę....

Dziś z nim rozmawiałam i znów jestem w kropce. Powiedział mi ze chciałby sie pogodzic a po chwili mówi mi ze gdyby nie było dziecka to nie odezwał by sie już do mnie i sama nie wiem o co mu chodzi.


Kurcze tak szczerze to troszkę mnie ukuło bo ja nadal go kocham choć wyrządził mi tyle krzywdy co mam zrobić??? pomóżcie???

Jak zrozumieć takiego faceta. Czy zamieszkać z nim i dać mu szanse.....mam już dość.

26 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-07-13 06:11:31)

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

taak. polska rzeczywistosc... i jakas niemoc decyzyjna.
W kraju w ktorym mieszkam, mlodzi ludzie mysla juz w liceum jak zdobyc fundusze na studia. W Polsce rodzice wmawiaja dzieciom, ze ich obowizkiem jest tylko uczyc sie. Co za bzdura.
Potem dzieci rodza dzieci i wszyscy mieszkaja na "kupie".
Zadnego przewidywania, planowania, zabezpieczenia przyszlosci dzieciom. Dla jasnosci, podam, ze tez jestem wytworem polskiej rzeczywistosci i porodzilam dziecie bezmyslnie i wprowadzilam je do domu tesciow. Tesciow, ktorzy nie byli mi przychylni. Uwazalismy z mezem, ze dla jakiegos wyzszego i niesprecyzowanego "dobra" musimy tam mieszkac. Totalna niemoc finansowa..... i umyslowa niestety tez (jak to oceniam z perspektywy czasu)
Gdybym dostala od losu druga szanse, wyprowadzilabym sie do wynajetego mieszkania. Malej klitki... i powolutku dorabiala sie wszystkiego. Myslenie, ze dzieci traca na tym bo pogarsza im sie komfort zyciowy jest totalnie blednym mysleniem. Pogadajcie z dziecmi. Dla nich najbardziej komfortowo jest gdy mieszkaja z rodzicami w jednym pokoju a szczytem marzen ... spanie w jednym lozku. Czym ciasniej tym lepiej i milej. Maja to co lubia najbardziej: czesty i bliski kontakt z mamusia i tatusiem. To ze u dziadkow maja czasem swoj pokoj i slysza z niego sprzeczki rodzinne nie jest dla zadnego dziecka komfortowe.
Nie wiem czy to glupota, czy lenistwo, czy wygodnictwo powoduje, ze siedzimy z bahorami na glowie rodzicow.
Nie potrafie wytlumaczyc co mna kierowalo by splodzic dziecko wprost do mieszkania tesciow. Jakas niemoc intelektualna chyba.
Moze wszyscy powtarzaja ten schemat i juz taka polska rutyna postepowania. I tylko wybitne jednostki potrafily sie wylamac. Ja nie bylam wybitna. Dusilam sie z tesciami przez 1.5roku. Potem ucieklam z mezem, dzieckiem i slubnymi zastawami.
Wyprowadz sie i juz. Nie ma co gadac o niemocy. Niemoc tylko w naszych glowach.

27

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Witaj orch.., kiedy przeczytałam Twoja historię, tez pomyślałam ze jesteśmy w podobnej sytuacji. Jest mi trudno cokolwiek Ci radzić , bo sama jestem w beznadziejnej formie. Sama liczę, ze mój mąż zdecyduje się ze mną zamieszkać bez rodziców, ale wiem ze musielibyśmy się obydwoje bardzo postarać, natomiast on musiałby widzieć swoje wady i chcieć się zmienić. Jakoś tego nie czuje. On jest przekonany o tym,że ma racje i nic złego mi nie zrobił. Powiem ci, ze nie da się zrozumieć mężczyzn. Bo jak zrozumieć takich idiotów, którzy maja młode ładne żony, kochające, a wola trzymać się spódnicy mamuśki, wola spędzać z rodzicami wolny czas niż z żona, czy w Twoim przypadku z Tobą i dzieckiem....Przecież to chore.

Najgorsze jest ze czujemy się uzależnione, bo czy można mówić tu o miłości.

Moze powinnaś spróbować, ale jednocześnie nie nastawiać się na za dużo. Myślę, że obie będziemy wiedziały na ile możemy sobie jeszcze pozwolić. Póki jeszcze masz cierpliwość i żywisz do niego uczucie, to nie warto robić coś wbrew siebie, zeby potem nie zniszczyły cie wyrzuty sumienia, ze nie zrobiłaś wszystkiego, ze u jakiś znajomych też nie było dobrze, ale jednak wytrwali. Mam koleżankę, która wcześnie zaszła w ciąże, wyszła za maż, ale jak to bywa nie ułożyło się dobrze. On miał prace wyjazdowa, coraz zadziej przyjeżdżał, aż w końcu wydało się , ze ma romans. Rozeszli się nie odzywali się pół roku, nawet jak dziecko było chore on się nie odzywał. Ale potem doszli do porozumienia, wzięli kredyt i kupili mieszkanie, ona wybaczyła. Wydaje się być szczęśliwa i ze wszystko wróciło do normy. Wychowują córkę.. Co do tego, ze powiedział, ze robi to dla dziecka, to wcale nie oznacza, ze tak rzeczywiście jest, gdyby nie chciał nawet miłość do dziecka nic nie pomoże. Po prostu nie chciał, ze byś poczuła się zbyt pewnie, ze jednak mu na Tobie zależy.

Tylko trzeba pamiętać, ze każda sytuacja jest inna.

Moi rodzice nie zrobili nic złego. Mój tato nie przepadał za nim, ale go tolerował. Mama jak zwykle miła, pogodna, rozgadana nadrabiała miną, wiec było tak jak w większości domów. Jak się spotykaliśmy, chętnie zostawał na kilka dni, spędzaliśmy wspólnie święta, był miły. Ale teraz wiem, ze to była tylko gra.Nigdy się nie wtrącali, nie planowali. radzili tylko, żebym nie mieszkała z teściami.

28 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2010-07-13 10:59:20)

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Orchide, na wstępie wybacz że się wciąłem w TWój temat, ale nie umiałem przejść nad nim do porządku dziennego i odezwałem się do Luizy83. A propo Orchide co u Ciebie, prześledziłem Twój watek....jakoś tak mało piszesz. Ból jest wielki bo kochasz, ale to zraniona miłość, która jest wymęczona i w gruncie rzeczy nawet gdyby się stał cud to mogłoby się okazać, że jest dalece inna od tej której oczekiwałaś. Po tym wszystkim pewnie masz wielkie poczucie niemocy. Ale tak naprawdę to jesteś jedyną osobą która wyszła z tego z Twarzą. Może nie powinienem tak pochopnie oceniać wpływu jego rodziców na wasz związek (WASZ- bo w końcu to Wy obydwoje decydowaliście o jego kształcie, na to że komuś pozwoliliście do niego wtargnąc i wywierać wpływ), ale to jest ich wina. Jeżeli coś naprawdę do niego czujesz i mimo wszystko zależy Ci na jego dalszym szczęćsiu, choć niekoniecznie z Tobą, powiedz mu o tym. Poproś go by popytał wśród
znajomych czy wg. nich mieszkanie z rodzicami może mieć wpływ na taki związek. Może otworzą mu się oczy. I Pamiętaj, to że oczekiwałaś od niego tego, czy tamtego jest normalną sprawą. Przypuszczam nawet, że w niektórych  rzeczach się hamowałaś, choćby z uwagi na to że właśnie mieszkaliści z jego rodzicami. Nie protestował bo się tego spodziewał, może nawet rodzice mu wbili do głowy że nie jesteś dla niego, że i tak odejdziesz. On był po prostu przygotowany. Możliwe że wbijali Ci szpilę jedynie by syn mógł czym prędzej zacząć układać sobie życie ponownie - rodzice śmiało tak moga myśleć. Sam byłem świadkiem podobnych sytuacji - aczkolwiek, myślałem że to tylko dotyczy jedynaków, w jedny przypadku rodzice szantażowali syna, a w drugim kusili bardzo drogimi zabawkami - cel - rozstań się z ta kobietą. Jeżeli zabrałaś tylko najważniejsze rzeczy, to wróć tam po resztę, tylko nie wdaj się w rozmowę z jego rodzicami pod żadnym pozorem, nawet o
pogodzie. Inaczej zaszczekają Cię, stwierdzając że to Wyłącznie Twoja wina. Jedyne co możesz im powiedzieć to rzeczy w jakich osiągnełaś sukces - nie wiem, spokój, ciszę, skończone rozstroje żołąka itd. Ewentualnie mężowi powiedz że wina zawsze leży po dwóch stronach - tłumaczyc Ci szczegółów nie trzeba. Mimowszystko dla własnego dobra odpuść sobie linie obrony tego rodzaju, że oni, czy też on, podstępem ściągneli Cię do swojego domu. Jak by na to nie patrzeć - Twoja zgoda na wspólne zamieszkanie, w takim a nie innym układzie, to również była Twoja decyzja. Nie ma znaczenia, czy świadoma, czy też nie - poniosłaś tego konsekwencje. Ale co do tyczy reszty to rzecz oczywista - mieliście w tym wsztkim wszyscy udział. Wiem wiem, oni się wtrącali, ale jednak pozwalaliście - obydwoje - na to. Możesz mówić że ty nie chciałaś, ale jednak w tym uczestniczyłaś. W takiej sytuacji nie ma jedynie biernych obserwatorów, przykrmo mi że to musiałem napisać.
To że dali samochód, dawali kasę - to niekoniecznie trzeba traktować jako uzależnianie go od sibie. Nie czepiaj się tego, w ten czy w inny sposób pomagali wam, to że patrzyli na sprawę, głownie przez pryzmat jego osoby, no trudno, jednak spójrz na to chłodniej, a odrzucisz zbędne emocje, co pozwoli Ci się skupić na ważnych sprawach. Teść dobrze gadał że sprawy powinniście sobie sami załatwiać, w sprawie dzieci też. Możesz mu smiała za to podziękować, ale jednocześnie przypomnij mu że to, iż nie powstrzymał swojej żony - choć napewno zna ją od tej strony, bo jak to kobieta ze wszytkim do niego podchodziła, to wcale nie znaczy że nie ma w tym jego winy. To tak jakby widząc co się święci nie pomógł rannemu człowiekowi. Patrzył z boku jak się wam wali. Dopóki się docieraliście sami to rzeczywiście wasza sprawa. Teściowie, mogą
przedstawić swój punkt widzenia, wg. mnie mają do tego prawo. Mogą wytłumaczyć wam, opowiedzieć jak co mogłoby wyglądać. Ale nie narzucać. Choćby dlatego że konsekwencje Waszych działań, będziecie ponosić Wy jako małżeństwo, a nie oni, Ci wszyscy komentatorzy. Dziewczyno, nie dja się zwieść tym, na neutralnym gruncie wam też nie wyjdzie, ja z tego co piszesz wnioskuję, że wiele zrobią by do tego niedoprowadzić, ale dlatego że teściowa mogłaby stracić kontrolę i wpływy nad waszym pożyciem. A dla Was to jedyny sposób. Znam małżeństwa, które klepią biedę, ale się kochają, czasami im tego nawet zazdrościłem. Patrząc na nich zboku, zastanawiałem się jak oni mogą wogóle funkcjonować bez tego czy tamtego, ale miłość i szczęście w ich oczach był i jest ich światem.
Jesli będziesz musiała, zapytaj ich, czy krzywdą której Tobie nie wyrządzali skoro tak twierdzą, nie było to, że nie pozwolili Ci pod ich skrzydłami dać szczęścia ich synowi? Oni skrzywdzili Was obydwojga. Czy zamiast wtrancać się nie, milej by było obserwować jak się kochacie i biegacie za sobą? Korzystacie z tego co wam ofiarowali?
Co do wczasów, to wielka szkoda, że Wam Chorawcja uciekła. To że musieliście zmienić palny, z uwagi na plan teścia, no cóż tak jak to przedstawiasz to jest żenujące. Ale może teść nie wiedział o tym że się wybieracie, albo nie pokojarzył teminów. Co do tych wypraw i spotkań z siostrami to chyba dobrze to wyczułaś, po pierwsze zawsze można jechać w ciemno, ale jeśli prawdziwym powodem był przjazd rodzeństwa, to szkoda że Ci po prostu o tym nie powiedział. Jeśli mu to wytłumaczysz, może zrozumie. NIE daj się zawrzeszczeć, bo jak pokażesz że to na Ciebie działa to będzie .... coraz głośniej. Powiedz mu że dopóki nie zacznie z Tobą rozmawiać normalnym tonem, to nie ma o czym wogóle mówić.
Co do tankowania, wiesz czasem ludzie rozumieją sprawy tak jak chcą, ale Ty też tak masz i nie powinnaś się tym przejmować. Jedyna rzecz którą Ci mogę podpowiedzieć, to to żebyś się nie wdawała w dyskusje z nim przy rodzicach. Lepiej wywalić łzy na twarz, powiedzieć, że chciałaś dobrze i nie znosisz kiedy na Ciebie krzyczy. - jak kocha to podziała. szcególnie przy teściach. Pijaństwo - no wiesz może i on też ma dość czasem gderania starych. Co do tego że źle skończysz.... hmmmm, a on gdzie na razie jest przy butelce... he he pewnie mówił o sobie.
Tak podsumowując to wszystko, to Ci powiem, że wg mnie to jest trochę i Twojej winy w tym wszyskim. Nie rozmawiacie, o sobie o uczuciach, wy żyjecie z dnia na dzień. Jeśli zaczniecie ze sobą rozmawiać, jest spora szansa. Ale musicie siąść, nawet na neutralnym gruncie. Zmień taktykę Umów się z jego rodzicami - takie rzeczy się zdarzają, nawet bez jego wiedzy. Nie wywalaj co Cię boli, ale poproś ich o pomoc, opowiedz im o swoim stanie wewnętrzym o uczuciach - może okaże się że teściowa też ma serce, ale ukryte za tymi wszystkimi radami, które ma zapewnie zawsze pod ręką. Zadzwoń do jednej, albo drugiej siostry, poproś o pomoc - one go znają, nie będa przeciw niemu na to nie licz, ale pogadaj jak kobieta z kobietą, pogadaj o ucziciach powiedz im że kochasz męża, opowiedz im że te Twoje ucieczki maja przyczynę nie sa fanaberiami, że Ci po prostu ciężko, że im zazdrościsz tego że on odkłada wasze wyjazdy byle by się spotkać z nimi, że to rozumiesz, ale Cię boli, bo ty też chcesz być dla niego ważna - zobaczysz następnym razem, najpier zadzwonią do Ciebie czy nie macie planów.  Nie jest wstydem prosić. Ludzie płaca grube pieniądze za specjalistów, a Ty masz możliwość wkorzystać do tego pomoc ludzi którzy są specjalistami od Twojego męża od wielu lat, bo sa jego rodziną. Skoro do tej pory sama nie dawałaś radę to wkradnij się w ich łaski - mówiąc prawdę, A na koniec, będziesz sobie swojego faceta owijać wokół palca jak będziesz chciała i znów się mocno będziecie kochać.

orchide@
U nas było trudniej bo mamy córeczkę....
może on nie potrafi przyznać się do swoich błędów, może mu łatwiej tak mówić?
Odpowiadając na Twoje pytania - rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać .... powiesz, że to nie takie proste. A i owszem, nie jest proste, ale często zaczynając rozmowę zapominamy o rzeczy, której uczą się przedszkolanki na pierweszych swoich zajęciach, a bez której nie ma mowy o jakiejkolwiek rozmowie. Należy upewnić się że rozmówca Cię słucha! Powiedz mu że masz kolegę, który się Tobą interesuje i nie wiesz w jakiej bieliźnie iść z nim na randkę, że monter telewizji kablowej robił Ci niedwuznaczne propozycje, ale powiedziałaś mu - choć był bardzo przystojny, że masz męża którego kochasz. Że jakiś facet Cię uszczypnął w pośladki ostatnio i dałaś mu w gębę .... zazdrość smile to przyciąga uwagę.
Albo ubierz się najseksowniejsza bieliznę i nie daj się schrupać dopóki nie zacznie z Tobą rozmawiać. (wiem wszystko kręci się wokół seksu, no cóż, ale mundial się skończył, więc trzeba poszukać jakiegoś zastępczego tematu smile
A tak serio to rozmowa rozmowa i jescze raz rozmowa. Choć faceci gdy słyszą, o tym że ktoś podrywa ich zonę, żadko pozostają obojętni.

Zazdrosc
W kraju w ktorym mieszkam, mlodzi ludzie mysla juz w liceum jak zdobyc fundusze na studia. W Polsce rodzice wmawiaja dzieciom, ze ich obowizkiem jest tylko uczyc sie. Co za bzdura. Zazdrość, nie wiem z kim Ty masz kontakt, albo na jakiej podstawie budujesz te swoje obserwacje, ale zobacz sobie ile ludzi w Polsce studiuje na zaocznych, a w międzyczasie pracuje, czy też bierze kredyty studenckie. Może napiszę przekornie, ale wyjazd za granicę to tak jakby trochę ucieczka.
A mieszkanie w kupie to w większości przypadków konieczność, a nie świadomy wybór, sama o tym wiesz. Dzieci są wytworem albo miłości, albo przypadku, ale trzeba je traktować je jako dobro, a nie bagaż - inaczej rzeczywiście staną się ciężarem. To że sama porodziłaś dzieci bezmyślnie - świadczy wyłącznie o Tobie - powiedz, czy to że nie planowałaś, nie przewidywałaś, nie zabezpieczyłaś przyszłości dzieci zanim sprowadziłaś je na ten świat, jest winą kogoś innego? To Ty nie planowałaś, Ty nie przwidywałaś - czyżbyś była zniewolona? Ktoś odebrał Ci rozum, zabronił myśleć? Gdybać to sobie możesz do końca świata i dzień dlużej. Trzeba nauczyć się brać odpowiedzialność, za swoje czyny i trzeźwo patrzeć na to co się wokół dzieje tu i teraz. Przeszłości nie zmienisz, dlatego radzę dziewczynom, zmierzyć się z tym co mają i szukać ratunku na przyszłość, głównie patrząc na to co mają i mogą osiągnąć. Ale mieszkanie z teściami wcale nie wyklucza tego że może się żyć dobrze. Można żyć bardzo dobrze i komfortowo. treściom zostawiać dzieci i bawić się całymi nocami, jeździć kupowanymi przez nich samochodami, dawać sobie sponsorować wycieczki - jedyne co trzeba zrobić to się dogadać, żyć jak ludzie a nie jak w stadzie wilków, ustanowić reguły i zasady. A sprzeczki zawsze są i będą, trzeba się nauczyć z tym radzić. mieszkanie w wielopokoleniowym domu może przynieść dzieciom więcej plusów niz minusów - zależy jak to wykorzystać, dzieci mogą się nauczyć szacunku dla starszych , pomagania, innego spojerzenia na świat, nauczyć od dziadków tego, czego my snie zdążyliśmy się od nich nauczyć, bo nie mieli dla nas wystarczająco duzo czasu pracując,  doznawać miłości i być pod troskliwą opieką, nauczyć wielu przydatnych rzeczy lub mniej rzeczy. Wystarczy myśleć na bierząco, umieć słuchiwać się w innych, potem wyciągać wnioski, robić tak by, mieć do tego przekonanie, umieć się dostowsowyać, choćby próbować - planować - nikt mnie, albo moim znajomym nie zabrania tego robić. To, że tego nie robiłaś nazywasz niemoca intelektualną - to jedynie semantyka, której uzywasz ukrywając swoją nieudolność. I nie rozumiem czemu o dzieciach piszesz uzywając słów o tak negatywnym zabarwieniu - bahory. To one Ci popsuły świetlaną, wyimaginowaną PRZESZŁOŚC- tak dokładnie przeszłość, o której teraz marzysz? Trzeba się pogodzić z tym co się ma, iść na przód, a jeśli coś się nie sprawdza zmieniać to, pracować nad tym, zachęcać inncyh do tego, by i oni przyszłości się cieszyli. Czas na oglądanie się za siebie dziewczyny będziecie miały po 70 - ce, albo jeszcze później. A teraz do roboty, nie ma się co załamywać, tylko trzeba wziąść grabki w łapki i nie czekając na deszcze zacząć porządkować rzeczy, by w waszym ogódku w przyszłości, przez cały rok kwitły najpiękniejsze kwiaty. Co was nie zniszczy to was wzmocni i ... rozmawiajcie. Nie czekajcie kolejnego półtora roku, miesiąca ani godziny.
Zróbcie to co Zazdrość, do której mam wielki szacunek czytająć jej komentarze, i bierzcie z niej przykałd - działajcie już dzisiaj nie bójcie się odważnych kroków, dla niej rozwiązaniem dla przeszłości jest - mała klitka i dorabianie się - też jestem tego zdania że w wilu przypadkach to by było najlepsze, ale niekoniecznie musi być dla Was, może znajdziecie inne rozwiązania, to też być szansa, ale  robicie to dla siebie i waszych związków. Miejcie tylko przekonanie, że jest to słuszne, walczcie o swoje rodziny i bądźcie szczęśliwe. Bo człowiek zyje na tym świecie by być szczęśliwym. Powtórzę za pewną Panią - niemoc jest tylko w naszych głowach.
/sorki za chaos w tym co napisałem/

29

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Witajcie
Dziekuje za tak rozwiniętą odp Dunkis. Wszystko było by proste była bym wstanie zrezygnowac z mieszkania z moimi rodzicami mimo że dom ma byc mój i wynająć mieszkanie ale przecież CZŁOWIEK sie nie zmieni, a tym bardziej jego zachowania.
Dlatego jesli pomysle o tym jak mnie traktował maz jego brak szacunku wobec mnie to wole być sama z córeczka. Znów bede musiał znosic jego humory, dzieckiem tez sie nigdy nie zajmował bo przeciez on jest pan i władca pilot i kanapa to jego królestwo.

Jeśli ktoś z was przeżył kryzys i odmianę partnera na lepsze to czekam na jakies cenne rady.

30

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Masz racje orchide@ człowiek się nie zmienia, ale jego nastawienie do rzeczy może się zmienić i to bardzo. Brak szacunku, to ogromny ból i niemoc. Córeczka to Twój świat. Pomyśl o tym w ten sposób, nie straciłas jedynie jego, miłość życia, spokój ducha, straciłaś o wiele więcej, straciłaś to wszystko co planowaliście gdy juz na serio zaczeliście ze sobą być, straciłaś ten cały świat który wspólnie przed sobą rysowaliście, on zabrał CI siebie takigo jakiego go miałaś i wydawał się, że będzie. Ale wiedz, że można się zmienić sam przeżyłem kryzys i odmiany. Ale powtórzę, da się zmienić jedynie nastawienie, choć to może być w zupełności wystarczające.

31

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Witajcie
Czyli warto walczyć do końca i mieć nadzieje ze uda sie zmienić zachowanie drugiego człowieka i odzyskac szacunek o którym maz zapomniał.

Dzięku dunkis za te słowa otuchy bo jesli tobie sie udało to ja tez bede walczyc do konca mimo negatywnemu nastawieniu mojej rodziny która przekresliła mojego meza i nasze małżeństwo.
Mimo wielu krzywd które mi wyrządził i to jak mnie traktował nie poddam i nie złoże broni dopóki będe miała amunicję.....

32

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Witaj Orchide@.   Uważam że warto walczyć o małżeństwo.   Ja akurat jestem po tej drugiej stronie -  jestem mężem, któremu żona nie chce dać już drugiej szansy bo nie wierzy że się zmienię; ja też nie miałem szacunku do żony - wszystko zrozumiałem jak się rozstaliśmy (mój post: "Zraniłem żonę...jak to naprawić)

Powiem Ci, że człowiek może sę zmienić jeśli tego chce.   Obecnie chodzę na terapię;  będę mniej pracował by jak najczęściej być przy żonie i synku. Widzę zmiany w sobie.

Walcz o Was, ale mądrze  tzn.  z szacunkiem do siebie i swojego męża.  Najważniejsza jest szczera rozmowa.   Życzę Wam powodzenia

33

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Witaj chwytajzycie, mam do Ciebie pytanie. Co takiego musiało się wydarzyć, ze zdecydowałeś się na terapię. Tez chciałabym pójść z mężem, ale on jest tak przekonany o tym, ze on ma tylko racje, ze wszystkie nasze problemy są spowodowane mną i to ja powinnam się leczyć. Mam prośbę, jeśli oczywiście będziesz miał na to ochotę przeczytaj mój tekst pt "Teściowie nieodcięta pępowina".
jesteś facetem, może ty pomożesz mi zrozumieć  i dotrzeć mi do mojego męża.

34

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!
Luiza83 napisał/a:

Witaj chwytajzycie, mam do Ciebie pytanie. Co takiego musiało się wydarzyć, ze zdecydowałeś się na terapię. Tez chciałabym pójść z mężem, ale on jest tak przekonany o tym, ze on ma tylko racje, ze wszystkie nasze problemy są spowodowane mną i to ja powinnam się leczyć. Mam prośbę, jeśli oczywiście będziesz miał na to ochotę przeczytaj mój tekst pt "Teściowie nieodcięta pępowina".
jesteś facetem, może ty pomożesz mi zrozumieć  i dotrzeć mi do mojego męża.

Luiza 83 zdecydowałem się na terapię bo wiem że brak szacunku do mojej żony jest problemem we mnie i podejrzewam że został zakorzeniony już w dzieciństwie (brak chęci otwarcia na żonę,  obawa przed odrzuceniem - to wszystko powodowało u mnie określone zachowania w stosunku do żony)   Poza tym bardzo ją kocham więc chcę się zmienić.

Musisz być mocna w postanowieniu i postawić sprawę jasno, powiedz mężowi że jeśli nie pójdziecie na terapię to obawiasz się że to skończy się dla  Was nie najlepiej.   Mi żona też kiedyś proponowała wspólną terapię, ja zbagatelizowałem - skończyło się to rozstaniem i cierpieniem 3 osób (żona, syn, ja).  Dlatego musicie iść na terapię.

Obecnie naprawiam błędy we mnie, zmieniam się i mam nadzieję że żona mi wybaczy i wrócimy do siebie

35

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Witaj Orchide, co u Ciebie słychać dobrego??? Jak stosunki z mężem wróciliście do siebie ??? rozmawiacie?
U mnie dalej cisza. Mój mąż ani moi teściowie nawet nie zainteresowali się dlaczego uciekłam z ich domu. Zachowują się tak jakby bagatelizowali cała sytuacje i pewnie wbijają swojego syna w jeszcze większe poczucie ze on jest zupełnie niewinny. Ja tez postanowiłam się nie odzywać, choć jestem już tym zastanawianiem się co dalej robić, gdzie się podziać zmęczona.
Gdybym teraz zadzwoniła, dałabym mu satysfakcje, ze miał rację ze wpadam w paranoję , histeryzuję i jak już mi przechodzi to wracam. Kiedy wyprowadziłam się poprzednim razem tez ja pierwsza się odezwałam. Nie mogę uwierzyć, jak on mnie upokorzył.
16 sierpnia mamy drugą rocznice ślubu.

36

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Witaj
Luiza83 jestem z Ciebie dumna, że dajesz sobie rade sama bez męza, który wkręcił cie w toksyczna rodzinę. Moim zdaniem powinnaś walczyć o wasze małżeństwo ale to on powinien teraz zrobić pierwszy ruch bo to on pozwolił na traktowanie cie jak szmat.... i za wszystko Ciebie oskarżał. Jeżeli naprawde zależy mu na Tobie to zrobi wszystko aby odbudować wasz związek. Trzymam za ciebie kciuki....

U mnie nic sie nie zmieniło. Rozmawialiśy ale o rozwodzie ponieważ oboje stwierdziliśmy ze i tak nie dojdziemy do porozumienia. Kurcze mimo tego że nie mieszkamy już prawie pół roku razem to nie potrafie sobie wyobrazic tego rozwodu.
Przecież przysiegaliśmy sobie wierność miłość do końca życiu a tu po trzech lat rozwód(8 września mamy 3 rocznice ślubu). Mimo tylu krzywd i upokorzeń z jego strony miałam ochote go przytulic przecież były tez dobre chwile, ale nie zrobiłam tego bo pragnełabym a by on to zrobił aby powiedział choć raz przepraszam a nie ja ciągle przepraszałam. Mimo naszego rozstania on sie nie zmienił ani troszke wiec kończe walke o nasza rodzine wykorzystałam wszystkie możliwości..... i mimo to przegrałam.
Luiza83 mam nadzieję że tobie sie uda i twój maż sie zmieni.....
Powodzenia

37

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Witaj orchide, poczułam w twoim e-mailu żal...a z drugiej strony jakiś spokój. Doskonale wiem jak się czujesz. My mamy 2 rocznice 16 sierpnia. Podobnie jak ty czasami mam ochotę zeby wszystko wróciło do normy, żebyśmy mogli się przytulić. Ale jak pomyślę o tym jak on mnie traktuje, nawet teraz zupełna ignorancja, tak jakby nic się nie stało. Przecież ja tam byłam żyłam z nim przez te dwa lata, piliśmy razem kawę rano, jedliśmy śniadanie, wracałam z pracy robiłam obiad, byłam jak on wracał z pracy, dbałam o dom i tak nagle bez protestu, bez żalu i walki koniec. Teraz widzę jak małe znaczenie miałam dla niego  ja i całe to małżeństwo.
Nie wiem jak to będzie dalej, narazie nic nie planuje, żyję z dnia na dzień.

38

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

witaj
Co słychać u ciebie Luiza?
Od dwóch dni mam jakiegoś kosmicznego doła..... i cały czas płacze, krzycze na wszystkich sama siebie nie poznaje moze to przez to ze nie mam z kim o tym wszystkim pogadac z kim bezstronnym.
Myślałam ze okres rozpaczy mam juz za soba że poradziłam sobie z tym że naszej rodziny już nie ma i nie bedzie  a tu zaskoczenie.....
Dobrze ze znalazłam to forum bo chociaż tutaj mogę sie wygadc wiedzac ze nikt mnie nie wysmieje. Najbardziej obawiam sie o córeczke bo nawet na nia ostatnio na krzyczałam co nigdy mi sie to nie zdarzało....moze zna ktos jakis sposób jak zapanowac nad stresem.
Pozdrawiam

39

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Witaj, ja tez mam takie dni. Czuje się dokładnie tak samo, staram się już nikomu o tym nie mówić i zajmować swoje myśli i ręce czymś , zeby przetrwać.
czasami wychodzi lepiej, czasami nie wychodzi wcale, wtedy płacze, snuje się po domu bez celu i żałuje ze żyje.
Wczoraj po trzech tygodniach odezwałam się do męża. napisałam ze proponuję spotkanie, ze chciałbym ustalić co dalej robimy. Na co on odpisał, ze to ja się wyprowadziłam, wiec to ja podjęłam decyzje, i mogę sobie dalej decydować. On jest na wyjeździe (czyli jednak wczasy z mamusią i tatusiem), kiedy wróci możemy się spotkać. Potem zaczął wypisywać, ze jak ja się zachowuje, ze ta wyprowadzka była mi na rękę,  żebym mówiła swojej rodzinie prawdę, a nie jakieś moje insynuacje, ze on mnie źle traktuje, bo przecież właśnie traktuje mnie dobrze... i wiele innych głupot. Jak zwykle zero zrozumienia.
jeszcze chce mi wmówić,ze on jest taki dobry, mamusia i tatuś też, wszyscy chcą dla mnie dobrze, tak anie poukładali mi życie, tylko mnie wariatce się nie podoba, przecież ja nawet nie musiałam myśleć, gdzie ja chce pracować,, mieszkać, czy po macierzyńskim chciałabym wrócić do pracy, oni wszystko już ustalili.Jeszcze napisał, ze nie będzie przepraszał za to ze kazał mi spierd... bo ja go do tego wiele razy sprowokowałam i on powinien to częściej mówić.
Koszmar.
Musimy się trzymać, być silne, wczoraj przyjaciółka napisała mi fajnego SMS" Wiem ze teraz cierpisz, ale musisz wierzyć, ze to cierpienie jest tylko po to żebyś za jakiś cza poczuła się naprawdę szczęśliwa z kimś kto na ciebie zasługuje..." Ja teraz tobie to przekazuje orchide, czy chcesz całe życie prosić o miłość, zainteresowanie, błagać męża o rozmowę, o to co dla innych normalnych ludzi jest oczywistością, nie sobie żyją z tymi swoimi rodzicami. Krzyż na drogę.

40

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Witajcie
Luiza dziekuje za słowa, które musze sobie wziąść do serca i nie prosic sie męza o miłosc... czas zacząc zyc jak normalni ludzie.
Tylko co z rozwodem, który miał byc od razu a maż tylko dzwoni i pyta sie co dalej i cokolwiek zaproponuje to jest nie dobrze albo to tak nie ma sensu bo za duzo nas dzieli i tego nie da sie naprawic
( słowa mojego meza) wiec do chole.... po co zadaje wciąż to pytanie?

Ostatnio nie potrafie juz tego wszystkiego zrozumiec miał byc rozwod bez orzekania o winie wszytsko mielismy ustalone a nagle wszytsko staneło w miejscu.

Mam tylko nadzieje ze kiedys spotkam kogos kto pokocha nas i bedziemy szcześliwi!!!
W końcu każdemu należy sie cos od życia.

Jeśli coś kochasz...
Puść wolno...
Jeśli wróci jest twoje...
Jeśli nie nigdy nie było!!!

Luiza jeśli twojemu meżowi nie zależy na spotkaniu to naprawde nie jest ciebie wart bo w końcu to on powinien zabiegac o ciebie i wasze małżenstwo a nie o swoja rodzinke życze wytrwałości!!!

41

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Luiza83, wróciłem do tematu ... czytam i czytam i coraz mi smutniej. On CIę źle traktuje, On jest strasznie zacietrzewiony w swojej postawi, nawet nie rozumie co znaczą słowa których uzywa, te wulgaryzmy które do CIebie wypisuje OMG. Prowokowanie, nawet jeśli było, nie daje mu prawa do używania wobec kogokolwiek takich słów, to jest znieważające. Ale brak zrozumieni, po opadnięciu nerwów, po przemysleniu, że wogóle się ich uzyło wobec kogokolwiek świadczy juz o nim, o człowieku jakim jest, to jest, delikatnie mówiąc chamstwo i głupota, a z tym nie da się walczyć. Jedna rada zostaw sobie te sms i przedstaw jako dowód na rozprawie. Koniecznie, bez Twojego komentarza, po prostu jako próbka nastawienia jego wobec Ciebie - tak zupełnie do oceny sądu. W efekcie możesz nawet wystąpić o orzeczonie że rozwód nastąpił z jego winy, możesz się starać o zasądzenie środków na Twoją korzyść. NIE KASUJ ICH. Przepraszam że tak piszę, ale wybacz, zamykanie nawet w złotym zamku bez prawa głosu, każdy normalny człowiek uzna za więzieni.
Z drugiej strony nie wierz w takie sms, które dostajesz od kolezanki,, to że teraz nie jesteś szczęsliwa, wcale nie oznacza że szczeście przyjdzie do Ciebie jako nagroda za obecne cierpienie. O nie, na szczęście sobie trzeba zapracować, samo nie prychodzi bo człoiweka w życiu spotyka to co go spotyka, a nie to na co zasługuje - no cóż, dziś strasznie przyziemnie piszę.

Orchide, już miałem wcześniej napisać, ale czy Ty nie czujesz że zaczynacie sie ze sobą dogadywać? Może raczej nawiązywać nić, może taka dzieląca odległość była wam potrzebna, może on mając wątpliwośći jednaj nie jest straconą sprawą?

42

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Witam Was wszystkich, jestem tu pierwszy raz i od razu zorientowalam sie, ze idealnie pasuję tu ze wszystkim, z przeżyciami, emocjami, uczuciami......... Mam 22 lata i wszystko wskazuje na to ze jeszcze przed koncem roku zostane rozowdka.... Czytając Wasze historie, czuję się jakbym słuchała opowiesci o moim własnym życiu, ze wszystkimi jego problemami. Poznalismy sie z mężem tuż przed moją maturą, pobraliśmy po 3 latach. Zamieszkaliśmy u teściów, mielismy dla siebie piętro domu, miała być sielanka... Niestety tak nie było sad Mąż cały swój wolny czas spędzał ze swoimi rodzicami, ze swoim bratem, u swoich gołebi, które są jego pasją. Wiele razy próbowałam rozmwiac, tłumaczyć, ze czuję sie samotna, gdy przez cały dzień nie ma dla mnie pół godziny... Że nie mam z kim podzielić sie swoimi problemami i radościami, bo on nigdy nie słuchał, zawsze zmieniał temat na dotyczący jego...... Najgosze było to ,że o wielu naszych sprawach tak naprawde decydował jego brat! To z nim mój mąż omawiał szczegóły remontu, nasz wyjazd uzależniony był od tego czy mąż nie będzie mu potrzebny do pomocy, nawet kupno jakiejkolwiek rzeczy zamiat ze mna omawiał ze swoim braciszkiem... Wiele razy próbowałam z mężem rozmawaic, tłumaczyć, prosić o to żeby to wszystko zmienił... Nadaremno, dodatkowo, gdy wyrazalam swój sprzeciw i niezadowolenie z tego powodu nieraz uslyszalam ze on tu jest u siebie wiec do czego niby ja sie wtracam..... Ponadto, jesli tylko proponowalam odwiedziny umoich rodziców, od razu widzialam niezadowolenie na jego twarzy- po co niby mielibysmy tam jechac skoro i tak ci nic nie dadza? Oj, nie raz nie dwa przeklinalam dzień, w którym zgodzilam sie na nasze zamieszkanie tam po ślubie..... Po osmiu miesiącach takiego życia nie wytrzymałam, spakowalam wszystkie swoje rzeczy i wyprowadziłam sie do rodziców. Po tygodniu mąż przyslal sms z informacją, ze złożył pozew o rozwód. Nie zalamalam sie, postanowilam dowiedziec sie wszystkiego na ten temat. Ale okazalo sie ze to był blef z jego strony. Zaczęły sie smsy, telefony. Z przeprosinami, z obietnicami, że wszystko sie zmieni jesli tylko wróce do niego. Wróciłabym, bo go kocham, zalezy mi na nim i na naszym malzeństwie, mimo tego wszystkiego co było, ale postawilam warunek: wyprowadzamy sie na osobne. Nie mam pojecia, jaka była jego reakcja, ale odpowiedz była jednoznaczna: moi rodzice dali mi dom, nie mam zamiaru sie stad wyprowadzac i wegetowac w jakims mieszkanku bo ty masz takie widzimisie, ja mam tu wszystko czego mi trzeba a jesli tobie tu nie pasuje to znajdzie sie taka która to wszystko doceni. Może nie jest to dosłowny cytat, ale większość słów zaczerpnęłam z tej właśnie wymiany zdań. Ciężko mi z tym, ale postanowiłam złożyc wniosek o rozwód, bo myśle że jest to najlepsza rzecz jaką mogę dla siebie zrobić. Nigdy nie spodziewałabym się, że on zrezygnuje z małżeństwa na rzecz wygodnickiego życia ze swoją rodzinką........ Wyglądało to tak, że on mnie bardzo kocha, ale mam wrócic na jego warunkach, czegfo zrobic nie moglam, bo znając jego charakter i  przyzwyczajenia na obietnicach poprawy wszystko by sie skończyło, najdalej po miesiący wróciłby do starych przyzwyczajeń, a to by mnie wykończyło psychicznie. Trwało to nasze małżeństwo osiem miesięcy..... i choć naprwde chcialam je ratowac, skleic, wszystko wybaczyc, zapomniec o tylu złych słowach, które usłyszałam, to się nie da. Powoli dociera do mnie, że cegły i beton były ważniejsze od naszych wspólnych planów, marzeń i wszystkiego tego, co chcielismy dzielic sad  Ale nie poddam się, zastosuję Wasze cenne rady i mimo tego, że zbiera mi się na płacz, będę się uśmiechać, będę życ dla siebie.

43

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!
sylwietta napisał/a:

Witam Was wszystkich, jestem tu pierwszy raz i od razu zorientowalam sie, ze idealnie pasuję tu ze wszystkim, z przeżyciami, emocjami, uczuciami......... Mam 22 lata i wszystko....

.... i wszystko przed Tobą. Świetenie się w tym wszystkim odnalazłaś. Jedyną rzeczą, której tu rzeczywiście jest wielka szkoda , To tej waszej miłości, Twojego Cierpienia. Cement waszego małżeńśtwa dobrze nie zastygł, a okazało się że zimne cegły domu są ważniejsze. Z drugiej strony może Twój mężczyzna się obudzi w końcu i stwierdzi że nic nie jest ważniejsze na świecie i pójdzie za Tobą, wtedy go nie wypuszczaj z rąk. Znam takie małżeńśtwa, które nia mają się gdzie specjalnie podziać, problemy piętrzą i się, a potrafią być szczęśliwi, bo się wzajemnie mocno kochają i zawsze do siebie uśmiechają. Pozdrawiam

44 Ostatnio edytowany przez orchide@ (2010-09-15 17:03:19)

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Witajcie
Ostatnio moje życie było całkiem spokojne myślałam że pewne sprawy mamy zamkniete i czekam tylko na rozwód. Zaczęłam szukać pracy zapisałam sie na angielski staram sie byc niezależna.

A tu nagły zwrot sytuacji napisałm do meza smsa (ze zawsze bede go kochac mimo tego ze nie bedziemy razem) a on zadzwonił rozmawialiśmy bardzo długo i Dunkis miałes racje ze chyba sie dogadujemy kurcze rozmawialiśmy calkiem spokojnie o wszystkim i nie pokłóciliśmy sie co jest sukcesem.

Wiem teraz ze on tez nie przestał mnie kochac  ale nie jestesmy wstanie cofnoc tych wszystkich przykrych słów, złych sytuacji, pogodzić naszych rodzin bo pewne sprawy potoczyły sie za daleko. No i ta dominacja  jego której znów musiała  bym sie poddac a nie chcę tego ... Choć on działa na mnie jak narkotyk a moze to uzależnienie jest jeszcze silniejsze wiec czy to jest miłośc.....
Czy nasze życie bedzie takie samo czy ta rozłąka nasz czegos nauczyła?
Czy dawac dziecku złudną nadzieję ze bedziemy razem a jesli to sie nie uda?

Czy dać sobie szanse moze małymi kroczkami wszystko samo sie ułoży czy lepiej układac sobie życie osobno kiedy te wszystkie watpliwosci zniknął?

A może terapia....Może wy mi cos doradzicie

45

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!
orchide@ napisał/a:

Witajcie

Czy nasze życie bedzie takie samo czy ta rozłąka nasz czegos nauczyła?
Czy dawac dziecku złudną nadzieję ze bedziemy razem a jesli to sie nie uda?

Czy dać sobie szanse moze małymi kroczkami wszystko samo sie ułoży czy lepiej układac sobie życie osobno kiedy te wszystkie watpliwosci zniknął?

A może terapia....Może wy mi cos doradzicie

Wasze życie już nigdy nie będzie takie same jak przed rozłąką. Wiele mądrości jest w powiedzeniu;"można wybaczyć ale nie zapomnieć"
Obydwoje powinniście podjąć decyzję "co dalej?"
Niech każde z was powie jak widzi dalszą przyszłość i wtedy sama zobaczysz czy jest szansa na wspólny mianownik czy nie.
Polecam abyś wszystko przemyślała kilka razy zanim podejmiesz jakieś kroki tym bardziej jeżeli chodzi o dziecko- nie wolno dawać złudnych nadziei nikomu, a tym bardziej dziecku!

46

Odp: ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Witajcie
Jeszcze nie dawno pisałam ze się dogadujemy a dziś mija trzeci tydzień jak jesteśmy po rozwodzie. Miałam nadzieję ze dojdziemy do porozumienie a tu nagle dostałam w poniedziałek pozew o którym nic mi nie powiedział mimo to ze ze sobą rozmawialiśmy a w czwartek była sprwawa jedna jedyna na której dostaliśmy rozwód.
Był to dla mnie szok który trwa do dzis bo myslałąm ze sad da nam jakis czas na przemyslenie tej decyzji a tu nic po 20 min nie bylismy juz małazeństwem.
Dziś doznałam kolejnego szoku że mój maż paraduje juz z inna kobieta a wspomne tylko tyle ze proponował przed sprawa abysmy sie pogodzili i zamieszkali razem.
W głowie mam mętlik poniewż wszytsko sie zawaliło miałam pewne plany i marzenia a dzis nie moge na niczym sie skupić i to co mnie cieszyło już nie cieszy. mam nadzieje ze ten stan nie bedzie trwał długo i jak to mówią czas leczy rany.

Posty [ 47 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026