Ten wątek otwieram po to aby opowiedzieć troche o swoim życiu o tym co się w nim wydarzyło i o moim odczuciach. Proszę o jakieś interpretacje mojego zachowania, bo sama nie potrafię tego zroumieć.
A więc mam 21 lat. W liceum byłam z pewnym chłopakiem 3 lata. Byłam ogromnie zakochana, on we mnie też ale wyszło tak że jak poszłam na studia to się związek posypał.... Bardzo to przeżyłam, wręcz go znienawidziłam za to że mnie tak skrzywdził i zostawił z dnia na dzień... Ale mimo to miesiąc po rozstaniu wpakowałam się z następny związek bardzo poważny o którym już pisałam w innym wątku. Początki były genialne choć czasami myślami wracałam do byłego, ale jemu o tym nie mówiłam. Mój ówczesny chłopak bardzo się zakochał po 2 miesiącach powiedział, że mógłby mi się oświadczyć, a ja nie byłam niczego pewna... Mijał czas a ja nadal nie potrafiłam się określić a on chyba podświadomie naciskał... I zaczęło się miedzy nami psuć a on wtedy po prawie 1,5 roku związku mi się oświadczył. Ja odmówiłam bo nie chciałam poważnego związku a też jego nie byłam pewna. Skończyło sie to rozstaniem.
Pierwsza reakcja płacz, panika, strach, ból, i wstyd za to co jemu zrobiłam. Następny dzień spokój, opanowanie. A znów następnego dnia zaczęłam się rozklejać i po następnych 2 dniach całkowicie sie rozkleiłam i nie potrafiłam zebrać w sobie. Zadzwonił przyjaciel i on mi pomógł. Po tym wszystkim poszłam na impreze i bawiłam się jak gdyby nigdy nic. I tak do tej pory totalnie jest mi to wszystko obojętne w kwestii jego, jakoś nie czuję nic nawet jak widzę jego zdjęcie. Sama nie wiem czy to normalne? Dodam że po tej całej akcji z oświadczeniami napisałam do byłego... Pogodziliśmy się i gadaliśmy trochę, nawet dziś do mnie napisał. Nie chce żadnego z nich, chcę być teraz sama i to wiem w 100%.
Jak to wszystko wygląda okiem psychologa?