netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Problem w związku! Co mu jest?

4 odpowiedzi2 399 wyświetleńzałożony przez Catherine21, 13.05.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Problem w związku! Co mu jest?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 ]

1

Temat: Problem w związku! Co mu jest?

Zacznę od początku. Mojego chłopaka poznałam na początku studiów, w październiku 2010. Jest ode mnie starszy 4 lata. Pochodzi z rozbitej rodziny, nigdy nie widział swoich rodziców obok siebie, zawsze się kłócili kiedy ojciec odbierał do w środy, by móc z nim spędzić wyznaczony czas. Swojego ojca nienawidzi, mówi, że nigdy nie będzie taki jak on. Z czasem mama Karola ponownie wyszła za mąż, za młodszego mężczyznę. Karol wspominał, że jego mama rozbiła tamte małżeństwo, że nieraz zdradzała jego ojca, na ślubie nie był. Jego kłótnia z matką trwała ok 3/4 lat. Z opowieści znajomych, wiem, że potrafił się wtedy do niej strasznie odzywać, nie obdarzał jej szacunkiem. Teraz mają specyficzne kontakty, jednakże potrafią ze sobą żartować. Ja osobiście lubię jego mamę, jest dla mnie sympatyczna i miła, ojczym także. Co do kontaktów z ojczymem, Karol ma dobre, razem otworzyli firmę, razem lubią popijać przy meczu, razem jeżdżą wszyscy na majówkę etc.
Mój chłopak na początku był dla mnie wspaniały, delikatny, romantyczny, liczył się z tym, czy mnie zrani jakimś słowem. Z czasem, także i z mojej winy, zaczęliśmy się kłócić. Kłóciliśmy się prawie codziennie, o byle gówno. Już przy jednej z pierwszych kłótni, Karol potrafił rzucić telfonem o ścianę, kopnąć stojący but, walnąć nogą w krzesło i utykać przez parę dni etc. Dodam jeszcze, że poznaliśmy się przez zrzeszenie studentów na naszym kierunku. Zanim jeszcze zostałam jego dziewczyną słyszałam różne zdania na jego temat. Dobre i złe. Najgorsze było na temat jego byłej dziewczyny, która z nim zerwała w kwietniu. Podobno uderzył ja w twarz, w klubie, przy ludziach. Rozmawiałam z Karolem na ten temat, z początku wszystkiego się wyparł, stwierdził, ze to on dostał od niej w twarz, z czasem stwierdził co innego, nadal podtrzymywał, że nie było to w klubie, a w jej pokoju, i że po prostu jej oddał, za to że go uderzyła. Oczywiście, dodał jeszcze wiele innych sytuacji na jej niekorzyść, np że kiedyś siedziała w klubie z innym chłopakiem, wypisując mu, że jest w domu, że była niepunktualna, nie stawiała się na spotkania etc. Tym wszystkim tłumaczył podniesioną poprzeczkę dla mnie.
Karol jest bardzo zaborczy, zazdrosny, nieufny. Mimo iż jestem dziewczyną z zasadami i zbytnio nie daję mu pretekstów. On ma za to wkoło siebie grono koleżanek. Na początku byłam normalna, z czasem zaczęłam być tak jak i on zazdrosna, o każdą osobę płci przeciwnej, której zachowanie mnie zaniepokoiło. Była jedna koleżanka, z którą mimo iż był ze mną w związku potrafił rozmawiać przez telefon po 3h... Dodam, że byłam także zazdrosna o to, że Karolowi wymknęło się kiedyś przez przypadek, że się go pytała, czy wierzy w związki na odległość (ona jest z innego miasta). Najgorsze było jednak w wakacje, kiedy Karol poszedł na pielgrzymkę pieszą.
Wdarła się miedzy nas kłótnia, w której mnie udało się przełamać hasło do jego konta w portalu społecznosciowym. Okazało się, że wypisywał sobie z 3 lata młodszą ode mnie dziewczyną, zapraszając ją ewidentnie do siebie do domu, proponując "palenie po studencku", na jej pytanie na temat tego, czy nie przeszkadza mu, że jest niby z kimś, a z nią tak wypisuje odp, że "nie, bo to i tak umiera śmiercią samoistną". Zdenerwowałam się, nie odbierałam jego smsów, telefonów, wreszcie, pod koniec dnia moja ciekawość wzięła górę. Chciałam dowiedzieć się co ma na swoje usprawiedliwienie. Okazało się, że był w Kościele, prosił Matkę Boską o pomoc, stwierdził, że to kolega prosił go o sprowokowanie jej, bo nie wiedział, czy jest ona wierna. Dziwiło mnie, że nie powiedział mi o tym wcześniej, o tej prowokacji, więc zbytnio mu nie uwierzyłam, ale dałam nową szansę. Od tego czasu wszystko zaczęło się psuć.
Ja mam ogólnie problem rodzinny. Moi rodzice nie żywią do siebie sympatii, mój ojciec ma słaby, uległy charakter, względem mojej matki. A moja siostra to już w ogóle. Nigdy się nie dogadywałyśmy. Ona zawsze stała po stronie matki, ja Ojca. Mamy podobny charakter z Tatą. Za to moja siostra jest istnym żandarmem. Manipuluje moimi rodzicami krzykiem, niby jest wegetarianką, ale moja mama płaci jej za zjedzenie kiełbasy, ponieważ kiedyś miała problemy z układem trawiennym, a teraz jest w ogóle blada i chuda. Moja matka wymaga krzykiem na moim ojcu, by mojej siostrze robił prace domowe. Marta jest chciwa na pieniądze, nazbyt ambitna, musiała brać udział we wszystkich konkursach, a prace oczywiście robił jej ojciec... Mieszkanie jest mojej matki, jednak ona nie pracuje. Pracuje jedynie mój ojciec. Moja matka zawsze traktowała mnie niżej od siostry. Ja zawsze miałam pod górkę, padały do mnie słowa o to, że powinnam jej pomagać w domu. Ok, spróbowałam. Zamiotłam, umyłam podłogi, starłam kurze etc. To okazało się, że nie otrzymałam pochwały za to co zrobiłam, tylko pretensje, że nie zrobiłam jeszcze tego, tego i tego. Mimo, że Marta nie zrobiła nic. Na dodatek okazało się, że jeżeli robię to w taki niedokładny sposób to lepiej bym nie robiła nic! sad Co do meritum, kochałam się z Karolem. Moi rodzice na początku nic nie mówili na temat tego, czy chcą go poznać. Często dzwonił, matka miała pretensje, ze ciągle z nim gadam. Mimo, że jakiś czas temu do Marty dzwonił chłopak ciągle, to tylko żartowała, czy jej zięć dzwonił już... Mojej matce Karol się nie podobał, widziała go na zdjęciach. Stwierdziła, że jest łysy i gruby, choć tak naprawdę nie jest brzydki, dba o siebie, jest mądry, kończył dwa kierunki, ambitny, przedsiębiorczy. Nie podobał się jej.
Kiedy w wakacje wróciłam od niego, moja głupia siostra zabarykowała sie w pokoju, który mamy wspólny, sądzać, że jej coś ukradłam i przetrzepała mi torebkę, gdzie znalazła prezerwatywy. Oczywiście nastąpił ogień w domu, ja wyniosłam się do domu obok, gdzie mieszka moja babcia z moim chrzestnym, który jest starym kawalerem (brat mojej matki). Moja matka ogolnie, nie rozmawia też ze swoją matką, ani obydwojem braci. Ma chyba tylko dwie koleżanki, w ciągu dnia spi, w nocy je i ogląda telewizję. No i dalej. Ojciec był początkowo w szoku, potem jednak stwierdził, że mi pomoże, bo mnie kocha. Babcia też tak stwierdziła. Do tej pory nie byłam w domu, nie rozmawiałam z matką ani siostrą. Był moment kiedy widziałam przez okno jak moja siostra przekopuje mi szafę. Napisałam jej smsa. Odpisała, że tu już nic nie jest moje, nawet zadzwoniła do babci z pretensjami, że mi pomaga i zerwała z nią kontakt. Ojciec widział się z Karolem, rozmawiał, nie ma nic do niego. Widział go także mój chrzestny i moja babcia. Uważają go za mądrego człowieka. Moja matka twierdzi, że on jest z sekty, bo przywiózł mi łańcuszek z matką boską z częstochowy hmm Ostatnio kiedy szłam ulicą s koleżanką, moja matka z siostrą odwróciły sie do mnie plecami...
Karol bardzo to przeżył, mówił, że zawsze chciał mieć dobre kontakty z teściami... Boli go, że go ocenili wprzód. W sumie to miał rację. Później Karol miał bardzo ważny życiowy egzamin, ja miałam problemy z rodzicami. Zostałam sama, nie wspierał mnie, siedziałam sama w domu. Dzwonił do mnie jak wychodził do łazienki, czy robił krótką przerwę. Ja potrzebowałam oparcia, a gdy jeszcze się dowiedziałam, że miał czas by zadzwonić do dziewczyny, z którą wcześniej tyle rozmawiał (tej z innego miasta), moje nerwy puściły. Zerwałam z nim, z założeniem, że może go to otrzeźwi. Niestety, później przyszły studia, ja chodziłam za nim, prosiłam by wrócił, kupiłam mu prezent na dzień chłopaka, mówił, że ludzie wracają do siebie nawet po pół roku, karmił moją nadzieję. Spotykaliśmy się, myślałam, że idzie to w dobyrym kierunku, do czasu kiedy nadeszły moje urodziny, a ten stwierdził, że może się na nich pojawić tylko jako znajomy. Zdenerwowana znowu przestałam odbierać telefony, potem okazało się że 3 dni później znalazł sobie nową dziewczynę. Minął tydzień, nie odzywaliśmy się do siebie, po czym Karol wysłał mi smsa, że mogę go mieć za kogo chcę, ale brakuje mu mnie w moim życiu. Przyjechał, zerwał z tamtą dziewczyną po 2 tygodniach, wrócił do mnie, myślałam, że zrozumiał. Udało mi się znów złamać hasło i poczytać co nieco, jak po zerwaniu wypisywał do kazdej koleżanki, by tylko się spotkać na piwo, wino etc. Jak dobrej naszej wspólnej znajomej napisał, że nie jestem na jego poziomie, że mam dziecięce problemy, a moi rodzice go nie lubią. Przeszłam to wszystko. Niedługo potem posypało mi się mieszkanie studenckie, Karol miał swoje mieszkanie kupione niedawno w pobliskim mieście, przed wiedzą rodziców przeprowadziłam sie do niego. Wtedy zaczęło się piekło. Ja się starałam, sprzątałam, prałam, gotowałam, chciałam być dobra, dojeżdżałam na studia, było ciężko, ale robiłam to dla niego. Okazało się, że tego nie potrzebował, że nie czuł się męski przy mnie, miał niedosyt, wypisywał z koleżankami, że mieszka sam, że jest biedny, niepodoba się dziewczynom, oczywiście skończyło się jedynie na pisaniu. Potem zerwał ze mną, ale mieszkałam z nim dalej, póki czegoś nie znajdę, na dodatek zaczęłam tam robić prawojazdy. Dwa razy próbował mnie wyrzucić na zbyty pysk ze swojego mieszkania, byłam roztrzęsiona, leciały mi z rąk kieliszki, szklanki, robił mi bury, że mu wszystko psuję, kazał odkupić kieliszki. Spałam w salonie, on na moich oczach wychodził do klubu. Widziałam, na portalu jak napisał koledze o jakiejś starej znajomej, że ekstra wyglądała w klubie, potem z nią zaczął wypisywać, o tym czy go na ciasto nie zaprosi, jakie są jej plusy, minusy etc. Ja zawsze byłam dla niego gruba, potrafił mi powiedzieć, że jestem śmieciem i patrzeć jak płaczę, że brzydzi się mną etc. Minął czas, udało mi się wyprowadzić, pomógł mi w tym za darmo, podwiózł pod dom i się popłakał. Przeprosił za to, że nie wyszło, że taki był, prosił ze łzami, bym nie zrywała kontaktu, gdyż ceni i szanuje mnie jako człowieka. Ok, przystałam lecz za każdym razem gdy się widzieliśmy kleił się do mnie, nadal wypytywał gdzie wychodzę. Zerwałam kontakt, dostał szału. W sensie takim, że wydzwaniał, prosił, błagał, pisał, że jest roztrzęsiony, że zrozumiał, że nie potrafi mnie wyrzucić ze swojego życia, że mnie kocha, że miałam rację, że mnie nie docenił, że dawałam mu dużo i że pod kątem całokształtu byłam najlepszą dziewczyną ever. Powiedziałam, że zastanowię się czy wrócić do niego jeżeli pójdzie na terapię. Przystał. Akurat były juwenalia. Przyjechał specjalnie do mnie, spędziliśmy je razem. W ostatniej fazie jednak pokłóciliśmy się, chodziło mi o zasadę, że związek to jedno ciało, nie ma tajemnic, nawet jeżeli dobry kumpel powiedział mu coś w zaufaniu, to przecież ja tego nie powiem, chciałabym byśmy pudowali porządnie. Byśmy budowali zaufanie, ktorego nam brak do siebie. Zwariował, twierdząc, że nie wytrzyma, jeżeli ja robię awantury o taki glupstwa, zamachnęłam się, ale go nie uderzyłam, wziął moją rękę (jest dużo większy) i zaczął się uderzać po twarzy. Krzyczał, szarpał mnie. Ja płakałam, powiedziałam, że idzemy do domu, bierze rzeczy i wynocha. Potem uklęknął i uderzył się głową w wystający kamień, pociekła mu lekko krew, kolano sobie zdarł. Zaczął mi wmawiać, że to przeze mnie, że to ja to spowodowałam, że ja go biłam po twarzy, a to nieprawda. Potem sie jakoś uspoiło, przeprosił, ja powiedziałam parę ostrych słów, on powiedział, że chciałby być dobry dla swojej dziewczyny, ale nie potrafi, nie miał od kogo się tego uczyć, jego rodzice byli zawsze osobno. Że pójdziemy na terapię. Że wie, iż ma ze sobą problemy, ale mu na mnie zależy, nie potrafi żyć beze mnie. Stwierdził, że jego zachowanie jest chore, ale jest to spowodowane właśnie tym, że nie potrafi sobie poradzić, że nie widziałam go jeszcze wtedy jak nie odbierałam telefonów, jak był cały roztrzęsiony, strasznie płakał przy tym...
Karol miał przede mną 3 dziewczyny. Z jedną wytrzymał 0.5 roku, z dwiema kolejnymi po 3 miesiące. Nigdy nie udało mu się zbudować dobrego związku, ze mną, dzieki mojej wyrozumiałości i miłości jest już 1.5 roku.
Moim znajomi go nie lubią, widzieli jak płaczę przez niego, wiedzieli moje problemy. Uważają go za despotę, który mnie sponiewierał. A także twierdzą, że ja też mam jakieś zaburzenia, bo tak się daję i ciągle wracam. Praktycznie Karol jest towarzyską osobą, ale jedyni znajomi, którym mamy wspólnie to jego znajomi. Z moim przez to, że go oceniają, nie chce się znać.
Jest mi ciężko, staram sie czytać na forach, jak mu pomóc, jak nam pomóc. Chciałabym go wyleczyć, bo naprawdę, wiem, że potrafi być wspaniałym człowiekiem, tylko wstępuje w niego czasem taki demon. Nie wiem co mu jest, może jest to spowodowane rozbiciem rodziny. Wiem, że ja też mam problemy, ale mam swoją hierarchię wartości, mam marzenia, mam zasady. Proszę, pomóżcie mi, wytłumaczcie, czy warto iśc na terapię, czy może ja bym mu mogła pomóc w jakiś sposób. Co do mojej matki sądze, że potrzebuje czasu, by to przetrawić, ale boli nie też, że do Marty przychodzi teraz kolega uczyć jej angielskiego, a ja nie mogę Karola przyprowadzić, bo się poję czy nie będzie akcji, a on by tego nie wytrzymał, tez by im wygarnął. Ostatnio matka stwierdziła, że była gotowa nas przyjac, ale jakbyśmy wpadli do niej z kwiatami i ją przeprosili, jak chłopak córki sąsiadki... Nie mam słów. My? Przepraszać ją?
Jeszcze raz zwracam się z prośbą o pomoc, wiem, że nie napisałam być może wszystkiego, ale starałam się, jeżeli macie pytania, dopytujcie. Naprawdę, proszę Was o radę!

2

Odp: Problem w związku! Co mu jest?

Pomoz to Ty potrzebujesz wylacznie ale tylko sobie.

3

Odp: Problem w związku! Co mu jest?

Przeczytalam wszystko to co napisalas i szczerze mowiac z kazdym zdaniem coraz bardziej mi rece opadaly.

Twoj Karol nie sprawia wrazenie zrownowazonej osoby. Na twoim miejscu uciekalabym od niego jak najdalej. Po co ty w ogole do niego ciagle wracasz? Jezeli z nim zostaniesz, to za jakis czas, bedzie cie bil tydzien w tydzien, a najlepsze w tym wszystkim bedzie to, ze ty bedziesz uwazala, iz na to zasluzylas...
Wymowka, ze jego rodzina nie nalezy do najlepszych to jedna wielka bzdura. Sama napisalas, ze twoja sytuacja rodzinna tez nie jest najlepsza, a jednak jestes zupelnie inna niz on.
Podoba ci sie to jak on cie traktuje? Na prawde go tak bardzo kochasz po tym wszystkim co ci zrobil, czy po prostu boisz sie, ze jak odejdziesz to bedzie chcial sobie cos zrobic?

Twoje problemy rodzinne w sensie relacje z mama i siostra w tej sytuacji schodza na dalszy plan.

4

Odp: Problem w związku! Co mu jest?
Catherine21 napisał/a:

Zacznę od początku. Mojego chłopaka poznałam na początku studiów, w październiku 2010. Jest ode mnie starszy 4 lata. Pochodzi z rozbitej rodziny, nigdy nie widział swoich rodziców obok siebie, zawsze się kłócili kiedy ojciec odbierał do w środy, by móc z nim spędzić wyznaczony czas. Swojego ojca nienawidzi, mówi, że nigdy nie będzie taki jak on. Z czasem mama Karola ponownie wyszła za mąż, za młodszego mężczyznę. Karol wspominał, że jego mama rozbiła tamte małżeństwo, że nieraz zdradzała jego ojca, na ślubie nie był. Jego kłótnia z matką trwała ok 3/4 lat. Z opowieści znajomych, wiem, że potrafił się wtedy do niej strasznie odzywać, nie obdarzał jej szacunkiem. Teraz mają specyficzne kontakty, jednakże potrafią ze sobą żartować. Ja osobiście lubię jego mamę, jest dla mnie sympatyczna i miła, ojczym także. Co do kontaktów z ojczymem, Karol ma dobre, razem otworzyli firmę, razem lubią popijać przy meczu, razem jeżdżą wszyscy na majówkę etc.
Mój chłopak na początku był dla mnie wspaniały, delikatny, romantyczny, liczył się z tym, czy mnie zrani jakimś słowem. Z czasem, także i z mojej winy, zaczęliśmy się kłócić. Kłóciliśmy się prawie codziennie, o byle gówno. Już przy jednej z pierwszych kłótni, Karol potrafił rzucić telfonem o ścianę, kopnąć stojący but, walnąć nogą w krzesło i utykać przez parę dni etc. Dodam jeszcze, że poznaliśmy się przez zrzeszenie studentów na naszym kierunku. Zanim jeszcze zostałam jego dziewczyną słyszałam różne zdania na jego temat. Dobre i złe. Najgorsze było na temat jego byłej dziewczyny, która z nim zerwała w kwietniu. Podobno uderzył ja w twarz, w klubie, przy ludziach. Rozmawiałam z Karolem na ten temat, z początku wszystkiego się wyparł, stwierdził, ze to on dostał od niej w twarz, z czasem stwierdził co innego, nadal podtrzymywał, że nie było to w klubie, a w jej pokoju, i że po prostu jej oddał, za to że go uderzyła. Oczywiście, dodał jeszcze wiele innych sytuacji na jej niekorzyść, np że kiedyś siedziała w klubie z innym chłopakiem, wypisując mu, że jest w domu, że była niepunktualna, nie stawiała się na spotkania etc. Tym wszystkim tłumaczył podniesioną poprzeczkę dla mnie.
Karol jest bardzo zaborczy, zazdrosny, nieufny. Mimo iż jestem dziewczyną z zasadami i zbytnio nie daję mu pretekstów. On ma za to wkoło siebie grono koleżanek. Na początku byłam normalna, z czasem zaczęłam być tak jak i on zazdrosna, o każdą osobę płci przeciwnej, której zachowanie mnie zaniepokoiło. Była jedna koleżanka, z którą mimo iż był ze mną w związku potrafił rozmawiać przez telefon po 3h... Dodam, że byłam także zazdrosna o to, że Karolowi wymknęło się kiedyś przez przypadek, że się go pytała, czy wierzy w związki na odległość (ona jest z innego miasta). Najgorsze było jednak w wakacje, kiedy Karol poszedł na pielgrzymkę pieszą.
Wdarła się miedzy nas kłótnia, w której mnie udało się przełamać hasło do jego konta w portalu społecznosciowym. Okazało się, że wypisywał sobie z 3 lata młodszą ode mnie dziewczyną, zapraszając ją ewidentnie do siebie do domu, proponując "palenie po studencku", na jej pytanie na temat tego, czy nie przeszkadza mu, że jest niby z kimś, a z nią tak wypisuje odp, że "nie, bo to i tak umiera śmiercią samoistną". Zdenerwowałam się, nie odbierałam jego smsów, telefonów, wreszcie, pod koniec dnia moja ciekawość wzięła górę. Chciałam dowiedzieć się co ma na swoje usprawiedliwienie. Okazało się, że był w Kościele, prosił Matkę Boską o pomoc, stwierdził, że to kolega prosił go o sprowokowanie jej, bo nie wiedział, czy jest ona wierna. Dziwiło mnie, że nie powiedział mi o tym wcześniej, o tej prowokacji, więc zbytnio mu nie uwierzyłam, ale dałam nową szansę. Od tego czasu wszystko zaczęło się psuć.
Ja mam ogólnie problem rodzinny. Moi rodzice nie żywią do siebie sympatii, mój ojciec ma słaby, uległy charakter, względem mojej matki. A moja siostra to już w ogóle. Nigdy się nie dogadywałyśmy. Ona zawsze stała po stronie matki, ja Ojca. Mamy podobny charakter z Tatą. Za to moja siostra jest istnym żandarmem. Manipuluje moimi rodzicami krzykiem, niby jest wegetarianką, ale moja mama płaci jej za zjedzenie kiełbasy, ponieważ kiedyś miała problemy z układem trawiennym, a teraz jest w ogóle blada i chuda. Moja matka wymaga krzykiem na moim ojcu, by mojej siostrze robił prace domowe. Marta jest chciwa na pieniądze, nazbyt ambitna, musiała brać udział we wszystkich konkursach, a prace oczywiście robił jej ojciec... Mieszkanie jest mojej matki, jednak ona nie pracuje. Pracuje jedynie mój ojciec. Moja matka zawsze traktowała mnie niżej od siostry. Ja zawsze miałam pod górkę, padały do mnie słowa o to, że powinnam jej pomagać w domu. Ok, spróbowałam. Zamiotłam, umyłam podłogi, starłam kurze etc. To okazało się, że nie otrzymałam pochwały za to co zrobiłam, tylko pretensje, że nie zrobiłam jeszcze tego, tego i tego. Mimo, że Marta nie zrobiła nic. Na dodatek okazało się, że jeżeli robię to w taki niedokładny sposób to lepiej bym nie robiła nic! sad Co do meritum, kochałam się z Karolem. Moi rodzice na początku nic nie mówili na temat tego, czy chcą go poznać. Często dzwonił, matka miała pretensje, ze ciągle z nim gadam. Mimo, że jakiś czas temu do Marty dzwonił chłopak ciągle, to tylko żartowała, czy jej zięć dzwonił już... Mojej matce Karol się nie podobał, widziała go na zdjęciach. Stwierdziła, że jest łysy i gruby, choć tak naprawdę nie jest brzydki, dba o siebie, jest mądry, kończył dwa kierunki, ambitny, przedsiębiorczy. Nie podobał się jej.
Kiedy w wakacje wróciłam od niego, moja głupia siostra zabarykowała sie w pokoju, który mamy wspólny, sądzać, że jej coś ukradłam i przetrzepała mi torebkę, gdzie znalazła prezerwatywy. Oczywiście nastąpił ogień w domu, ja wyniosłam się do domu obok, gdzie mieszka moja babcia z moim chrzestnym, który jest starym kawalerem (brat mojej matki). Moja matka ogolnie, nie rozmawia też ze swoją matką, ani obydwojem braci. Ma chyba tylko dwie koleżanki, w ciągu dnia spi, w nocy je i ogląda telewizję. No i dalej. Ojciec był początkowo w szoku, potem jednak stwierdził, że mi pomoże, bo mnie kocha. Babcia też tak stwierdziła. Do tej pory nie byłam w domu, nie rozmawiałam z matką ani siostrą. Był moment kiedy widziałam przez okno jak moja siostra przekopuje mi szafę. Napisałam jej smsa. Odpisała, że tu już nic nie jest moje, nawet zadzwoniła do babci z pretensjami, że mi pomaga i zerwała z nią kontakt. Ojciec widział się z Karolem, rozmawiał, nie ma nic do niego. Widział go także mój chrzestny i moja babcia. Uważają go za mądrego człowieka. Moja matka twierdzi, że on jest z sekty, bo przywiózł mi łańcuszek z matką boską z częstochowy hmm Ostatnio kiedy szłam ulicą s koleżanką, moja matka z siostrą odwróciły sie do mnie plecami...
Karol bardzo to przeżył, mówił, że zawsze chciał mieć dobre kontakty z teściami... Boli go, że go ocenili wprzód. W sumie to miał rację. Później Karol miał bardzo ważny życiowy egzamin, ja miałam problemy z rodzicami. Zostałam sama, nie wspierał mnie, siedziałam sama w domu. Dzwonił do mnie jak wychodził do łazienki, czy robił krótką przerwę. Ja potrzebowałam oparcia, a gdy jeszcze się dowiedziałam, że miał czas by zadzwonić do dziewczyny, z którą wcześniej tyle rozmawiał (tej z innego miasta), moje nerwy puściły. Zerwałam z nim, z założeniem, że może go to otrzeźwi. Niestety, później przyszły studia, ja chodziłam za nim, prosiłam by wrócił, kupiłam mu prezent na dzień chłopaka, mówił, że ludzie wracają do siebie nawet po pół roku, karmił moją nadzieję. Spotykaliśmy się, myślałam, że idzie to w dobyrym kierunku, do czasu kiedy nadeszły moje urodziny, a ten stwierdził, że może się na nich pojawić tylko jako znajomy. Zdenerwowana znowu przestałam odbierać telefony, potem okazało się że 3 dni później znalazł sobie nową dziewczynę. Minął tydzień, nie odzywaliśmy się do siebie, po czym Karol wysłał mi smsa, że mogę go mieć za kogo chcę, ale brakuje mu mnie w moim życiu. Przyjechał, zerwał z tamtą dziewczyną po 2 tygodniach, wrócił do mnie, myślałam, że zrozumiał. Udało mi się znów złamać hasło i poczytać co nieco, jak po zerwaniu wypisywał do kazdej koleżanki, by tylko się spotkać na piwo, wino etc. Jak dobrej naszej wspólnej znajomej napisał, że nie jestem na jego poziomie, że mam dziecięce problemy, a moi rodzice go nie lubią. Przeszłam to wszystko. Niedługo potem posypało mi się mieszkanie studenckie, Karol miał swoje mieszkanie kupione niedawno w pobliskim mieście, przed wiedzą rodziców przeprowadziłam sie do niego. Wtedy zaczęło się piekło. Ja się starałam, sprzątałam, prałam, gotowałam, chciałam być dobra, dojeżdżałam na studia, było ciężko, ale robiłam to dla niego. Okazało się, że tego nie potrzebował, że nie czuł się męski przy mnie, miał niedosyt, wypisywał z koleżankami, że mieszka sam, że jest biedny, niepodoba się dziewczynom, oczywiście skończyło się jedynie na pisaniu. Potem zerwał ze mną, ale mieszkałam z nim dalej, póki czegoś nie znajdę, na dodatek zaczęłam tam robić prawojazdy. Dwa razy próbował mnie wyrzucić na zbyty pysk ze swojego mieszkania, byłam roztrzęsiona, leciały mi z rąk kieliszki, szklanki, robił mi bury, że mu wszystko psuję, kazał odkupić kieliszki. Spałam w salonie, on na moich oczach wychodził do klubu. Widziałam, na portalu jak napisał koledze o jakiejś starej znajomej, że ekstra wyglądała w klubie, potem z nią zaczął wypisywać, o tym czy go na ciasto nie zaprosi, jakie są jej plusy, minusy etc. Ja zawsze byłam dla niego gruba, potrafił mi powiedzieć, że jestem śmieciem i patrzeć jak płaczę, że brzydzi się mną etc. Minął czas, udało mi się wyprowadzić, pomógł mi w tym za darmo, podwiózł pod dom i się popłakał. Przeprosił za to, że nie wyszło, że taki był, prosił ze łzami, bym nie zrywała kontaktu, gdyż ceni i szanuje mnie jako człowieka. Ok, przystałam lecz za każdym razem gdy się widzieliśmy kleił się do mnie, nadal wypytywał gdzie wychodzę. Zerwałam kontakt, dostał szału. W sensie takim, że wydzwaniał, prosił, błagał, pisał, że jest roztrzęsiony, że zrozumiał, że nie potrafi mnie wyrzucić ze swojego życia, że mnie kocha, że miałam rację, że mnie nie docenił, że dawałam mu dużo i że pod kątem całokształtu byłam najlepszą dziewczyną ever. Powiedziałam, że zastanowię się czy wrócić do niego jeżeli pójdzie na terapię. Przystał. Akurat były juwenalia. Przyjechał specjalnie do mnie, spędziliśmy je razem. W ostatniej fazie jednak pokłóciliśmy się, chodziło mi o zasadę, że związek to jedno ciało, nie ma tajemnic, nawet jeżeli dobry kumpel powiedział mu coś w zaufaniu, to przecież ja tego nie powiem, chciałabym byśmy pudowali porządnie. Byśmy budowali zaufanie, ktorego nam brak do siebie. Zwariował, twierdząc, że nie wytrzyma, jeżeli ja robię awantury o taki glupstwa, zamachnęłam się, ale go nie uderzyłam, wziął moją rękę (jest dużo większy) i zaczął się uderzać po twarzy. Krzyczał, szarpał mnie. Ja płakałam, powiedziałam, że idzemy do domu, bierze rzeczy i wynocha. Potem uklęknął i uderzył się głową w wystający kamień, pociekła mu lekko krew, kolano sobie zdarł. Zaczął mi wmawiać, że to przeze mnie, że to ja to spowodowałam, że ja go biłam po twarzy, a to nieprawda. Potem sie jakoś uspoiło, przeprosił, ja powiedziałam parę ostrych słów, on powiedział, że chciałby być dobry dla swojej dziewczyny, ale nie potrafi, nie miał od kogo się tego uczyć, jego rodzice byli zawsze osobno. Że pójdziemy na terapię. Że wie, iż ma ze sobą problemy, ale mu na mnie zależy, nie potrafi żyć beze mnie. Stwierdził, że jego zachowanie jest chore, ale jest to spowodowane właśnie tym, że nie potrafi sobie poradzić, że nie widziałam go jeszcze wtedy jak nie odbierałam telefonów, jak był cały roztrzęsiony, strasznie płakał przy tym...
Karol miał przede mną 3 dziewczyny. Z jedną wytrzymał 0.5 roku, z dwiema kolejnymi po 3 miesiące. Nigdy nie udało mu się zbudować dobrego związku, ze mną, dzieki mojej wyrozumiałości i miłości jest już 1.5 roku.
Moim znajomi go nie lubią, widzieli jak płaczę przez niego, wiedzieli moje problemy. Uważają go za despotę, który mnie sponiewierał. A także twierdzą, że ja też mam jakieś zaburzenia, bo tak się daję i ciągle wracam. Praktycznie Karol jest towarzyską osobą, ale jedyni znajomi, którym mamy wspólnie to jego znajomi. Z moim przez to, że go oceniają, nie chce się znać.
Jest mi ciężko, staram sie czytać na forach, jak mu pomóc, jak nam pomóc. Chciałabym go wyleczyć, bo naprawdę, wiem, że potrafi być wspaniałym człowiekiem, tylko wstępuje w niego czasem taki demon. Nie wiem co mu jest, może jest to spowodowane rozbiciem rodziny. Wiem, że ja też mam problemy, ale mam swoją hierarchię wartości, mam marzenia, mam zasady. Proszę, pomóżcie mi, wytłumaczcie, czy warto iśc na terapię, czy może ja bym mu mogła pomóc w jakiś sposób. Co do mojej matki sądze, że potrzebuje czasu, by to przetrawić, ale boli nie też, że do Marty przychodzi teraz kolega uczyć jej angielskiego, a ja nie mogę Karola przyprowadzić, bo się poję czy nie będzie akcji, a on by tego nie wytrzymał, tez by im wygarnął. Ostatnio matka stwierdziła, że była gotowa nas przyjac, ale jakbyśmy wpadli do niej z kwiatami i ją przeprosili, jak chłopak córki sąsiadki... Nie mam słów. My? Przepraszać ją?
Jeszcze raz zwracam się z prośbą o pomoc, wiem, że nie napisałam być może wszystkiego, ale starałam się, jeżeli macie pytania, dopytujcie. Naprawdę, proszę Was o radę!

Daruj sobie ten związek nie ma po prostu przyszłości.Twój chłopak sam musi chciec coś zmienić w swoim życiu Ty mu nic nie nazucisz.
Po prostu wykończysz się Ty ciągłym mu dogadzaniem Zapomnisz całkiem o sobie a aby darzyć drugą osobę miłością trzeba umiec kochać siebie.Smutne jest że masz takie straszne relacje z matką.Ja jako matka nie mogę sobie tego wyobrazic aby tak ranc swoje dziecko.

Posty [ 5 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Problem w związku! Co mu jest?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026