Witam .
Mam 33 lata,jestem osobą dość wstydliwą,nie lubię zwracać na siebie uwagi-ale walczę z tym i chyba robię postępy.
Jest jednak pewna rzecz,która stale siedzi mi w głowie-mam wrażenie,że nie ''dorosłam'',że jestem jak nastolatka ew po 20.
Nie bardzo wiem jak mam to opisać i wytłumaczyć,często patrzę na otoczenie i porównując się do osób w moim wieku, czuję się jak ''gówniara''-bez urazy,ale ładunek emocjonalny tego słowa dobrze oddaje moje samopoczucie.
Mam męża,obecnie nie pracuję-ale pracowałam i ciągle czułam to samo,podziwiałam dookoła wszystkich ,że są dojrzali itd ,a ja nie.
Czy może ktoś ma podobne nastawienie?Czy rozumiecie o co mi chodzi?
To dziwne i często towarzyszące mi uczucie zaburza moje poczucie wartości,walczę z tym,ale bezskutecznie.
Bo w sumie co znaczy być dojrzałym,dorosłym?Nie zachowuję się jak nastolatka,nie ubieram się tak,prowadzę spokojne życie-a jednak wciąż to samo-czemu ja nie czuję się dojrzała, w końcu 33 lata to chyba juz czas ,prawda?
Czy może brak pewności siebie jest powodem,
a może moja wstydliwość sprawia,że czuje się ''w tyle''...sama nie wiem...
1 2012-05-07 14:02:44 Ostatnio edytowany przez mikraśna (2012-05-07 14:03:09)
Podobne tematy
Droga MIKRAŚNO mysle że wiem co czujesz a przynajmniej w połowie ja mam 23 lata ,ale mam już męza i dwójke dzieci to powinno mnie czynić "dorosłą"a jednak rozmawiając z starszymi kolezankami czuję się jak nastolatka która jeszcze sie wszystkiego uczy nic nie wie o zyciu itp. jak ktoś mi mówi Dzien Dobry to się zawstydzam,myśle że masz racje mamy za niska samoocene nie wiezymy we własne zdolności we własne siły polegamy na kims innym ja np.na mężu a może powinnyśmy "puścić reke męża"przynajmniej w moim przypadku.
Witam .
Gosiu cieszę się,że napisałaś
.
Tak jak wspomniałam mam męża,dzieci niestety jeszcze nie,Ty natomiast masz już wspaniałą pełną rodzinę-gratuluję serdecznie.
Po analizie Twojego wpisu wydaje mi się,że faktycznie głównym winowajcą jest nasz brak wiary w siebie,w swoje możliwości i opieranie się na w innych.No ,ale to oparcie wynika własnie z niskiej samooceny,mój mąż ma bardzo silny charakter i osobowość,dzięki niemu uczę się asertywności i faktycznie jest dla mnie wielką podporą i taką moją ''przystanią''gdzie mogę swoje lęki i niepewności wyjawić.On wie o tych wszystkich rozterkach,stara mi się pomagać-ale tak w gruncie rzeczy podejrzewam ,że troszkę trudno mu mnie zrozumieć(tak zwyczajnie,nie ze złosliwości) .Wydaje mi się również,że od osoby m moim wieku wymaga się już dojrzałości,dorosłości-a jak widać to nie jest gwarant niczego.
Swoimi rozterkami nie dzielę sie na lewo i prawo,z pozoru może się wydawać wszystko ok, ale ja mam wrażenie ,że gram jakąś rolę,że chcę sprostać wymogom sytuacji, a nie jest to coś naturalnego i wypływającego ze mnie.
A czy Twój mąż Gosiu wie i czy rozumie z czym przychodzi Ci się czasem borykać?
Mam również nadzieję,że nie tylko my dwie mamy takie odczucia-nikt więcej?
Nie droga Mikraśno mój mąż taki nie jest,wiem że mnie kocha ale jego charakter jest inny wyśmiałby mnie i powiedział że jestem walnieta że tak mysle zwykle tak mówi "a jestes głupia"jak coś powiem co mnie martwi czy co myśle o sobie.Poprostu taki jest,pogodziłam sie juz z tym choć nieraz mi ciężko z tym,niedawno przezyłam cięzka chorobe,i wróciłam ze szpitala i od razu robota,gdy mówie że coś mnie boli to sie smieje i nic nie mówi,a chciałbym aby zatroszczył sie o mnie choć troche.Mikrasno przestan robić to co inni id ciebie wymagają(chyba że pracodoawca:-) ) lub oczekuja jaka to masz być,żyj po swojemu rub to co lubisz i nie przejmuj sie tym co ktoś o tobie mysli czy mówi.U mnie na wiosce od początku jak zaczełam tu mieszkać(od slubu) obrabiali mi tyłek jaka to nie jestem i kim nie jestem,mąż też mówi rób tak rób srak.A ja nie olewam to co kto mówi kto mysli najważniejsze dla mnie sa moje dzieci i mój mąż a co mnie obchodza inni:-) Może czas pomysleć o potomstwie:-)
I droga Mikrasno walcz z nieśmiałoscia ja kiedyś to wstydziałm się gdzie kolwiek pojechać do sklepu do znajomych męża aby ich poznać,ale przewalczyłam to tera jestem zła jak mnie nie bierze:-) oczywiście w wiekszym gronie siedze cicho nie wiem co mam powiedzieć ale jednak,wychoc z męzem na specerki,do znajomych na zabawe jakąs czy cos w tym stylu.
Witajcie! Mikraśna myślę, że rozumiem Cię w 100%. Mam tak samo:( i nie wiem już jak z tego wyjść. Mam nadzieję, że jeszcze tu zaglądasz, bo bardzo chciałabym pogadać o tym z kimś kto mnie zrozumie. Ciężko jest kogoś takiego znaleźć. Napiszę jutro coś więcej o sobie. Cieszę się, że znalazłam Twój wpis:)
To, o czym piszecie jest najczęściej ucieczką przed dorosłością, podejmowaniem własnych decyzji wraz z ich konsekwencjami.
Obserwuję to również w przypadku kobiet, które....zostały córkami swojego męża. najpierw były córkami ojca, potem nie miały okazji sprawdzić się w zyciu SAMODZIELNIE, nie żyjąc ,nie polegając na jakimś mężczyźnie i tak zmienił się związek, ale rola nie.
To, co czujecie, nie jest odosobnione. Rada? Najlepiej pogadać o tym z psychologiem.
Witam.
Miło mi,że pojawiły się nowe odp.
Niestety nie zaglądałam tu dawno,ale teraz mam nadzieję będzie inaczej.
Czyżyk bardzo chętnie porozmawiam
,zatem nie krepuj się.
Catwoman rozmyślałam nad tym ,co napisałaś- miałam czas by żyć bez mężczyzny,radziłam sobie pomimo nieśmiałości o dziwo dobrze(hmm czasem myslę,że nawet lepiej niż teraz),ale wszelkie uczucia jakie opisałam w powyższych postach niezależnie od tego czy miałam wsparcie w mężczyźnie czy nie,towarzyszyły mi.To dziwne bo teraz gdy mam u boku męża to wszystko powinno jakoś mijać bo skoro jak byłam sama umiałam sobie dość dobrze radzić ,to czemu teraz jakoś wszystko się spiętrzyło?
Może to ucieczka przed dorosłością?-ale to dziwne bo ja właśnie potrzebuję tej dorosłości,chcę tego tylko patrząc na innych nie widzę tego u siebie...Staram się, a wciąż czuję się, w gronie o podobnym wieku, niedojrzała...
Psycholog- od jakiegoś czasu pojawiła się myśl o udaniu się do specjalisty,myślę,że czas by myśli zastąpić czynami.
Muszę się rozejrzeć w Warszawie za kimś sensownym...ech...
Być może usunęłaś się "w cień" bo twój mąż ma charakter bardziej...przywódczy, dominujący.
ps. co to znaczy, że jesteś NIEŚMIAŁA? jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że dorosła, obyta z zyciem i ludźmi osoba może być nieśmiała. jak się to przejawia?
Tak, mój mąż ma silny charakter i osobowość.Cieszy mnie to bo uczę się od niego wiele-ale trudno mi tak do końca wprowadzać to w życie.On ''nie wie'', co to niesmiałość ,tak jak piszesz Catwoman jest obyty z ludźmi i życiem,widać pewność siebie.A ja czasem jestem postrzegana jak zarozumialec bo się nie odezwę czy nie zagadam-ale to wynika właśnie z tej nieśmialości- i braku zręczności do lekkiej rozmowy z osobami które mniej znam.
Nieśmiała w moim wypadku oznacza:
nie lubię skupiać zbyt dużej uwagi na sobie,wystapienia przed większym gronem są dla mnie trudne,stres w rozmowie z innym,nie mam daru ciekawej rozmowy,stres przed nowym otoczeniem,tym,co ktoś inny powie, a ja nie będę umiała zareagować.Często też boje się,że ktoś zauważy,moje przeświadczenie o niedojrzałości i przez to stwarzam dystans.Pewność siebie mam na bardzo niskim poziomie-zupełnie nie wiem czemu,przecież umiem sobie radzić.
Tak jak pisałam miałam okazję przekonać się jak żyć na własną rękę-praca,środowisko wymagało określonych zachowań-radziłam sobie,ale to było bardziej jak gra,nie wypływało ze mnie.Na płaszczyk obaw i rozterek ''zakładałam'' maskę i parłam przed siebie.
Wiadomo nie należałam do osób przebojowych, bo aż tak grać nie umiem,ale było ok.Znajomi uważają mnie za nieśmiałą,ale bardziej do syt i osób,których nie znam- w pracy miałam opinie jednostki spokojnej i nie wychodzącej przed szereg.
Teraz przy mężu uczę się większej asertywności,ale niesmiałość nadal jest-nie umiem tego wytłumaczyć, dla osoby z boku jest to widoczne w mniejszym lub większym stopniu,a czasem odbierane opatrznie.
hmmm....dziwne jest też to iż będąc młodsza radziłam sobie z moją nieśmiałością bardziej,teraz im więcej z tym walczę i wierzcie mi mam tego wyniki to zaraz tym większe przychodzą wątpliwości i znowu zaczyna się batalia.To troszkę bez sensu ,bo przecież sukcesy na tym polu powinny mnie mobilizować,to ja chyba jakby zaczyna podnosić poprzeczkę i w efekcie cofam się.
I czy to wszystko ma sens?Brak poczucia dojrzałości ''napędza'' nieśmiałość,potrzeba dojrzałości potęguje uczucie gry przed światem ,a niska wiara w siebie podsyca to wszystko ...
Czasem wydaje mi sie ,że jestem pełna sprzeczności i dlatego nie umiem sobie tego bałaganu w umyśle i życiu ogarnąć.
Jak widać daru składnej i czytelnej wypowiedzi pisanej tez próżno do końca u mnie szukać
.
11 2012-06-04 13:03:42 Ostatnio edytowany przez klarek (2012-06-04 13:24:37)
A może po prostu od kiedy nie pracujesz masz za dużo czasu ? Wstydliwość, nieśmiałość, niezauważalność to żadne wady. Wielu ludzi przechodzi tak przez życie i są szczęśliwi. Bo dlaczego mieliby nie być. Po prostu żyją.
A może masz obawy co do waszej przyszłości jako małżeństwa ? Różnie to bywa. Mi się kilka miesięcy zakończył taki związek z miłośniczką "samotności". Ale jak mi opowiadała o sobie, to objawy
wypisz, wymaluj Ty. Zawsze taka była, ale zdrada męża, rozwód, wychowywanie syna zmusiły ją do radzenia sobie samej. I tak zostało. Utrwaliła w sobie model że fajno jej samej i kończy kolejne związki. Pewnie zostanie sama. Ale nie wróżę Tobie takiej przyszłości Brrrr Broń Boże. Tak tylko piszę, bo może gdzieś tam w tobie coś siedzi nie tylko związanego z nieśmiałością.
12 2012-06-04 13:36:06 Ostatnio edytowany przez mikraśna (2012-06-04 13:50:29)
Za dużo czasu-to,że nie pracuję w korporacji czy od 8 do 16 nie znaczy,że siedzę na łóżku i ogladam tv
.
No fakt czasu mam zapewne więcej niż osoby pracujące tak jak napisałam w poprzednim zdaniu,ale zajmuje się osobą starszą,portrzebującą kompleksowej opieki w tych godzinach (8-16),walczę też o siebie bo mam zdrowotne problemy i wiele innych spraw.Staczam też bitwę o siebie i ze sobą-psychiczne rozterki często są górą nie do przejścia.A ja chce ją przejść bo wiem,że mam potencjał i moje myśli o niedojrzałości,niesmiałość i brak wiary w siebie niepotrzebnie zapędziły mnie obecni w kozi róg i że muszę z tym walczyć bo inaczej życie przemknie mi przed oczami jak widzowi ,a nie aktorowi pierwszoplanowemu.
Wiem wiem od gadania się nic nie zmieni,ale czasem właśnie potrzebne jest skontaktowanie się z osobami mającymi podobne rozterki,żeby poczuć ,że niekiedy tak się zdarza i człowiek nie jest odmieńcem.
Klarek wiem,że to nie jest wada i niektórzy funkcjonują z tym i są zadowoleni,w moim wypadku jest to jednak frustrujące i zapętla mnie bardziej w tym bałaganie.
Tak jak pisałam wiodę spokojne życie,ale te myśli mnie dobijają i wewnątrz moja bajka wygląda inaczej niż na zewnątrz.Są jak kropla drążąca kamień.
Klarek ,co do obaw o małżeństwo to wydaje mi się,że są tylko troszkę odstępujące od normy
-tzn osoba niesmiała i mająca takie dylematy obawia się,że partner spotka osobę przebojową itd-czyli moje przeciwieństwo.Wiedział,że taka jestem przed ślubem,może w z troszkę mniejszym natężeniem tego-ale wiedział, więc to mnie pociesza,że wiedział na co się decyduje
.Jednak nie myślę o tym obsesyjnie bo nawet w super małżeństwie może różnie być.Zdecydowanie mając porównanie do życia w pojedynkę i z mężem-wniosek mam taki,że oczywiście co kto woli-ja wolę razem (to odnośnie wspomnianej Przez Ciebie miłośniczki ''samotności").
Podoba mi się to,że mąż mnie wspiera mimo,że może mu to trudno zrozumieć,a to dla mnie ważne bardzo.Szczególnie w takim momencie życia w jakim jestem obecnie.
"moje myśli o niedojrzałości,niesmiałość i brak wiary w siebie niepotrzebnie zapędziły mnie obecni w kozi róg" -i bardzo dobrze, że o nich napisałaś! Zdajesz sobie z tego sprawę, wg mnie, jesteś osobą baaardzo samoświadomą a to ogromna zaleta. Ale tak zwykle bywa, ludzie introwertyczni mają bardzo rozbudowane życie wewnętrzne:)
Całkiem możliwe, że słowo "nieśmiała" właśnie mozna zastąpić brakiem pewności siebie, może niskie poczucie własnej wartości.... Boisz się być sobą?
Catwoman dziękuję
-
samoświadoma jestem bardzo i przyznam się szczerze,że to mnie strasznie czasem denerwuje-bo ja jestem odmianą teoretyka-teoria pięknie obeznana,jakby wykuta na blachę,ale co z tego gdy wyciągane wnioski nie są wprowadzane należycie w życie?
Tak trudno mi to przekuć na czyny, a może za mało się staram-czasem sama już nie wiem.
Myślę,że niesmiałości nie można z mojego kalendarza cech wykreślić -wszystko składa się na całokształt.
Czy boję się być sobą-przy najblizeszj rodzinie czyli mężu i rodzicach nie,przy innych tak,teraz boję się mówić o tym o czym pisałam tu z Wami-odbierane to było nie jako mój problem lecz jako słabość i nie bardzo to było rozumiane.Dlatego grałam i gram często nadal(no cóż raz rola wychodzi lepiej raz gorzej).
a teraz przepraszam-obowiązki wzywają.
Miłego dnia życzę i dziękuję za rozmowę-to wielka ulga ,że ktoś stara się dociec,rozszyfrować coś ,co jest dla niego niezrozumiałe rozmową ,pytaniami , a nie na starcie zaszufladkować czy ocenić.
mikraśna, pamiętaj też zawsze o tym, że inni ludzie również udają, maskują swoje cechy. To nie jest tak, że ty sama jedna obawiasz się być sobą- inni również. Ale wiesz co.... warto sobą być, od samego poczatku, bo wtedy masz jasność, czy i za co ktoś cię lubi czy akceptuje ![]()
Witaj.
Ja jestem po 40-stce,ale doskonale wiem o czym piszesz.:) Ja odnoszę wrażenie,że nawet 20-latki są mądrzejsze ode mnie. Seri,podziwiam jak ktoś mówi,ubiera się,zachowuje. Nie jestem asertywna,nie umiem odmówić,gdy ktoś poprosi o pomoc. Niedawno oddałam mnóstwo pięknych ubrań,w które się nie mieściłam osobie praktycznie obcej. Niestety ta dziewczyna nie szanuje ubrań. Ale dałam,to przecież nie będę pouczać. Boję się,że jak coś powiem tak jak myślę,to obrazi się ktoś,a po mnie można jeździć jak po łysej kobyle. Chcę się zmienić. Nie lubię siebie takiej. Tylko nie wiem jak.
wuzetka a dotarłaś już do źródła tego swojego problemu? Zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego tak jest, skąd to się wzięło?
wuzetka a dotarłaś już do źródła tego swojego problemu? Zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego tak jest, skąd to się wzięło?
Dzieciństwo. Ojca pamiętam słabo,nie mogę powiedzieć,że kochałam go,a mama była poniewierana przez ojca. Ja wystartowałam w życie zupełnie nieprzygotowana. Uczyłam się na własnych błędach,mam sporo doświadczenia życiowego,ale praktycznie brak mi wspomnień. Chyba podświadomie je wykasowałam z pamięci.
wuzetka rozumiem Twój problem i szczerze polecam Ci pogadać o tym z psychologiem.