Właściwie pisze na tym forum żeby podzielić się z wami swoimi myślami bo nie ma mnie kto wysłuchać,mam męza ale ten to kąpletnie olewa.Miesiac temu byłam jeszcze w ciąży koniec ósmego miesiaca,pewnego dnia zaczełam sie zle czuć,to były take typowe objawy na grype,i to trawło trzy dni i dzień w dzien miałam dylemat czy jechać do szpitala,czy do lekaża myslałam se tak pojade do gnelologa to powie że to grypa,poja do internisty to powie że to ciąza,wiem ze to głupie ale nie chciałm byc panikara.Ale wkońcu zdcydowałm się pojechac do tego szpitala,połozne sie śmiały nie żeby złośliwie ale tak że to tylko grypka,pytały się siebie co maja wpisać do karty ,przyjeli mnie na oddział ,jak to bywa krew mocz itp.w nocy goraczka dostał kroplówke i zastrzyk dla maluszka,w tedy se pomyslałm że coś jest nie tak.Na drugi dzien przysszła do mnie położna i muwi że prosze nic nie jeść bo bedzie miec pani rozwiazanie ciąży,byłam przerazona,miałm pierwsza cesarke i miałm nadzieje że tym razem mi się uda i tym co sie dzieje że bedzie cc. Na obchodzie dowiedziałm się że moje wyniki sa wysoko ponad norme,podejrzeqali taki zespół HEELP gdzie umieralnośc matki i dziecka jest bardzo duża.Miałam UsG jamy brzusznej i dalej pobierali krew i mocz na jakes tam wyniki.O dwunastej poszłam na porodówke ,podczas zabiegu czułam się bardzo zle, chciałam zasnąć traciłąm kontakt z lekarzami,synka widział tylko przez sekunde ,słyszałm jak lekarze mówili że wody sa zielone. Mój mały miał zakażenie wewnątrz maciczne,wcześniactwo,anemie,niewydolnośc oddechowa.A u mnie w końcu zdiagnozowali ostra niewydolnosć watroby,po zabiegu juz na sali dowiedziałam sie że bede przewieziona do innego szpitala przeraziłam sie jeszcze bardziej.Wieczorem chcieli mi pobraż krew,nigdy nie bałam sie igeł ale co wtedy przeżąyła to był koszmar,nigdzie nie było krwi żyły i tętnice sie pochowały albo żyły pekały kupa kekarzy i pielegniarek stali nademną i buszowali nna zmiane po moich zyłach a ja juz z bólu nie ,mogłam wkońcu anestozjolog przyszedł z OIOMU to pobrali krew z tętnicy udowej.Lekarka mojego synka muwiła że z synkeiem jest zle że walcza o niego ja płakałam.Na drugi dzien znowu Usg,rtg płuc czułam sie bardzo zle słabo,głowa mi latała we wszystkie strony a w piatek dowiedziałm sie że wywoża mnie samolotem do Bydgoszczy,nawet nie wiece jak sie bałam moje serce pekało ze smutku,mój synek leżał w inkubatorze ale mu sie poprawiało widziałam go tylko przesz chwilke mąż mnie zawiuzł na wózku.O pierwszej przyjechali po mnie poprosiałm o tabletke na uspokojenie nie chciałm płakać,a i tak ryczałam.I znalazłam sie w Bydgoszczy sama w obcym miejscu bexz męza bez dzieci,znajomej twarzy,w szpiatalu wsadzili mi nowy cewnik,i do tego jeszcze pampersa była w depresji,bardzo dokuczała mi rana po cc,i kurczenie sie macicy .Byłam sama na sali,na drugi dzien maz do mnie [przyjechał taka niespodzanka był tylko raz bo mamy 300 km do Bydgoszczy,wiec rozumiecie,jak odjezdzał to nie mogłam wytrzymac płakałam dzien wdzien.Robili mi rózne badania,wyniki,dawali kroplówki,tabletki.W wtorek miałam wyjsc razem se swoim synkiem tyle ze ja z swojego szpitala a on z tego co go urodziłam,w niedziele maz do mnie dzwoni i mówi ze małego wypisuja jutro czyli poniedziałek,rozpłakałam sie co tu robic i wkoncu zdecydowałm ze wyjde na zadanie,i tak zrobiłam,nie mogłam sie doczekac meza non stop chodziłam po korytarzu,ale wkonu przyjechał i pojechalismy po małego , w szpitalu spotkałam siostry i lekarzy którzy sie mnaa opikowali,podzilowałm im za wszytko, w koncu dotarłam do synka płakałam ze szczescia.Wrócilismy do domu mineły 3 tyg.a ja wciaz o tym mysle to wraca jak bumerang,i wtedy płacze.Juz drug raz uniknełam smierci bo pojechałam doszpitala w ostatniej minucie,mysle se ze wkonu mnie dopadnie ,maz olewa to co sie stało zrób to zrób tamto a ja od szustej do jednastej wieczur na pełnych obrotach i ic mi nie pomaga,nieraz jestem taka wykonczona a do tego głoda bo mam scisła diete, TROCHE SIE ROZPISAŁAM PRZEPRASZAM ALE MUSIAŁAM KOMUS O TYM OPOWIEDZIEC,
Podobne tematy
Witaj Gosiu, bardzo mi przykro, ale cieszę się że już wszystko oki z synkiem i z Tobą, jak ma się synek ?
Nie ma jakiś powikłań po wcześniactwie itd ?
A ty??
Radziłabym Ci, abyś poszła do psychologa i powiedziała mu wszystko, bo nawet czytając Twój post widać że się boisz i przeżywasz to co się stało...
Mam nadzieję iż poradzisz sobie z tym problemem i skorzystasz z mojej rady .
pozdrawiam Marzena :*
Synek ma się jak narazie dobrze(odpukać),oczywiście nie jest tak super ale nie jest tez zle ma anemie na która ma syropek ,pozatym przybiera na wadze i głosno krzyczy jak jest głodny:-) W srode ide do osrodka na pierwsza wizyte a za tydz. do szpitala do poradni neonantologicznej z ta anemia. Masz racje przezywam to i za kazdym razem płacze a zwłaszcza jak jestem sama,radzisz mi psychologa ,pewnie masz racje ale to nie take łatwe mieszkam na uboczu gdzie nie jezdzi zaden autobus ani nic prawka tez nie mam, maz rano jedzie do pracy a ja w domu z córeczka 2,5 lata i z smykiem i stara tesciowa która sie opikuje wiec sama rozukiesz ja do lekarza mam problemy jechac z wynikami a co dopiero psycholog,musze se dac rade sama choc jest ciezko.
No to w takim razie rozmawiaj dużo o tym z bliskimi osobami, trzymam za was kciuki :*
Witaj. Rozumiem cię doskonale,bo kiedyś też przeszłam podobną tragedię. Jak nie masz możliwości iść do psychologa,to możesz zadzwonić do telefonu zaufania,lub linii wsparcia gdzie można porozmawiać o swoich problemach. Numery telefonów znajdziesz w prasie,np.w gazecie wyborczej. W internecie też są portale gdzie uzyskasz pomoc. Serdecznie ci współczuję, wiem co musisz przechodzić. Ale dobrze że synek ma się lepiej! Trzymaj się, będzie dobrze! Pozdrawiam!
przeżyłaś w życiu już swoje i jeśli cie cokolwiek pocieszy to pomyśl że w życiu innym też nie jest lepiej.ja urodziłam drugie dziecko po 9 latach.śliczny chlopiec urodzony w czasie i zdrowy.tak się cieszyliśmy z mężem .ale sęk w tym że ciągle chorował, niby nic strasznego ale bardzo często ibardzo ostro przechodził infekcje ,które kończyły się ciągle szpitalem. gdy skończył roczek znów trafiliśmy do szpitala z ostrym już kolejnym zapaleniem oskrzeli , dziecko wpadło w stan krytyczny zaczęły mu zanikać parametry życiowe.odes laloi nas heliopterem do specjalistycznego szpitala. tam zrobili całą masę badań i stwierdzili niedoczynność nadnerczy.powiedzieli że dziecko ma opużniony rozwój psychoruchowy i jeszcze wiele ,wiele innych dolegliwości.ja sie załamałam nie mogłam pojąć jak przez rok nikt się tego nie dopatrzył.wypuścili nas do domu po miesięcznym pobycie w szpitalu oddalonym od domu o 200 km miałam to szczęście że mąż codzieńdo nas przyjeżdzał.wsparcie z jego strony miałam wielkie. zawsze mówił że będzie wszystko dobrze. gdy wpuścili nas wreszcie do domu szczęście było wielkie iwielka obawa o przyszłość jak będziemy zyc z ta choroba.myslam ze juz wieksze nieszczescie nie moze mnie spotkac w zyciu-- mylilam sie po dwoch dniach jak wróciłysmy do domu maz ginał w WYPADKU SAMOCHODOWYM................................................................................................
Witaj "13579". Straszna tragedia... Początek był podobny do mojej historii, z tym że wsparcie miałam tylko u swojej mamy! Syn urodził się 2tygodnie przed terminem i nie miał wyrobionego odruchu ssania. Ale w szpitalu powiedzieli że wszystko jest w porządku. A ja, młoda, głupia uwierzyłam. Dziś bym nie dała wiary tym lekarzom. W domu po kilku dniach zobaczyłam że synek jest jakiś za spokojny.. Prawie się nie rusza i ledwo płacze! Zawołałam natychmiast prywatnie lekarza. I całe szczęście że zawołałam. Mały miał 35stopni ciepłotę ciała! Lekarz wezwał pogotowie i synek trafił /w ostatniej chwili/do szpitala. Tam stwierdzono odwodnienie /nie umiał ssać/ i niewydolność kory nadnerczy! 3 miesiące w szpitalu i walka o życie! Leki sprowadzane z zagranicy specjalnie dla niego! Dziś to mężczyzna po trzydziestce, ale dopiero w dorosłym życiu jest naprawdę zdrowy i oby tak zostało! Bardzo ci współczuję! Odezwij się jeszcze, zawsze to lżej jak człowiek się wygada... Pozdrawiam cię ciepło!
Droga 13579 współczuje ci z całego serca,to straszne co przeżyłaś,masz racje ze zawsze jak nam jest zle to powinniśmy mysleć że ktoś ma gorzej,wkońcu leczyli mnie i robili skomplikowane badania na które niektórzy chorzy czekaja miesiacami,no ale kto to sercu wytłumaczy które pęka z bólu.Mam nadzieje że twój synek ma się dobrze bo nie ma nic ważniejszego jak zdrowie naszych dzieci. Bognaboch7 ciebie również spotkała wielka trauma z choroba synka, musiałaś żyć w ciągłym strachu ,pewnie bałąs się zasnąć nawet jak było wszytsko okej,fajnie że miałaś wsparcie w matce a 13579 w mężu ,ja nie mam wsparcia od nikogo mąż się śmieje a rodzina wcale nie dzwoni,no może od czasu do czasu,mąż nie przyjeżdzał do mnie tylko raz był,wiec w każdy dzien płakałam i płacze dalej,synek daleko,corka daleko,a ja sama z pękającym sercem.
Witaj Gosia1287987. Twoja sytuacja jest trudna. Ale, choć to nie łatwe, to uzbrój się w cierpliwość. W tej chwili nie możesz wiele zrobić, lecz zwracaj uwagę na swoje samopoczucie, bo w przypadku gdy coś było by nie tak, nie lekceważ tego, gdyż twoje schorzenie wymaga kontroli i leczenia. Masz dla kogo żyć, pamiętaj! A ja miałam wsparcie, ale tylko w mamie. Mąż w tym czasie pracował i ANI RAZU nie odwiedził dziecka. Nie miał czasu... Dziś wstydzi się że tak postępował, ale ja jakoś w głębi serca o tym pamiętam. Dużo jeszcze mogłabym pisać o tym co kiedyś przeszłam, ale to niemożliwe. Zbyt długi temat. A dziś, po wielu latach, syn nam się "odwdzięcza". Ciągle są z nim jakieś problemy. Już nie zdrowotne, ale wychowawcze. Nie można okazać za dużo serca, a szczególnie ja, to robiłam. I teraz jest efekt. Zrobił się z niego egoista bez serca... Nie mam więcej dzieci i całą miłość przelałam na niego. Bo był taki biedny i chory... Więc widzisz jak to w życiu jest.. Napisz jeszcze tu na forum. Może będę mogła coś ci doradzić. Pozdrawiam i nie załamuj się, jeszcze ci słonko zaświeci !
Kochana bognaboch7 żeczywiście syn niezle wam ci sie odpłaca,ja mam podoba sytuacje tyle że moja córeczka jest jeszcze mała i rosnie ale też nieraz mam wrażenie że ona mnie nie lubi,tera jest maluszek to może być zazdrosna ale jest mi cięzko potrafi mnie kpac hałasować jak mały spi,i starsznie przerazliwie płakać,a ja jej nie zaniedbuje cały czas powtarzam że ją kocham że moje dzieci sa dla mnie najwazniejsze ,przytulam a ona tak mi się odpłąca,no ale to dziecko ale jake to nasze dziecko by nie było czy bedzie miało 5,10 czy 20 lat i jake by nie było wredne czy złośliwe to my matki zawsze bedziemy je kochać i wybaczać take juz jestesmy:-) Co do mojej choroby żyje w ciągłym strachu,nieraz coś mnie kłóje cos boli,może jestem przewrazliwiona ale sie boje,bo jakby nie było co tu wybrac ratowanie zycia i rozłake z dziecmi znowu hdzieś daleko czy pozostanie w domu i lecxzenie tylko tabletkami co by NA DŁUŻSZĄ METE NIE STARCZYŁO I W KOŃCU SMIERC,to może drastyczne ale take mam mysli a fajnie że moge sie z kims podzielić nimi.
Myślę że twoja córeczka może być o braciszka zazdrosna. Często dzieci tak się zachowują, żeby zwrócić na siebie uwagę. Nie chcę ci nic narzucać, ale radzę byś była pod opieką lekarza i stosowała się do jego zaleceń. Jesteś młoda, życie przed tobą i dzieciaczki masz do wychowania.. A o zdrowie trzeba dbać. Pracuję w służbie zdrowia, to może dlatego tak namawiam cię byś nie rezygnowała z leczenia i dbała o siebie. A z czasem jeszcze wszystko się ułoży. W życiu bywają ciężkie chwile, ale też i dobre. I te dobre też napewno będą. Staraj się znajdować w ciągu dnia chwilę czasu na odpoczynek, bo twój organizm jest napewno przemęczony stresem i codziennymi zajęciami. Życzę ci siły byś przetrwała ten trudny czas.
Mam do objeżdżenia kupe lekarzy ale dopiero na drugi tydzien z tym rusze bo musze mieć wszytkie wyniki,na poczatek lekarz rodzinny a do poradni mam aż na 5 wrzesnia,jeszcze ginekolog,dentysta bo mi jeszcze zab w ciąży wypadł heheh i to jedynka:-)z odpczynkiem u mnie ciężko do dziesiatej sprzatanie a potem moja córcia wstaje,i od razu płacz bo nie lubi się przebierać potem maluszek,śnaidanie zrobić nieraz tzreba nakrmić,potem znów sprzatanie,pranie wywieszenie prania,mała chce na dwór nieraz pogoda nie dopisuje to znowu płacz i ryk,a jak jest to musze biegać z domu na dwór żeby ja pilnować.zrobić obiad w miedzy czasie dzidziuś a do tego jeszcze mały cwaniaczek chce na rece;-) i płacze przerazliwie:-) ,potem mąż przyjeżdza i *****zrób herbaty,zrób tamto,gdzie jest to gdzie tamto,potem znowu dzieciaczki nakarmić przewinąć pilnować uciszać mała bo wali byle czym jak mały spi i w końcu wieczór i dalej to samo aż do jednastej wieczór a każdy dzien wyglaa tak samo.
To rzeczywiście, przy tylu zajęciach prawie nie ma czasu na odpoczynek. Ale jednak postaraj się trochę tego czasu znaleźć. Mąż pracuje, a ty to nie? W domu, przy dzieciach jest bardzo dużo zajęć, nieraz jest się bardzo zmęczonym, bo to wymaga sporo wysiłku. A o zdrowie musisz dbać. Może porozmawiaj z mężem o jakimś podziale obowiązków. Uświadom mu że ty też masz dużo pracy, choć to praca w domu. I też jesteś zmęczona.
gadanie nic nie da myslisz że ja mu tego nie mówie, nieraz jestem bardzo zmęczona a najbardziej psychicznie a on nieraz potrafi mi dogryzać np. hałasuje z córka sie drazni gdzie ta na zmiane płacze to sie smieje albo jest dla niej za oschły a ta zaczyna płakać i leci do mnie,dziś mu powiedziałam że czasmi kręci mi się w głowie nie zawsze tylko czasami ma rzuca a on na to że "ta ciąża ci na łeb padła" i tyle,dziś o dwunastej w nocy zbudził mi małego po karmieniu bo mała mu coś tam zrobiła on ja odepchnął na kanape i ta zaczeła płakać a potem nie spała,potem się z nią bawił a mnie krew zalewa,chce odpoczać choć w nocy,nieraz brakuje mi sił naprawde ,nieraz czuje że nie wytrzymam tego tepa,a dotego sprawdzałam w necie wyniki swoje co moa oznaczać to w jednym mam robione taki marker na nowotrór gdzie jest bardzo wysoki norma to 5 a ja mam 154 ,i boje się:-( a jemu nie można nic powiedzieć bo zara obraca to w żart a ja bym chciała żeby się mną zajął ,przytulił,powiedział żebym sie nie bała,zabrał gdzieś mała na pare godzin na jakiś spacer czy do znajomych żebym mogła odpoczać ale nie:-(,
Witaj! Rzeczywiście trudną masz sytuację. Najlepiej abyś pomieszkała teraz osobno... Masz kogoś z rodziny kto mógłby ci pomóc?
Moja sytuacja jest beznadziejna,mam matke ale ona sama ma kłopoty bo mieszka z nią 3 mojego rodzenstwa dorosłych którrzy nie pracują,i jeszcze 4 młodszego rodzenstwa, nik mi nie pomoże nawet jakby chciał,nieraz prosiłam o pomioc swoja siostre i zawsze dostawałam odmowe,musze żeyć tak jak żyje az do upadłego,ale dziekuje że mi odpisujesz fajnie jest do kogo się wyżalić:-)
Witaj Gosia. Jest jeszcze jedno wyjście. Centrum interwencji kryzysowej. Pod numerem alarmowym 112 dowiesz się jak tam trafić. W tak trudnych sytuacjach oni właśnie pomagają. Możesz mieszkać z dziećmi w hostelu który oni przydzielają, nawet przez pół roku. Międzyczasie mogą ci załatwić mieszkanie socjalne. Za darmo też uzyskasz pomoc prawną. Jeżeli jesteś zdecydowana opuścić męża, to jeszcze takie masz wyjście. Bo jak długo można to wszystko znosić? Czas się uniezależnić, szkoda twego młodego życia. Pozdrawiam!
18 2012-05-14 12:17:07 Ostatnio edytowany przez bognaboch7 (2012-05-14 12:29:18)
Dodam coś jeszcze. Może jednak jak nie byłabyś zdecydowana na ostateczność, którą ci opisałam w ostatnim poście, to może jak znalazł by się dzień gdzie mąż ma lepszy nastrój, opowiedzieć mu co ci leży na sercu. Tylko rozmowa może tu pomóc, jeżeli chce się ratować wasz związek. Mąż jest nie przygotowany moim zdaniem do roli męża i ojca. Zachowuje się tak, jakby ty i dzieci to niepotrzebny "problem" który ma na głowie! Powiedz mu stanowczo, że jak się nie zmieni, to go opuścisz. Zobaczysz jaka będzie jego reakcja i czy warto dalej z nim rozmawiać... A pamiętaj, że MUSI on płacić alimenty i to na dzieci i na ciebie. Bo w tej chwili nie możesz przecież iść do pracy! Alimenty należą ci się od niego, lub z funduszu alimentacyjnego. Nie wiem czy mieszkasz w mieście czy na prowincji, ale są linie wsparcia dla kobiet w trudnej sytuacji, gdzie powiedzą ci co możesz zrobić. Ośrodek pomocy społecznej /jest w każdym mieście/, może ci udzielić pomocy. I nie ma co się wstydzić prosić o pomoc! Masz do niej prawo. A w takim ośrodku uzyskasz bezpłatną pomoc. Trzymam za ciebie kciuki! Pamiętaj że twoje dzieciaczki zasługują na lepszy los!
Jejku jak czytam ten post to az płakac sie chce,tu gosia1287987 , to był mój nowy nick ale znalazłam stare chasło i tera loguje sie na małgosia1989
co u was slychac dziewczynki jak tam u was? ![]()
tak myslałam żeby znowu tu napisać jak pisałam powyżej tu gosia:)
tak ostatnio coraz częściej wraca do mnie moje przezycia i nie wiem za bardzo czym to jest spowodowane:( na co dzień normalnie chodzę robie to co zawsze czyli moje dzieci:) no i dom:) a i tak te wstrętne mysli nachodza mi na głowę nie wiem czemu jest mi w tedy smutno wszystko wraca te wszystkie straszne rzeczy co spotkały mnie i synka mam ochotę skulić się i wypłakać w takim momencie ale na szczęście mam moje szkarby :)tak se myslę że może jak to tak dalej będzie naprawde udac się do psychologa żeby jemu to wszystko powiedzieć,tylko ciekawe co na to mój mąż powie żebym szła do psichiatry a nie do psychologa bo nie mam co robic że myslę o głupotach
Małgosiu,
powiem Ci że na prawdę przeżyłaś traumę i bardzo Ci współczuje... a o Twoim mężu to ty już znasz moje zdanie...
myślę że w Twoim życiu może dużo się zmienić.. jak wyjdziesz do ludzi... w takich sytuacjach najbardziej potrzebni są ludzie... wiem że nie masz nawet jak dostać się do miasta... dlatego ja na twoim miejscu nie czekałabym ani chwili zrobilabym prawo jazdy i zobaczysz ze wtedy bedzie lżej... co raz bedziesz mogla pojechac do miasta, wziąć dzieciaki do jakiegoś parku na plac zabaw...
nie możesz być zamknięta w domu i czekać na łaskę męża aż będzie chciał z Tobą pogadać, czy gdzieś pojechać itp.. musisz zacząć żyć dla siebie...
co do tej cesarki... to ja nie rozumiem jednego.. bo jak jestes pod opieka lekarza ginekologa to co miesiac robisz badania morfologie i mocz i on nie zauwazyl ze cos sie dzieje...? wydaje mi się że nie jest możliwe aby w ciągu 4 tygodni tak drastycznie spadły wyniki i doszlo do zatrucia ciążowego... jakie są w ogóle objawy takiego zatrucia ciążowego?
Tak mm masz rację musze wyjśc do ludzi i musze zacząc od zrobienia prawka ale problem jest w tym że ja tak mało wierze w swoje zdolności za długo siedze w domu pod czujnym okiem męża stałam się jak bezbronne dziecko ale chce to zmienić bardzo chce, chociasz będe próbować chce zrobić coś dla siebie za długo czekałam z tym straciłam prawie 6 lat przeciesz mogłam się i uczyc i dzieci rodzić spokojnie ale spróbuję tera chociasz spróbuję mam nadzieję ze mi się uda, coś sobie ubzdurałam bo chciałabym po zrobieniu matury iśc na pwną specjalizaję ale nawet tu na forum wsydze się wyśmiania bo nie wiem czy to co chce osągnąć jest efektem tego co przezyłam czy tylko efektem nudów że czegoś mi się zachciało a za pare dni czy może tyg zachce czego innego ,
myslałąm o rozmowie z psychologiem on by mi może pomógł ale taka sesja sporo kosztuje więc tu na forum chce się poradzić:)
moim defektem jest duży brak w swoje możliwości szybko sie poddaje i nie walcze o swoje mam nadzieje że to się zmieni:)
co do zatrucia to morfologi nie miałąm robione co miesiąca z tym to róznie bywa w lutym byłam w szpitalu na patologii i miałam robione próby wątrobowe profilaktycznie i wszytsko było okej
choroba na jaką zachorowałam przebiegał bezobjawowo taka jest i jak jest już zawansowana to daje znać o sobie i tak było u mnie niestety, jak byłam sama jak cierpiałąm w szpitalu to se myslałam'' kurcze co się stało przeciesz tydzien temu byłm na zakupach cieszyłam się ciąża że mój synuś się niedługo urodzi a tera jestem sama ,obolała taka chora i zupełnie sama'' Boże nie wiem dlaczego mnie to spotkało wiem że ludzie mają gorzej i współczuje im z całego serca ale co zrobić to co było ten smutek strach przerażenie jest we mnie ,mam za sobą już trochę przezyć a jestm młoda może dlatego to odcisneło na mnie take piętno a może kiedyś to minie
co do objawów zatrucia to ciśnienie wysokie, puchnięcie, zawroty głowy, u mnie była jeszcze tachykardia no i moczy wykazuje białko jeśli jest to znaczy że jest zatrucie
ojej biedna Małgosiu byłaś... dziwne tylko że lekarz ci tego nie kontrolowal... skoro i cisnienie mialas wysokie i mocz w bialku i jeszcze tachykardię... to powinien ci czesciej wizyty wyznaczyc i sprawdzac te wyniki... no i mógł Cię chociaż jakos przygotować co cie może czekać... a nie tak trafilas do szpitala i nagle cesarka itp. to musialbyc szok i naprawde trauma...
ale najwazniejsze jest to ze teraz ze zdrowiem jest juz lepiej i twoim i dziecka, chociaz wiemy ze hormony ci chyba jeszcze szaleja i uwazam ze powinnas byc pod stala kontrolą lekarza... przeciez po porodzie tez sie robi badania podstawowe, robilas morfologie mocz cytologie itp??
Tak MM najważniejsze że już okej:) i dzieci zdrowe(odpukać) ale nieraz muszę się komuś wygada chociasz tu na forum to dużo daje bo nie daje sobie rady sama jak mnie te myśli nachodzą
wiesz jak widze karetke to odzywa się we mnie wszystko ,nie żebym się bała lekarzy czy coś ale to miejsce (wnętrze karetki,nosze,sam pojazd) przymomina mi o tym ale z drugej strony lubie oglądac programy medyczne,podziwiam lekarzy czy pielęgniarki za poświęcenie i mi samej się to podoba i własnie tu chciałabym skończyc szkołe pelęgniarską ale ciężka i długa droga przede mną i niewiem czy dam radę wiadomo bardzo dużo nauki a i dzieci trzeba uczyć, przypilnować, ale na pierwszym miejscu PRAWKO a jak to będzie to potem liceum no a potem to się zobaczy czas pokaże:)
Malgosiu nic tylko trzymac kciuki za ciebie, jestes naprawdę solna kobieta nie jedna na twoim miejscu by się poddala... buziaki;*
dziękuje wam
mam nadzieje że uda mi się osiągnąć moje cele lub choć połowę będe zadowolona:)
trzymam kciuki :*
dziękuję:)