Wiatajcie,
Moja historia nie nalezy do wyjatkowych ani banalnych. Jestem pewna, ze wiele osob przezylo podobne sytuacje, ale mam ochote sie z nia podzielic, by moze wzbudzic wasze zainteresowanie i ciekawe opinie...
No wlasnie, od 7 lat, nie widzialam mojej bylej milosci. Poukladalam sobie moje zycie. Ale ze ulozone, wcale nie znaczy szczesliwe. Wiec, od kilku lat przezywam samotnosc. Niestety, nie wyszlo nam, nie mamy zgodnych charakterow i oboje mamy zamiar sie rozwiezdz za obopolna zgoda. Tak tez bywa, ale na spokojnie, nie panikuje, a nawet uwazam, ze w koncu bede mogla lepiej poznac ta moja samotnosc, moze nawet zaprzyjaznic sie z nia. Nie boje sie tego etapu, raczej czuje sie spokojna.
Ale nie ten temat jest watkiem mojego postu. Od 3 miesiecy nawiazalam kontakt z dawna miloscia i ta korespondencja bardzo dobrze na mnie wplywala. Nie narzucalam sie i nie narzucam, nie kieruje sie wzorem postepowan w zyciu typu : " wszystko na jedna karte". Bradziej zalezy mi na relacji z respektem, na przyjazni.... no ale serce to nie sluga i moj rozum przechodzi czasami spiecia i jest w tej relacji poddawany konktroli. Wiec moje uczucie odzylo, to tak jakgdyby zawsze bylo, tylko oddalone.
Po kilku dluzszych rozmowach telefonicznych, nocnych, 6 godzinnych, zaczelam zastanawiac sie co sie dzieje, dlaczego tak czesto potrzebuje ze mna rozmawiac? Dziwne, wiec mimowolnie lekkie uczucie pradu serkretnego wstapilo w moj umysl, a moze on mnie nadal kocha, moze skrycie tyle lat mogl przemyslec, i probuje nawiazac kontakt taki blizszy? Ale zaraz te mysli wygonilam z glowy i znow zamienilam sie w przyjaciolke.
Ja z mojej strony, nie czulam stosownego momentu by opowiedziec o stanie mojego zycia, o mojej wewnetrznej rozsypce, o samotnosci takiej samotnej tylko w srodku, pomimo aktywnego zycia zewnetrznego itd... nie chcialam go zasmucac i wolalam pewnie wygladac na ta silna kobiete, ktora woli sluchac innych niz sama sie rozzalac nad soba.. Zalenia sie nad soba nie lubie, wole sie zastanowic..
Az w koncu zrozumialam, przy ostatnim telefonie, potrzebowal w koncu wyrzucic z niego ten bagaz ktory mu ciazy...
Poprosil mnie o rady, jako ze ma do mnie tyle respektu z dawnych lat, jako ze uwaza, ze jestem madra i umiem zachowac dyskrecje, ze nie oceniam nikogo, po krotce, jestem jedyna osoba ktora moze go wysluchac i nie byc zszokowana...
Sluchalam, sluchalam i coz zrozumialam szybko, ze jest zakochany w nasze dawnej znajomej ( w zonie jego kumpla ).
No tak, wiem ona zawsze mu sie chyba podobala, ale wtedy byly inne uklady....
Pomyslalam sobie, oj masz pecha, ostatnio tylko inni potrzebuja twoich rad i ostoi, a ty musisz kryc sie z twoja rozpacza i czekac, az zapadnie noc by sobie poplakac w poduszke, a potem przechodzi... ale dobra i poduszka do placzu jak pomaga!
Dziwne to zycie, dziwne nam czasami podsuwa sciezki... to tak jak sprawdzenie samego siebie i osobistej etyki.
Przeanalizowalam jego skomplikowana sytuacje zakochania sie, odczulam szybko, ze na niej mu bardzo zalezy...
Podziekowalam mu za zaufanie i powiedzialam jedno : Zoranizuj wszystko tak bys przezyl to doswiadczenie zakochania, musisz pojsc do konca tej historii, a moze jest to kobieta twojego zycia? Nie mozna zabronic sercu jego glosu istnienia, tym bardziej, ze ona tez do ciebie ma uczucie. Zapisz sobie na kartce co chcialbys jej wyznac, jak chcialbys by wygladala wasza relacja, ktora juz sie przeciez zaczela... nie boj sie postaw sobie za i przeciw i smialo organizuj wszystko tak byscie byli oboje szczesliwi. Dzis ona jest w separacji, ma wolnosc i mozesz moze sobie z niacos budowac czego szczerze ci zycze.
Skonczylam, wysluchalam go jeszcze przez dwie godziny i poszlam spac poplakiwujac sobie w poduszke.
A na marginesie, pomyslalam sobie dzis rano, nie mozesz byc dla niego kims innym niz przyjacielem, wiec badz tym przyjacielem do konca.
Z pozdrowieniami.
Bonheur