Witam serdecznie wszystkich forumowiczów.
Swoją historię pragnę opowiedziec wszystkim kobietom, które ulokują miłośc w mężczyźnie "z więzienia"
Dla swojego bezpieczeńtwa pozmieniam parę faktów. Zaczęło się parę lat temu, szybka znajomośc...dotychczas moje życie bylo w pełni poukładane, a mianowicie praca,dom,narzeczony,kończyłam studia , używałam życia i szcześcia pełną parą i nagle pojawił się ON. Facet o cudownym głosie, starszy, po przejściach. Wydał się taki dobry, uczynny, zakochany. Mogłam z nim o wszystkim porozmawiac, zwierzyc....lecz zorientowałam się , iż on sam potrzebował wsparcia. Zbliżyliśmy się do siebie przez co rozstałam się ze swoim narzeczonym. Z dnia na dzień poznawałam o nim całą prawdę(bynajmniej na tamten czas w to wierzyłam, tak myslałam). Było cudownie wynajęliśmy mieszkanie po jego wyjściu z więzienia, pogodziłam się z faktem za co odsiadywał wyroki , zaakcepotowałam dzieci i była żonę których "oddech" czułam na swoim karku. Mówiąc dosłownie dałam temu mężczyźnie szansę na normalne życie, na lepszą przyszłosc która zapowiadała się byc kwestią niedługiego czasu. W tym tempie życia w tym zapatrzeniu w ten związek nie zauważałam, że z dnia na dzień coś po trochu znika z mojego życia....Traciłam przyjaciół, kontakty w rodzinie uległy strasznemu pogorszeniu(nikt nigdy nie zaakceptował mojego wyboru) nawet praca zaczęła nie byc tą ulubioną. Walkę stoczyłam z jego alkoholizmem ciągłymi odwiedzinami kolegów"po fachu" -udało mi się-cieszyłam się-myślałam ten facet musi mnie kochac! Przestał pic,odseperował się od patologicznego środowiska , byliśmy tylko my, szczęsliwi ,zamknięci w czterech ścianach ,odizolowani od społeczeństwa ,które nie akceptowało chorego związku. Moje zapatrzenie trwało ponad 2 lata. Dałam całą siebie,całe serce,cała miłosc ,którą mogłabym dac osobie wartej danego uczucia.....Przeżyłam piekło przed którym chcę ustrzec każdą kobietę która zaufa, pokocha kryminalistę. Pojawiła się chora zazdrośc, pojawił się szantaż ,psychologiczne zagrywki ...z miłosci która mi wyznawał zostawały siniaki na rekach badz pożniej całym ciele, ze wsparcia które mi dawał zostawało wykorzystywanie na byt ,na przetrwanie , ze wzroku zakochanego mężczyzny ujrzałam czlowieka agresywnego, chamskiego,podłego...Oszustwa na kradzieże, ucieczki z domu, powroty , znów koledzy i alkohol...A ja naiwna jego bajkom -wybaczałam. I znów było dobrze ,miło,sympatycznie ale...przez jakiś czas i powrót do złego.
Wykorzystał wszystko co miałam najcenniejszego tylko dla swego zysku, a ja naiwna wierzyłam jego złudnym zapenieniom o miłosci. Nie chcę dyskryminowac meżczyzn po wyrokach, sa one rózne i rózni ludzie, wiem natomiast tylko jedno. Szansę daję się tylko takim ludziom ,którzy takiego życia nie mają zakorzenionego" starych drzew się nie przesadza" chocby nie wiadomo co się działo oni i tak zawsze wrócą do przeszłosci. Chcę Wam przekazac swoje doświadczenie tylko po to by ostrożnie do tego typu znajomosci podejsc, a dla swojego dobra nigdy w nią nie wchodzic....
Taki ktos zawsze znajdzie ofiarę, wychodząc na wolnośc zawsze bedzie szukał tej naiwnej którą wykorzysta tyle ile da radę,zawsze bedzie kłamał, zawsze obiecywał lecz nigdy nie bedzie kochał. Mam nadzieję, że wiele kobiet po przeczytaniu mojego wątku zastanowi się dwa razy zanim podejmie decyzję by wejśc w taka relacje.
Na koniec dodam ,że dużo mnie kosztowało by się po tym wszystkim podnieśc, odzyskałam przyjaciół, rodzinę, a nawet narzeczonego , ale wspomnień nigdy już nie wymażę...........