Witam, trafilam tu przez przypadek wpisujac w google slowa "uzaleznienie od faceta".
Otóz moja historia przedstawia sie nastepujaco, mam faceta od prawie 5 lat, jest moim pierwszym mezczyzna, ja jestem jego pierwsza kobieta. Dawniej wydawalo ,mi sie ze zlapalam pana Boga za nogi, bylo cudownie, poznawalismy sie nawzajem, potem byly zblizenia, praktycznie za kazdym razem kiedy sie widzielismy. Po pewnym czasie zaczelo sie psuc, mam ciezki charakter, czesto sie klocilismy, bylam chyba ta rzadzaca strona w zwiazku i czasem to wykorzytywalam, chyba nie docenialam tego co mam.
Po dwoch latach zwiazku powiedzial ze to koniec, ze nie ejst szczesliwy, dwa tygonie staralam sie zeby wrocil, bralam duzo srodkow uspokajajacych, nie umielam bez niego oddychac, blagalam zeby wrocil, plaszczylam sie przed nim, to on byl tedy panem i chyba mu sie to spodobalo. Po tym rostaniu wrocilismy do siebie, bylo pieknie jednak stopniowo on przejmowal kontrole nad moim zyciem.
po pewnym czasie zamieszkalismy ze soba, potem mieszkalam u jego rodzicow, byl straszny, wyganial mnie z domu, szarpal, traktowal jak szmate i tak nazywal, jednak potem byl mily i czuly a ja balam sie go znowu stracic.
Przestalismy sie kochac nawet nie wiem kiedy, on po prostu nie ma na to ochoty, ja mam duzy potencjal, a on? on po prostu nie ma ochoty, robimy to moze raz a dwa miesiace i wtedy i tak trwa to moze pare minut, jest namietny tylko wtedy gdy jest pijany.
On wie ze strasznie go kocham i wykorzystuje to na kazdym kroku, wie jak strasznie boje sie ze odejdzie, dlatgo za kazdym razem straszy ze wyjdzie z domu i nie wroci, przy kazdej klotni mowi ze mnie nienawidzi, ze to koniec, bo chce zebym blagala zeby zostal, a ja to robie bo gdy widze jak zaklada buty i wychodzi cos zaciska mi serce i nie pozwala go wypuscic, wiem ze bylabym skonna zrobic mu krzywde zeby zostal. w naszych klotniach dochodzi do rekoczynow. strasznie boje sie go stracic, czuje ze on juz mnie nie potrzebuje. mieszkamy razem, teraz ja stracilam prace, i on znowu to wykorzystuje,
jak mam to zmienic nie zostawiajac go??
blagam o pomoc bo juz nie daje sobie rady !!
Podobne tematy
Nie szanuje Cię, bo Ty się nie szanujesz, pozwalasz mu na takie zachowanie, więc on z tego korzysta.
Uparłaś się, że chcesz być z kimś, kto Cię nazywa szmatą - i ja się pytam po co? Co daje Ci ten związek? Zniszczone nerwy, niskie poczucie własnej wartości. Jesteś szcześliwa? Nie jesteś. Najpierw musisz popracować nad sobą, zrozumieć, że nikt nie może Cię traktować jak kogoś gorszego.
Pytasz jak zmienić Twojego chłopaka w kogoś kto Cię będzie kochał i szanował, a ja zapytam czy nie zamienić chłopaka, na takiego, który będzie Cię dobrze traktował?
Jak chcesz go zmienić, jeżeli on nawet o tym nie myśli? Jemu jest wygodnie.
Planowalismy slub na 2013, teraz mowi ze to byly moje plany nie jego, o zareczynach nie chce nawet myslec.
Ja tez nie jestem najlepsza kobieta na swiecie, mam 21 lat, nie gotuje obiadow i nie robie kanapek do pracy.
Gdy jest dobrze czuje ze mnie kocha, wiec jak zostawic to za soba?
Nie znajde faceta ktory bedzie dobry i czuly, wiem ze sa gorsi od niego, wiec moze warto pracowac nad tym zwiazkiem.
5 2012-04-14 15:17:11 Ostatnio edytowany przez mata hari (2012-04-14 15:20:10)
Gdy ludzie się kochają, to nie tylko wtedy, gdy jest dobrze. Przede wszystkim gdy jest źle widać z kim ma się do czynienia. Piszesz, że straciłaś pracę - normalny facet powinien w takiej sytuacji być wsparciem, a co robi Twój chłopak? Wykorzystuje sytuację, żeby Cię źle traktować - to się nazywa miłość i szacunek?
Poza tym: mówi, że Cię nienawidzi, nie planuje z Tobą przyszłości. Przecież ten związek praktycznie jest już skończony, on jest nie z Tobą, a obok Ciebie, bo prosisz go, żeby Cię nie zostawiał.
Oczywiście, że są gorsi, ale co z tego? Są też dużo lepsi.
Przede wszystkim musisz popracować nad sobą - odzyskać poczucie własnej wartości i szacunek do siebie.
To jest Twoje życie i Twoja decyzja czy chcesz być szczęśliwa.
ale jak to zrobic?
dzien dobry,
Przeczytalam twoj mesaz, smutne to zycie, pelne zawilych, zlych drog.
Dzisiaj, jutro w najblizszym czasie nie staniesz sie odwazna na tyle by od niego odejsc.. czuc to z twojej psychiki, nie chcesz, raczej dzis nie mozesz sluchac konkretnych rad, bo one niestety jeszcze do ciebie nie dotra, po prostu rodzi sie w tobie nowe odczucie, a ono jest jeszcze swieze, czyli to, ze masz chec przyjsc na forum i mowic o tym co cie boli, co ci sie wydarzylo to wlasnie pierwszy krok dla twojego ratunku,. To dobry znak.
Jest u ciebie glebokie poczucie winy za to, ze przez pierwsze miesiace tego zwiazku pozwolilas sie kochac za to tylko, ze jestes kobieta.
Dlaczego masz za to wyrzuty sumienia? Piszesz, ze masz ciezki charakter, a kto ci o tym powiedzial? On? Moze masz po prostu silny charakter nawet taki, ktory ochroni cie jeszcze od tego zlego, lub lepiej mowiac cierpiacego zwiazku?
Masz , z tego co zrozumialam, tylko 24 lata i jestes bardzo wrazliwa, wiec to normalne, ze skoro on stanowi twoja pierwsza milosc, boisz sie ze juz nikogo nie zainteresujesz, ale! jeszcze nic, poza nim, wlasciwie w twoim zyciu nie poznalas lepiej. Niestety wlaczyliscie sie oboje w cos co sie nazywa po krotce zwiazek sado maso, takich zwiazkow jest mnostwo, ale to nie znaczy, ze skoro jest ich duzo to normalne, nie! Chce ci tylko napisac, ze masz w sobie na pewno duzo pozytywnosci i rozsadku, ktory pomoze ci w stosownej chwili obronic sie przed
niestosownym traktowaniu twojego partnera. Co was tak na prawde laczy? Ten dziwny uklad psychologiczny? To, ze on ma poczucie rewanzu dziwnego za to, ze blagasz go o pozostanie?
Czego sie boisz? Badz szczera, nie ma czego sie tutaj wstydzic, wiem, ze czynniki zwiazkow bazowanych na presji dominacji sa bardzo zlozone, to moze byc wlasciwie wszystko co stanowi dzis twoje codzienne zycie.... czyli, samotnosc kobieca, brak poczucia stabilnosci, brak dochodow, brak po prostu bezpieczenstwa..... takiego samodzielnego, nie tylko zwazanego ze strata pracy....
Moze brakuje ci za duzo dzis bys widziala jasniej w tej klopotliwej uczuciowej rozgrywce, ale zrobilas pierwszy krok i to najwazniejsze.
Stan sie powoli inna, mocniejsza, pomysl o tym co sprawia ci, a nie innym osobom, przyjemnosc, co lubisz robic jak jestes sama ze soba?
Czy masz ochote czasami plakac od tak sobie? to placz.... pomaga, ja mam kolezanke, ktora na pytanie moje co robir jak jest jej zle, odpowiedziala mi : placze w nocy, a rano nikt o tym nie wie, tak, ale to inny przypadek... nikt z nas nie jest taki sam.
No wlasnie, a co do ciebie, to zastanow sie nad soba, co chcialabys osiagnac jeszcze oprocz zycia z mezczyzna, moze masz jakies zdolnosci, moze moglabys skupic sie nad twoim przyszlym zyciem inaczej, juz bez dawania takiego pierwszego miejsca zwiazku z mezczyzna, ktory, wydaje mi sie nie dojrzaly emocjonalnie. Sprobuj sie zastanowic i poukladaj sobie mysli od tego co jest dla ciebie niszczace i co mogloby pojawic sie jako budujace...
Jestem pewna, ze masz przed soba cos jeszcze i ze odczujesz, jak sie juz wylaczysz emocjonalnie z tego kieratu przykrosci i walki, wolnosc, po prostu wolnosc i wtedy zaczniesz inaczej widziec.
Pozdrowienia.
Boje sie tej mysli, ze on od razu znajdzie sobie kogos, ze bede musiala patrzec na jego szczescie, ze zmarnowalam to bo bylam dla niego zbyt niedobra i niedojrzala a inna daje mu to poczucie.
Boje sie zostac sama, chwili kiedy on wyjdzie a ja zostane z tymi wszystkimi myslami, to straszne!
Stracilam prace, rodzice mowia ze bez niego nie dam sobie rady i wiem ze to prawda, mialam isc na studia!
On ma nade mna przewage bo ja go strasznie kocham i wie ze boje sie jego odejscia.
Chce byc z nim do konca zycia.
No dobrze, przynajmniej wiem czego sie boisz. Czyli juz wiesz, ze on sobie szybko kogos znajdzie? No i tutaj nalegam, wlasnie w tym punkcie.... Czy myslisz, ze inna kobieta bedzie z nim szczesliwa? A ty? Ta biedna, cierpiaca, niedolega zyciowa? Tak myslisz?
Dlaczego twoi rodzice nie stoja za twoja strona? Nic dziwnego, ze jestes zagubiona i nie masz w nikim oparcia.... Dlaczego masz takie male poczucie twojej wartosci? Co jest nie tak? O czym myslisz?
A co z twoimi studiami? Jestes taka mloda, na pewno fajna i ladna i tak sie juz zdolowalas przez ta milosc. Myslisz, ze jest ci dobrze z nim? Czy czujesz, ze jest cos nie tak, ze boli cie jego traktowanie, ze przyjmujesz mimo wszystko od niego, bo juz nic innego, lepszego nie bedzie cie czekac? tak?
Czy dwa lata pieknego zycia z mezczyzna, gdy mowil ci tylko wspaniale slowa i biegl na kazde wasze spotkanie, ma teraz zaowocowac tak, ze bedziesz w presji sadystycznej przez cale przyszle zycie? w strachu, w lekach, ze cie zostawi? Dlaczego nie spojrzysz na to wszystko jutro, po jutrze i w kazdy inny dzien, inaczej? Dla ciebie, tylko dla ciebie, bo masz wartosc mlodosci i energii, i jeszcze mozesz tyle osiagnac dla ciebie....
A sex? czemu juz go nie ma?
Nie zmienilam sie fizycznie odkad jestesmy razem. Ale czy nie warto inwestowac w zwiazek ktory sie ma niz zaczynac nowy?
Moze znowu bedzie tak jak kiedys. Najgorsze jest to ze ja nie chce go zostawic, chcialabym tylko odzykac siebie, chocby kawalek siebie i swojej silnej osobowosci ktora mam i zawsze mialam a ktora stracilam przez te milosc. Jesli ktos pomoze mi choc na moment odzykac dawna siebie to sobie poradze....ale?!
Nie mam znajomych, odkad jestesmy razem, jestesmy ze soba caly czas, z nikim sie nie spotykam wiec nie mam nawet dokad wyjsc z domu zeby wiedzial ze mam swoje zycie. moje zycie to on i on to wie....
chyba potrzebuje przyjaciolki:D
Mysle ze inna bedzie z nim szczezsliwa bo da mu to cwgo ja nie daje, bedzie lepsza, bedzie umiala gotowac i sprawi ze dom bedzie pachnial domem.
Jestes w stanie psychologicznym takim, ktory nie pozwala ci myslec dzisiaj inaczej niz myslisz, czyli " on jest moim bogiem, zlapalam pana boga za nogi itd... itp.... Skad masz dzis znalezdz inne zrodlo dobrego samopoczucia, skoro jak piszesz, nigdzie nie wychodzisz, nie masz kolezanek a on stanowi cale twoje zycie? niby skad nagle masz sie lepiej i inaczej czuc, normalny stan "zaszczutej osoby psychika innej", niestety, ale musisz dac sobie szanse, sprobuj przynajmniej, nikt za ciebie nie bedzie cierpial i tak chyba, wydaje mi sie cierpisz bardzo, wiec jeszcze raz proponuje inna strone akceptacji sytuacji, czyli, stan sie kazdego dnia silniejsza, wierz w siebie i jak zaczna sie te zle mysli ja moge do ciebie pisac by ci psychologicznie pomoc, w miare molich mozliwosci czasowych.... ale czuje, ze ty niczemu nie jestes winna, to po prostu osoba, ktora nie wie, nie umie prawdopodobnie dac szczescia innej osobie. On dzis ma nad toba przewage i chcac czy nie chcac nie moze inaczej i zadaje ci rany, nie nauczyl sie innego lepszego podejscia do kobiet.... to nie ty, ale on ma problem...Sprobuj spojrzec w czasie innaczej na wasz ukald!Niestety, wiem o czym myslisz, myslisz, ze jezeli sie postarasz to ty wplyniesz na niego, na ta sytuacje, ze to od ciebie wszystko zalezy? tak? no wiec, jezeli tak myslisz, to niestety sie mylisz, nie ty spowodowalas to co sie dzisiaj z wami dzieje... nie ty, to jego kultura rodzinna, mysli, intuicja juz takie byly...
Natomiast co do seksu, to szczerze mowiac laczy sie z nim bardzo duzo!
Dlaczego go nie ma? Nie wiem, na czym jego libido sie bazuje, czy potrzebuje kobiety, ktora jest dla niego zagadka? seks to bardzo skomplikowany temat, jesli chodzi o ciaglosc relacji seksualnej, mowimy o "désir".... czyli o pozadaniu... czasami wystarczy cos malego niby by to pozadanie zniknelo na jakis czas.... Hmmmmm trudno cos na ten temat powiedziec...
A moze to ty powinnas zastanowic sie nad tym czy seks z nim daje ci na tyle przyjemnosci by zniesc wszystko inne, nawet jezeli jest taki zadki? Dlaczego to on na kazdym kroku musi byc brany pod uwage? A ty?
W ogole, mam wrazenie, ze ta osoba zalala cie absolutnie tylko jego zyciem, sposobem myslenia i perwersja... to tak jakbys nie byla zdolna dzis widziec twojej osoby, jak to mozliwe? nie masz zadnego dystansu do ciebie i do zycia... bardzo dziwne, ze tak on na ciebie dziala.... nie mowie, ze masz juz od jutra byc kims innym, ale sprobuj dac sobie inna mozliwosc i pracuj nad ta mozliwoscia, nie zmieniaj sie natychmiast na 360 stopni, po prostu najpierw sprobuj zmienic twoje myslenia wierzac w twoje odczucia, jezeli czujesz sie skrzywdzona to jest to prawda, masz racje, nikt nie zasluguje na to by cierpiec psychologicznie przez drugiego... jesli czujesz, ze cos jest nie tak, to sie nie obwiniaj i wierz ze to jest twoja prawda.... masz prawo zle sie czuc w tym zwiazku....
Ale jezeli uwazasz, ze jeszcze chcesz dac mu szanse, to wiedz, ze to ty mu ja dajesz, nie on tobie, i wtedy sprobuj ale na innych juz warunkach, bo musi sie cos zmienic, nie wiem jak dlugo mozesz jeszcze tak zyc, moze kilka miesiecy, moze lata, ale w pewnym momencie
jezeli to ty tylko masz z siebie dawac to cos, gdy on jest murem, to wiedz, ze kiedys dojrzejesz do innego sposobu myslenia....
A tak na prawde to co oczekujesz od niego, czego bys chciala?
Planowalismy slub na 2013, teraz mowi ze to byly moje plany nie jego, o zareczynach nie chce nawet myslec.
Ja tez nie jestem najlepsza kobieta na swiecie, mam 21 lat, nie gotuje obiadow i nie robie kanapek do pracy.
Gdy jest dobrze czuje ze mnie kocha, wiec jak zostawic to za soba?
Kochana, u was problemem nie jest nierobienie kanapek do pracy czy gotowanie obiadów. U was problem jest głęboko głęboko w głowie obojga z was. Ty na początku dominowałaś a on dał się tłamsić i powiedział dość, potem płaszczyłaś się aby wrócił i on przejął rolę pana i władcy, którą Ty do tej pory dzierżyłaś. Relacja która jest między wami jest chora i patologiczna. Związek powinien dawać radość z obecności drugiej osoby obok, spełnienie, szczęście i pewność, że cokolwiek by się nie stało, zawsze możesz liczyć a tą drugą stronę. Ja nie widzę przyszłości dla Was...
Nie znajde faceta ktory bedzie dobry i czuly, wiem ze sa gorsi od niego, wiec moze warto pracowac nad tym zwiazkiem.
Rozłożyłaś mnie tym na łopatki...
Wybacz, ale są o niebo od tego typa lepsi, tylko musisz ściągnąć klapki z oczu, by ich zauważyć.
Rozumiem
Dziekuje, za wszelkie sposoby wsparcia. i przepraszam, ze pomimo tego iz macie w wiekszosci racje ja nadal jestem uparta ![]()
Nie wiem, czy zrozumieliscie mnie, ja nie chce odejsc, kocham go i wiem ze on kocha mnie.
Potrafie byc wsciekla, krzyczec, prowokowac.
Rozumiem
Dziekuje, za wszelkie sposoby wsparcia. i przepraszam, ze pomimo tego iz macie w wiekszosci racje ja nadal jestem uparta
Nie wiem, czy zrozumieliscie mnie, ja nie chce odejsc, kocham go i wiem ze on kocha mnie.
Potrafie byc wsciekla, krzyczec, prowokowac.
Ja chyba Cię rozumiem, chociaż bardzo nie chcę: jesteś typem ofiary w związku i potrzebujesz - by żyć - swojego oprawcy.
Wybacz tą szczerość...
Rozumiem
Dziekuje, za wszelkie sposoby wsparcia. i przepraszam, ze pomimo tego iz macie w wiekszosci racje ja nadal jestem uparta
Nie wiem, czy zrozumieliscie mnie, ja nie chce odejsc, kocham go i wiem ze on kocha mnie.
Potrafie byc wsciekla, krzyczec, prowokowac.
no to ja nie rozumiem po co napisałaś prośbę o pomoc, skoro nie chcesz go zostawić a wyjscie z tej sytuacji jest jedno... naprawde mi Cię szkoda.Ale trzymam kciuki, że kiedyś zmądrzejesz.
Bo wlasnie chodzi o to, ze to tak prosto jest powiedziec "odejdz od niego, zostaw go, kopnij go w dupe".
Jest sie z czlowiekiem 5 lat, ma sie wspolne zycie, samochod, mieszkanie, plany, dlugi, wszystko. Kocha sie ta osobe nad zycie i w glebi serca czuje sie ze on tez kocha, kazdy chcialby walczyc.
Przez wiekszosc zycia mieszkalam z moja mama sama, czasem miala jakiegos faceta ale z kazdym dogadywalam sie bardzo dobrze, przeprowadzalysmy sie parenascie razy ale bylo nam dobrze, nikt nie mowil jak mamy zyc. Wtedy mama zaszla w ciaze z moim obecnym ojczymem, zamieszkalysmy z nim i wtedy zrobilo sie zle, zaczely sie awantury, krzyki, agresja, nie dalo sie z nim wytrzymac. Klocilam sie z nim ciagle, mowil ze jestem jebanym brudasem, ze nie da sie ze mna zyc (on jest strasznym pedantem). Robil krzywde mamie, byl alkoholikiem, byl czas kiedy balam sie wyjsc z domu zeby nie zostawic jej samej. Potem poznalam Marcina, moje zycie zaczelo troche sie zmieniac, tata sie uspokoil, bylam szczesliwa, oddalam marcinowi swoje zycie.
Obecnie mieszkam z chlopakiem, z tata i mama mam super relacje.
Zawsze mowilam mamie zeby odeszla od niego, ze to banalne, tyle razy to robilysmy ale ona nie sluchala, mowilam jej ze jest glupia tak jak teraz niektorzy z was mowia mi, ale ona nie odeszla, jest z nim. Tata sie zmienil, jest czuly, kochany, najwspanialszy na swiecie, nie pije nie krzyczy, pomaga jak moze. Kochamy go calym sercem, gdyby odeszla kto wie jakby bylo.
Gdybym chciala odejsc to bym nie pisala tu bo to by bylo proste, spakowalabym sie i zamknela za soba drzwi ale moze w zyciu warto walczyc....
Wszystko co napisalam jest strasznie chaotyczne, przepraszam ale za duzo mysli na raz przyszlo mi do glowy!
Rozumiem, że łączy was wiele rzeczy, ale na pewno nie miłość. Bo jeśli On Cie kocha, to naprawde dziwnie Ci ją okazuje. A po początku Twojego ostatniego postu widzę, że łączą was w większości rzeczy materialne. Po prostu staram się uświadomić Ci, że nie dośc, że krzywdzicie siebie wzajemnie to w dodatku w końcu dojdzie do tragedii. Fajnie, że Twój tata się zmienił i jest ok ale skąd pewność, że Twój facet zrobi tak samo? Pomyśl, co będzie jak na swiecie pojawi się dziecko? Wiele naiwnych kobiet myślało "jak bedzie dziecko/slub/razem zamieszkamy (wstaw co chcesz) to on sie zmieni". I niestety, nie wszystkim sie to udało.Nie odwodze Cie od pomysłu naprawienia związku bo to dobrze o Tobie swiadczy, pytanie tylko czy warto? Pozdrawiam
Nie wiem czy warto, boje sie ze nie.
No więc skoro sama widzisz i czujesz wątpliwości to powinnaś, jednak dać spokój z tym i zrezygnować dla własnego dobra. Trzymam mocno kciuki
27 2012-04-19 18:36:14 Ostatnio edytowany przez lolidoli (2012-04-19 18:41:56)
Jestes bardzo mloda. Ten zwiazek jest dysfunkcyjny, dlatego jest ci tak ciezko a jednoczesnie nie mozesz sie od niego oderwac. Wasze zachowania w tym zwiazku sa zle - nie ma w nim partnerstwa. Sadze ze powinnas isc do psychologa lub poczytac jakies madre ksiazki i zaczac pracowac nad soba. Powinnas tez isc na studia - spotkasz innych ludzi, poprawi ci sie samoocena. Cale zycie jest jeszcze przed toba.
A przede wszyskim nie zachodz w ciaze bo ten zwiazek nie jest dobry dla ciebie i nie bedzie tez dobry dla dziecka.
A ze zmiana twojego ojczyma - co sie stalo??? Czy zachorowal i zdal sobie sprawe ze nie chce byc sam, czy tez mama postawila twardo sprawe ze odchodzi???
Zmiany sa bardzo trudne; ty akceptujesz poniekat chorobliwe zachwanie swojego partnera tak ze motywacji do zmiany to on nie ma. Nie licz na to ze sie zmieni.
Dzisiaj snilo mi sie ze dowiedzialam sie o jego zdradzie, chcialam to wyjasnic, wybaczyc ale on nie chcial. mowil ze ja kocha a ja blagalam zeby wrocil...straszne! Chyba bym zrobila sobie straszna krzywde jesli by zdarzylo sie to naprawde. Nie umialabym z tym zyc
Dawno nie pisałam, za 10 dni ślub. jest stabilnie, życie idzie do przodu...zobaczymy co przyniesie los ![]()
Zawsze jest tak,że:
"Nie doceniamy tego, co mamy, dopóki tego nie stracimy"
Strasznie bym się bała na Twoim miejscu wychodzić za mąż.. Wiesz to już poważniejszy temat ,myślisz ze jak będziecie małżenstwem to juz wszystko będzie jak w bajce ?!On będzie do Ciebie uwiązany? nie!Zazwyczaj po ślubie wszystko się zmienia
Czasami na złe a czasami na dobre ...
Ale bardzo Ci tego życzę żeby Wam się ułożyło i byście byli Szczęśliwi ![]()