Nurtuje mnie pewien problem i zastanawiam się jak to jest u was. Mieszkam na nowym osiedlu niedaleko miasta, gdzie przeważają rodziny z małymi dziećmi. Jak tylko robi się ciepło pełno mniejszych i większych dzieci biega po osiedlu. Ale nie tylko, przychodzą też do mnie na ogród bawić się z moimi dziećmi, ale czasami jest o dla mnie męczące. Chciałabym odpocząć, czy poopalać się, a tu co chwilę któreś przylatuje, że chce pić, siku czy coś tam. Ukróciłam to trochę w zeszłym roku, bo doszło do sytuacji, w której jakaś babcia wpuściła bramą wnuczkę jakbym mój ogród to był plac zabaw. A ja jeszcze miałam nogę w gipsie. Powiedziałam babie, że to nie plac zabaw. Przed chwilą przyszedł jakiś pięcioletni chłopiec, którego nie znam. Wczoraj też był. Poprosiłam starszą córkę, żeby go odprowadziła do domu, ale stwierdził, ze nie trzeba i że idzie do kolegi. Takie trochę mi to dziwne się wydaje, że rodzice puszczają bez opieki takie małe dzieci. Ja wolę nawet wiedzieć, gdzie przebywa moja ośmiolatka. A poza tym, czy to nie jest wygodnictwo rodziców, że puszczają dzieciaki samopas i nie interesują się, gdzie są i co robią? Rozumiem, że dzieci muszą mieć ze sobą kontakt, ale czy koniecznie tylko na moim ogrodzie?
Podobne tematy
Wiesz, może akurat Twój ogród jest jedynym ciekawym, zielonym miejscem? A może właśnie z innych miejsc dzieciaki są wyganiane? Ja pamiętam, że my mieliśmy pod blokiem takie małe ogródki i one należały do osób mieszkających na parterze. Pamiętam, że bawiłam się w jednej części z moją sąsiadką, bo ogródek należał do jej mamy i nie było problemu, ale jak się wlazło na czyiś to już się któryś z sąsiadów darł, że mu trawę depczemy etc, kiedy my jakoś specjalnie nie rozrabialiśmy. Mieliśmy też plac zabaw obok, ale nie zawsze chcieliśmy się bawić z dzieciakami z bloków dookoła, a na tych ogródkach był spokój, bo należały do "naszego" bloku. Myślę też, że moja mama wolała, żebym się właśnie w ogródku bawiła, bo mogła co jakiś czas wyjrzeć z balkonu i sprawdzić, czy żyję, inaczej by się denerwowała. Może inni rodzice też tak mają? No i ja wychodziłam na podwórko sama (z koleżankami, bez rodziców) jak zaczęłam chodzić do szkoły, czyli ok. 6 lat. I całe dnie na dworze spędzałam, więc czy ja wiem, czy to takie nieodpowiedzialne dzieciaka samego puszczać? Jak się co jakiś czas wygląda przez okno, żeby sprawdzić, gdzie dziecko jest, to moim zdaniem jest wszystko ok. Albo gdy dziecko mówi, że idzie tam i tam i wróci np. za pół godziny.
Tu gdzie mieszkam są same domki jednorodzinne, każdy ma ogród i nie sposób wyjrzeć przez okno i zobaczyć, gdzie jest dziecko. A po osiedlu biegają też trzyletnie smyki.
Moim zdaniem to celowe, nieodpowiedzialne działanie rodziców. Córka sąsiadki mieszkającej parę domów dalej przychodziła do mnie dzień w dzień latem i siedziała praktycznie cały dzień. Jakże srogo się zawiodłam niedawno, gdy moim córkom pozwoliłam iść tym razem do tej sąsiadki, a ona zatrzasnęła im drzwi przed nosem i powiedziała, żeby dały jej spokój (dzwoniłam w tym czasie do niej, czy dzieci mogą się pobawić z jej córką, ale nie odebrała telefonu). Szok, a następnego dnia już jej córka wisiała pod moim domem czekając, aż ją wpuszczę. Szczyt bezczelności. Szkoda mi tylko tej małej.
Troche Cie rozumiem, do mojej corki tez czesto wpadaja kolezanki, czasem nawet zostaja na noc (oczywiscie wczesniej pytaja mnie o zgode, corka i one). To tu normalny zwyczaj, takie wspolne nocowanie.
Ale powinno dzialac w obie strony a ie zawsze tak jest. Wiec niech zadziala tzw. asertywnosc.
Grzecznie ale odmow gosciny. Grzecznie, bo to nie wina dzieci, stanowczo, bo to Twoj dom i czas.
Zeby corce ani im nie sprawic zbyt wielkiej przykrosci, moze ustal jakies reguly gry, np. powiedz maluchom, ze dzis masz zajecie i moga przyjsc pobawic sie uwas od godziny tej do tej. Dzieci rozumieja proste i jasne komunikaty, nie bedzie im smutno jak beda czekaly na czas zabawy jaki im wyznaczysz. I o dziwo, maluchy potrafia pilnowac regul, poczekaja do tej godziny cierpliwie.
Przecież nikt Cię nie zmusi żebyś wpuszczała do ogrodu wszystkie dzieci z ulicy. Jak dziecka nie znasz to nie wpuszczasz, jak jesteś zmęczona to też nie wpuszczasz. Poza tym Twoje córki pewnie mają jakieś swoje zajęcia, czas na zabawę jest ograniczony. Musisz po prostu jasno określić zasady, zgadzam się z Mussuka.
Ja też mieszkam na osiedlu domków jednorodzinnych, z tym, że żaden dom nie ma ogrodzenia i nie jest obsadzony krzakami, więc odwiedzające się dzieci widać dobrze. Na 8 domów w 4 mieszkają dzieci, bawią się często razem na podwórkach, to u jednego to u drugiego.
Jestem w szoku?? nie wyobrażam sobie, żeby moje dziecko chodziło po obcych ogródkach...
Nie mamy domu, ale działkę i tam też są sąsiedzi z dzeciakami- jak się nasza z kimś skumpluje, to wtedy pyta czy może iść do nich, albo czy ktoś może do nas. Wiadomo, że są sytuacje, że np. tata kosi trawę i w tej chwili nie, a wtedy się ustala, że za godzinę itp. Nie wyobrażam sobie mieć na "swoim terenie" dzieci "niewiadomego pochodzenia".
No tak to też dla mnie dziwne się wydaje
ale niestety często rodzice puszczają tam "samopas" dzieciaki.
Allano doskonale Cię rozumiem.
Rodzice scedowali na Ciebie opiekę nad ich dziećmi bo miałaś nogę w gipsie.No więc co masz innego do roboty?
Do tego masz ogródek,uważany przez większość rodziców za dobro wspólne.Jeśli Ty jesteś w porządku,tzn zawsze zracasz uwagę czy Twoje dziecko nie jest uciążliwe i za długo nie przebywa w domu koleżanki czy kolegi- to masz prawo wymagać tego samego.
Takie zachowanie innych rodziców jest chamskie ale przyznam,że sama nie bardzo wiem jak wybrnąć z sytuacji.Na pewno nie chcesz,żeby córka straciła towarzyszy zabaw.Wydaje mi się,że dobrym pomysłem byłaby zamykana furtka na klucz na przykład.
Dla Twojej ośmiolatki towarzystwo pięciolatka nie jest chyba zbyt atrakcyjne więc dziwię się co takie dzieciaki robią u Ciebie w ogródku.
" Myślę też, że moja mama wolała, żebym się właśnie w ogródku bawiła, bo mogła co jakiś czas wyjrzeć z balkonu i sprawdzić, czy żyję, inaczej by się denerwowała. Może inni rodzice też tak mają? "
Kaisa Malene- to jest właśnie postawa większości rodziców,bardzo wygodna.Jak rodzice nie chcą się martwić gdzie jest ich dziecko to niech się do jasnej anielki nim zaopiekują a nie zrzucają to na sąsiadów.
Ja nigdy nie podrzucam swojego dziecka komuś do opieki a jeśli nawet rodzic rzuca taką propozycję ja czuję się w obowiązku tym samym mu się odpłacić.
Kaisa Malene- to jest właśnie postawa większości rodziców,bardzo wygodna.Jak rodzice nie chcą się martwić gdzie jest ich dziecko to niech się do jasnej anielki nim zaopiekują a nie zrzucają to na sąsiadów.
Ja nigdy nie podrzucam swojego dziecka komuś do opieki a jeśli nawet rodzic rzuca taką propozycję ja czuję się w obowiązku tym samym mu się odpłacić.
Do córki mojej bratowej przychodzi czasami koleżanka, która w domu ma zapowiedziane, że jak idzie w odwiedziny do A. to niech zje tam przy okazji obiad. Jej matka się po prostu nastawia na to, że obcy ludzie nakarmią jej dziecko i ona już nie będzie musiała o tym myśleć. Ciekawe podejście do życia, bo jak dziewczynka ma kilka koleżanek, które odwiedza, to obleci tydzień jak złoto ;-) Oszczędność ![]()
Wysyłanie dziecka do koleżanki, kolegi, pod warunkiem, że rodzice się co do tego wcześniej umawiają i zgadzają to nic złego moim zdaniem i nie jest to żadne zrzucanie opieki na sąsiadów. To chyba dość naturalne, że dzieci się odwiedzają, że bawią się razem. Kwestia tego gdzie postawić granice i to w tym jest problem w przypadku autorki posta.
10 2012-03-30 10:11:34 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2012-03-30 10:16:23)
Ech, sierpniowa- uwielbiam to:)
Mój mąż ma takiego brata,który zabiera dwójkę swoich dzieciaków do znajomych i nie ma go cały dzień.Wpadnie do jednych,oni dadzą obiad dzieciom,wpadnie do następnych,dadzą kolacyjkę.Przy okazji- absolutnie ich nie pilnuje bo przecież to do znajomych należy,żeby się jego dziećmi zajmowali w swoim domu:))
Jak ktoś sobie pozwala to później tak ma.
Ciekawe czy córka bratowej też jest goszczona na obiedzie?
Jasne,że to normalne,że dzieci mogą się odwiedzić.Ja nie mam nic przeciwko.Ostatnio mama przyjaciółki córki zaproponowała,że może jak będzie odbierać swoją córkę z przedszkola zabierze i moją.A ja po pracy wpadnę po nią.Poczułam się zobowiązana,więc po corkę przyjechałam z mega pizzą dla dziewczynek i rodziców.A tydzień później ja odebrałam dziewczynki i zabrałam do siebie.
Nie cierpię natomiast sytuacji sądziedzkich wizyt z dziecmi i próbowanie na siłę zakumplowania się dzieci.Moja sąsiadka ma chłopców w wieku 4 i 2 lata i koniecznie chciała do mnie wpadać,żeby się pobawili z córką.Córka ma siedem lat więc zabawy z maluchami są dla niej średnią atrakcją.Ale tu jest kwestia,żeby sobie pogadać a przy okazji udawać,że nasze dzieci się tak świetnie bawią.
Zresztą utrzymywanie za dobrych kontaktów z sąsiadami tak się często kończy- sąsiedzi puszczają dzieciaki po mieszkaniach i mają je z głowy.
Mam tak na wsi.Mieszkamy tam latem a niedaleko jest trójka dzieci,które przyjeżdżają do babci.Dzieci nie mają co robić,więc odkryły,że u nas jest trampolina,piaskownica,basen i huśtawki.W domu też zawsze dostaną jakieś lody,picie,jak są głodne zawsze coś im zrobię.,mogą sobie skorzystać z laptopa albo pooglądać tv.Dzieciakom tak się spodobało,że wpadały codziennie na cztery,pięć godzin.Do tego najmłodszy chciał już wracać do domu a starsze chciały zostać więc "kazał" mi się odprowadzić.
Kiedy moja teściowa zabrała córkę do nich bo akurat kupowała jajka od tej kobiety,dzieciaki nie miały wstępu do domu( bo nabrudzą),córka załatwiała się na dworze i mimo okropnego gorąca nie dostała nic do picia.
Zbliża się lato i zastanawiam się jak wybrnąć z codziennej inwazji niechcianych gości.
11 2012-03-30 10:12:59 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2012-03-30 10:15:40)
**
12 2012-03-30 10:58:00 Ostatnio edytowany przez sierpniowa (2012-03-30 10:59:08)
Zbliża się lato i zastanawiam się jak wybrnąć z codziennej inwazji niechcianych gości.
Kogo jak kogo, ale Ciebie nie podejrzewałabym o to, że nie wiesz jak z tego wybrnąć i co powiedzieć komu trzeba ;-)
Może sposobem będzie ukrócenie tych wszystkich luksusów, z których dzieci mogą u Was korzystać. Na przykład komputer i tv. I nie czekać pięciu godzin żeby grzecznie je poprosic żeby sobie do domu poszły albo wręcz je do domu odprowadzić. Albo jak przyjdą to od razu im zapowiedzieć, że mogą być u Was maks 2 godziny i już.
Teoretycznie to nie jest wina dzieciaków, że rodzice mają je w nosie i wolą posłać do sąsiada, ale dzieci nie są głupie przecież i szybko wiedzą gdzie i z czego mogą czerpać zysk. Ani się obejrzysz, a one wykorzystają wszystko co masz do zaoferowania plus więcej :-)
Wysyłanie dziecka do koleżanki, kolegi, pod warunkiem, że rodzice się co do tego wcześniej umawiają i zgadzają to nic złego moim zdaniem i nie jest to żadne zrzucanie opieki na sąsiadów. To chyba dość naturalne, że dzieci się odwiedzają, że bawią się razem. Kwestia tego gdzie postawić granice i to w tym jest problem w przypadku autorki posta.
I tu chyba jest pies pogrzebany. Chciałam być do wszystkich za miła, dzieci niech się bawią, fajnie. Ale właśnie czemu to rzadko działa w dwie strony? Ale te granice to w tym roku postawię. Jeszcze nie obmyśliłam jak to zrobić, ale chyba najlepiej jak nie będę wpuszczać tych, których nie znam i malutkich, których ewidentnie matka powinna pilnować a nie ja. Ja też jestem zdania, że jeśli rodzice się wcześniej umówią to ok. Niedługo urodzę kolejne dziecko i nie zamierzam męczyć się z obcymi dziećmi. Niech matki ich pilnują, a nie wykorzystują innych. Głupia byłam, że nie ukróciłam tego wcześniej.
" Myślę też, że moja mama wolała, żebym się właśnie w ogródku bawiła, bo mogła co jakiś czas wyjrzeć z balkonu i sprawdzić, czy żyję, inaczej by się denerwowała. Może inni rodzice też tak mają? "
Kaisa Malene- to jest właśnie postawa większości rodziców,bardzo wygodna.Jak rodzice nie chcą się martwić gdzie jest ich dziecko to niech się do jasnej anielki nim zaopiekują a nie zrzucają to na sąsiadów.
Ja nigdy nie podrzucam swojego dziecka komuś do opieki a jeśli nawet rodzic rzuca taką propozycję ja czuję się w obowiązku tym samym mu się odpłacić.
Ale u mnie to nie było tak, jak już mówiłam bawiłyśmy się w ogródku sąsiadki, która wyrażała na to zgodę, bo przecież bawiłam się dzień w dzień z jej córką. A sama ogródka nie miałam. Myślę, że akurat obie matki były zadowolone z faktu, że jesteśmy pod nosem, a jednocześnie nie przeszkadzamy w domu. I fakt faktem często do tej mojej sąsiadki wpadałam, tylko pukałam i wchodziłam nie czekając na odpowiedź, ale ona też tak robiła (jak sobie o tym teraz pomyślę to na pewno na takie rzeczy moim dzieciom nie pozwolę). Nawet miałyśmy swój kod, który wystukiwałyśmy w podłogę/sufit i gadałyśmy przez domofon, żeby za telefon nie płacić
No i obiady też jadłyśmy albo u mnie albo u niej na zmianę, nigdy nie było problemu.
dla mnie właśnie to jest brak zainteresowania rodziców w związku z dziećmi , wypuszczają takie maluchy na dwór żeby mieć trochę czasu dla siebie .. masakra
Do córki mojej bratowej przychodzi czasami koleżanka, która w domu ma zapowiedziane, że jak idzie w odwiedziny do A. to niech zje tam przy okazji obiad. Jej matka się po prostu nastawia na to, że obcy ludzie nakarmią jej dziecko i ona już nie będzie musiała o tym myśleć. Ciekawe podejście do życia, bo jak dziewczynka ma kilka koleżanek, które odwiedza, to obleci tydzień jak złoto ;-) Oszczędność
Ludzie to jednak mają pomysły prawda
kiedyś nie było tego problemu, jako dziecka wpadało się do rówieśników i vice versa, nigdy nikt nikomu nie wyliczał wizyt etc., ale nie było po prostu takiej potrzeby, a dzisiaj rodzice próbują niestety często "uwolnić" się od pewnych obowiązków, nawet tak prostych, przyziemnych ... eh
Jesli jest to uciążliwe dla Pani, to jak najbardziej można zwrócić uwagę rodzicom tych dzieci. ![]()
No na pewno nie tylko w Twoim ogródku. Rodzice innych dzieci powinni zapraszać was też do siebie. A dzieciaki powinny się spotykać, bo to gwarantuje lepszy rozwój dziecka, a ja często robię testy dziecka (jako psycholog) i skala rozwoju dziecka jest dość słaba punktowo u tych dzieciaków, które nie mają równieśników do zabaw. A jak już sa to skala rozwoju dziecka kipi od pozytywnych wyników i wiem, że moje dzieciaki rozwijają się prawidłowo. Może też coś takiego sprawdzajcie a i ty, znajomym powiedzcie, żeby się też udzielali i brali dzieci do parku grupowo, albo na place zabaw, he?