Witam
Mam 21 lat i jestem studentem. Przez caly okres szkoly bylem sam, bylem odludkiem i tym gosciem z ktorego nabijali sie wszyscy i tym ktory zawsze stal z boku klasy, bez znajomych, przyjaciol, zupełnie sam. Tak było przez podstawówke, gimnazjum, liceum. Gdy poszedłem na studia poznałem dziewczyny. Poznalismy sie dokladnie 1 pazdziernika zeszlego roku. Dziewczyna ta jest prawie lustrzanym odbiciem mnie. Ma prawie taki sam charakter, podobne doswiadczenia ze szkoly, brak przyjaciol, czy kogokolwiek z kim moglaby sie podzielic problemami. Podobnie bylo ze mna a ze przy niej czulem sie jak przy nikim innym totez rozmawialo nam sie nadzwyczaj dobrze. Ona jest jedyna dziewczyna ktora wie o mnie wszystko, zna mnie calego i rozumie i dla ktorej jestem gotow zrobic wszystko.
Ale do sedna.
Zanim mnie poznala miala chlopaka z ktorym byla 2.5 roku. Związek ten nie był idealny, można rzec że byl bardzo od tego daleki. Chlopak ten był egoistyczny i zamkniety w sobie. Nie mogla z nim porozmawiac o wszystkim i nie byla z nim szczescliwa. Nie ukladalo im sie, bez przerwy sie klucili i widywali raz na dwa tygodnie albo rzadziej. W Maju bodajze, zeszlego roku dziewczyna ta poznala żonatego mezczyzne z ktorym na poczatku rozmawiala o wszystkim. Ktory jej doradzil, przy ktorym czula sie szczesliwa. Zupelnie inaczej jak przy swoim ówczesnym chłopaku. Nie minelo wiele czasu i zdradzila go z tym mezczyzna co mialo potem oplakane skutki. Mezczyzna ten gdy tylko to sie stalo zaczal ja ignorowac. Zupelnie jakby nie istniała badz jakby mial do niej jakis wyrzut. Kiedy poznalem ta dziewczyna ona mi to wszystko opowiedziala. Jak swierdzila potem, gdyby wiedziala ze bede jej chlopakiem, nie powiedziala by mi tego wszystkiego bo przez to byla wiekszosc naszych klopotow.
Po pewnym czasie stwierdzila ze zakochala sie w tym mezczyzni, albo raczej zauroczyla nim. Nie mogla przestac o nim myslec ale na moja prosbe unikala go przez 4 miesiace. Po tym czasie poszla do psychologa bo nie mogla sobie z tym poradzic a ze ja widywalem ja raz na tydzien albo dwa na zjazdach (mieszkamy od siebie 150 km ok. i studiujemy zaocznie) nie moglem jej pomoc na tyle na ile bym chcial. Psycholog stwierdzila ze powinna porozmawiac z tym mezczyzna i wyjasnic o co chodzi i zeby dal jej spokoj. Odradzalem jej to bo balem sie jak to sie moze skonczyc. Po tygodniu bodajze poszla do drugiego psychologa do ktorego numer dostala od tej poprzedniej. Ta z kolei powiedziala ze ma go unikac i nic mu nie mowic.
Dziewczyna ta miala zwyczaj pisania listów gdy miala problem. Nie miala komu sie wygadac wiec zeby rozladowac natlok mysli przelewala je na papier. Dzieki temu dowiedzialem sie co zrobila. Pech albo i nie, chcial ze przypadkiem, jak ona twierdzi, list na ten temat zabrala na zjazd. Napisala w nim ze mnie zdradzila i ze nie wie co robic bo nie zamierza mi sie przyznac bojac sie ze mnie straci. Przez te wszystkie lata szkoly gdy mnie wysmiewano, wykorzystywano itp itd nabawilem sie fobi spolecznej (stwierdzonej przez psychologa) przez co jestem bardzo nieufny i trudno odzyskac moje zaufanie. I ona o tym wiedziala od samego poczatku. A mimo to mnie oklamywala mowiac ze wszystko jest w porzadku.
Gdy przeczytalem co ona mi zrobila nie moglem w to uwierzyc. Ona jest dla mnie wszystkim, jest jedyna tak bliska mi osoba i jedyna na ktorej mi tak bardzo zalezy. Kocham ja pomimo tego co mi zrobila i jestem w stanie jej to wybaczyc ale nie potrafilbym jej znowu zaufac. Ona ma tylko mnie a ja tylko ją, nie wiem co robic. Nie potrafie odejsc i zostawic ja bo nie zniose mysli ze cos moze jej sie stac a ja sie o tym nie dowiem. Nie moge tez byc z nia i dawac jej zludna nadzieje na to ze to sie da naprawic bo ja szczerze w to watpie. Co prawda obecnie jestesmy na relacjach przyjacielskich i tak jak przedtem dalej planujemy zamieszkac razem w poznaniu pomimo tego co sie stalo z zaznaczeniem ze nie jestesmy juz para i w kazdej chwili mozemy miec kogos innego. Nie wiem jednak czy taki uklad ma sens. Czy nie latwiej bedzie nam obojgu jak sie rozstaniemy calkowicie. Czy moze jednak nie? Czy moze taka przyjazn ma sens ?
Co ja mam robic....?