Hej net kobietki, mam nadzieje że moje rozterki was nie denerwują, ja ciągle jestem zagubiona i potrzebuje zdrowego spojrzenia na świat, które wy możecie mi po prostu przekazać. Jak już kiedyś wspominałam, ja i mój narzeczony, mieliśmy większe i mniejsze kłótnie, jednak potrafimy ze sobą rozmawiać, mówić co nas w sobie drażni, irytuje. Kochamy się. Ja po przejściach z babcią zamieszkałam u niego, jest nawet dobrze, ale... Mieszkamy z rodzicami... Przejdę do sedna sytuacji...
Otóż kiedyś rozmawialiśmy z bratową żeby otworzyć tam gospodarstwo agroturystyczne. Ale temat ucichł. Ja ostatnio chciałam odświeżyć ten temat, rozmawiałam z narzeczonym że to bardzo dobry pomysł, całą górę byśmy zrobili pod agroturystykę, a na dole jak mieszkali będą mieszkać jego rodzice, i miałam ciche marzenie że jeżeli tak to po prostu obok praktycznie wybudujemy NASZ DOM. Taki w którym to ja będę gospodynią, w którym nikt nie będzie mi mówił co jeść, gdzie nie będę się bała że ktoś mnie usłyszy, że będę mogła robić co chce. Co z tego że obok, ważne że oddzielnie. Przecież wyremontowanie całej góry wyniesie tyle co postawienie domu, przecież mamy działkę, przecież narzeczony budował domy, mój tato, brat.
Mamy idealne warunki do agroturystyki, byłoby wynajęte powiedzmy 2-3 pokoje+kuchnia+toaleta. Całkiem dobrze, odpowiednio dopasowany klimat, mamy duże podwórko, obok jest las, obok kobieta ma konie i prowadzi szkółkę jeździecką, można się z nią dogadać,sami mamy konia.
Czy mam prawo wymagać od mojego narzeczonego aby chciał tak jak ja mieć dom w którym my sami będziemy mieszkali, bez jego rodziców, mu niestety jest jak jest ale mu tak odpowiada pasuje. W ogóle wcześniej nie było żadnego tematu na temat domu.
Czy to ma sens? Czy po prostu nie dążyć do tego, wyremontować górę, i żyć tak jak pewnie będę żyła, z irytacja że czego oni tu znowu idą ![]()