Witam,
Mam 22 lata i przeszłam w życiu wiele... Ale chce napisać o ostatnich 3 latach.
W wieku 19 lat urodziłam córkę, moja plany o studiach przeszły koło nosa. Mój mąż (jeszcze mąż), ma 30 lat i jemu to odpowiadało. 8 miesięcy po urodzeniu pierwszej córki dowiedziałam się, ze jestem w kolejnej ciąży... Byłam załamana... Zabezpieczaliśmy się i nic to nie dało. (ostatnio mi wykrzyczal, ze on chcial rodziny, mowil mi kiedys o tym i powinnam byc przygotowana na dzieci! ) Urodziła się druga córeczka. W tym czasie mieszkalismy i jego rodziców, wzięliśmy ślub, kredyt na mieszkanie... Ktore nie nadaje sie do zamieszkania.
Od poczatku nie bylo miedzy nami dobrze. Ale trwałam przy nim z nadzieją, ze jak sie urodzi dziecko to bedzie dobrze. Przez te lata nie slyszalam, ze jestem ladna, ze mnie kocha (chyba ze zapytalam), musialam sie prosic zeby mnie pocalował.
Wieczne kłótnie i awantury, bo on zarabia a tylko narzekam:/ tragedia, bo prosilam zeby spedzal z nami wiecej czasu, ale po co? On wolal komputer, wiecznie siedzial zamkniety z twarza w ekranie
Zadnego dobrego slowa, pierwsza rocznica slubu- nawet zyczen nie zlozyl, tak samo walentynki i inne okazje...
Nie czulam sie przy nim kobieco, ladnie, wartosciowo. Jego slowa tylko poglebialy we mnie poczucie beznadzieji i odrazy do siebie. Mimo ze bardzo dobrze sie trzymalam w ciazy a po urodzeniu dzieci, mimo zmeczenia dbalam o siebie i cwiczylam, podobno wygladam lepiej niz przez ciazami... Ale tego tez nie widzial. Co z tego ze sie staralam jak nikt tego nie widzial? Nie docenial?
Teraz nie potrafie czuc sie ladna, kobieca... Jestem zmeczona dziewczyna z dwojka dzieci, za kilka miesiecy separacja, bo w koncu odwazylam sie powiedziec dosc. Rodzice mi pomagaja. Mam arytmie, depresje...
On tak bardzo zdeptał we mnie poczucie wlasnej wartosci... Nie umiem uwierzyc w siebie
jak to zmienic?
Od ciaglego powtarzania przez niego "nic nie umiesz", teraz ciagle tak mysle... A przeciez mam zadbane, ladne corki, zdrowe.
Jak to zmienic? Jak uwierzyc w siebie?