Witam
Chciałabym się dowiedziec czy zmagałyście/ zmagaliscie się z probelmem tzw męskich jaskiń. Otóż mój chłopak był zawsze dobry kochany, okazywał uczucia itd,.3 tygodnie temu okazało się , że ma powazne probelmy mieszkaniowo-finansowo-rodzinne przez pierwsze półtora tygodnia nic nie mowił ale wyczułam jego dziwne zachowanie. Wycisnęłam z niego prawde, pojechałam do niego na weekend ( mieszkamy w roznych miastach 50 km od siebie). Był przygazsony mało mowil , słabo wyglądał. Wróciłam do domu po dwóch dniach nie wytrzymałam znowu sprowokowąłm kłótnie dlatego, że zrobił się strasznie zdystansowany, chłodny , nie sżło z nim pogdac, powiedział, ze przez te problemy nie wie czy go stać na związek, że sytuacja się zmieniła i zebym go nie przyciskała, że kocha mnie ale woli być sam.
Przemyślałam sprawe, powiedziłam mu, że szanuje to i skoro się kochamy to ja będe go wspierać w taki sposób, że dam mu troszkę czasu, samotności, aby sobie poukładał. PO 3 dniach znikomych kontaktów przedwczoraj zadzwonił i była to pierwsza normalna rozmowa od dlugiego czasu, wieczorem sms, wczoraj znowu rozmawialismy i znowu było ok, wieczorem nie odezwałam się słowem on tez i dziś z samego rana do mnie dzwonił. Jednak nie chciał się dziś spotykać zaproponował nastepny weekend.
Jest mi ciężko momentami, nie dlatego, że muszę mieć go non stop przy sobie , tylko brak mi czułości, smsów brak mi go duchowo i psychicznie. Wykluczam osoby trzecie...choć przyznaję, że nawet się go o to zapytałam -mamy od początku z tym jasno postawioną sprawę.
Zastanawiam się czy to faktycznie jest tak , że kiedy oni mają takie problemy to odsuwaja wszytsko od siebie , aby pobyć sami? chcialabym , aby sie pozbierał i aby wróciło wszystko do normalnosci, sama nie wiem ile wytrzymam , bo nie czuję się tak kochana i nie czuję tego bezpieczenstwa co zawsze.
pozdrawiam