W skrócie i od początku:
znałam X z widzenia, ale nawet nie na 'cześć'. Wyszła sytuacja, w której on zaprosił mnie na kawę, ja wtedy się wymigałam, bo 'nie mam czasu' i miałam się odezwać 'jak będę miała czas'. Czas znalazłam po kilkunastu tygodniach, odezwałam się w sumie pod wpływem impulsu, coś w stylu 'a co mi szkodzić spróbować'.
Byliśmy razem w kinie, było bardzo sympatycznie. Umówiliśmy się, że jeszcze się spotkamy, ale jakoś miało "wyjść w praniu". Dostałam smsa na dobranoc tego wieczoru. Następnego dnia niespodziewanie przyjechał do mnie 'bo chciał mi filmy podrzucić', o których rozmawialiśmy dzień wcześniej, chociaż nie było rozmowy, że ma mi je przywieźć czy coś. Widzieliśmy się wtedy tylko chwilkę. Przez następne dwa tygodnie pisaliśmy smsy, bo wyjechałam, nie powiem, że nie były miłe
Drugie spotkanie było u niego- nie całowaliśmy się ani nic takiego, skończyło się na przytulaniu. Do następnych spotkań już nie doszło, bo raz odwołał w ostatniej chwili (później przepraszał i pytał, czy bardzo zła jestem), a przed kolejnym-które sam zaproponował.. wyłączył telefon. Napisałam wtedy smsa, że jeśli nie chciał się ze mną spotkać to wystarczyło napisać wprost. Nie odp nic. Cisza trwała tydz, bo miałam jedną rzecz, którą mi pożyczył, więc napisałam, że jak chce ją odebrać to powiem, że przyjedzie to mu ktoś w domu da. Odpisał, że poczeka aż będę w domu i żebym dała znać. Potem cisza. Ostatnio wysłałam do niego ':)', a on od razu napisał co słychać itd. Po raz kolejny też dodał, że ma dużo na głowie i dużo problemów mu się nazbierało. Już potem się nie odezwał.
Znudziłam mu się? Jako na początku moje zainteresowanie mu nie przeszkadzało, on też wydawał się być zainteresowany. Nie jestem typem dziewczyny, która rzuca się na facetów. Może rzeczywiście ma jakieś poważne problemy? Ale z drugiej strony jakby chciał to by się odezwał. Co o tym myślicie..?