Czesc Dziewczyny:). Jestem tutaj nowa i mam dylemat. Bylam zwiazana z mężczyzną starszym ode mnie o 8lat. Nasz zwiazek trwal 7lat. Mieszkalismy prawie od poczatku razem. Niestety, ale przez ostatnie 3lata bylo to pasmo regularnych klotni, przede wszystkim na tle naszej przyszlosci. On bardzo bal się tego,ze nie bedzie w stanie utrzymac rodziny, wiec tym samym nie byl gotowy, aby ja zalozyc. To powodowalo moje frustracje. Uwazalam,ze moglby wiecej pracowac, bo nie wykorzystywal w pelni swoich mozliwosci(pracowal na 3/4etatu). To bardziej ja mialam marzenia odnosnie zmian np. remont, założenie rodziny, a nie on. Oczywiscie, rowniez zarabialam, ale moja sytuacja była mniej stabilna, więc na wypadek ciązy to on musiałby nas utrzymywać. W koncu podjelam decyzje o wyprowadzeniu się od niego. Nadal spotykaliśmy się, skonczyly się kłotnie, bo przestalam od niego czegokolwiek wymagac. Spędzaliśmy bardzo miło czas. W tym samym okresie otrzymalam informację o możliwości otrzymania w spadku mieszkania.On od razu zaczal widziec nasza przyszlosc, ze wynajmiemy moje mieszkanie,bedziemy mieli dodatkowe pieniądze, a więc tym samym będzie go stać na utrzymanie rodziny. Nie wiem dlaczego zamiast się cieszyć, zaczęłam widziec to troche inaczej, że on chce isc po najmniejszej linii oporu i znow zaczelam od niego wymagac. Ostatecznie postanowilam ten zwiazek zakonczyc raz na zawsze. Jednocześnie mówiąc mu, iż go nie kocham, by na zawsze skonczyc ta szarpaninę. Najgorsze jest to,ze nie wiem, co naprawdę teraz czuję, poza tym, że mi go brakuje i czuję się samotna. Nie wiem, czy dobrze zrobiłam......Moze bardziej doświadczone osoby coś mi podpowiedzą. Z góry dzięki.
Chcialabym dodać,ze ogolnie ma trudny, uparty, trochę egoistyczny charakter, nie znosi kłótni i trudnych rozmów, ale jest dobrym czlowiekiem. Zawsze moglam na niego liczyć, ufałam mu całkowicie. Był moim największym przyjacielem, podróżowaliśmy, czytaliśmy, prowadzilismy dysputy intelektualne itp.